Ekolodzy alarmują. Jemy stanowczo za dużo mięsa, a jego masowa produkcja druzgocąco wpływa na planetę. Katastrofę można powstrzymać między innymi dietą. Na talerzach zamiast kotleta i steka częściej powinny pojawiać się kasze, strączki i warzywa. To przepis na nowy trend w kuchni fleksitarianizm!

Elastyczny wegetarianizm

to najkrótszy opis diety, która nie zobowiązuje do całkowitego pożegnania z mięsem, a wymaga jedynie bardziej rozsądnego podejścia do białka zwierzęcego. Dla zdrowia natury i naszego. Z mięsem przesadzamy – zjadamy je kilka razy dziennie, bo jest tanie i łatwo dostępne. Kanapki z szynką, pierś z kurczaka na obiad i makaron z indykiem na kolację. Przeciętny Polak konsumuje ponad 70 kilogramów wołowiny, wieprzowiny i drobiu rocznie, a dla lepszego samopoczucia swojego i planety powinien o połowę mniej. Kierujemy się wygodą, bo przygotowanie gulaszu czy potrawki nie wymaga specjalnych umiejętności. Warzywa potrzebują więcej uwagi, by wybrzmiały z całą mocą.

Chemia na talerzu

Jesteśmy też przyzwyczajeni do tego, że to mięso gra główną rolę. Znacie pewnie te namowy babci i mamy – ziemniaki zostaw, kotelcik zjedz. Zrobiły swoje i zakodowały w wielu świadomościach, że to mięso ma wartość, a pozostałe składniki są na doczepkę. Przyszedł czas, by odwrócić proporcje, bo zatraciliśmy się w tym mięsnym apetycie. Nadmiar wołowiny i wieprzowiny sprzyja rozwojowi chorób krążenia, reumatoidalnemu zapaleniu stawów, a nawet niektórym rodzajom nowotworów. WHO w najnowszym raporcie wskazuje, by to warzywa, owoce i zboża były podstawą zdrowej diety. Żywieniowcy sugerują, by drób jeść nie częściej niż 2-3 razy w tygodniu, a czerwone mięso jeszcze rzadziej. I to nie smażone ale gotowane lub pieczone. Z dobrych hodowli, a nie masowego uboju, bo to może mieć w składzie antybiotyki.

Produkcja kilograma wołowiny wymaga zużycia takiej ilości wody, jaką wykorzystujemy w czasie jednego prysznica. Jeden roślinny posiłek pozwala zaoszczędzić co najmniej 5000 litrów wody. Do tego przemysłowa hodowla zwierząt odpowiedzialna jest za 18% globalnej emisji dwutlenku węgla. W takich fabrykach znacząco przyspiesza się dojrzewanie zwierząt. Krowy już po roku trafiają na rzeź, świnie po 6 miesiącach, a kury po 2. By nabierały właściwej masy faszeruje się je antybiotykami, sterydami i hormonami. Bywają nienaturalnie przerośnięte, a ich mięso jest zbyt różowe lub czerwone. Z raportu Najwyższej Izby Kontroli wynika, że w ciągu 5 lat o 23% wzrosła w Polsce sprzedaż antybiotyków dla zwierząt. Mięso kiepskiej jakości jest tanie i szybko się psuje. Wędliny, które po jednym dniu w lodówce stają się oślizgłe i zbytnio nasączone wodą pokazują na jakie pułapki jesteśmy narażeni.

Schabowy pod mikroskopem

Jednym z pomysłów na zastąpienie mięsa w naszej diecie jest hodowla hamburgera z probówki. To na razie dość droga inwestycja, bo pierwszy kotlet wyprodukowany w amerykańskim laboratorium kosztował ponad 300 tysięcy dolarów. Cena ma stopniowo spadać, ostatnie doniesienia z Japonii mówiły, że tamtejszym naukowcom udało się wyhodować stek już za kilkudziesiąt dolarów. Takie mięso na razie nie trafiło do masowej sprzedaży, choć na jego korzyść oprócz względów etycznych przemawiają także kalkulacje ekologiczne. Produkcja sztucznego mięsa emituje o 90 procent gazów cieplarnianych mniej niż kotleta z krowy, a do wyhodowania tony wołowiny in vitro potrzeba prawie 400 razy mniejszej powierzchni ziemi niż wymaga tego tradycyjna produkcja mięsa. Prognozy najbardziej optymistycznych ekologów mówią o tym, że do 2050 roku sztuczne mięso zastąpi to prawdziwe. I będzie nie do rozpoznania, bo wygląd, smak i jakość uda się w laboratorium uzyskać podobną.

Więcej roślin

Zamiast czekać na efekty prac naukowców, lepiej tak skomponować dietę, by mięso występowało w niej gościnnie. Dominować mają nie mniej wartościowe i wyraziste smaki:

  • Pełne ziarna zbóż, kasze, ryże
  • Warzywa i owoce
  • Oleje i oliwy
  • Strączki
  • Tofu
  • Nasiona i orzechy
  • Nabiał
  • Sporadycznie ryby i mięso dobrej jakości
  • Przyprawy, mniej soli i cukru

Wybierana żywność powinna być nieprzetworzona i jak najlepszej jakości. Tutaj warto zrobić ukłon w stronę warzyw, bo większość z nich jest doskonałym źródłem witamin i soli mineralnych. Najlepsze są w surowej postaci lub gotowane na parze. Można z nich robić pasty do kanapek, zupy, pulpety, wytrawne tarty, a nawet desery. Strączki zapewnią właściwą porcję białka i wypełnią skutecznie żołądek. Są sycące i lubią rozmaite dodatki. Da się je mieszać z warzywami w gulaszach, dodawać jako uzupełnienie do zup, kleić z nich kotlety. Doskonałym źródłem tłuszczu będą natomiast pestki dyni, słonecznika, siemię lniane, orzechy, migdały. Mają sporo kalorii, ale i cennego białka, żelaza czy magnezu. Kasze i ryże są pełne wspierającej organizm mocy. Jaglana pięknie oczyszcza i wpływa na poprawę odporności. Gryczana ma dużo potasu i miedzi, reguluje znakomicie przemianę materii. Jęczmienna działa przeciwwirusowo i antybakteryjnie. Kuskus ma mnóstwo białka i jest lekkostrawna.

Pożegnanie z mięsem

Dietetycy odchodzą już od konieczności czerpania energii wyłącznie z białka zwierzęcego i warto im zaufać. Mamy wokół całkiem solidne zasoby dobrych produktów, którymi możemy wspierać nasz organizm. Przez wiele lat mięso na stole pojawiało się od święta, więc powrót do korzeni, do którego skłania fleksitarianizm. To bardziej styl życia niż dieta, bo namawia do rozsądniejszych wyborów i nie wprowadza konkretnych ograniczeń. Gwiazdy takie, jak szef kuchni Jamie Olivier czy aktorka Salma Hayek, które podchwyciły pomysł, zachęcały do bezmięsnych poniedziałków. Hasło nawet całkiem zgrabnie rozprzestrzeniło się w mediach i sieci i dało początek dyskusji o tym, czy czasowa rezygnacja z mięsa ma sens.

Odpowiedzią na ten trend jest menu rozmaitych restauracji, w większości można liczyć na przynajmniej jeden wegetariański, a czasem nawet i wegański posiłek. I to nie są warzywa z wody albo licha sałatka. Szefowie kuchni całkiem sprawnie radzą sobie z wyzwaniami, jakie stawiają przed nimi trendy i serwują dania, które są śmiałą konkurencja dla mięsa.

W domowych warunkach fleksitarianizm niech wybrzmiewa w rytmie sezonu, to co oferują targowe skrzynki powinno być pierwszym wyborem. Ta dieta nie wymaga używania egzotycznych i drogich przypraw oraz składników. Mamy czerpać z tego, co dla naszego organizmu jest naturalne.

 

  • Z mięsa najlepiej rezygnować stopniowo, by się nie zniechęcić szybko

Na początku warto zmienić proporcje – w daniu niech pojawi się więcej warzyw, a mięso będzie dodatkiem. Skutecznie sprawdzą się tutaj gulasze, zupy, zapiekanki, tarty.

  • Kanapkę z szynką co drugi dzień warto zastąpić chlebem z pastą warzywną lub hummusem.
  • Dobrze jest eksperymentować z zupami – gotować je na warzywnym bulionie i intensywności szukać w przyprawach – świeżych ziołach.
  • Drobne oszustwa w postaci kotletów jaglanych, burgerów z buraka czy chilii sin carne z ciecierzycą i wędzona papryką ułatwiają zadanie
  • Warzywa niech pojawiają się w różnej postaci, kiszone, blanszowane, duszone, marynowane, gotowane, pieczone. By mogły być konkurencją dla mięsa, nie powinny być nudne.

 

Co w zamian?

Fleksitarianizm opłaca się naszemu portfelowi, organizmowi i środowisku. Mięso owszem ma dużo białka, ale też tłuszczu i sodu. Gdy je ograniczymy możemy uregulować poziom cholesterolu, ciśnienie krwi, zmniejszyć ryzyko wystąpienia zawału czy zachorowania na raka. Jedzenie warzyw, owoców, kasz i strączków pozwala unormować glukozę, schudnąć i poprawić stan skóry. Badania wskazują, że fleksitarianie ważą o 15% mniej niż klasyczni mięsożercy. Ważne jest, by częściej wybierać produkty nierafinowane, pełnoziarniste i lokalne. Dzięki takim decyzjom możemy uniknąć niektórych chorób cywilizacyjnych, polepszyć kondycję organizmu i samopoczucie. Fleksitarian ma szansę na to, by żyć co najmniej o 3,5 roku dłużej niż ten, kto codziennie zjada mięso. Niech to będzie wskazówka zaostrzająca apetyt na tę dietę.

Sylwia Majcher

Author: Sylwia Majcher

dziennikarka, blogerka i mama, której dzieci najbardziej lubią czarne oliwki i hummus. Absolwentka wielu kursów kulinarnych w Polsce i za granicą oraz studiów podyplomowych związanych z żywnością na warszawskiej SGGW. Kolekcjonuje książki kucharskie i przepisy z całego świata oraz kulinarne wspomnienia z podróży. W nowych miejscach zamiast muzeów odwiedza lokalne targowiska. Gotuje sezonowo, choć lubi smakowe eksperymenty. Swoimi przepisami dzieli się na blogu: kuchniawformie.pl

zobacz artykuły