Nowalijki rozgościły się już w targowych skrzynkach. Opalone wprawdzie jeszcze nienaturalnym wiosennym słońcem spieszyły się, by wspiąć się w górę i trafić na stęsknione talerze. To oczekiwanie na ich debiut ma swój urok, wzmaga apetyt i pozwala drobiazgowo wykreować premierowe zestawy. Ja wypatruję purpurowej botwinki i kręcę z niej chłodnikowe propozycje. Nowalijki są pretekstem do pełnego wykorzystania, nie mają nic do stracenia. To pora, by zrealizować plan od trzonka do korzonka i niczego z wiosennej siły warzy nie zmarnować.

Ta pierwsza marchewka, rzodkiewka czy młoda kapusta mają w sobie mnóstwo zdrowego potencjału. Jeśli oczywiście rosły w dobrych warunkach, bez przesadnego wzmacniania chemicznym nawozem. Najbezpieczniejszy jest dla nich ten z kompostu, którego używa się w ekologicznych gospodarstwach. Sztucznie doprawiane są nienaturalnie duże, jak na debiut i zbyt intensywnie grają kolorem.

Jeśli mamy zaufane źródło dostaw nowalijek - najlepiej je chrupać surowe i cieszyć się pysznym dźwiękiem, a z ich mniej kuszących fragmentów lepić równie intrygujące zestawy. Taki niepozorny głąb chociażby, dysponuje niebywałą siłą obecnej w nim witaminy C, która potrafi wybrzmieć w sałatce albo plackach, więc wcale nie musi trafiać do śmietnika. Niech nie wpadają tam też nowalijkowe obierki, bo te marchewkowe pełne ukrytych tuż pod nimi wartości odżywczych, będą zachwycać w kremowym pesto doprawionym rzeżuchą, a inne postawią wzmacniający akcent wdzięcznym chipsem.

Siła nowalijek

Młoda rzodkiewka ma dużo białka, botwinka sporo kwasu foliowego i żelaza. Marchewka poprawia wzrok i naturalnie maluje skórę, a szczypiorek ma właściwości bakteriobójcze i usprawnia przemianę materii. W sałacie jest mnóstwo błonnika, który przydaje się w walce o niższą wagę i wzmacniającego kości wapnia. Rzeżucha regeneruje połamane paznokcie, nadaje blask włosom i wypełnia zmarszczki! Wszystkie je trzeba przed użyciem dobrze umyć. Najwięcej chemii, która miała chronić je przed uszkodzeniami w transporcie mogą mieć szpinak i sałata – warto więc porządnie opłukać wszystkie liście - nie tylko z czającego się w nich piasku.

Moc ukryta pod skórką

Skórkom i natkom natura dała całkiem przyzwoite pokłady mocy. Warto nauczyć się z nich czerpać. To nie tylko zysk finansowy, gdy z jednego składnika wyciskamy budulec do kilku dań, ale i czasowy – ograniczamy zakupy, chaos w kuchni i dawkujemy niepotrzebne jedzeniu złe emocje. W realizacji prostej kulinarnej filozofii – od trzonka do korzonka pomaga świadomość, że dobry produkt warto otoczyć troską, zadbać o właściwe jego wykorzystanie, docenić podarowany nam w nich smak. Głąb kapusty czy kalafiora można zetrzeć na tarce, wymieszać z jajkiem i mąką, a potem usmażyć z tej mieszanki placki. Surowy, drobno posiekany będzie dobrym dodatkiem do sałaty czy kanapek. Obierki warzyw korzeniowych umyte i ususzone można upiec skropione oliwą i przyprawami, a potem zmiksować je na gładką pastę – właściwą do przekładania nudnych dotąd kanapek.

Liść do zupy

Natomiast liście młodej marchewki czy rzodkiewki sprawdzą się w aromatycznym pesto, posiekane mogą być dodatkiem do sałaty i ugotowanej kaszy. Ciekawie też aromatyzują zupę. Niech próbuje ten, kto dotychczas liści nie traktował poważnie i pozwalał im więdnąć w koszu. Mam też niezły patent na liście kalafiora, więc i o nie się warto zatroszczyć zawczasu. Nie pozwalajcie sprzedawcom na targach, by je obrywali. Przyprowadzajcie liście do domu i dorzućcie je do warzywnego bulionu, one przecież chętnie też w ramach wdzięczności urozmaicą waszą zapiekankę czy tartę.

Gdybyście wciąż mieli dylemat i zastanawiali się do czego nadać się mogą liście kalarepy, to podpowiadam, że wystarczy je pokroić i udusić na maśle, by mieć całkiem bystrze przyrządzoną sałatkę. Do tego nieco ugotowanego ryżu lub kaszy i w efekcie radość dla podniebienia gwarantowana.

Apeluję też o szansę dla trzonków warzyw korzeniowych – zamiast do śmietnika niech trafią do bulionu. Przed użyciem wystarczy je tylko dobrze umyć i czekać cierpliwe, by oddały całe swoje dobro. Te niepozorne i ignorowane zazwyczaj kawałki da się też zmiksować w warzywnym koktajlu doprawionym łagodnie cytrusami lub z fantazją chilli i rozmarynem. Jego nie pozbawiajcie łodyg. Pilnujecie też tych najczęściej niezauważalnych elementów od koperku i natki. One nadają się do kręcenia z nich sosów, aromatyzowania oliwy czy zup. Można je też drobno posiekać i sypać nimi wyraźnie na pastę z jajka lub twarożku. Młodym ziemniakom dodadzą również wdzięku.

Pora na szczyptę przepisów w tytułowym rytmie od trzonka do korzonka. W roli głównej marchewka i botwinka:

Marchewka

Karmelizowana marchewka

Składniki:

  • pęczek młodej marchewki
  • 3 łyżki masła
  • łyżka białego sezamu
  • łyżeczka miodu
  • sok z połowy pomarańczy
  • łyżeczka posiekanego szczypiorku

Sposób przygotowania:

Marchewkę cienko obrać ze skórki, każdą przekroić wzdłuż ( skórki zostawić). Na patelni rozgrzać masło, ułożyć marchewki, dodać miód, sok z pomarańczy, posypać sezamem i podpiekać przez 5 minut, aż miód się rozpuści i całkowicie oblepi marchewki. Przed podaniem posypać szczypiorkiem.

Pesto z pieczonych obierków

Składniki:

  • szklanka obierków marchewki
  • 4 łyżki oliwy
  • 2 łyżki pestek słonecznika
  • 2 łyżki rzeżuchy
  • sól, pieprz
  • łyżka soku z cytryny
  • ząbek czosnku

Na patelni rozgrzać łyżkę oliwy, dodać umyte obierki, sok z cytryny i podpiekać przez kilka minut, aż się zarumienią. Do gorących dodać pestki słonecznika i łyżkę rzeżuchy. Zamieszać i piec minutę. Ciepłe obierki przełożyć do blendera, dolać pozostałą oliwę, drugą łyżkę rzeżuchy, ząbek czosnku, doprawić solą i pieprzem i zmiksować na gładkie pesto.

Zupa z natki marchewki

  • litr bulionu warzywnego – może być z obierków
  • natka marchewki
  • ząbek czosnku
  • cebula
  • szczypiorek
  • 2 łyżki masła
  • 2 łyżki słodkiej śmietany
  • sól/pieprz

 

Natkę marchewki dobrze umyć i posiekać. Wsypać do bulionu, dodać pokrojoną cebulę, czosnek, masło, doprawić solą i pieprzem. Gotować przez 10 minut, potem dolać śmietanę i zmiksować blenderem na gładki krem. Przed podaniem posypać posiekanym szczypiorkiem.

Botwinka

Chłodnik z pieczonej botwinki

  • pęczek botwinki
  • duży jogurt naturalny (400 ml)
  • ogórek świeży
  • ząbek czosnku
  • cebula szalotka
  • sól, pieprz
  • garść płatków migdałowych
  • garść świeżej kolendry lub mięty

Botwinkę umyć, odkroić buraki, wyłożyć je na blaszkę i wstawić do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Piec 30-40 min, aż buraki będą miękkie. Na drugiej blaszce ułożyć liście botwiny, skropić je oliwą i też wstawić do piekarnika i piec do zarumienienia – około 10 minut. Upieczone buraki wyjąć, przestudzić i obrać. Potem pokroić na kawałki i wrzucić do blendera, dodać czosnek, szalotkę, ogórka, zalać jogurtem i zmiksować na gładki krem. Doprawić do smaku i schłodzić. Przed podaniem posypać prażonymi płatkami migdałów i kolendrą. Udekorować chipsem z liści botwinki.

Chipsy z liści botwinki

  • liście botwinki
  • łyżka oliwy
  • sól
  • Liście botwinki umyć i osuszyć. Przełożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Skropić oliwą i oprószyć solą. Piekarnik nagrzać do 170 stopni. Wstawić blachę i piec przez 10-15 minut do zarumienienia liści.

    Pesto z liści botwinki

  • liście botwinki
  • 2 łyżki pestek słonecznika
  • łyżka startego parmezanu
  • ząbek czosnku
  • 3 łyżki oliwy
  • sól/pieprz
  • łyżka soku z cytryny
  • Pestki słonecznika podprażyć na suchej patelni. Liście dobrze umyć i przełożyć do blendera. Dodać ciepłe pestki, oliwę, parmezan, sok z cytryny, ząbek czosnku, doprawić solą i pieprzem, a potem zmiksować na gładkie pesto. Pesto można przechowywać nawet tydzień w lodówce i dodawać do pieczywa czy makaronu.

    Jeśli macie swoje pyszne pomysły na nowalijkowe zero waste, podzielcie się nimi koniecznie w komentarzach pod tym tekstem. Chętnie poznam zaskakujące propozycje!

Sylwia Majcher

Author: Sylwia Majcher

dziennikarka, blogerka i mama, której dzieci najbardziej lubią czarne oliwki i hummus. Absolwentka wielu kursów kulinarnych w Polsce i za granicą oraz studiów podyplomowych związanych z żywnością na warszawskiej SGGW. Kolekcjonuje książki kucharskie i przepisy z całego świata oraz kulinarne wspomnienia z podróży. W nowych miejscach zamiast muzeów odwiedza lokalne targowiska. Gotuje sezonowo, choć lubi smakowe eksperymenty. Swoimi przepisami dzieli się na blogu: kuchniawformie.pl

zobacz artykuły