Co zrobić, gdy dziecko ogłasza jedzeniowy protest? Jak stłumić bunt w sprawie natki pietruszki i marchewki pływających w rosole? Czy dziecko można karmić tylko makaronem i paluszkami z kurczaka? To rozterki rodziców, których maluchy do jedzenia mają dość kontrowersyjny stosunek. Akceptowana przez niejadka paleta smaków jest w takim domu skromna, a potrzeby niewyszukane. Droga do wyrafinowanego podniebienia kapryśnego dotąd dziecka też nie jest prosta. Są na szczęście sprawdzone sposoby, dzięki którym prawie z każdej pociechy da się zrobić smakosza.

Moje dziecko nie je zielonego, koleżanki nie lubi warzyw, a syn sąsiadki ostentacyjnie odsuwa talerz z mięsem. Babcia biega z łyżką i prosi o zjedzenie rybki za mamusię, tatusia i kuzynkę z Ameryki. Tata za pusty talerz daje bilet do kina. Te dylematy powtarzane są w wielu rodzinach i narastają proporcjonalnie do kolejnego odrzucanego składnika.

Gdy dziecko nie lubi zaledwie kilku smaków, można to bez niepokoju akceptować. Sami przecież mamy swoje jedzeniowe preferencje i jeśli ze szpinakiem nam nie po drodze, to nie rozpoczynamy każdego dnia od zielonego koktajlu. Dziecięce wybory też trzeba tolerować, ale w granicach zdrowego rozsądku. Nie może być tak, że ponieważ na widok sałaty, buraka i marchewki dziecko dostaje drgawek, to znikają one całkowicie z jego menu. Dla zachowania świętego spokoju. Lepiej zdecydowanie wykonać twórczą pracę u podstaw i nielubiane jedzenie odczarować.

Zupa Shreka

Na kulinarnych warsztatach, które prowadzę dla dzieci, często one same przekonują się, że ich niechęć do jedzenia wynika z wiary w smakowe legendy. Nie jedzą brokułów, bo kiedyś usłyszały, że są niedobre. Pomidory lubią tylko w ketchupie, a seler i pietruszka mogłyby dla nich nie istnieć. Tymczasem, jak wspólnie odrywamy różyczki brokułów, by potem zamienić je w zieloną zupę Shreka, to przy degustacji opinia ulega diametralnej zmianie.

Uczę dzieci, by najpierw poznały każdy składnik, opowiadam im skąd się wziął, zachęcam, by go powąchały i przywołały swoje skojarzenia. Zawsze pytam o ich pomysły na wykorzystanie go w daniu. Czasami są abstrakcyjne, ale wcale nie oznacza, że złe. Najlepsi kucharze mówią, że w kuchni nie ma ograniczeń i zaskakująco łączą smaki. Okazuje się więc, że gdy pozwala się dziecku na kulinarną kreatywność, razem wybiera dodatki do zupy, doprawia ją według jego gustu, to nagle nad talerzem odkrywamy małego smakosza.

Dzieci lubią czuć się ważne, więc dobrze je wpuścić do kuchni, pozwolić coś pokroić, wymieszać, dosypać. Nawet, jeśli zbyt grubo rozwałkują ciasto na pierogi, trzeba je nagradzać za chęci. To naprawdę działa, bo zrobionym przy własnym udziale daniom, trudniej jest się oprzeć.

Sztuka na talerzu

Składnikom, z którymi dzieci były dotychczas na bakier, fajnie jest nadać atrakcyjnego charakteru. Rosół może mieć magiczną złotą moc, która sprawia, że jest więcej siły do zabawy. Dobrze jest zasugerować, że ta zupa wspiera ulubioną postać z bajki, która zajada się nią każdego dnia. Dzieci uczą się przez naśladowanie. Jeśli do pochłonięcia łososia z puree szpinakowym zainspirują je Smerfy, Elza z Krainy Lodu albo Masza i Niedźwiedź, fantastycznie!

Słowo nie lubię, niech będzie wyzwaniem, a nie hasłem do zakończenia walki o pełny żołądek dziecka. Ja swojej 3,5 letniej córce często powtarzam, że to ona karmi swój brzuszek i gdy o niego dba, to on się cieszy. Taka banalna wizualizacja przynosi efekt, bo mała wie, że na to, co ona zje, jej brzuch czeka. Bywa, że po obiedzie czy kolacji rysujemy na nim uśmiechniętą buźkę.

Dziecko powinno mieć świadomość po co je i dlaczego nie może karmić się tylko czekoladą oraz lodami. Słowo musisz lepiej wyeliminować, bo ono stawia rodziców na przegranej pozycji. Dzieci przekonują dobre argumenty, serwowane im w sposób adekwatny do wieku. Można próbować zaprzyjaźniać je z panią cukinią i dostojnym bakłażanem.

Przy wspólnym stole

Droga do jedzeniowego sukcesu zaczyna się przy stole. Wiem, że, gdy dziecko kaprysi, to cieszymy się z każdego kęsa, który przełknie i miejsce, gdzie to robi nie ma znaczenia. Warto jednak od początku dbać o detale, bo one są elementem całej układanki. Jestem zwolenniczką sadzania niemowlaka w foteliku do karmienia nawet, gdy ma zjeść tylko zwykłego jednego biszkopta lub napić się wody.

Pomijam kwestie bezpieczeństwa, choć są one istotne, ale ogromne znaczenie ma też wyrabianie nawyku jedzenia przy stole. Nie w biegu, na szybko, przy okazji. Śniadanie, obiad czy kolacja muszą mieć swój rytm, inaczej trudno od dziecka wymagać zainteresowania nimi, czy skupienia na poszczególnych smakach. Karmienie w czasie oglądania bajki to prosta droga do wychowania jedzeniowego ignoranta. Sami też nie pochłaniajmy kanapki na kanapie. Dzieci to widzą i trudniej potem wymagać od nich innego zachowania.

Maluchy uwielbiają gadżety, więc warto przy stole zadbać o odpowiednią oprawę. Niech do wspólnego gotowania mają swój fartuszek, a jedzenia talerz w ulubionym kolorze. By chętnie piły wodę czy koktajle serwujmy je ze słomkami, w innych kubkach niż te nudne do herbaty. Jeśli nasza dziewczynka przeżywa fascynację różowym, niech je na takim talerzu. Dla nas to drobiazg, dla niej wydarzenie.

Jem, jak Ty

Dzieci uczą się przez naśladowanie i to dotyczy też jedzenia. Moja córeczka przez kilka dni odmawiała jedzenia ziemniaków, bo tak robiła jej koleżanka Tosia. I choć, jak opowiadała mi opiekunka w przedszkolu, widać było, że mała rezygnuje z trudem, była konsekwentna. Pomogła dopiero długa rozmowa i pytania, czy naprawdę przestało jej smakować dotąd ulubione puree, czy po prostu chce być, jak inne dziewczynki. Warto więc dociekać skąd niechęć do konkretnych smaków.

Czasami dzieciom nie odpowiada konsystencja dania i odsuwają od siebie talerz, zanim zdążą spróbować tego, co na nim jest. Jeśli zależy nam, by wzmacniać odporność kaszą jaglaną, a córka i syn w tej sprawie nie chcą współpracować, lepiej z kaszy jest zrobić budyń albo kokosowe trufle. Nowe formy są bardziej kuszące i chętniej konsumowane. Inspirująca zabawą może być zawiązanie dziecku oczu i odgadywanie produktów. Małym dzieciom dobrze jest wcześniej pokazać, jakie składniki będą do wyboru, to im ułatwi odpowiedzi. Sprawdzałam tę metodę wiele razy, zawsze działa. Wykorzystuję ją często wtedy, gdy dziecko kaprysi w restauracji. Starsze dzieci mogą szczegółowo opowiadać, jakie smaki czują ich kubki, z czym one im się kojarzą.

Kluczem do rozwiązania jedzeniowych problemów jest czas. Proces zmiany nawyków, troski o to nie tylko co je, ale jak je nasze dziecko musi potrwać. Zaangażowanie rodziców na pewno przyniesie efekt. Trzeba tylko spróbować. I wykorzystać sposoby na niejadka!

5 sposób na niejadka

 

  • zaangażuj dziecko do wspólnego tworzenia domowego menu, niech raz w tygodniu będzie to, na co on ma ochotę,
  • zabieraj dziecko na zakupy i opowiadaj o poszczególnych składnikach, skąd pochodzą, jak się je uprawia,
  • gotujcie razem ze składników, które kupicie,
  • funduj atrakcje na talerzu, zamiast zwykłych kanapek, twórz na kromkach kolorowe obrazki, a warzywa przemycaj w koktajlach podawanych w kolorowch kubkach, ze słomką,
  • dbaj o wizualne detale talerzy dziecka, sztućców czy podkładek. Niech będą kolorowe, z motywami ulubionych bajek, najlepiej by dziecko samo sobie mogło wybrać swój komplet zastawy.

 

Przepis na łatwe placuszki do zrobienia z dzieckiem

Składniki:

 

  • 2 banany
  • 2 jajka
  • 50 g wiórków kokosowych
  • duża łyżka mąki ryżowej lub jaglanej
  • łyżeczka cynamonu
  • owoce do dekoracji
  • olej do smażenia
  • syrop klonowy lub cukier puder do dekoracji

 

Banana pokroić, dodać jajka i zblendować. Wsypać wiórki, mąkę i cynamon, ponownie zmiksować. Na patelni rozgrzać olej. Łyżką nakładać niewielkie placuszki. Smażyć na małym ogniu do zarumienienia z obu stron. Ciepłe oprószyć cukrem pudrem lub polać syropem klonowym czy miodem.

Sylwia Majcher

Author: Sylwia Majcher

dziennikarka, blogerka i mama, której dzieci najbardziej lubią czarne oliwki i hummus. Absolwentka wielu kursów kulinarnych w Polsce i za granicą oraz studiów podyplomowych związanych z żywnością na warszawskiej SGGW. Kolekcjonuje książki kucharskie i przepisy z całego świata oraz kulinarne wspomnienia z podróży. W nowych miejscach zamiast muzeów odwiedza lokalne targowiska. Gotuje sezonowo, choć lubi smakowe eksperymenty. Swoimi przepisami dzieli się na blogu: kuchniawformie.pl

zobacz artykuły