Cykl o inspirujących historiach za kulis sportowego życia postanowiłam rozpocząć opowieścią o koszykarzu, na którego karierze wychowałam się, ale to tylko jeden z wielu powodów. Maciej Zieliński od zawsze był dla mnie autorytetem polskiej koszykówki, a później osobą, z którą łączyła mnie miłość do jednego klubu - Śląska Wrocław. On spędził tam najpiękniejsze chwile swojej kariery, a dla mnie spełnieniem marzeń było rozpoczynać karierę jako psycholog właśnie w tym miejscu i z tymi ludźmi. Moje marzenie zostało spełnione, a teraz opowiem Wam historię człowieka, który nawet po zakończeniu kariery kocha tę dyscyplinę nad życie.

źródło: Andrzej Romański - pzkosz.pl 

- Na koszykówkę byłem skazany chyba od urodzenia. Oboje rodziców grali w kosza, więc chyba nie miałem wyjścia - chociaż na początku trenowałem piłkę ręczną, która była specjalnością mojej szkoły. Początki nie były łatwe, niestety ciężko było mi przestawić się z piłki ręcznej na inną dyscyplinę, ale po pewnym czasie zobaczyłem postępy i basket wygrał! - wspomina Zieliński.

Urodzony w Wałbrzychu, rozpoczynający karierę w Olsztynie, a zdobywający sukcesy we Wrocławiu - "Zielony" smykałkę do sportu miał już od dziecka. Odziedziczył po rodzicach zamiłowanie do aktywnego trybu życia. Choć Zieliński rozpoczynał od piłki ręcznej to doceniony przez trenerów - najpierw w Olsztynie, aż później Śląsk Wrocław wypatrzył i zatrzymał Maćka do końca.

Ponad 16 lat związanych jako koszykarz ze Śląskiem, osiem tytułów mistrzowskich, wielokrotne uczestnictwo w Mistrzostwach Europy i rozgrywkach Euroligi, a także występy w NCAA - to wszystko ma w swoim dorobku jeden z najlepszych polskich zawodników.

- Najlepsze chwile w mojej karierze? Wszystkie Mistrzostwa Polski, które zdobyliśmy ze Śląskiem! Z pojedynczych meczów to z pewnością pokonanie Realu w Madrycie i Maccabi we Wrocławiu. Z reprezentacji to 7. miejsce na Mistrzostwach Europy w Barcelonie - chociaż jest duży niedosyt po porażce z Grecją. Cieszą mnie bardzo ukończone studia w Providence College i chociaż nie spędzałem za dużo czasu na boisku, to tamte przyjaźnie trwają do dzisiaj. Mam kilku kolegów z NBA - mówi Maciej.

Ze Śląskiem związanych jest wiele zasłużonych nazwisk m.in.: Mieczysław Łopatka, Adam Wójcik, Dominik Tomczyk, Jacek Krzykała, czy Dariusz Zelig. Ten ostatni znaczył dla młodego Zielonego najwięcej w tamtych czasach. Polski trener i koszykarz, olimpijczyk i wieloletni reprezentant, a do tego inspiracja dla przyszłych wielkich nazwisk. Jednym z nich był właśnie Maciej.

- W Polsce moim mentorem był Darek Zelig i to od niego uczyłem się basketu, wszystkich sztuczek i zagrań. Wiele razy zostawał ze mną po treningu i walczyliśmy 1 na 1. Za to będę mu zawsze wdzięczny - opowiada.

Oczywiście Zielony jak i każdy kibic koszykówki miał swoich idolów w NBA. To były czasy Michaela Jordana i to od niego czerpał zapał, ale jako fan Bostonu Celtics nie mógłby nie wspomnieć o Larrym Birdzie. Zresztą kolor zielony na polskim i amerykańskim parkiecie zobowiązuje - do dnia dzisiejszego.

W 2006 roku Maciej Zieliński zakończył koszykarską karierę, ale czy rozstał się z klubem, wspomnieniami, koszykówką? Nigdy w życiu. Poza działaniami pozasportowymi cały czas sercem był blisko Śląska. Kibicował nawet najmłodszym rocznikom i regularnie przychodził na mecze. Co dzisiaj przekazałby zastrzeżony numer 9 w Śląsku Wrocław swoim następcom?

- W koszykówce ważne jest poczucie bycia częścią drużyny, która z biegiem czasu staje się drugą rodziną. Tak było w moim przypadku. Tylko dzięki wspólnej pracy całego zespołu można osiągnąć sukces, a wiele razy dla dobra drużyny trzeba poświęcać swoje indywidualne ambicje. I tego właśnie uczy sport i koszykówka: podnoszenia się po porażkach i wyciągania z nich wniosków, a z drugiej strony poświęcania siebie dla dobra innych. Młodym sportowcom mogę przekazać, że tylko ciężka praca i walka mogą - ale też nie muszą - prowadzić do osiągnięcia sukcesu. Trzeba wierzyć w swoje umiejętności, uczyć się z porażek i podpatrywać starszych kolegów, bo to od nich można najwięcej wynieść! - dodaje Zielony.

W obecnych czasach ciężko jest wymienić zawodników, którzy przywiązują się na stałe do jednego klubu. Śląsk Wrocław był potęgą, ale to tylko dzięki ludziom, którzy oddali serce tamtejszym parkietom. Ta pamięć pozostanie w każdym polskim miłośniku koszykówki.

W tym pamiętnym dla mnie sezonie spędzonym na śląsku obchodziłam 26 urodziny, Maciek życzył mi wtedy "100 lat w Śląsku" - i teraz, pomimo że od Wrocławia dzieli mnie 500 kilometrów, to duchem zawsze będę w Kosynierce.

 

Dominika Kuchta

Author: Dominika Kuchta

Sport to moja pasja, miłość i sposób na życie. Jestem psychologiem sportu, który oddał swoje serce koszykówce, ale nie zawsze jest jej wierny. Dni spędzam w klubach z zawodnikami i trenerami, na zgrupowaniach kadry i najważniejszych imprezach sportowych. Współpracuję z reprezentantami Polski i sportowcami najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce (nie tylko w koszykówce). "Sportem żyję" - pod tym hasłem znajdziecie mnie wszędzie. https://www.facebook.com/sportemzyje/

zobacz artykuły