Z nami zdrowo
Zaloguj się

Logowanie

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Pamiętaj mnie
Zaloguj się za pomocą konta
Aktualności 2020-06-23

10 przykładowych produktów, które można określić mianem superfoods

Moda na superfoods trwa w najlepsze! Popyt na produkty, które dostały te zaszczytne miano

... Czytaj więcej...

Kiedy twoja koleżanka z entuzjazmem chodzi na każde zajęcia w klubie fitness - ty cieszysz się, kiedy je odwołano i możesz spokojnie zostać w domu. Bywa, że planujesz trening, ale potem odkładasz go ciągle w czasie, aż dzień się skończy i będzie można powiedzieć: “za późno”. A może po prostu cały czas obiecujesz sobie, że od jutra będziesz ćwiczyć pełną parą, a następnie… czekasz na kolejny poniedziałek. 


 
Brzmi znajomo? Dlaczego jednym tak ciężko zabrać się do ćwiczeń? Wbrew pozorom, to często wcale nie wina braku motywacji - oto 5 powodów, dla których ciągle nie czujesz podekscytowania, kiedy myślisz o ćwiczeniach.
 
1. CZEKASZ NA MOTYWACJĘ
 
O motywacji napisano już setki artykułów, książek i nagrano kilkadziesiąt filmów w internecie. Problem jednak polega na tym, że czekanie na motywację do ćwiczeń, jest jak u pisarza czekanie na wenę: może przyjść, ale niekoniecznie. A książki trzeba pisać. I ćwiczyć też trzeba.
 
Często powtarza nam się, że do treningu trzeba być zmotywowanym, ale… to nie do końca tak wygląda. Ogrom ludzi, których podziwiasz za to, że ciągle regularnie ćwiczą i jedzą zdrowo więcej ma w sobie dyscypliny i zasad, niż motywacji. 
 
Motywacja jest też bardzo kapryśna: jednego dnia możemy przenosić góry, a drugiego chcemy zawinąć się w kokon i nie robić nic. Jeśli więc ciągle czekasz tylko na te przebłyski, w których ci się chce… nic dziwnego, że przez większość czasu się nie chce.
 
Jedno jest pewne: czas przestać idealizować motywację i czekać na chęci, bo właśnie to najczęściej powstrzymuje cię przed kolejnym treningiem.
 
2. PLAN? NIEWYKONALNY!
 
Postanowiłeś, że będziesz ćwiczyć - zaczynasz w ogóle albo chcesz po prostu dokręcić śrubę. Rozpisujesz plan, zapisujesz się na milion zajęć, a potem… nic z tego nie wychodzi. I znowu: mógłbyś zganić wszystko na tę przeklętą motywację, która nie przyszła, ale prawda jest taka, że to nie motywacja zawiniła.
 
Zawinił plan.
 
Bywa, że stajemy się niewolnikami tabelek i harmonogramów. Próbujemy rozpisać idealny plan treningowy, który zapewni nam szybkie efekty, codzienne treningi, wycisk… a potem przychodzi życie i już drugiego dnia skutecznie nam udowadnia, że z naszej perfekcyjnej tabelki nici.
 
Zamiast tworzyć plan, który może i wygląda ambitnie, ale jest kompletnie niewykonalny (chyba, że rzucisz pracę, jedzenie, znajomości oraz założysz, że codziennie będzie ci się chciało), stwórz plan MINIMUM. Dokładnie. Minimum. Czyli minimalną ilość treningów, które chcesz wykonać w ciągu tygodnia, żeby być zadowolonym.
 
Co jest ważne: uwzględnij w planie to, że wracasz późno z pracy, że w środy masz stresujące spotkanie, po którym nic ci się nie chce, że w piątek widzisz się ze znajomymi. Plan musi uwzględniać twoje życie, żeby nie dochodziło ciągle do momentu, w którym musisz wybierać między jedną rzeczą, a drugą.


 
3. TRENING NIE DLA CIEBIE
 
Czasami wybieramy aktywność kierując się modą, obietnicą szybkich efektów czy tym, że ktoś to poleca i u niego się sprawdza. W ten sposób zmuszamy się do biegania czy siłowni, podczas gdy jesteśmy chorzy na samą myśl o kolejnym tego typu treningu.
 
Nie jesteś profesjonalnym sportowcem, żeby musieć wykonywać taki trening, jaki musisz i kropka. Masz wybór. A skoro tak - to zacznij szukać aktywności, która chociaż w małym stopniu sprawia ci przyjemność czy daje satysfakcję. Inaczej nie będzie to miało żadnego sensu, a ty możesz zapomnieć o motywacji.
 
4. RUTYNA I NUDA

Jeśli od trzech lat chodzimy na te same zajęcia fitness, na których powtarzamy te same ćwiczenia, albo jeśli codziennie biegamy ten sam dystans tą samą trasą - nic dziwnego, że nie możemy się zabrać do ćwiczeń. Nuda i rutyna skutecznie zabiją nawet największą pasję, warto więc zadbać o to, żeby co jakiś czas dostarczać sobie innych bodźców i próbować nowych rzeczy.
 
Trening biegowy? Może inna trasa, może bieg ze znajomym, może zmiana tempa, prędkości, rodzaju treningu? Zapisanie się do grupy biegowej?
 
Siłownia? Może zamiast treningu w pojedynkę - zajęcia grupowe? Albo inne sprzęty? Inny rodzaj wysiłku?
 
Spróbuj dostarczać sobie różnych bodźców - na samą myśl o czymś nowym, będziesz dużo bardziej podekscytowany myślą o ćwiczeniach. Podziękuje ci też za to twoje ciało - ono też nie lubi rutyny treningowej.
 
5. TWÓJ TRYB ŻYCIA
 
No i ostatni, ale nie najmniej ważny powód - czasami trudno zabrać ci się do ćwiczeń, bo… przeszkadza w tym twój tryb życia.
 
Jeśli ciągle nie dosypiasz, nie dbasz o sen - nic dziwnego, że nie będziesz miał energii do ćwiczeń.  
Jeśli jesz niezdrowo, za mało - będzie to miało wpływ na twoją wytrzymałość i efekt na treningach. 
Jeśli masz w życiu sporo stresu, to intensywny trening sprawi, że być może poczujesz się jeszcze gorzej (więc zaczniesz go unikać).
 
Nasz trening musi być dostosowany do aktualnej sytuacji życiowej. Jeśli obecnie mamy mnóstwo pracy, to dobrym pomysłem będzie postawienie na krótkie treningi, które można gdzieś “wcisnąć”. Jeśli mamy sporo stresu, to zamiast interwałów lepiej byłoby pójść na wyciszającą jogę. 


 
Dostosowanie ćwiczeń do naszego trybu życia to już pierwszy krok, który sprawi, że nagle motywacja przestanie być taka ważna… bo uda nam się tak wpleść trening w dzienny harmonogram, że nie będzie to wymagało aż takich poświęceń.
 
NIE CZEKAJ NA MOTYWACJĘ - ZACZNIJ OD SIEBIE
 
Zamiast więc po raz kolejny czekać na poniedziałek, nowy tydzień, miesiąc czy rok - zacznij od razu i wprowadź konkretne zmiany. Spójrz szczerze na swój plan zajęć, pomyśl, na co masz ochotę - i zacznij się w ten sposób ruszać. Zanim się obejrzysz, będziesz osobą, o której inni będą myśleć: “ciekawe, skąd on ma ciągle motywację do ćwiczeń!”.
 
 

Coś idealnego na zimowy podwieczorek? Czekolada! A jeszcze lepiej - intensywnie czekoladowa tarta z dodatkiem masła orzechowego i konfitury z czarnej porzeczki, którą wykonasz w niecałe 30 min, a co więcej bez potrzeby włączania piekarnika. Czy to nie idealna propozycja, na mroźny zimowy wieczór? Zwłaszcza, dla leniuchów wolących wygrzewać się pod kocem niż spędzać godziny w kuchni.


 
Co można zrobić z wafli ryżowych? No wiadomo, że można je zjeść! Pochrupać jako przekąskę czy podać z pyszną pastą kanapkową. Wafle ryżowe mają jednak więcej zastosowań! Użyłam ich do wyrobu pysznej i zdrowej tarty czekoladowej. Pokruszone wafle sprawdziły się idealnie jako baza leciutkiego i chrupiącego spodu. Do tego mnóstwo czekolady, mleko kokosowe i dla zrównoważenia wszystkiego kwaskowata konfitura z czarnej porzeczki. Chwila moment i ideał tarty gotowy! To obowiązkowa słodycz na mroźne zimowe wieczory!
 
Tarta czekoladowa na spodzie z wafli ryżowych i konfiturą z czarnej porzeczki
(tortownica o śred. 22)
 
spód:
- 60 g naturalnych wafli ryżowych Sonko, pokruszonych
- 130 g gorzkiej czekolady, połamanej
- 100 g masła orzechowego
- 2 łyżki syropu daktylowego
- 200 g konfitury z czarnej porzeczki (lub innej ulubionej)
 
Wafle ryżowe kruszę na małe kawałki.
Gorzką czekoladę, masło orzechowe, syrop daktylowy umieszczam w kąpieli wodnej. Gdy czekolada się rozpuści, całość mieszam do uzyskania jednolitej masy.
Masę czekoladową dodaję do pokruszonych wafli. Dokładnie mieszam. 
Całość przekładam na dno tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia, mocno przyciskając do jej dna. 
Na spód wykładam konfiturę z czarnej porzeczki.
 
warstwa czekoladowa:
- 1 puszka mleka kokosowego (400 ml) 
- 170 g gorzkiej czekolady, połamanej
- 2 łyżki ksylitolu
 
Wszystkie składniki umieszczamy z rondelku i mieszamy dopóki czekolada się całkowicie nie rozpuści.
Jednolitą masę wylewamy na warstwę z konfitury porzeczkowej.
Ostudzoną tartę wkładamy do lodówki na całą noc.

Nowy rok, nowa ja - jest coś takiego w rozpoczęciu nowego roku, co sprawia, że za każdym razem obiecujemy sobie kolejne zmiany i robimy mocne postanowienia. Dla dużej ilości osób kolejny rozpoczynający się rok to idealny pretekst do tego, żeby wreszcie zadbać o swoją wagę i osiągnąć wymarzoną sylwetkę. Problem pojawia się jednak już kilkanaście dni po rozpoczęciu stycznia - jak tutaj wytrzymać na tej diecie i co zrobić, żeby nie odpuszczać? Oto kilka rad, które pozwolą ci zadbać o sylwetkę i nie pozwolą ci się poddać.

Utrata wagi to tak naprawdę jeden z trudniejszych celów - nie wystarczy tylko mniej jeść czy więcej się ruszać, ale wprowadzić takie nawyki, które pozwolą potem tą nową sylwetkę utrzymać… i jednocześnie nie czuć się ciągle jak na wiecznej diecie. Wbrew pozorom, to nie samo odchudzanie jest takie trudne, ale… zmiana naszego podejścia. Bo to właśnie przez nasze myślenie noworoczne plany związane z utratą wagi najczęściej nie wychodzą.

PUNKT PIERWSZY: ZMIANA MYŚLENIA 

Zanim zaczniesz znowu obiecywać sobie, że od poniedziałku wszystko się zmieni i że już wtedy zaczniesz na sto procent jeść zdrowo i ćwiczyć regularnie… weź głęboki oddech i zatrzymaj się z tymi zapędami. 

Po pierwsze: świat chyba nie zna ani jednej osoby, która potrafi zrobić wszystko na sto procent. 

Po drugie: nawet, jeśli ty będziesz trzymać się planu, w końcu wypadnie taki dzień, kiedy nie da się zrobić treningu albo zwyczajnie coś wypadnie. Jeśli ciągle będziesz starać się wykonywać wszystko na sto procent - nigdy nie będziesz w stanie wytrzymać w swoich postanowieniach.

PUNKT DRUGI: CZAS ZABRAĆ SIĘ ZA NAWYKI

I to nie za wszystkie na raz! Wybierz 2-3 rzeczy, nad którymi chcesz popracować i zrób z nich nawyki: na przykład zacznij dzień od zdrowego śniadania i uznaj, że to twoja żelazna zasada, której się trzymasz. Albo wyrób w sobie nawyk picia wody w trakcie pracy - np. kładąc butelkę na biurku i każdego miesiąca lekko zwiększając ilość wypijanej wody. Nawykiem może być też wrzucanie do torebki zdrowej przekąski na czarną godzinę - np. wafli ryżowych, które uratują w sytuacjach pojawiającego się głodu lub zachcianki.

PUNKT TRZECI: PRZYGOTUJ SIĘ NA WTOPY

Niezależnie od tego, jak się będziesz starać - i tak pojawią się dni, kiedy nie będzie ci się chciało iść na trening, zamiast dietetycznych posiłków, zjesz dwie pizze, albo zamiast jednego kawałka ciasta przypadkowo zje ci się dziesięć. I nie ma w tym nic złego! Musisz sobie uświadomić, że jeśli chcesz żyć zdrowo cały czas - takie rzeczy będą się zdarzały. To, co można zrobić, żeby całość usprawnić, to wypracowanie myślenia: ok, stało się, a teraz wracam od razu na właściwe tory. Nie czekaj do poniedziałku, nie dobijaj kolejnym kawałkiem ciasta, bo “i tak już dzisiaj dużo zjadłam”, nie odpuszczaj treningu, bo “po takiej pizzy to i tak tego nie spalę”. Od razu wracaj na właściwe tory, a wtedy nawet największe wpadki nie będą miały aż takiego wpływu na twoją sylwetkę.

PUNKT CZWARTY: ZADBAJ O ODPOWIEDNIE OTOCZENIE

Spróbuj dostosować swoje otoczenie pod swoje cele. Chcesz jeść zdrowo? Miej zawsze w kuchni jakieś zdrowe przekąski, które będą dobrą alternatywą dla kuszących słodyczy. Dobrze jest także mieć zapas “baz”, które pozwolą na przygotowanie szybkiego, zdrowego posiłku, kiedy nie mamy na to czasu. 

I NAJWAŻNIEJSZE: GŁOWA DO GÓRY!

Najważniejszy punkt, o którym trzeba pamiętać - to dobre nastawienie! Wpadki będą, więc nie ma co się nimi przejmować. Rób swoje, powoli idź do przodu i pamiętaj - czasami lepiej wykonać plan w 40 procentach, niż nie wykonać go wcale.

Składniki:
100 g kaszy jaglanej marki SONKO
1 puszka mleka kokosowego 
ekstrakt waniliowy lub laska wanilii 
łyżka miodu
pół szklanki daktyli 
tabliczka czekolady 
orzeszki ziemne solone


Przepis:
Kaszę jaglaną płuczemy na sitku.
W rondelku gotujemy mleko kokosowe, dodajemy kaszę i gotujemy na małym ogniu do wchłonięcia całej ilości mleka przez kaszę.
Na koniec dodajemy wanilię i miód. Mieszamy i miksujemy na gładką masę.
Daktyle zalewamy gorącą wodą, moczymy 30 min po czym miksujemy na gładki krem
Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej a orzeszki drobno siekamy.
W szklankach lub wybranych naczyniach układamy warstwowo: mus kokosowy z kaszy, daktyle, roztopioną czekoladę i na górze orzechy. Wstawiamy do lodówki. 

Smacznego!

Pięknie prezentuje się na talerzu, jest sycąca, a przy tym bardzo zdrowa. Tyle mocy w pakiecie ma czarna soczewica, najbardziej wartościowa spośród wszystkich odmian tej rośliny strączkowej. Zawiera mnóstwo potasu, żelaza, cynku, kwasu foliowego i innych cennych witamin. By jej ziarna odpowiednio wybrzmiały smakiem i wartościami trzeba właściwie się o nie w kuchni zatroszczyć.  

Wyjątkowo ceniona na Bliskim Wschodzie, gdzie stanowi jeden z podstawowych produktów żywieniowych, soczewica w Polsce wciąż nie zyskała takiej popularności, na jakąś niewątpliwie zasługuje. Doceniają ją przede wszystkim weganie i wegetarianie, ponieważ sprawdza się znakomicie jako alternatywa dla mięsa. Bez względu na dietetyczne potrzeby kreowane życiowymi wartościami, warto te strączki na stałe wprowadzić ją do naszego jadłospisu. Niepozorne ziarna są pełne dobroczynnej mocy. 

Czarna soczewica – zdrowie w strączku

Jest mniej popularna niż zielona i czerwona odmiana, ale za to czarna soczewica uznawana jest za najzdrowszą z całego asortymentu.  Zawiera bowiem – oprócz cennych witamin i minerałów – także taniny i antyoksydacyjne barwniki. Związki te spowalniają podział komórek nowotworowych. Regularne dodawanie czarnej soczewicy do dań i zup może chronić przed rakiem i wspomagać terapię osób leczących się onkologicznie. Jesienią i zimą niech stanie się bohaterką w daniach, bo doprawiona korzennymi przyprawami, wsparta pieczonymi warzywami, gwarantuje rozgrzanie i nasycenie spragnionego żołądka. Wpływa też na niego relaksująco i kojąco. 

Czarna soczewica stanowi bogate źródło białka. To jeden z niewielu pełnowartościowych zamienników mięsa – wchłanialność białka wynosi aż 85% (w przypadku mięsa jest to 96%). Znajdziemy w niej także mnóstwo błonnika, kwasu foliowego, minerałów i węglowodanów. Ze względu na niewielką zawartość tłuszczu, posiada niski indeks glikemiczny – z powodzeniem może znaleźć się w menu diabetyka i osoby walczącej z nadwagą. Wyliczam te zalety z premedytacją, bo mam nadzieję, że będą słusznym argumentem za włączeniem czarnego złota do regularnej diety. 

Witaminy i minerały

Zalet zresztą soczewica ma znacznie więcej. Pomaga walczyć z anemią – zawiera nie tylko żelazo (3,33 mg/100g), ale też cenny kwas foliowy. Gdy ją smakujemy zwiększamy produkcję krwinek czerwonych, a co za tym idzie podnosimy poziom hemoglobiny. Ponadto czarne ziarna doskonałym źródłem potasu i cynku. Potas reguluje ciśnienie wewnątrzkomórkowe i objętość komórek, dzięki czemu wspomaga leczenie nadciśnienia tętniczego. Spora zawartość witaminy B, w soczewicy wspomaga metabolizm węglowodanów oraz przemianę aminokwasów. Już jedna porcja soczewicy dziennie pomaga znacząco obniżyć poziom cholesterolu we krwi. Dzięki temu pozwala nie tylko walczyć z nadciśnieniem, ale też zapobiega miażdżycy i innym poważnym chorobom układu krwionośnego, włącznie z udarem i zawałem serca. Zawarty w soczewicy błonnik obniża poziom cukru we krwi – potrawy z tej smacznej strączkowej rośliny sprzyjają więc profilaktyce cukrzycy.

Dzięki wysokiej zawartości kwasu foliowego, soczewica wspomaga zdrowy rozwój dziecka w okresie prenatalnym – codzienne jej spożywanie jest bardzo wskazane dla kobiet w ciąży. Już 100 g ugotowanej soczewicy zaspokaja niemal połowę dziennego zapotrzebowania ciężarnej na kwas foliowy. Także gulasz z niej przyszłe mamy powinny na stałe włączyć do swojego menu. 

Właściwości odchudzające 

Czarna soczewica przyda się także tym, którzy borykają się z nadmiarem kilogramów. Doskonale wspiera ich zrzucanie. Zawiera mnóstwo błonnika, który wspomaga przemianę materii. Danie z soczewicy skutecznie zaspokaja głód, hamuje apetyt na słodkie przekąski, zapewnia uczucie sytości na długi czas. Jednocześnie dzięki niskiej zawartości tłuszczu soczewica jest daniem lekkostrawnym i nietuczącym. Związki zawarte w czarnej soczewicy bardzo korzystnie wpływają na pracę całego układu pokarmowego. 

Jak gotować czarną soczewicę

W przeciwieństwie do swoich sióstr w innych kolorach czarna soczewica dość dobrze się trzymna w czasie gotowania, nie traci fasonu i łatwo nie rozpada. A do tego jej przygotowanie jest prostsze niż większości roślin strączkowych – nie wymaga bowiem namaczania. Gotujemy ją około 25-30 minut. Warto jednak pamiętać o wcześniejszym jej wypłukaniu i gotowaniu bez przykrycia – przynajmniej na początku. Dzięki temu pozbędziemy się substancji odpowiedzialnych za wzdęcia i unikniemy, przynamniej częściowo, nieprzyjemnego uczucia obciążenia jelit. Nie solimy też soczewicy od razu, doprawiamy ją  uż w finale gotowania. W ten sposób unikniemy straty cennego białka. Proporcja wody i ziaren powinna wynosić 1:1,5 (szklanka soczewicy i o pół więcej szklanki wody).

Co można zrobić z czarnej soczewicy?

Czarna soczewica gustownie wygląda na talerzu. Uduszona z cebulą, sezonowymi warzywami i przyprawami stanowi gotowy, bezmięsny posiłek. Spróbujcie połączyć ją z podpieczoną przez kilka minut marchewką z kuminem i sokiem z pomarańczy. Pysznie rozgrzeje, aromatycznie zachwyci, intensywnie wypełni żołądek. Soczewica świetnie też zagęszcza zupy. Warto wykorzystywać ją zamiast mąki do jarzynowych kremów i sosów. Z sukcesem odegra swoją rolę w sałatce. Wesperze danie sałatki nie tylko wartościamk odżywczymi, ale też pięknym, atramentowym kolorytem. Dobrze jej również bardzo w pikantnych duetach. Lubi mocne wrażenia fundowane przez ostre papryczki, kurkumę czy imbir. Można ją delikatnie uprażyć i oprószyć ziarnami wymieszanymi z kolendrą ugotowane ziemniaki. Powstanie niezobowiązująca urocza wizualnie przystawka.

Jej ugotowany nadmiar dobrze jest zmienić w pastę, która przyda się do smarowania kanapek lub wymieszania z makaronem. Przepis jest banalny i wymaga jedynie użycia blendera. Szklankę ugotowanych ziaren rozdrabniamy z ¾ szklanki czarnych oliwek i łyżką uprażonego czarnego sezamu. Do tego dodajemy łyżkę oliwy, tyle samo octu balsamicznego, szczyptę papryki wędzonej, soli i pieprzu. Można dobarwić pastę sokiem z cytryny i przechowywać ją przez kilka dni w lodówce. 

Jesiennie przyda się też pomysł na gulasz z czarnej soczewicy. Do zrobienia w kwadrans. Na oliwie wystarczy delikatnie zarumienić cebulę i 2 ząbki czosnku, dorzucić 3 pokrojone w kostkę pomidory i 2 marchewki. Po 10 minutach duszenia warzyw, wsypujemy opłukane ziarna soczewicy – 1 szklanka będzie akurat. Wlewamy 1,5 litra wody i gotujemy przez kolejne 20 minut. Doprawiamy sokiem z pomarańczy, papryczką chili, drobnym kawałkiem imbiru, płaską łyżeczką cukru i połową szklanki mleka kokosowego. Całość przed podaniem posypujemy obficie natką pietruszki i uprażonymi orzechami. Zjadamy i przyjmujemy nieskromnie zachwyt kubków smakowych. 

Ugotowaną czarną soczewicę można też wymieszać z pokrojonymi w ćwiartki pomidorami koktajlowymi i posiekanym czosnkiem. Potem jeszcze trzeba danie polać sosem z pasty tahini – 2 jej łyżki łączymy z łyżeczką miodu, musztardy i soku z cytryny. A wierzch ozdobić listkami mięty. To dobry pomysł na drugie śniadanie w pracy lub niezobowiązujący lekki obiad. Sałatka cieszy smakiem i prezencją. 

Czarna soczewica na sklepowych półkach pojawia się znacznie rzadziej niż jej inne koleżanki, ale tym brakiem nie należy się zrażać. Dla dobra swoich żołądków wyruszcie na jej poszukiwania, rozpytujcie o nią i wykorzystujcie obficie. Ze względu na swój delikatnie wyrafinowany wygląd nazywana jest też kawiorem i nie ma w tym określeniu absolutnie przesady. Najlepiej przekonajcie się o tym sami rozsmakowując w czarnym złocie. 

Stylowo zdobią, a przy okazji zamieniają dwutlenek węgla w tlen. Naturalne oczyszczają powietrze i nawilżają. Rośliny mają niesamowitą energię, którą warto wykorzystać dla lepszego samopoczucia i zdrowia. 

Dom bez kwiatów bywa smutny. Wiem coś o tym, bo gdy mój synek zaczął wspinać się na parapety i obrywać, a potem także zjadać liście, musiałam na kilka miesięcy znacznie ograniczyć swoją roślinną kolekcję. Nieustająco miałam poczucie niedosytu. Tak bardzo byłam przyzwyczajona do widoku zieleni i tego obłędnego zapachu, który działał kojąco, że brak dotkliwie odczuwałam Doniczkowe skarby ustawiane na parapetach, podłogach i specjalnych kwietnikach zdobią bowiem nie tylko wnętrze mieszkania. Ich moc zielona moc kojąco wpływa na naszą psychikę i emocje. Dlatego dekorując dom kwiatami dobrze jest wybierać je świadomie i brać pod uwagę ich dobroczynne właściwości. Może ich być o wiele więcej, niż nam się wydaje. 

Kwiaty w domu i w biurze 

Kwiaty wykonują sporą pracę w pomieszczeniach, w których my realizujemy swoje zawodowe zadania. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, ile są w stanie dla nas zrobić i jak bardzo nam pomagają. Są nieocenionym wsparciem w miejscach, w których najczęściej korzystamy z komputera. Rośliny doniczkowe oczyszczają powietrze ze szkodliwych substancji, takich jak benzen i formaldehyd, a także aceton i trójchloroetylen uwalniający się z monitorów. Potrafią nas także odstresować i uspokoić. Nie ma przesady w stwierdzeniu, że są uzdrowicielkami duszy. Już samo patrzenie na nie działa kojąco, pielęgnowanie nas relaksuje i pozwala nawiązać z kwiatami nietypową więź. Tym, którym trudno w to uwierzyć, zalecam roślinną terapię.

Wybór ma znacznie

Nie tylko wygląd roślin się liczy, znacznie cenniejsze są ich właściwości. Szykowna kwiatowa stylistyka potrafi zachwycić, ale jeszcze przyjemniej jest łączyć piękny wygląd z pragmatyzmem i wybierać kwiaty, które w ofercie mają solidne wsparcie dla naszego organizmu. Niektóre gatunki najlepiej sprawdzą się w sypialni, inne w nasłonecznionym salonie, są też takie stworzone do egzystencji w biurze. Nawet, jeśli jesteście roślinnymi laikami, możecie  bez problemu skomponować dobry zestaw kwiatów, które wpłyną przyjemnie na Wasze życie.  Poznajcie 5 roślin, które mają niesamowitą moc.

Skrzydłowiat – idealny do sypialni

Piękne lancetowate liście, o intensywnie zielonym kolorze, wychylające się na wszystkie strony ze wspólnego środka. Latem, a w sprzyjających warunkach nawet zimą – uroczy kwiatostan w formie kolby na długich łodygach. Tak w naszych mieszkaniach prezentował się będzie skrzydłowiat. Nazwę ma wdzięczną i wygląd także niczego sobie. Ze względu na swoje dobroczynne właściwości, doskonale sprawdza się w sypialni. Neutralizuje groźne toksyny, oczyszcza powietrze i uwalnia sporo wody. Dziękidużym liściom nawilża powietrze lepiej niż niejedna maszyna. Skrzydłowiat w sypialni sprzyja regeneracji organizmu, gdy leżymy błogo z książką w dłoniach. W sezonie grzewczym zapobiega wysuszeniu śluzówki nosa, może nas delikatnie chronić przed infekcjami. Warto go też postawić w pokoju dziecięcym, szczególnie jeśli mamy w domu małego alergika lub astmatyka.

Bluszcz – w domu, w biurze i na balkonie

Ten nieco zapomniany, znany wszystkim ze swojej wytrwałości w pięciu się w górę bluszcz, to roślina o wielu właściwościach. Do tego jest niewymagająca – wystarczy raz w tygodniu pamiętać o podlaniu jej i zapewnieniu odpowiedniej infrastruktury do wspinaczki. Bluszcz świetnie oczyszcza powietrze z toksycznych substancji. Znakomicie nadaje się nie tylko do domu i biura, ale też na balkon czy taras. Bluszcz jest dobry na początek naszej przygody z kwiatami, bo jego trwałość i brak wymagań nie zniechęcą nas w tworzeniu roślinnych kompozycji.

Wężownica – w trosce o dotlenienie organizmu

Sansewieria gwinejska, potocznie zwana wężownicą lub językami teściowej to bardzo estetyczny kwiat o barwnej dla oka kolorystyce. Charakterystyczne, wysokie i grube liście rosną w sposób zwarty i sztywny, dzięki czemu roślina nie zajmuje dużo miejsca, za to znakomicie się prezentuje. A do tego spore liście wężownicy wytwarzają dużo potrzebnego nam tlenu. Kwiat funkcjonuje sprawnie, choć nie dostrzegamy zachodzącym w nim reakcji. Większość roślin w ciągu dnia pobiera dwutlenek węgla i oddaje tlen, a nocą proces jest odwrotny. Wężownica natomiast wytwarza tlen przez całą dobę – także, gdy smacznie śpimy. Dzięki temu znakomicie nadaje się do sypialni – zapewnia śpiącym organizmom odpowiednie dotlenienie. Co istotne, ta piękna roślina doniczkowa znacząco redukuje ilość alergenów w powietrzu. Do tego jest wyjątkowo łatwa w utrzymaniu i nie wymaga dużego nasłonecznienia – można ją śmiało postawić nawet w głębi pokoju. 

Zamiokulcas – weteran wśród roślin doniczkowych

Soczyście zielony zamiokulcas zamiolistny to roślina o bardzo atrakcyjnym wyglądzie. Na strzelistych łodygach rosną niewielkie, mięsiste liście. To jedna z najwytrwalszych roślin doniczkowych. W ostatnich latach zamiokulcas zdobył ogromną popularność – głównie ze względu na swój modny wygląd i skromne wymagania. Podobnie, jak bluszcz sugerowany jest początkującym opiekunom roślin doniczkowych, przyda się w domu i w biurze. Nie tylko doskonale oczyszcza powietrze, ale też wykazuje właściwości uspokajające. W biurowej przestrzeni, gdzie stresujące sytuacje pojawiają się niepostrzeżenie, zamiokulcas wesprze pracowników w radzeniu sobie z nadmiernym napięciem. 

Aloes na wszystko

Nieco bardziej wymagający w uprawie jest aloes drzewiasty. To jednak roślina, której warto się poświęcić. Nie tylko skutecznie filtruje powietrze, ale też ma mnóstwo właściwości zdrowotnych. Podnosi odporność, przyspiesza gojenie ran i owrzodzeń, a nawet egzemy. Z aloesu drzewiastego można też przyrządzać dobroczynny sok – zarówno do picia, jak i leczenia zewnętrznego. Roślina ta wymaga dużego nasłonecznia – najlepiej, aby stała na  parapecie od strony południowej. Aloes doskonale sprawdzi się w sypialni.

To zestaw dość uniwersalny, idealny na pierwsze wzmocnienie. Jeśli go wykorzystacie i poczujecie moc roślin, pewnie będziecie chcieli sięgnąć po więcej. Nie wahajcie się, rośliny zupełnie darmowo fundują nam pokłady dobrej energii. Kwiaty są najskuteczniejszym sposobem oczyszczenia powietrza. Łapią kurz, pochłaniają wilgoć i niwelują wpływ szkodliwych substancji na nasz organizm. Rośliny wspierają nas cały czas, ich tempo pracy się różni, ale efekt zawsze jest dla nas korzystny. Troszczmy się więc o nie właściwie. Gdy rośliny lubią cień, stawiajmy je w nim, gdy wolą słońce, niech staną na parapecie od południowej czy zachodniej strony. Podlewajmy je co 2-3 dni, rośliny lubią wilgoć, ale nie powódź. Wiosną dobrze jest je wspomóc nawozem, po to, by przetrwały jak najdłużej. Gdy nasze kwiaty będą silne i zdrowe, ich właściciele też poczują się lepiej. 

 

Strona używa plików cookies, aby ułatwić Tobie korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych. Więcej informacji