Z nami zdrowo
Zaloguj się

Logowanie

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Pamiętaj mnie
Zaloguj się za pomocą konta

Resztki na stół - bądź kreatywny w kuchni!

Resztki długo nie miały dobrych konotacji. Nie wyrobiły sobie porządnej marki. Najczęściej były więc

...

Otyłość jest plagą naszego społeczeństwa. Coraz więcej dzieci jest otyłych, a otyłe dziecko to bardzo często otyły dorosły. Duży nacisk powinno się w tej chwili kłaść na zapobieganie otyłości, jest to znacznie tańsze i zdrowsze niż leczenie jego skutków. Dietetyka jako dziedzina zapobiegająca nadmiernemu wzrostowi masy ciała staje się coraz bardziej popularna. Wraz z nią niestety tak samo diety cud, mity dietetyczne i różne mniej lub bardziej groźne alternatywne podejścia do żywienia. 

Każdy z nas już wie, że należy maksymalnie ograniczyć spożycie cukru w diecie. Ale co to znaczy? Czy tylko cukier stołowy (sacharoza), czy może też słodkie wypieki, cukier owocowy, napoje, owoce, chleb? Teoretycznie wszystkie z wymienionych produktów przekształcają się w glukozę w naszym organizmie. WHO rekomenduje ograniczenie dziennego spożycia wolnych cukrów do mniej niż 10% dziennego spożycia energii, a dalsza redukcja do poniżej 5% (ok 25 gramów) dziennie jest rekomendowana. Co to oznacza w praktyce? Ograniczenie cukrów dodanych – monosacharydów (glukoza, fruktoza) i disacharydów (sacharoza) – do słodzenia, wypieków, w napojach, w cukierkach itd. Nie musimy się obawiać o cukier w owocach. Ale czy na pewno?

Owoce zawierają duże ilości cukrów prostych (glukozy, fruktozy, sacharozy), które odpowiadają za epidemię otyłości. Można by było podejrzewać, że ich ograniczenie wiązałoby się z mniejszym ryzykiem otyłości oraz zmniejszeniem masy ciała. Jednakże badania epidemiologiczne konsekwentnie wykazują, że owoce ma działanie przeciwdziałające otyłości, cukrzycy i chorobom sercowo naczyniowym. Dlaczego?

Jest parę mechanizmów odpowiedzialnych za przeciwdziałanie otyłości i nadwadze:

1. Spożywanie owoców powoduje większe uczucie sytości niż spożywanie takiej samej ilości soków, a dzięki temu mniejsze spożycie energii. Większość owoców zawiera spore ilości błonnika. Pęcznieje on w żołądku dając większe uczucie sytości, a dzięki temu zmniejsza się ilość spożytej energii. Błonnik rozpuszczalny, który tworzy żelowe środowisko, opóźnia opróżnianie żołądka, zmniejsza aktywność enzymów odpowiedzialnych za trawienie węglowodanów, tłuszczu i białka. Dłuższe przebywanie składników odżywczych w świetle jelita zwiększa wydzielanie hormonów sytości, co w konsekwencji zmniejsza uczucie głodu i spożycie kalorii.

2. Mikroskładniki odżywcze (witaminy, minerały) występujące w owocach wpływają na szlaki metaboliczne związane z otyłością. Na przykład niedobory niektórych witamin i minerałów skorelowane są z większym odkładaniem tkanki tłuszczowej. Jednym z mechanizmów jest większa oporność na leptynę (hormon związany m.in. uczuciem sytości) przy niedoborze mikroskładników. Spożywanie różnych owoców zapewnia dostarczenie wielu mikroelementów odpowiedzialnych za przeciwdziałanie otyłości.

3. Owoce zawierają dodatkowo różnego rodzaje fitozwiązki, przede wszystkim związki fenolowe, takie jak kwas kawowy, resweratrol, antocyjany, katechiny czy cyjanidyny. Mają one różnoraki wpływ na organizm, między innymi zawierają antyoksydanty, które zmniejszają stres oksydacyjny, mają działanie zmniejszające powstawanie komórek tłuszczowych, pobudzają lipolizę. Najwięcej związków fenolowych mają jagody, jeżyny, granat, żurawina, śliwka i jabłko.

4. Błonnik zawarty w owocach zmienia florę bakteryjną w jelitach wpływając korzystnie na zdrowie. Nieprawidłowa mikroflora jelitowa zwiększa ryzyko rozwoju otyłości. Osoby otyłe mają niekorzystną florę bakteryjną w porównaniu z osobami szczupłymi.

Wszystkie te korzyści osiągamy jedząc owoce świeże. Owoce suszone nie są niezdrowe, ale możemy zjeść znacznie większą ich ilość, ich indeks glikemiczny jest dużo wyższy oraz nie zawierają już prawie wody. Chciałabym zaznaczyć również, że owoce to nie soki! Soki produkowane są z owoców, ale nie posiadają już skórki ani błonnika (prawie), nie musimy ich również gryźć, szybciej i łatwiej się przyswajają. Soki nie dają nam uczucia sytości i nie zmniejszają ryzyka zachorowania na cukrzycę typu 2 z uwagi na inną odpowiedź glikemiczną po ich spożyciu (szybciej i bardziej zwiększają poziom glukozy we krwi). Szklanka soku np. jabłkowego ma ok 100 kcal, jedno jabłko (ok 150 g) ma tylko 75 kcal. Łatwo jest wypić 2 szklanki soku, ale ciężej byłoby zjeść prawie 3 całe jabłka, prawda? Nie chciałabym być źle zrozumiana – soki nie są niezdrowe, po prostu nie są aż tak zdrowe jak całe owoce. Soki mogą być dobrym źródłem energii dla osób bardzo aktywnych fizycznie, np. dla sportowców, których dzienne zapotrzebowanie często przekracza 4000 kcal oraz w czasie zwiększonego zapotrzebowania na węglowodany, np. podczas długiego treningu – zawsze to lepsza alternatywa dla słodzonych napojów. 

 

Smakosze są wyjątkowo wdzięczni do obdarowywania prezentami. Ucieszy ich każde wsparcie w kuchni. Mają słabość do gadżetów ułatwiających przygotowywanie aromatycznych dań, więc warto przy wyborze niespodzianek wiedzieć, jakie hity kulinarny rynek ma w ofercie. I choć w kalendarz sugeruje, że mamy czas na kompletowanie podarunków, nie zostawiajmy tych decyzji na ostatnią chwilę. Niech te zakupy i nam sprawią frajdę. 

Jesień jeszcze otula nas swoim szelestem i rozpieszcza w tym roku słoneczną aurą, co może dawać złudne wrażenie, że na wybór prezentów mamy sporo czasu. Tymczasem zima nieubłagalnie drepcze ku naszej rzeczywistości, a razem z nią co najmniej kilka prezentowych okazji do wykorzystania. Planowanie upominków, które wywołają uśmiech na twarzach naszych najbliższych może być i dla nas przyjemnością niebywałą, tylko nie powinniśmy takich refleksji snuć w pośpiechu. Dobra herbata, ciepły koc i kartka w ręku – to właściwy scenariusz do zrealizowania w tej sprawie. Jeśli w gronie rodziny lub przyjaciół mamy smakosza, kogoś kto kocha mieszać w garnkach i wypatruje z zapałem czasu emisji programów kulinarnych, przygotujmy dla niego coś pysznego. 

Zamiast ciepłych skarpet

Skarpety w ciastka i sweter z pierniczkami możemy sobie darować. Kuchcik wie, co mu z sercu gra i nie musi tego demonstrować światu garderobą. On pokazuje siebie przez pryzmat swoich smakołyków i w ich przygotowaniu potrzebuje wsparcia. Mamy obfity wybór i z lekkością dostosujemy go do naszych finansowych możliwości. Zadanie ułatwią też odpowiedzi na konkretne pytania, bo prezenty dla smakoszy można podzielić na kilka kategorii:

·       Coś, czego jeszcze nie ma w swojej kuchni

·       Coś, co zdecydowanie ułatwi mu kulinarne życie

·       Coś, co bezpośrednio ucieszy jego podniebienie

Pakiet pomysłów niech będzie inspiracją, można go dowolnie modyfikować i dostosowywać do konkretnych osób. 

Zestaw noży kuchennych… i nie tylko!

To propozycja nie tylko dla osób, które mogą przeznaczyć na prezent dużo gotówki. Na rynku dostępnych jest mnóstwo produktów, które spokojnie mieszczą się w skromnym budżecie. Nie chodzi przy tym o zwykłe noże (chyba, że mamy dość narzekania naszego kulinarnego przyjaciela na jego stary komplet), ale o nieco bardziej wyrafinowane narzędzia. Nie każdy wie, że zioła powinno się siekać specjalnie wygiętym ostrzem. Taki prezent może sprawić, że nasz smakosz poczuje się prawdziwym fachowcem. Kosztuje od 30 do 50 złotych, a dostarczony z doniczką świeżych ziół będzie wyglądał pysznie i zachęcał do natychmiastowego wypróbowania. 

Ostre cięcie 

Jeden porządny nóż szefa kuchni kosztuje kilkaset złotych. To inwestycja na lata, więc jeśli nad nią się zastanawiacie, może warto ją sfinansować z kilku źródeł? Namówicie rodzinę czy przyjaciół do wsparcia takiego prezentu. Zamiast kupować kilku osobnych – zatroszczcie się o jeden wyjątkowy, który pokroi tony marchewek, kalarepy i poradzi sobie z najtwardszą dynią. Nóż dopasowany do wielkości dłoni może mieć nawet personalizowany grawer z imieniem domowego szefa kuchni. 

Przydatne drobiazgi

Elektryczny korkociąg, obieraczka do cytrusów, specjalne okulary do krojenia cebuli, oryginalne foremki, słój z kranikiem na lemoniadę, zestaw do domowego sushi, stojak na książkę kucharską, notes na przepisy, fartuszek z imieniem, tablica z listą zakupów, zestaw woreczków na zakupy, , młynek do przypraw, podręczna kawiarka, stylowe miarki, deska do krojenia to gadżety, których cena nie przekracza 50 złotych, a będą wsparciem dla kulinarnego talentu obdarowanego. Te rzeczy nie zagracą też kuchni, co w przypadku kolekcjonerów smakoszy ma znaczenie niebywałe, bo przecież oni sami regularnie uzupełniają swoje zestawy. 

Voucher do restauracji

Taki prezent ucieszy zarówno tych, którzy kochają gotować, jak i tych, którzy po prostu lubią dobrze zjeść. Wybierając lokal, bądźcie oryginalni i zasugerujcie się zasłyszanymi potrzebami. Może Wasz bliski wspominał o restauracji, którą polecała jego ulubiona krytyczka kulinarna? Albo po podróży do Gruzji ma apetyt na powtórzenie wrażeń w miejscowych warunkach. Zróbcie rekonesans i zafundujecie mu bilet, który ucieszy jego kubki smakowe. Coraz więcej restauracji ma taką opcję w swojej ofercie. Zaproszenie jest pięknie zapakowane, więc od razu podsyca apetyt. 

Kurs kulinarny

Aromatyczny ramen, domowo kręcony makaron albo pieczenie ciast bez mąki i masła. Propozycji kulinarnych szkoleń jest mnóstwo. Można je dostosować do preferencji, wieku umiejętności obdarowywanego. Może ktoś marzy o lekcji z ulubionym szefem kuchni? Albo chciałby okiełznać lepienie bezglutenowych pierogów. Wszystko jest do zrobienia, biletem na zajęcia możecie ułatwić swojemu smakoszowi zadanie.

Smaczny prezent

Smakoszom przyjemność można też zafundować we własnej kuchni. Co powiecie na zestaw kruchych ciasteczek obwiązanych wstążką albo trufle kokosowe? Pysznie sprawdzą się domowe nalewki, rozgrzewające napary i tradycyjne pierniki.  Te wykonane własnoręcznie zyskują sentymentalną wartość. Ułożone wdzięcznie w tekturowym pudełku lub puszce przypominają wyrażają nasze uczucia. I zasmakują każdemu. 

Przepis na pyszne pierniki:

·       100 g masła

·       2 jajka

·       400 g miodu

·       500 g mąki (najlepiej żytniej)

·       200 g cukru

·       2 łyżeczki sody oczyszczonej

·       Łyżeczka cynamonu

·       ½ łyżeczki goździków

W niewielkim rondlu rozpuścić masło, cukier i miód. Pozostawić do ostudzenia. Dodać wszystkie pozostałe składniki i wyrobić na gładką masę. Ciasto rozwałkować na posypanej mąką blasze i za pomocą foremek wyciąć pierniczki. Piec w temperaturze 220 st. C przez około 20 minut. Upieczone i ostudzone pierniczki polewamy rozpuszczoną czekoladą. Z kandyzowanej skórki pomarańczowej lub specjalnej polewy możemy stworzyć spersonalizowany napis lub kształt – serduszko, gwiazdkę itp. Zanim trafią do rąk obdarowywanego, pierniczki powinny postać kilka dni w zamkniętym słoju, gdzie dojrzeją i zmiękną. Zawinięte pojedynczo w papier, w pięknym pudełku, z pewnością zachwycą naszego smakosza (i pozostałych gości, którzy na pewno nie powstrzymają się przed podjadaniem!)

Trufle czekoladowe

·       100 ml śmietany 36%

·       3 łyżki miodu

·       300 g czekolady gorzkiej

·       100 g ugotowanej kaszy jaglanej

·       Skórka z pomarańczy

·       3 – 4 łyżki posiekanych orzechów

Śmietanę podgrzać z miodem, do gorącej dodać posiekaną czekoladę i mieszać do rozpuszczenia. Potem połączyć z zimną kaszą i skórką z pomarańczy. Masę wyłożyć do miski i schłodzić w lodówce przez godzinę aż stwardnieje. Zimną wyjąć, lepić niewielkie kulki, a każdą obtaczać w posiekanych orzechach lub kakao.

Ciastka od Mikołaja

·       150 g masła

·       100 g cukru

·       2 żółtka

·       skórka otarta z 1 dużej pomarańczy

·       250 g mąki

·       50g gorzkiej czekolady

Masło utrzeć z cukrem do białości, a potem do masy dodać żółtka i dalej ucierać aż krem będzie puszysty. Następnie wsypać skórkę z pomarańczy oraz mąkę i zagnieść ciasto Ciasto schłodzić w lodówce przez 30 minut. Wałkować na grubość około 5 centymetrów i wycinać foremkami dowolne wzory. Nagrzać piekarnik do 180 stopni i piec niecałe 10 minut. Wystudzić i dekorować rozpuszczoną czekoladą, cukrem pudrem lub zostawić czyste. 

Chałwa piernikowa

·       300 g sezamu

·       łyżka oliwy lub oleju

·       łyżka miodu

·       4łyżki kakao

·       Łyżeczka przyprawy do piernika bez mąki

 

Sezam uprażyć na suchej patelni i ciepły przełożyć do blednera. Zmiksować na dość gładką masę z olejem lub oliwą. Dodaj miód, kakao, przyprawę do piernika. Wymieszać dobrze. Masę wyłożyć do formy do pieczenia lub silikonowego pudełka. Włożyć do lodówki na 3-4 godziny. Po tym czasie chałwę wyjąć i pokroić na mniejsze kawałki. 

Nie tylko pyszne, ale i bardzo zdrowe – grzyby. O tej porze roku stają się istotnym elementem polskiej kuchni. Jeśli chcecie, by to była smaczna jesień, wybierzcie się na grzybobranie, a przed nim poznajcie najważniejsze zasady udanego zbierania. Ważne jest nie tylko to, jakie okazy wkładamy do koszyka, ale też jak to robimy. W lesie obowiązuje pewien nienaruszalny katalog zasad, którego przestrzeganie ma wpływ na jakość przyrody.

 
Polacy są najwytrwalszymi grzybiarzami. Sąsiedzi z Niemiec obserwują te nasze wypełnione kosze ukradkiem i nie mogą się nadziwić, że tak sami chętnie od świtu przemierzamy kolejne alejki w poszukiwaniu dorodnych okazów. Kolekcjonujemy prawdziwki do suszenia, podgrzybki na zupę, maślaki do wymieszania w potrawce, lubimy smażyć rydze, marynować gąski i kurki. W ostatnich latach zbieranie grzybów stało się modą. Kiedyś zakłady pracy organizowały weekendowe wyjazdy do lasu, teraz takie akcje pojawiają się na portalach społecznościowych. Grupa entuzjastów szuka nowego hobby i pragnie być bliżej natury. Można potem wrzuć zdjęcie z dorodnym prawdziwkiem i zbierać pochlebne komentarze. Do takiego sukcesu trzeba jednak pewnej wiedzy. Dziś ją serwuję w dość obfitej dawce. 
Jak się nie otruć? 
Najważniejszym zadaniem grzybiarza – zarówno początkującego, jak i tego, co o grzybach wie więcej niż napisano w encyklopedii -  jest odróżnienie grzyba jadalnego od niejadalnego i trującego. Banał? Moi drodzy, tylko w Polsce występuje 1400 gatunków jadalnych grzybów. Nie ma się, co wstydzić zaglądania do atlasu i wspierania swojej intuicji. To zawsze przyniesie – w przypadku wątpliwości korzyść. Dla naszego zdrowia i samopoczucia. Ci, którzy dopiero łapią bakcyla, niech zachowają spokój i nie popadają w panikę. Zapamiętywanie setek różnych odmian nie ma zbyt wiele sensu, ponieważ na początek najlepiej ograniczyć wybór do kilku najpewniejszych gatunków. Prawdziwek jest nie do podrobienia czy kurka. Bez szaleństw, roztropnie, krok po kroku wypełniajcie te wiklinowe koszyki. 
Gąbki i blaszki robią różnicę 
Jedną z podpowiedzi dla Was niech będzie ta, że niektórzy dzielą grzyby na dwie kategorie: z gąbką pod kapeluszem, które można zjeść, i te z blaszkami, które omija się szerokim łukiem. Jedno jest pewne: dzięki respektowaniu tej zasady nie umrzemy, ponieważ grzyby śmiertelnie trujące - z muchomorem sromotnikowym na czele - to właśnie te z blaszkami. Z drugiej strony jednak nasze żołądki mogą mocno ucierpieć po zjedzeniu np. borowika szatańskiego lub ponurego – grzybów bardzo podobnych do jadalnych podgrzybków, jednak silnie szkodzących, gdy są degustowane surowe. Poza tym przestrzegając tej zasady pozbawiamy się wyjątkowej przyjemności zjedzenia chociażby kani, opieńków, kurek czy gąsek. I jak tu nie zwariować w gąszczu grzybowej różnorodności?
Wskazówka: Najlepiej wziąć przewodnika. Eksperta, któremu możemy zaufać. Tacy ludzi mają swoje wytyczone ścieżki, wiedzą pod którym mchem grzyb się kryje i błyskawicznie dokonują selekcji. Są też na tle rozsądni, że jeśli mają wątpliwości – znalezionych szemranych okazów nie zrywają.  Szczególnie dotyczy to gatunków, które mają swoich łudząco podobnych krewnych wśród tych, które potrafią nam zafundować nieprzyjemną żołądkową rewolucję. W najlepszym wypadku. 
Jedz grzyby na zdrowie
Grzyby zbieramy przecież dla zdrowia, więc lepiej ograniczać działania niepożądane. Wprawdzie u wielu osób wciąż pokutuje przeświadczenie, iż grzyby nie mają zbyt wielu wartości odżywczych. To zła opinia, którą należy zlekceważyć! Grzyby bowiem zawierają mnóstwo cennych witamin i minerałów. Znajdziemy w nich m.in. witaminę D, C, K, E, A i witaminy z grupy B. Stanowią bogate źródło selenu, który chroni przed chorobami serca i działa antynowotworowo. Zajadając się grzybami, dostarczamy naszemu organizmowi cennych pierwiastków, takich jak cynk, potas, jod, żelazo, miedź, wapń, fosfor i sód. To darmowy pakiet wspierający nasz organizm. I to tego fundujący smak nie do podrobienia. Nic nie smakuje tak aromatycznie i intensywnie, jak grzybowa zupa z łazankami, sos z tymiankiem czy duszone na maśle kapelusze rydzy. 

MIT: Wbrew pozorom grzyby też wcale nie są ciężkostrawne. To sposób, w jaki je podajemy, obfitujący w zasmażki i tłuste sosy, powoduje uczucie ciężkości po obiedzie, w którym występują w głównej roli. Z pewnością też od zjedzenia grzybów nie utyjemy – zawartość tłuszczu wynosi w nich zaledwie 5%. 
 
ZALETA: Grzyby zawierają też specyficzne steroidy grzybowe – o wiele cenniejsze od sterydów pochodzenia zwierzęcego. Obniżają poziom złego cholesterolu, wspomagają pracę jelit, usuwają z organizmu szkodliwe pierwiastki, wzmacniają nerki, zwalczają wirusy, regulują krzepliwość krwi i zapobiegają zatorom.


Zbieraj grzybki do koszyczka
Moda na grzybobranie przyciąga ludzi, którzy zupełnie ignorują o leśny savoir vivre. A on istnieje od lat i nie można go lekceważyć. 
Kulturalny grzybiarz:

- dba o grzybnię. 
Gdy więc znajduje okaz, który chce mieć w swojej kuchni, ostrym nożykiem wycina go tuż przy ziemi. Tkwiącą w ziemi podstawę trzonu pozostawia i przykrywa ściółką. Dzięki temu grzybnia nie wyschnie, a za jakiś czas w tym miejscu pojawią się nowe grzyby. Jeśli trzeba wyjąć grzyb z całym trzonem (to ważne np. przy zbieraniu grzybów podobnych do muchomorów, których trzon warto dokładnie obejrzeć), należy go delikatnie go wykręcić.
- nie niszczy grzybów 
Nawet jeśli grzyby, które zwabiły nas z daleka ponętnym wyglądem okazały się niejadalne – w  żadnym wypadku nie mścimy się na nich, kopiąc lub wyrywając je z podłoża! Usprawiedliwieniem takiego zachowania nie jest też chęć „ocalenia” innych grzybiarzy przez podobnym rozczarowaniem. Okazy, których my nie jemy, stanowią pożywienie dla leśnych zwierząt. Niszcząc je, niszczymy grzybnię i zaburzamy naturalny rytm życia lasu.
- ma swój koszyk 
grzybom najlepiej jest w wiklinowym koszyku, a nie w  foliowej torebce. W reklamówce szybko zaczną się pocić, a to z kolei doprowadzi do wytworzenia się niebezpiecznych substancji chemicznych i rozwoju mikroorganizmów. 
- nie marnuje czasu
Po powrocie do domu trzeba, jak najszybciej przebrać zbiory, oczyścić grzyby i przerobić je na sos, zostawić do suszenia czy mrożenia. Grzyby nie lubią czekać. 


 
Grzyb na talerzu
Grzyby są niesamowitym źródłem kulinarnych inspiracji. Mogą być uzupełnieniem dania, ale i z powodzeniem odegrają i główną rolę. Niektóre nawet nie wymagają termicznej obróbki. Jeśli chcecie się w nich rozsmakować, spróbujcie na początek moich przepisów:
 
Puder z suszonych kanii
Kanie dokładnie oczyść, a potem posiekaj i ususz w piekarniku w 70 stopniach lub na suszarce. Wysuszone kanie przełóż do blendera  i rozdrobnij tak, by powstał puder. Przechowuj go w zamkniętym słoiku. Doprawiaj nim sosy i zupy.

Rydze w maśle tymiankowym 

- małe rydze 

- 2 łyżki klarowanego masła

- kilka gałązek tymianku

- sól/pieprz

- skórka z cytryny

- ząbek czosnku

Rydze oczyść pędzelkiem. Na patelni rozpuść masło, wrzuć gałązki tymianku, skórkę z cytryny i posiekany czosnek. Dodaj rydze i smaż je przez około 2 minuty. Dopraw solą, pieprzem i przełóż na talerz. Możesz je podawać z ugotowaną kaszą gryczaną. 
 
Carpaccio z prawdziwków

- 2-3 prawdziwki

- sok z cytryny

- sól, pieprz

- garść startego parmezanu

- rukola
Prawdziwki oczyść, pokrój w cienkie plasterki i je na talerzu. Skrop mocno oliwą i sokiem z cytryny. Dopraw solą i pieprzem, posyp parmezanem i rukolą. 

Miska wypełniona obficie potrafi zrobić wrażenie. I to już nie tylko rano, gdy organizm domaga się dawki mocy, ale także pasuje popołudniowemu apetytowi na solidnie gaszący głód obiad. Owsianki rozpychają się zawzięcie w naszym jadłospisie i słusznie, bo mają sporo walorów do zaoferowania. Kto jeszcze z nimi nie jest w komitywie, niech nadrabia zaległości. I nie sugeruje się jedyne nazwą, bo dobrze skomponowanej owsiance daleko do banalności.

Mamy nowe królowe polskiego talerza. Kasze zdetronizowały ziemniaka, na którego sukcesywnie tracimy apetyt. 30 lat temu statystyczny Polak rocznie zjadał 223 kilogramy ziemniaków, teraz jakieś 93 kilogramy. To powrót do korzeni, bo w kuchni staropolskiej kasze dominowały i były obecne na stole częściej niż chleb. Skoro znowu je polubiliśmy, warto poznać najświeższe pomysły na ich wykorzystanie. Tak, by nie stracić żadnego ziarna.

Kasza nie jest już tylko dodatkiem do obiadu. Nie musi być uzupełnieniem dania, bo wychodzi dumnie na pierwszy plan i za tę samodzielność jest wysoko punktowana. Po latach popadania w niełaskę i niszczenia jej potencjału zbyt długim gotowaniem kasza wybiła się na niepodległość.

Teraz do jej warunków dopasowywane są dodatki, choć przyznać trzeba, że nie przywykła kaprysić i sprawiać problemów. Kaszy dobrze w towarzystwie warzyw, mięs i owoców. Z taką samą radością rozpocznie z nami dzień, jak i wesprze nas w porze obiadu lub kolacji. Daje się zapakować na wynos, a nawet lubi ekstremalne doznania i zmiksowanie do ciasta czy budyniu.

Kipi kasza od nadmiaru pomysłów

Swój triumfalny powrót zawdzięcza wegetarianom i weganom, którzy rozkochali się w niej na zabój. Zaczęli ochoczo więc promować rozmaite kaszotta, kombinować, jakby tu ukręcić z ziaren smalec i wycisnąć mleko. Okazało się, że da się i to ze smakowym sukcesem. Nagle przypomnieliśmy sobie o zdrowotnych właściwościach kaszy jaglanej, posmakowała nam gryczana w formie puddingu, owsiana, która rozgrzewa i pobudza krążenie krwi, sprawdziła się wdzięcznie w duecie z suszonymi owocami i w zapiekankach. Bulgur soczyście wchłania sos z potrawki, jęczmienna przyjmuje chętnie rolę farszu.

Kasze w sumie mają same zalety, dodają energii, wzmacniają, są idealnym źródłem błonnika, zawierają sporo potrzebnego organizmowi potasu, cynku, żelaza. Wprowadzenie ich na stałe do domowego menu poprawi naszą koncentrację, wzmocni włosy i paznokcie, poprawi nam nastrój i ułatwi zasypianie. Kasze są naturalne, nieprzetworzone, to po prostu nasiona zbóż oczyszczone z niejadalnych części ziarna. Nie wymagają sztucznych substancji konserwujących, dobrze się przechowują. wystarczy trzymać je z dala od wilgoci i słońca.

Kasza nie tuczy

Ten, kto coraz chętniej sięga po kasze, na własnym przykładzie może przekonać się, że pogłoski o tym, że ona tuczy i dodaje nam niepożądanych kilogramów są nieprawdziwe. Same ziarna zawierają węglowodany, ale te potrzebne, natomiast robią się ciężkie, gdy polejemy je tłustym sosem i zasmażką.

Z warzywami, lekkimi owocami czy chudym mięsem nic kaszy nie grozi. Ale jeśli ulepimy z niej kotlet, który potem trafi w panierce na patelnię, a z niej do pszennej bułki wypełnionej majonezowym dressingiem, nie oczekujmy, że żołądek nie będzie protestował z nadmiaru. Obecne w kaszy węglowodany dostarczają nam paliwa i bardzo powoli podnoszą poziom glukozy we krwi, co sprawia, że nie odczuwamy potrzeby zjedzenia czegoś słodkiego. Są więc idealnym dodatkiem na cukrowym detoksie, który warto zrobić sobie od czasu do czasu, by oczyścić organizm.

Dobry wybór kaszy

Kasze codziennie mogą pojawić się na naszych talerzach w innym wariancie. Są niesamowicie kreatywne i bardzo użyteczne. Zagęszczą pasztet, będą dodatkiem do zupy, dodadzą energii zielonej sałacie, zmienią się w soczyste pulpety albo aksamitny koktajl. Kasza ubóstwia metamorfozy i nie można się z nią nudzić. Dostosowuje się także do naszych potrzeb.

Kasza gryczana ma sporo magnezu i cynku, który wspiera naszą odporność. Nie zawiera glutenu, więc mogą ją jeść osoby, które go nie tolerują.

Kasza jaglana zawiera najwięcej żelaza ze wszystkich kasz. W 100 gramach ma go nawet więcej niż mięso. Dzięki lecytynie poprawia funkcjonowanie układu nerwowego i pamięć. Obecność krzemu sprawia, że mamy mocniejsze stawy, kości i paznokcie.

Kasza jęczmienna ma dużo potrzebnego do prawidłowego funkcjonowania organizmu błonnika i może mieć realny wpływ na obniżenie złego cholesterolu. Jest też sprawdzonym źródłem potasu, który pomaga w walce z nadciśnieniem.

Kasza orkiszowa jest cennym źródłem białka i kwasu krzemowego. Poprawia wygląd włosów i skóry. Ma niski indeks glikemiczny. Poprawia nastrój i przemianę materii. Dodaje mocy, w czasach starożytnych orkiszem zajadali się gladiatorzy, bo wzmacniał ich przed ciężką walką.

Kasza owsiana ma wystarczająco dużo błonnika, by pomóc przy problemach trawiennych. Reguluje metabolizm i wspiera budowę tkanki mięśniowej. Jest więc idealna dla osób uprawiających sport.

Kasza bulgur jest jedną z najmniej kalorycznych kasz, ma za to sporo cennego dla pracy serca potasu. Wzmacnia zęby i kości dzięki obecności fosforu. Koi nerwy, bo zawiera mnóstwo magnezu – co najmniej cztery razy więcej niż kasza kuskus.

Kasza kuskus lubiana za ekspresowe przyrządzanie i lekkostrawność. Mogą ją zjadać osoby z wrażliwym żołądkiem. Jest dobrym źródłem miedzi, cynku i witamin z grupy B.

Kasza pęczak ma bardzo dużo błonnika, potrzebnego tym, którzy borykają się z zaparciami i problemami trawiennymi. Powinni ją jeść ci, co walczą ze stresem, dodatkowymi kilogramami, diabetycy czy osoby chorujące na miażdżycę.

Jak jeść kaszę?

Każdą kaszę warto przed ugotowaniem przepłukać zimną wodą. 100 g to częsta porcja, w jakiej kasze występują, nie zawsze jednak jesteśmy w stanie pochłonąć jej aż tyle. Szybko bowiem syci, bo pęcznieje nam w brzuchu i przyjemnie wypełnia żołądek. Nie bez powodu rozpisałam się o zaletach kaszy, bo liczę, że ta wiedza sprawi, że nie będziecie chcieli się z nią rozstać.

Nawet, gdy nie wykorzystacie od razu całej ugotowanej porcji. Mam kilka pomysłów, co zrobić z resztkami, które zostają. Na pewno nie wyrzucajcie ugotowanej kaszy. Po ostudzeniu może spędzić przykryta 2 kolejne dni w lodówce. Przyda się Wam do domowego wegetariańskiego smalcu albo faszerowania jabłek. Jest zbyt cenna, by pozbywać się jej bez wykorzystania do ostatniego ziarna!

Smalec z kaszy gryczanej

  • pół szklanki ugotowanej kaszy gryczanej
  • pół szklanki ugotowanej fasoli
  • cebula
  • jabłko
  • 3 łyżki oliwy
  • 2 łyżki wody
  • łyżeczka papryki wędzonej słodkiej
  • 2 łyżeczki majeranku
  • łyżeczka tymianku
  • 3 ziarna ziela angielskiego
  • 2 liście laurowe
  • pół łyżeczki cukru
  • szczypta soli i pieprzu
  • łyżeczka soku z cytryny

Na patelni rozgrzej łyżkę oliwy, wrzuć ziele angielskie i liście laurowe. Dodaj posiekaną drobno cebulę i pokrojone w kosteczkę jabłko oraz cukier. Przesmaż do zarumienia.

Kaszę gryczaną rozsyp na blaszce do pieczenia. Skrop oliwą i papryką wędzoną. Piekarnik nagrzej do 180 stopni, praż kaszę przez 15 minut. Wyjmij i przestudź.

W tym czasie zmiksuj blenderem fasolę z pozostałą oliwą, wodą i wszystkimi przyprawami. Wymieszaj masę z zarumienioną cebulą i jabłkiem oraz prażoną kaszą.

Jabłko faszerowane kaszą jaglaną

  • 4 jabłka
  • pół szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
  • łyżeczka cukru trzcinowego
  • sok z pomarańczy
  • szczypta cynamonu
  • garść płatków migdałowych lub orzechów

Jabłka wydrąż, a kaszę wymieszaj z sokiem pomarańczowym, płatkami i cynamonem. Masą wypełnij środek każdego jabłka. Wierzch posyp cukrem. Jabłka ułóż w formie do zapiekania. Piekarnik nagrzej do 180 stopni. Wstaw formę z jabłkami i piecz przez pół godziny.

Mleko z kaszy jaglanej

  • pół szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
  • 3 szklanki wody
  • 3 figi lub daktyle

    Kaszę przełóż do blendera, zalej wodą i miksuj przez 3-4 minuty. Potem dodaj daktyle i znowu zmiksuj aż się rozdrobnią. Następnie odcedź płyn przez sitko lub gazę. Mleko możesz przechowywać przez 4 dni w lodówce.

    Placki z kaszy jęczmiennej

  • szklanka ugotowanej kaszy jęczmiennej
  • jajko
  • 2 łyżki mąki
  • 2 łyżki mleka lub wody
  • garść świeżego szpinaku
  • ząbek czosnku
  • sól/pieprz

    Kaszę wymieszaj z mlekiem, dodaj jajko, mąkę. Zmiksuj. Szpinak i czosnek posiekaj, a potem wmieszaj do ciasta. Na patelni rozgrzej olej. Na gorącym układaj po łyżce ciasta. Smaż z obu stron na małym ogniu przez kilka minut do zarumienienia.

Ekonomiści obliczyli, że w tym roku wydaliśmy na święta więcej niż w latach ubiegłych. Średnio nawet ponad 1200 złotych na osobę. W te pulę wliczone są też prezenty i akcesoria do wystroju domu. Jednak i tak kwota robi wrażenie i nie warto jej zmarnować. A pokusę mamy sporą, bo sporo pieniędzy przeznaczamy na jedzenie, z którym nasze żołądki nie są w stanie sobie poradzić. Jak więc poradzić sobie z nadmiarem świątecznych smaków? Najlepiej ulubionym daniom przedłużyć termin ważności.

Strona używa plików cookies, aby ułatwić Tobie korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych. Więcej informacji