Z nami zdrowo
Zaloguj się

Logowanie

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Pamiętaj mnie
Zaloguj się za pomocą konta

Resztki na stół - bądź kreatywny w kuchni!

Resztki długo nie miały dobrych konotacji. Nie wyrobiły sobie porządnej marki. Najczęściej były więc

...

Mamy nowe królowe polskiego talerza. Kasze zdetronizowały ziemniaka, na którego sukcesywnie tracimy apetyt. 30 lat temu statystyczny Polak rocznie zjadał 223 kilogramy ziemniaków, teraz jakieś 93 kilogramy. To powrót do korzeni, bo w kuchni staropolskiej kasze dominowały i były obecne na stole częściej niż chleb. Skoro znowu je polubiliśmy, warto poznać najświeższe pomysły na ich wykorzystanie. Tak, by nie stracić żadnego ziarna.

Kasza nie jest już tylko dodatkiem do obiadu. Nie musi być uzupełnieniem dania, bo wychodzi dumnie na pierwszy plan i za tę samodzielność jest wysoko punktowana. Po latach popadania w niełaskę i niszczenia jej potencjału zbyt długim gotowaniem kasza wybiła się na niepodległość.

Teraz do jej warunków dopasowywane są dodatki, choć przyznać trzeba, że nie przywykła kaprysić i sprawiać problemów. Kaszy dobrze w towarzystwie warzyw, mięs i owoców. Z taką samą radością rozpocznie z nami dzień, jak i wesprze nas w porze obiadu lub kolacji. Daje się zapakować na wynos, a nawet lubi ekstremalne doznania i zmiksowanie do ciasta czy budyniu.

Kipi kasza od nadmiaru pomysłów

Swój triumfalny powrót zawdzięcza wegetarianom i weganom, którzy rozkochali się w niej na zabój. Zaczęli ochoczo więc promować rozmaite kaszotta, kombinować, jakby tu ukręcić z ziaren smalec i wycisnąć mleko. Okazało się, że da się i to ze smakowym sukcesem. Nagle przypomnieliśmy sobie o zdrowotnych właściwościach kaszy jaglanej, posmakowała nam gryczana w formie puddingu, owsiana, która rozgrzewa i pobudza krążenie krwi, sprawdziła się wdzięcznie w duecie z suszonymi owocami i w zapiekankach. Bulgur soczyście wchłania sos z potrawki, jęczmienna przyjmuje chętnie rolę farszu.

Kasze w sumie mają same zalety, dodają energii, wzmacniają, są idealnym źródłem błonnika, zawierają sporo potrzebnego organizmowi potasu, cynku, żelaza. Wprowadzenie ich na stałe do domowego menu poprawi naszą koncentrację, wzmocni włosy i paznokcie, poprawi nam nastrój i ułatwi zasypianie. Kasze są naturalne, nieprzetworzone, to po prostu nasiona zbóż oczyszczone z niejadalnych części ziarna. Nie wymagają sztucznych substancji konserwujących, dobrze się przechowują. wystarczy trzymać je z dala od wilgoci i słońca.

Kasza nie tuczy

Ten, kto coraz chętniej sięga po kasze, na własnym przykładzie może przekonać się, że pogłoski o tym, że ona tuczy i dodaje nam niepożądanych kilogramów są nieprawdziwe. Same ziarna zawierają węglowodany, ale te potrzebne, natomiast robią się ciężkie, gdy polejemy je tłustym sosem i zasmażką.

Z warzywami, lekkimi owocami czy chudym mięsem nic kaszy nie grozi. Ale jeśli ulepimy z niej kotlet, który potem trafi w panierce na patelnię, a z niej do pszennej bułki wypełnionej majonezowym dressingiem, nie oczekujmy, że żołądek nie będzie protestował z nadmiaru. Obecne w kaszy węglowodany dostarczają nam paliwa i bardzo powoli podnoszą poziom glukozy we krwi, co sprawia, że nie odczuwamy potrzeby zjedzenia czegoś słodkiego. Są więc idealnym dodatkiem na cukrowym detoksie, który warto zrobić sobie od czasu do czasu, by oczyścić organizm.

Dobry wybór kaszy

Kasze codziennie mogą pojawić się na naszych talerzach w innym wariancie. Są niesamowicie kreatywne i bardzo użyteczne. Zagęszczą pasztet, będą dodatkiem do zupy, dodadzą energii zielonej sałacie, zmienią się w soczyste pulpety albo aksamitny koktajl. Kasza ubóstwia metamorfozy i nie można się z nią nudzić. Dostosowuje się także do naszych potrzeb.

Kasza gryczana ma sporo magnezu i cynku, który wspiera naszą odporność. Nie zawiera glutenu, więc mogą ją jeść osoby, które go nie tolerują.

Kasza jaglana zawiera najwięcej żelaza ze wszystkich kasz. W 100 gramach ma go nawet więcej niż mięso. Dzięki lecytynie poprawia funkcjonowanie układu nerwowego i pamięć. Obecność krzemu sprawia, że mamy mocniejsze stawy, kości i paznokcie.

Kasza jęczmienna ma dużo potrzebnego do prawidłowego funkcjonowania organizmu błonnika i może mieć realny wpływ na obniżenie złego cholesterolu. Jest też sprawdzonym źródłem potasu, który pomaga w walce z nadciśnieniem.

Kasza orkiszowa jest cennym źródłem białka i kwasu krzemowego. Poprawia wygląd włosów i skóry. Ma niski indeks glikemiczny. Poprawia nastrój i przemianę materii. Dodaje mocy, w czasach starożytnych orkiszem zajadali się gladiatorzy, bo wzmacniał ich przed ciężką walką.

Kasza owsiana ma wystarczająco dużo błonnika, by pomóc przy problemach trawiennych. Reguluje metabolizm i wspiera budowę tkanki mięśniowej. Jest więc idealna dla osób uprawiających sport.

Kasza bulgur jest jedną z najmniej kalorycznych kasz, ma za to sporo cennego dla pracy serca potasu. Wzmacnia zęby i kości dzięki obecności fosforu. Koi nerwy, bo zawiera mnóstwo magnezu – co najmniej cztery razy więcej niż kasza kuskus.

Kasza kuskus lubiana za ekspresowe przyrządzanie i lekkostrawność. Mogą ją zjadać osoby z wrażliwym żołądkiem. Jest dobrym źródłem miedzi, cynku i witamin z grupy B.

Kasza pęczak ma bardzo dużo błonnika, potrzebnego tym, którzy borykają się z zaparciami i problemami trawiennymi. Powinni ją jeść ci, co walczą ze stresem, dodatkowymi kilogramami, diabetycy czy osoby chorujące na miażdżycę.

Jak jeść kaszę?

Każdą kaszę warto przed ugotowaniem przepłukać zimną wodą. 100 g to częsta porcja, w jakiej kasze występują, nie zawsze jednak jesteśmy w stanie pochłonąć jej aż tyle. Szybko bowiem syci, bo pęcznieje nam w brzuchu i przyjemnie wypełnia żołądek. Nie bez powodu rozpisałam się o zaletach kaszy, bo liczę, że ta wiedza sprawi, że nie będziecie chcieli się z nią rozstać.

Nawet, gdy nie wykorzystacie od razu całej ugotowanej porcji. Mam kilka pomysłów, co zrobić z resztkami, które zostają. Na pewno nie wyrzucajcie ugotowanej kaszy. Po ostudzeniu może spędzić przykryta 2 kolejne dni w lodówce. Przyda się Wam do domowego wegetariańskiego smalcu albo faszerowania jabłek. Jest zbyt cenna, by pozbywać się jej bez wykorzystania do ostatniego ziarna!

Smalec z kaszy gryczanej

  • pół szklanki ugotowanej kaszy gryczanej
  • pół szklanki ugotowanej fasoli
  • cebula
  • jabłko
  • 3 łyżki oliwy
  • 2 łyżki wody
  • łyżeczka papryki wędzonej słodkiej
  • 2 łyżeczki majeranku
  • łyżeczka tymianku
  • 3 ziarna ziela angielskiego
  • 2 liście laurowe
  • pół łyżeczki cukru
  • szczypta soli i pieprzu
  • łyżeczka soku z cytryny

Na patelni rozgrzej łyżkę oliwy, wrzuć ziele angielskie i liście laurowe. Dodaj posiekaną drobno cebulę i pokrojone w kosteczkę jabłko oraz cukier. Przesmaż do zarumienia.

Kaszę gryczaną rozsyp na blaszce do pieczenia. Skrop oliwą i papryką wędzoną. Piekarnik nagrzej do 180 stopni, praż kaszę przez 15 minut. Wyjmij i przestudź.

W tym czasie zmiksuj blenderem fasolę z pozostałą oliwą, wodą i wszystkimi przyprawami. Wymieszaj masę z zarumienioną cebulą i jabłkiem oraz prażoną kaszą.

Jabłko faszerowane kaszą jaglaną

  • 4 jabłka
  • pół szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
  • łyżeczka cukru trzcinowego
  • sok z pomarańczy
  • szczypta cynamonu
  • garść płatków migdałowych lub orzechów

Jabłka wydrąż, a kaszę wymieszaj z sokiem pomarańczowym, płatkami i cynamonem. Masą wypełnij środek każdego jabłka. Wierzch posyp cukrem. Jabłka ułóż w formie do zapiekania. Piekarnik nagrzej do 180 stopni. Wstaw formę z jabłkami i piecz przez pół godziny.

Mleko z kaszy jaglanej

  • pół szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
  • 3 szklanki wody
  • 3 figi lub daktyle

    Kaszę przełóż do blendera, zalej wodą i miksuj przez 3-4 minuty. Potem dodaj daktyle i znowu zmiksuj aż się rozdrobnią. Następnie odcedź płyn przez sitko lub gazę. Mleko możesz przechowywać przez 4 dni w lodówce.

    Placki z kaszy jęczmiennej

  • szklanka ugotowanej kaszy jęczmiennej
  • jajko
  • 2 łyżki mąki
  • 2 łyżki mleka lub wody
  • garść świeżego szpinaku
  • ząbek czosnku
  • sól/pieprz

    Kaszę wymieszaj z mlekiem, dodaj jajko, mąkę. Zmiksuj. Szpinak i czosnek posiekaj, a potem wmieszaj do ciasta. Na patelni rozgrzej olej. Na gorącym układaj po łyżce ciasta. Smaż z obu stron na małym ogniu przez kilka minut do zarumienienia.

Ekonomiści obliczyli, że w tym roku wydaliśmy na święta więcej niż w latach ubiegłych. Średnio nawet ponad 1200 złotych na osobę. W te pulę wliczone są też prezenty i akcesoria do wystroju domu. Jednak i tak kwota robi wrażenie i nie warto jej zmarnować. A pokusę mamy sporą, bo sporo pieniędzy przeznaczamy na jedzenie, z którym nasze żołądki nie są w stanie sobie poradzić. Jak więc poradzić sobie z nadmiarem świątecznych smaków? Najlepiej ulubionym daniom przedłużyć termin ważności.

Prezenty powinny być przyjemnością. Nie tylko dla tych, którzy je dostają, ale i obdarowujących. Pomysły wypełnione stresem, nerwowym bieganiem między sklepowymi alejkami i totalną pustką w głowie nie mają w sobie nic ze świątecznej magii. Może więc w tym roku spróbujecie zwrócić uwagę na to, czego naprawdę potrzebują Wasi bliscy i nie ulegać presji reklamy, która sugeruje, że im więcej kupimy, tym będziemy szczęśliwsi?

Fuerteventura w grudniu. Słońce nieśmiało przebija się zza chmur, wiatr kaprysi i nie może się zdecydować, jaką skalę osiągnie. Termometr, jak zawsze zimą na Wyspach Kanaryjskich przez cały dzień nie pokaże więcej niż 20 stopni. W dziecięcym basenie przy hotelu jednak tłum. Choć woda nie jest podgrzewana, maluchy nie protestują. Organizują zawody na zjeżdżalni i wyścigi gumowych łódek. Dress code basenowy, czyli strój, spodenki, jeśli młodsze dziecko to wystarcza pielucha. Słychać przekrzykiwania po angielsku i szwedzku. Żadnego słowa po polsku, choć obsługa mówi, że prawie połowa gości na urlop przyleciała z Warszawy. Polskie dzieci da się jednak zauważyć, są ubrane w długie spodnie, bluzy i koniecznie czapki chroniące przed wiatrem. W basenie ani morzu nie wykąpią się ani razu w czasie tygodniowych wakacji. Ekstrawagancją będzie jeśli zmoczą nogi. Bez skarpetek.

Jesień ma swoje wymagania. Bywa kapryśna i nieznośnie siąpi deszczem. Jeśli jest w lepszym nastroju, pozwala łaskawie przebić się promieniom słońca. Zawsze chce, by szurać pod stopami liśćmi, które z premedytacją zrzuca z drzew. Lubi łobuzerskie skoki przez kałuże i mobilizuje do wyciągania z zakamarków szafy szalików. W sumie to nie ma co na nią narzekać. Potrafi zachwycać kolorami pełnymi uroku i wyraża zgodę na szaleństwo w kuchni. To pora, gdy w jadłospisie zaczynają rządzić aromatycznie rozgrzewające dania.

Nie masz co zrobić z owocami i warzywami, które czekają coraz bardziej niecierpliwie w Twojej kuchni na wykorzystanie? Ususz je i podaruj im nowe, zupełnie inne życie. To jedna z najlepszych metod niemarnowania, idealna do wypróbowania jesienią, gdy na targach dominują naturalnie doskonałe produkty. Bez szkody dla ich wartości, można nadać im zaskakującego charakteru.

Strona używa plików cookies, aby ułatwić Tobie korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych. Więcej informacji