Z nami zdrowo
Zaloguj się

Logowanie

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Pamiętaj mnie
Zaloguj się za pomocą konta
Zdrowie i uroda 2019-08-06

Jedzenie w plenerze - letnia uczta

Żal marnować czasu w domu, gdy za oknem pogoda mobilizuje do wystawienia nosa za drzwi. Nie trzeba

... Czytaj więcej...

Mam 10 lat. Moją ulubioną rozrywką po szkole jest gra w gumę z dziewczynami z klatki obok, zamiennie z przeskakiwaniem przez kabel. W obu tych dziedzinach jestem naprawdę dobra - nie mam sobie równych, gdy pomykamy w trójkąta. Nawet z topornymi drewniakami na nogach święcę triumfy. Kiedy na podwórko zejdą się również koledzy, odpalamy Dwa Ognie. Na krótką chwilę zapominamy, że chłopaki są durne i fe - w zmaganiach sportowych tworzymy jedną zgraną drużynę, poza polem gry, nasze drogi wybitnie się rozchodzą, choć wtedy nie zdajemy sobie jeszcze sprawy, że na zupełnie niedługo.

Kiedy mam lat 12 zostaję szkolną cheerleaderką i jeśli w waszych głowach właśnie pojawił się obraz pięknej, długonogiej nastolatki z wyzywającym dekoltem, proszę porzućcie go niezwłocznie. Drużyna pomponiar w naszej szkole miała tyle wspólnego z seksapilem, co student z pieniędzmi. W tamtym momencie od wyzywającej prezencji istotniejsza była możliwość korzystania z szatni sąsiadującej z przebieralnią największych gierojów w szkole, członków drużyny koszykarskiej. Niektóre z nas miały już pierwszy biust, inne jeszcze go nie miały (co nie przeszkadzało wcale w noszeniu pod koszulką stanika z rozmiarem zero) - ale bez względu na predyspozycje fizyczne, sport jawił się jako furtka otwierająca bardzo obiecujące wrota. Nie wypadało nie lubić jeździć na rowerze, czy być nogą z kosza. Każdy, powtarzam, każdy z nas potrafił robić najdziwniejsze fikołki na trzepaku, a zabawa w ganianego utwierdzała nas tylko w przekonaniu, że warto dbać o tężyznę fizyczną.

W wieku 16 lat lekcje WF-u kojarzą mi się z największą niesprawiedliwością tego świata. Mam gdzieś ruch i zdrowie, wolę być garbata, niż łamać sobie paznokcie na piłce do siatki. Takie podejście miało mi już towarzyszyć do końca życia (w końcu na studiach, byle tylko nie ćwiczyć, jako przedmiot do zaliczenia wybrałam turystykę górską - dwa wyjazdy i człowiek miał z głowy cały semestr). W późniejszym, dorosłym życiu, jak ognia unikałam wszelkich zajęć, które nieświeżym potem mogłyby skalać moje muślinowe bluzki.

Wtem sport i zajęcia fizyczne zaczęły być po prostu modne!

Zaraz po tym, jak Polska przestała tańczyć i śpiewać na lodzie oraz robić zakupy w sklepach sieciowych, pokochała zdrowe odżywianie oraz bycie fit. Nie wiem, jakim cudem tym wszystkim wirtualnym trenerkom udaje się skłonić przeciętnego obywatela naszego kraju do założenia obcisłych legginsów i pocenia się trzy razy w tygodniu przed monitorem własnego komputera, ale doprawdy, efekt jest godny podziwu. Dziś już nikt nie chce mieć opony na brzuchu ni zwisających pośladków. Już nie w dobrym tonie są zakupy w wielkopowierzchniowych marketach spożywczych. Od teraz liczą się tylko małe eco friendly warzywniaki, w których można kupić topinambur oraz cykorię. I co z tego, że jeszcze pół roku temu większość fitzapaleńców nie miała pojęcia, czym w ogóle jest jarmuż? Kolorowe koktajle i owsianka z owocami zbierają najwięcej lajków na Instagramie, podobnie jak zdjęcie wyrzeźbionego ciała, a takie wskazówki się ceni.

Rodacy masowo zaczęli chodzić na siłownie. Kobiety każdego koloru skóry i wyznania dokonały apostazji i przeniosły swoją wiarę do fitness guru promowanych w mediach. A ja razem z nimi.

Zaczęło się niepozornie: od wieczornych schadzek z Mel B w moim salonie. Na nieco wytartym już, wiekowym dywanie rozpościerałam niebieską matę do ćwiczeń, na tyłek przywdziewałam elastyczne legginsy i dawaj dalej! Brzuch, pośladki, ABS? A może rozciąganie mięśni nóg i kręgosłupa? Na początku traktowałam to jako zabawę, ot - specyficzny relaks przed zaśnięciem, który z dnia na dzień wciągał mnie coraz bardziej. Kiedy w jeden weekend z powodu hulanek na mieście odpuściłam trening, czegoś mi brakowało. W taki oto sposób dałam się wciągnąć w machinę bycia fit, którą kilka tygodni temu wyśmiewałam głośno razem z koleżankami. Skutki uboczne? Zdecydowanie smuklejsza sylwetka, energia towarzysząca od rana do wieczora i w końcu brak wyrzutów sumienia, kiedy moja dłoń ochoczo sięgała w sklepie do półki z pączkami.

Muszę przyznać, że początkowa niechęć do tego całego boomu na zdrowe odżywianie i sport (w końcu nie lubię robić tego, co wszyscy) przerodziła się w prawdziwą pasję - wystarczyło jedynie znaleźć swoją własną drogę i własne tempo. No i jest jeszcze jeden plus mody na fit przekąski - nasiona chia przestały być traktowane jako egzotyczne i można je już dostać za przyzwoite pieniądze w większości spożywczaków.

Niech żyją masowe trendy! (I kto by pomyślał, że kiedykolwiek to napiszę?).

Niby wszystko jest pięknie – przyroda budzi się do życia, dni są coraz dłuższe, temperatura rośnie, ludzie mówią, że czas na zmiany, a Ty czujesz się wypalona, zmęczona i rozdrażniona? Znamy to uczucie. To przesilenie wiosenne. Co począć z kacem po zimie? Mamy dla was porcję dobrych rad!

Na dobry początek warto poznać winnych naszych „gorszych” wiosennych dni – to m.in. serotonina. Popularnie zwana hormonem szczęścia, odpowiada też za to, że czujemy się senni, zmęczeni, a przyjście wiosny wcale nie napawa nas optymizmem. Na wiosnę jej poziom gwałtownie rośnie i przekracza próg za którym „szczęście” zamienia się w tzw. zmęczenie centralne. Pojawia się ono w całym układzie centralnym i powoduje złe samopoczucie.

Uczucie to wzmacniają zmienna pogoda, wahania ciśnienia i wzrost temperatury otoczenia. Jeszcze niedawno musieliśmy ubierać się na cebulkę, a teraz we wszystkim jest nam gorąco, słońce razi w oczy, zapachy atakują. Przyzwyczajanie się do cieplejszego klimatu może potrwać ok. 2-3 tygodnie. To najlepszy czas aby przestawić się na wiosenną dietę i spokojnie zebrać siły na kolejne miesiące roku.

Jeśli myślicie, że wiosenny kac dopadł tylko was, to mamy dla wad drobne pocieszenie - szacuje się, że przesilenie odczuwa ok. 50-60% mieszkańców Europy. A teraz do dzieła. Co zrobić aby je przetrwać?

1. Spaceruj dla zdrowia

Nie masz siły i najchętniej zakopałabyś się w łóżku z kubkiem herbaty i przeczekała zły czas? Nie rób tego! Czas się ruszyć. Wyjdź z domu, spaceruj, łap pierwsze promyki wiosennego słońca i zwyczajnie przyzwyczajaj swój organizm do tego, że jest jaśniej oraz cieplej. Przynajmniej pół godziny spaceru wpłynie pozytywnie na twoje samopoczucie i sprawi, że będzie ci się łatwiej zasypiało. Pamiętaj przy tym o odpowiednim ubraniu – najlepiej na cebulkę – tak abyś mogła ściągnąć kolejne warstwy kiedy słońce zaświeci mocniej i nie przegrzała organizmu.

Idealnie byłoby znaleźć trochę więcej siły i wyruszyć na pierwsze treningi w plenerze. 30 minut wolnego biegu, pierwsze przejażdżki rowerowe, basen, siłownia – możliwości jest tak wiele. Skorzystaj z nich, a na 100% nie pożałujesz!

2. Spotykaj się ze znajomymi

Im dłużej będziesz siedziała sama, tym dłużej będziesz przeżywać wiosennego kaca. Kiedy uda Ci się pokonać wiosenne „niechcemisię” i wyjdziesz spotkać się ze znajomymi zobaczysz świat z nieco innej perspektywy. Dbaj przy tym o to, aby unikać podczas takich spotkań marudzenia. Wybierzcie się potańczyć, na koncert, pyszny lunch. Wspólnie przyjemniej czeka się na wiosnę!

3. Skorzystaj z sauny

Zimowe toksyny, które nazbierały się w twoim organizmie możesz usunąć za pomocą sauny. Poddaj się zbawiennemu wpływowi wysokiej temperatury i „wypoć” je z organizmu.

4. Pij dużo soków wyciskanych z owoców i przetartych warzyw

Wiosną musisz dostarczyć swojemu organizmowi porządną dawkę substancji odżywczych. Możesz suplementować się za pomocą dostępnych na rynku witamin i mikroelementów, ale najlepiej skorzystać z tego, co daje nam natura czyli warzyw i owoców. Pij koktajle, wyciskaj soki z owoców, baw się smakami i wracaj do formy po zimowym letargu.

5. Zrób sobie przyjemność

Nowa fryzura, wizyta u kosmetyczki, mały przegląd szafy – dogadzaj sobie. Małe przyjemności mogą zdziałać cuda i sprawić, że będzie ci się łatwiej przygotować na prawdziwe przyjście wiosny – nie tylko kalendarzowe, ale przede wszystkim na wiosnę w twojej głowie!

6. Śpij 8 godzin

Aby przestawić organizm na nowe, wiosenne tory musisz dostarczyć mu energii. Koniec z zarywaniem nocy. Czas na porządne wysypianie się. Powinno ci ono wejść w nawyk. Ośmiogodzinny sen to podstawa twojego prawidłowego funkcjonowania w trakcie całego dnia. Bez względu na to czy wstajesz prawą czy lewą nogą – wyspana działasz lepiej.

„Zośka” to nie nowa koleżanka z fitness klubu, ani dziewczyna, którą poznałeś w parku w trakcie treningu, ale zapewniamy, że razem możecie się świetnie bawić i aktywnie spędzać czas. Mowa bowiem o małej, niepozornej piłeczce do gry, którą znali już nasi dziadkowie! „Zośka” zwana też footbag to już kultowa zabawa. Sprawdźcie jak łatwo zrobić własną „Zośkę”!

Marzysz o odrobinie ciepła? Nie lubisz chłodnych wieczorów? Chciałabyś się rozgrzać? Zrób sobie termofor! Możesz go wykonać w kilka chwil z tego, co masz akurat pod ręką albo wykorzystać np. „ubranko” na termofor z wodą, które już masz w domu.

Naturalne sposoby pielęgnacyjne naszej skóry, są nie tylko skuteczne, ale i proste w przygotowaniu. Składniki, jakie potrzebujemy do przeobrażenia naszej łazienki w domowe SPA, zazwyczaj mamy pod ręką. Peeling energetyczno-nawilżający, to doskonały sposób by zrelaksować się po długim dniu pełnym zajęć.

Chcielibyście przenieść się na chwilę do pięknej Tajlandii? Nie musicie kupować biletów lotniczych. Orientalną atmosferę z powodzeniem możecie stworzyć w swoim domu. Wystarczy przygotować masaż gorącymi stemplami. Jak zrobić taką ucztę dla zmysłów? Nic prostszego!

Masaże stemplami wywodzą się podobno w Tajlandii, ale to jedna z podstawowych metod masażu w całej Azji Południowo-Wschodniej i Południowej. Łączy w sobie kojące działanie aromatycznych ziół, ciepła i substancji aktywnych zawartych w różnorodnych mieszankach. Gorące kompresy pozwalają rozluźnić mięśnie, uśmierzyć ból i działają antyseptycznie.

Strona używa plików cookies, aby ułatwić Tobie korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych. Więcej informacji