Jesień zjawiła się prawie niepostrzeżenie bo nadal jest ciepło i przyjemnie chociaż coraz częściej zjawiają się wietrzne i deszczowe dni. No i światła niestety mamy coraz mniej.

Właśnie dlatego staram się złapać każdy promień słońca, jego ciepło, a najlepiej mi to wychodzi kiedy przemierzam okolice przyjemnym tempem biegowym. Kilka dni temu, ładnych kilka kilometrów od domu, wbiegłam na wąską ścieżkę wzdłuż ogromnej, dzikiej łąki. Chłonęłam zapach wilgotnej trawy i liści, słonko grzało przyjemnie kiedy coś niespodziewanie rzuciło mi się w oczy. Był to przepiękny, kolorowy latawiec, którego puszczał mały chłopiec w towarzystwie kogoś dorosłego. Aż westchnęłam z zachwytu!

Przypomniałam sobie czasy dzieciństwa, kiedy razem z tatą budowaliśmy latawce. No , może tato budował, a ja się przyglądałam. Moim zadaniem było pomalować papier, którym później pokrywał przygotowany z cienkich listewek, solidny szkielet. A, no i ogon też robiłam. Długi i kolorowy, z lekkich jak piórko bibułek.

To był prawdziwy rytuał, który pochłaniał nas wszystkich. Nie mogłam się doczekać chwili, kiedy wyjdziemy go wypuścić. I oczywiście to znowu tata był bohaterem, bo trzymając wysoko nasz latawiec, potrafił się wystarczająco rozpędzić żeby latawiec złapał wiatr i uniósł się w niebo.

Wystarczył lekki podmuch wiatru, a latawiec jak natchniony leciał do chmur, próbując nam się zerwać. Kiedy był na odpowiedniej wysokości dostałam do potrzymania linkę, która przywiązana była do solidnego patyka, idealnie służącego za ster.

Jakież było moje zaskoczenie, kiedy poczułam siłę napiętej linki! Nie sądziłam, że leciusieńka konstrukcja, napędzona wiatrem może mieć taką siłę. Naprawdę mocno musiałam trzymać patyk, żeby go nie wypuścić.

Nie wiem, czy kiedykolwiek puszczałaś latawiec ale jest to wspaniała zabawa, która ma trochę z magii. Mnie kolorowy latawiec, z trzepoczącym na wietrze ogonem, zawsze kojarzył się z marzeniami, które puszczam wysoko do nieba. I miałam głębokie przeświadczenie, że one lecą tak wysoko żeby się spełnić. W zasadzie, po wielu latach nie pozostaje mi nic innego jak…potwierdzić, że tak w istocie się stało .

Nie piszę o latawcu tylko i wyłącznie z sentymentu, natchniona zapachem jesiennych liści. Głównym powodem tego tekstu jest wiatr, jego podmuchy czasem nawet bardzo silne.

Nie lubię wietrznej pogody. Kiedy wieje i do tego jeszcze pada, najchętniej zaszywam się pod ciepłym kocem. Ale przecież i tak nie możemy uniknąć podmuchów porywistego wiatru. Podmuchów, które wprowadzają mnóstwo zawirowań w naszym życiu.

Bo tytułowy latawiec posłużył mi za metaforę. Nasze marzenia, ambicje są właśnie jak latawiec, który bez wiatru nie poleci. A podmuchy wiatru to wszystkie trudności i przeszkody, które zjawiają się na naszej drodze. Bez nich nigdzie nie polecimy.

Zauważ, że wszystko co się dzieje w życiu jest napędzane różnymi zawirowaniami. I chociaż ich nie lubimy, to właśnie one zmuszają nas do działania, do pokonywania swoich słabości, strachu i ograniczeń. To dzięki takim porywom wiatru wznosimy się wysoko, do chmur. I chociaż każdy z nas marzy o świętym spokoju, słonecznej, bezwietrznej pogodzie na ścieżce życia, to przy takiej pogodzie daleko byśmy nie zawędrowali.

Latawiec bez podmuchu powietrza po prostu spada. Człowiek bez konieczności działania osadza się w wygodnej strefie komfortu i zastyga. Zatrzymuje się w bezruchu, który na dłuższą metę prowadzi do uśpienia. Uśpienia nawet najpiękniejszych marzeń.

Jeśli narzekasz na świszczący za oknem jesienny wiatr, wpadasz w panikę za każdym razem kiedy napotykasz na trudności, przypomnij sobie piękny, kolorowy latawiec. To twoje nieograniczone możliwości, marzenia, które dzięki podmuchom mogą pofrunąć do nieba. Twoim zadaniem jest mocno trzymać linkę i decydować jak wysoko chcesz wypuścić swój latawiec. Ta napięta linka to twoje wartości, wiedza, umiejętności. Ty jesteś łącznikiem, który z ziemi wypuszcza latawiec pełen nieograniczonych możliwości i to ty decydujesz czy schowasz go na zakurzonym strychu czy odważysz się wyjść na zewnątrz i wykorzystać podmuchy do tego by wznieść się wysoko.

Iwona Guzowska

Author: Iwona Guzowska

Jestem szczęśliwym człowiekiem i…na tym mogłabym zakończyć bo nie ma niczego ważniejszego. Droga po tytuły mistrzyni świata w boksie zawodowym i kick-boxingu tak naprawdę była drogą do odkrycia siebie samej. Dziś dzielę się swoim doświadczeniem, wspierając kobiety i sportowców jako trenerka i mentorka. A rzeczy, które sprawiają mi radość to rodzina, dwa koty, sport i chodzenie po górach. No i oprócz tego wszystkiego jestem molem książkowym i całkiem niezłą kucharką. zobacz artykuły