Z nami zdrowo
Zaloguj się

Logowanie

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Pamiętaj mnie
Zaloguj się za pomocą konta
Zdrowie i uroda 2019-02-15

5 pomysłów na zwiększenie aktywności zimą

Zima, chociaż ma swoje uroki, zdecydowanie nie pomaga w byciu fit i regularnych treningach. Dużo

... Czytaj więcej...

Przedstawię Ci patenty, dzięki którym obniżysz ładunek glikemiczny posiłku, co w wyraźny sposób wpłynie na wydłużenie sytości. Najskuteczniejszym z nich jest zrozumienie czym jest ładunek glikemiczny i co na niego wpływa.

Ładunek glikemiczny to parametr odnoszący się do zawartości węglowodanów przyswajalnych w określonej porcji pożywienia. Ładunek glikemiczny mówi o tym, jak wysoki (lub jak niski) wyrzut insuliny we krwi spowoduje zjedzenie określonego posiłku o danym rozmiarze.

Obniżenie Ładunku Glikemicznego posiłków sprzyja profilaktyce insulinooporności i cukrzycy typu II. Jeśli nie lubisz czekać na długofalowe efekty wprowadzonych zmian, może przekona Cię fakt, że wydłużają sytość poposiłkową i zmniejszają apetyt na słodycze?

Zdecydowanie warto dążyć do obniżenia ŁG posiłków w zdrowej diecie. Jednocześnie nie warto prowadzić skrupulatnych wyliczeń – osoba zdrowa tego nie potrzebuje. Wystarczy stosowanie kilku trików, które z czasem staną się intuicyjnymi wyborami i przyczynią się do uzyskania niższego ładunku glikemicznego ulubionych dań.

Bardziej sycące są posiłki, które:

  • Zawierają duże ilości błonnika pochodzącego np. z:

- Skórek owoców i warzyw

- Otrębów

- Pełnoziarnistych produktów zbożowych

- Nasion, ziaren, pestek

- Roślin strączkowych

Zwiększając podaż błonnika w diecie zadbaj o większą ilość wypijanych płynów– co najmniej 2 l/dzień. W przeciwnym razie mogą wystąpić zaparcia i bóle brzucha.

  • Zawierają półprodukty możliwie najmniej przetworzone i rozdrobnione

- im bardziej dany składnik przypomina swoją surową formę, tym niższy jest jego Indeks Glikemiczny – wszelkie formy rozdrobnienia, przetarcia, gotowania wpływają na wzrost Indeksu Glikemicznego, ponieważ produkt staje się bardziej sprawny i węglowodany zostają szybciej rozkładane i wchłaniane do krwioobiegu w postaci glukozy.

-np. koktajl owocowy i sałatka owocowa przygotowane z tych samych składników, w tej samej ilości, będą różnić się ładunkiem glikemicznym – sałatka będzie charakteryzować się niższym ŁG ze względu na niższy stopień przetworzenia półproduktów.

  • Składają się ze wszystkich makroskładników: białka, węglowodanów i tłuszczu

- Spożycie białka i tłuszczu nie wywołuje wahań poziomu glukozy we krwi, dlatego wzbogacenie posiłku o źródło białka i tłuszczu sprawia, że cały posiłek będzie miał niższy Ładunek Glikemiczny, niż gdyby składał się wyłącznie ze źródła węglowodanów

- Dzieje się tak, ponieważ ŁG odnosi się do sumy węglowodanów w całej porcji – jeśli np. pierś z kurczaka nie zawiera węglowodanów, to obniża ich średnią zawartość w całym posiłku, ponieważ zwiększa jego kaloryczność i objętość, nie zwiększając udziału węglowodanów prostych

  • Zawierają wiele składników o niskim lub średnim Indeksie Glikemicznym

Jeśli stosujesz się do opisanych zasad, a mimo to nadal odczuwasz wzmożony głód, słodyczowe zachcianki i niepohamowany apetyt, zastanów się czy Twoja dieta nie jest zbyt restrykcyjna. Przez kilka dni notuj wszystko, co zjadasz – najlepiej w aplikacji, która automatycznie policzy kalorie za Ciebie. Następnie, wyciągnij średnią z kilku dni i sprawdź w jakim stopniu zaspokoją Twoje całodniowe zapotrzebowanie energetyczne. Możesz obliczyć je przy pomocy wzoru na CPM (opartego na wzorze Harrisa- Benedicta). Dieta redukcyjna powinna pokrywać CPM w około 80%. Jeśli dostarczasz swojemu organizmowi mniej kalorii w ciągu dnia, nic dziwnego, że odczuwasz głód i nie jesteś w stanie doczekać kolejnego posiłku!

Zmień wielkość porcji i jednocześnie ciesz się efektami odchudzania i zmniejszonym ryzykiem wystąpienia efektu jojo.

W ostatnim artykule omówiłam parę mechanizmów, które muszą być spełnione abyśmy faktycznie mogli usunąć toksyczne substancje i metabolity z naszego organizmu. Wiele osób szuka jednak sposobów na oczyszczenie się czy detox. Czy cokolwiek w Internecie jest warte naszej uwagi?

W Internecie pomysłów na oczyszczanie jest wiele.

Po pierwsze hydrokolonoterapia, które ma nam ponoć pomóc pozbyć się kamieni kałowych i złogów w jelicie grubym. Jest to płukanie jelita dużą ilością wody/płynu fizjologicznego. Teoretycznie ma to sens, ale w praktyce kamienie kałowe występują tylko u bardzo chorych lub starszych osób, które się nie ruszają i mają problem z wypróżnianiem się (udaje im się to np. raz na tydzień). Terapia ta pozbawi nas niestety naszych dobrych bakterii jelitowych (które również odpowiadają za metabolizowanie niektórych toksyn). Zostaną po prostu wypłukane, może to doprowadzić do zachwiania równowagi w środowisku jelit i w konsekwencji mogą rozwinąć się niekorzystne bakterie.

Post dr Dąbrowskiej – jest to parotygodniowy post, podczas którego spożywa się tylko warzywa z niskim indeksem glikemicznym i parę owoców. Nie ma żadnych tłuszczy i żadnych źródeł białka (pomijam warzywa jako źródło białka czy tłuszczu). Faktycznie czasem daje spektakularne efekty, w szczególności w zmniejszaniu objawów lub zaleczaniu takich chorób jak reumatoidalne zapalenie stawów, cukrzyca, migreny i w ogóle różnego typu zapalenia, ponieważ faktycznie nie dostarczamy sobie wówczas żadnych prozapalnych składników i nasz organizm może troszkę odpocząć. Dieta działa również na zasadzie autofagii (polegaja na trawieniu przez komórkę obumarłych lub uszkodzonych elementów jej struktury). Wszystko w porządku ale dieta ma bardzo mało kalorii (400-800) i nie zawiera żadnych tłuszczy, przez co witaminy rozpuszczalne w tłuszczach się po prostu nie wchłoną. Dieta może doprowadzić do dużych niedoborów i przeprowadzona bez kontroli lekarza lub dietetyka może spowodować np. omdlenia.

Detoks sokowy – w teorii również super sprawa. Pijemy tylko świeżo wyciskane soki przez okres paru dni do 2 tygodni. Nie wiem jak Wy, ale ja byłabym po prostu głodna! 😊 Dostarczymy sobie dużo witamin i minerałów, ale również niestety – zero tłuszczy. Do tego bardzo mała ilość błonnika, który również ma nam przecież pomóc usunąć to, co zalega w jelitach i umożliwić nam wydalanie. Więc jeśli już ktoś miałby pomysł oczyszczania się poprzez soki, to jednak bardziej polecam smoothiesy z całych owoców i warzyw, wraz z błonnikiem.

Głodówka – jak już możecie podejrzewać – nie jestem fanką. Co prawda proces autofagii i procesy naprawcze mogą być zintensyfikowane, ale nie dostarczamy sobie żadnych witamin, minerałów, witamin ani błonnika (przez brak błonnika gorzej jest z wypróżnianiem, a raczej z jego brakiem). Do tego taki sposób oczyszczania mogą przeprowadzić tylko osoby w 100% zdrowe. Mogą wystąpić silne spadki glukozy we krwi, przez co można nawet zemdleć. Do tego bóle głowy i osłabienie, więc raczej konieczny jest urlop.

A co z suplementami „na oczyszczanie”? Nie ma ani jednego przebadanego suplementu lub leku, który ma udowodnione działanie badaniami klinicznymi. Co prawda są pewne produkty, które mają potencjalne właściwości detoksykacyjne, w szczególności z metali ciężkich. Jednym z nich jest kolendra, która np. u myszy zmniejszyła o ok 12% zawartość kadmu w kościach. Kolejnym składnikiem są wodorosty nori i chlorella, które w badaniach na zwierzętach wykazują działanie detoksykujące poprzez wiązanie metali ciężkich (ołów i rtęć) oraz dioksyn. Problem tylko w tym, że ilości podawane w przeliczeniu na kilogram masy ciała były dość spore.

Popularne zaczyna być stosowanie węgla aktywnego albo tzw. enterosgelu. Substancje te wiążą toksyny i metale ciężkie, ale problem jest też taki, że wiążą dużo więcej substancji…. Zarówno minerały, bakterie (również te dobre) i niektóre leki oraz substancje bioaktywne. Mają również działanie silnie zapierające. Stosowane bez kontroli lekarza albo dietetyka mogą wywołać więcej szkody niż pożytku.

Polecam natomiast raz jeszcze warzywa i owoce. Zawarte przede wszystkim w owocach cytrusowych, leśnych czy w winogronach kwasy owocowe takie jak cytrynowy, jabłkowy czy bursztynowy wiążą aluminium, przez co w badaniach na myszach zmniejszała się jego akumulacja w kościach.

Jakie wnioski? Podsumowując - nie przeprowadzono randomizowanych, kontrolowanych badań w celu oceny skuteczności komercyjnych diet detoksykujących u ludzi. Można natomiast na pewno pomóc swojemu organizmowi i odciążyć go poprzez wprowadzenie pewnych produktów (warzywa, owoce, błonnik) i nie jedzenie tych zawierających substancje, które nasza wątroba musi zmetabolizować i usunąć (przetworzone jedzenie, przetworzone komercyjne mięso z hormonami lub antybiotykami, przypalone produkty, konserwanty itp.). Dodatkowo polecam duże ilości błonnika (nie w postaci suplementów!) oraz wody aby nerki prawidłowo filtrowały. Wówczas mamy pewność, że szybkość detoksykacji/oczyszczania się zwiększy.

Oczyszczanie organizmu – hit czy mit?

Nie ma wątpliwości, że nasze życie otacza coraz większa ilość toksyn i substancji dla nas niekorzystnych. Rozpowszechnienie chemikaliów przemysłowych, pestycydów, ksenoestrogenów, metali ciężkich, dioksyn i pierwiastków promieniotwórczych jest bardzo szerokie. Wiele z tych toksyn wykazało szkodliwe skutki, w tym raka, zaburzenia płodności, metabolizmu i zdrowia psychicznego. Wiadomo również, że niektóre substancje mogą ulegać bioakumulacji w naszym organizmie. Może też wystąpić efekt synergistyczny, przez co kombinacje toksyn mogą być silniejsze niż pojedyncze. Czy my coś możemy z tym zrobić? Czy da się oczyścić organizm z owych toksyn?

Czy da się oczyścić organizm z owych toksyn?

Kilka badań klinicznych wykazało, że komercyjne diety detox poprawiają detoksykację wątroby i eliminują trwałe zanieczyszczenia organiczne z organizmu. Przykładowo w 2000 roku przebadano 25 uczestników, którym przeprowadzono dietę „detoksykującą”. Możliwości detoksykujące zbadano poprzez porównanie wątrobowego klirensu (usuwania) kofeiny z organizmu. Po zastosowaniu diety szybkość usuwania kofeiny poprawiła się o 23%. Niestety badania te nie są w 100% wiarygodne przez wadliwą metodologię i zbyt małe ilości próbek. Istnieją wstępne dowody sugerujące, że niektóre produkty takie jak kolendra, nori i olestra (taki substytut tłuszczy) mają właściwości detoksykacyjne, chociaż większość z tych badań przeprowadzono na zwierzętach. Czy to znaczy, że nie możemy sobie pomóc?

Nie ma sprawdzonej w 100% metody, ale możemy wspomóc swój organizm!

Po pierwsze należy dostarczyć do organizmu dużą ilość przeciwutleniaczy. Są to takie substancje jak witamina C, E, A, koenzym Q10, polifenole, kwas alfa liponowy, enzymy takie jak peroksydaza glutatuinowa, dysmutaza ponadtlenkowa (zawierają ważne pierwiastki -miedź, cynk, mangan, selen) i aminokwasy budujące np. glutation (nasz najmocniejszy antyoksydant). Codziennie przez np. zanieczyszczenie powietrza, stres, alkohol, złą dietę, palenie papierosów, nadmierny wysiłek fizyczny, promieniowanie, w naszym organizmie powstaje duża ilość wolnych rodników. Są to takie cząsteczki, które niszczą nasze komórki i przyczyniają się do starzenia organizmu. Aby zneutralizować wolne rodniki organizm musi podziałać na nie antyoksydantami, czyli tymi substancjami, które wymieniłam wyżej. Nadmiar wolnych rodników lub niedobór przeciwutleniaczy przyczynia się do zwiększenia stanów zapalnych w naszym organizmie i przez to również możemy czuć się gorzej. Aby zmniejszyć stany zapalne i zwiększyć potencjał antyoksydacyjny organizmu należy spożywać dużo warzyw, owoców, zdrowych tłuszczy, zieloną herbatę i białka z dobrego źródła.

Po drugie – wspomożenie wątroby!

80% detoksykacji dzieje się w tym organie. Nasze enzymy w wątrobie mają ograniczoną możliwość działania i różną wydolność. Jeśli są „zajęte” usuwaniem zbyt dużej ilości toksycznych substancji, w końcu mogą nie być w stanie w odpowiednio szybkim czasie usunąć jakiś substancji. Mechanizm ten mogę najłatwiej wytłumaczyć na podstawie zwykłego „kaca” i szybkości upija – enzymy takie jak dehydrogenaza alkoholowa i oksydaza cytochromowa (jeden z jej typów) mają większą lub mniejszą aktywność – to warunkuje nam osobnicze możliwości metabolizmu alkoholu. Podobnie jest z innymi substancjami, dlatego też jak np. pijemy duże ilości kawy albo palimy papierosy, to część enzymów jest „zajęta” i jeśli akurat przyjmujemy leki, które muszą być zmetabolizowane przez te same enzymy to ich okres półtrwania w naszym systemie będzie dłuższy i stężenie będzie wyższe. Podobnie może być z toksynami, które nas otaczają. Co musimy dostarczyć aby wszystkie fazy detoksykacji wątroby były wydolne? Potrzebujemy między innymi: kwas foliowy, witaminę B12, C, B5, B3, B6, flawonoidy, cholinę, magnez oraz sporą pulę aminokwasów. Czyli raz jeszcze - dużo warzyw, owoców, zdrowych tłuszczy, zieloną herbatę i białka z dobrego źródła.

Po trzecie - należy zadbać o to, co się dzieje w jelitach.

Większość zbędnych substancji jest wydalanych razem z kałem. Problem zaczyna się wtedy, gdy nasza perystaltyka jest mocno spowolniona, gdy pojawiają się zaparcia. Toksyczne metabolity mają dużo dłuższy kontakt ze ścianą jelit, mogą poprzez tzw. nieszczelne jelito (kiedy to połączenia między komórkami jelita rozluźniają się) przedostawać się do krwioobiegu i znów muszą być zmetabolizowane aby mogły być wydalone, przez co obrót toksycznych substancji się zwiększa. Co możemy zrobić aby poprawić perystaltykę jelit? Po pierwsze należy zwiększyć ilość błonnika w diecie (warzywa, owoce, pełnoziarniste produkty takie jak np. płatki owsiane, gryczane czy ryż brązowy, warzywa strączkowe) oraz zwiększenie ilości wody. Dlaczego? Gdy zwiększymy udział błonnika w diecie spowodujemy „rozpulchnienie” mas kałowych oraz pobudzenie mechaniczne ścianek jelit i przyspieszenie perystaltyki. Jeśli natomiast nie dostarczymy wystarczającej ilości wody – błonnik ją wchłonie i może się okazać, że zaparcia będą jeszcze bardziej dokuczliwe. Dodatkowo zwiększenie ilości wody przyspieszy filtrację kłębuszkową w nerkach i następny mechanizm usuwania zbędnych metabolitów będzie wsparty.

To są jedne z najważniejszych mechanizmów wartych omówienia przy okazji oczyszczania czy detoksykacji organizmu. W następnym artykule będzie o tym czy dzisiejsze sposoby na oczyszczanie są bezpieczne czy jednak mogą nam wyrządzić krzywdę. Kiedy i co możemy zastosować.

W 2004 roku 14,2 % Polek miało nadwagę. Dziesięć lat później, to grono powiększyło się niemalże dwukrotnie (wg tego samego raportu - „Nadwaga i otyłość w Polsce” - w roku 2014 30,1 % Polek miało nadwagę). Tyją dorośli i tyją dzieci. Skąd to się bierze, skoro moda na bycie FIT ma się tak dobrze, jak nigdy wcześniej? Czy promowanie zdrowego stylu życia nie powinno powodować pozytywnych zmian w społeczeństwie?

Być może po kolejnych dziesięciu latach zauważymy tendencję spadkową i pozytywne skutki promowania wysportowanej sylwetki, regularnej aktywności fizycznej i zdrowej diety. A może nie zobaczymy jej wcale? Istnieje takie ryzyko. Promowany dziś model bycia FIT wpływa głównie na tych, którzy mogą zmieniać zdrowy styl życia na jeszcze zdrowszy, a regularne treningi na jeszcze częstsze i cięższe formy aktywności.

Zbilansowane, kolorowe posiłki (najlepiej 5 różnych w ciągu dnia), aktywność fizyczna realizowana pod okiem trenera personalnego, na wypasionej siłowni, a trening zwieńczony honorowym selfie w lustrze. Tak to wygląda w wykonaniu większości modnych dziś „fitfreaków”.

Czy to służy zwykłym ludziom?

Nie wiem. Nie mam za to wątpliwości co do tego, że promowane dziś trendy żywieniowo – treningowo – sylwetkowe mogą przynieść równie wiele szkody, co pożytku.

Weźmy na tapet statystycznego Polaka w średnim wieku. Wychowany na tradycyjnej, polskiej kuchni, pracujący co najmniej 8 h dziennie, od małego uczony, że „problemy ze zdrowiem rozwiązuje się u lekarza i w aptece” (co jest faktem, ale pomijanie wpływu żywienia na zdrowie jest notoryczne i jednocześnie bardzo krzywdzące). Nierzadko decyzje zakupowe podejmuje za niego aktualna gazetka promocyjna, a głównym źródłem na temat zdrowego stylu życia jest sąsiadka, koleżanka z biura albo telewizyjna reklama.

I to nie jest jego wina. Nie każdy musi mieć wiedzę na temat zdrowego odżywiania, medycyny, biochemii i fizjologii. Tych (jakże potrzebnych!) kompetencji nie nabywamy w szkole, a w dzisiejszych czasach jest tak dużo źródeł wiedzy, że trudno ocenić, które jest naprawdę warte naszego zaufania.

Jest jednak coś, co posiada zdecydowana większość z nas. To wypadkowa naszych doświadczeń, intuicji, potrzeb i oczekiwań. Świadomość.

Nie musisz być dietetykiem, żeby wiedzieć, że chipsy popijane gazowanym, słodkim napojem nie są dla Ciebie lepsze, niż porcja świeżych, sezonowych owoców.

Nie musisz być fizjoterapeutą, by dojść do wniosku, że siedzenie 8 h non stop nie służy Twojemu samopoczuciu i nasila ból pleców.

Nie musisz być trenerem personalnym, by stwierdzić, że im bardziej aktywny jesteś w ciągu dnia, tym lepiej wygląda Twoje ciało.

Co najważniejsze, nie musisz być FIT tylko dlatego, że to teraz tak bardzo modne. Nie ma jednego słusznego przepisu na zdrowy styl życia. Możesz stopniowo wprowadzać kolejne, drobne zmiany do swojej codzienności. Możesz robić to tak wolno, jak tylko chcesz. W ogólnym bilansie i tak będziesz na plus – każda zmiana, którą wprowadzisz i tak będzie czymś więcej, niż brak zmiany. Najsilniejsze pozytywne skutki małych zmian poczują osoby, które przez ostatnie lata nie zwracały uwagi na to, jak się odżywiają czy jaki wpływ na ich zdrowie ma siedzący tryb życia.

Fakt – w mediach jest promowany określony model sylwetki, a na Instagramie rekordy popularności biją tak samo płaskie brzuchy. Jednak nie próbuj dążyć do ideału i powielać aktualnego wzorca „FIT OSOBY”, bo coś takiego zwyczajnie nie istnieje. Kilkadziesiąt lat temu słuchaliśmy, że „kochanego ciałka nigdy za wiele”, w latach dziewięćdziesiątych mogliśmy obserwować w reklamach szczupłe, ale niewychudzone modelki, a kilkanaście lat temu świat mody zaczął promować skrajnie szczupłe sylwetki, które aktualnie ustąpiły miejsca ciałom wysportowanym.

Moda zmienia się wraz z biegiem lat, ale niektóre rzeczy pozostają niezmienne: to, co jesz i to na ile jesteś aktywny wpływa nie tylko na to, jak wyglądasz. To inwestycja w zdrowie i w przyszłość. Zamiast poddawać się w obawie, że nigdy nie będziesz wystarczająco „fit”, po prostu zacznij.

Niech pierwszym krokiem będzie określenie obszarów, nad którymi chcesz pracować (z możliwie największą precyzją przy formułowaniu tych rzeczy), a kolejnym rozbicie ich na podpunkty. Niech każdy podpunkt będzie jedną rzeczą, którą możesz zacząć robić na rzecz realizacji większego celu. Wprowadzaj w życie kolejne zasady dopiero wtedy, gdy przetestujesz i włączysz do codzienności jedną z nich. Nie potrzebujesz do tego modnych ciuchów, ładnego bidonu na wodę, kolorowych butów do biegania, ani dziesiątek różnych akcesoriów. Na początku niezbędne są wyłącznie Twoje dobre chęci. Tylko tyle i aż tyle.

Nie rób wszystkiego na raz, daj sobie czas, podążaj za swoim planem w swoim tempie i rób to dla siebie. Tylko i wyłącznie! Dla swojego zdrowia, samopoczucia, siły i sylwetki.

Ten artykuł można by skondensować do jednego, dobrze znanego Wam zdania: PRZYKŁAD IDZIE Z GÓRY.

Dotyczy to wszystkich aspektów wychowawczych – to, jak zachowuje się dziecko, bardzo często jest odbiciem zachowań rodziców. Dzieci są wprawnymi obserwatorami i przyglądają się dorosłym nawet wtedy, gdy Ci starsi wcale by tego nie chcieli. Obserwują i powielają zachowania, wzorce. Nie inaczej jest z nawykami żywieniowymi.

Jeśli chcesz zmienić nawyki żywieniowe u dziecka…

Świeć przykładem

Na nic zdadzą się kolorowe kanapeczki uśmiechające się do dziecka, jeśli podczas śniadania Ty będziesz jeść bułkę z majonezem, a Twój partner/partnerka gotowaną, tłustą kiełbasę niskiej jakości. Jeśli chcecie zmienić nawyki żywieniowe u dzieci, musicie również stosować się do tych samych zaleceń. Nawet jeśli dziecko nie zapała wielkim entuzjazmem na wieść o zmianach, to będzie się mniej buntować, jeśli zauważy nowe produkty na talerzu rodziców. Chcesz zmienić nawyki żywieniowe u dzieci? Zmień własne!

Nie zmieniaj wszystkich przyzwyczajeń dziecka natychmiastowo

Gwałtowne zmiany mogą dać spektakularne efekty, ale znacznie częściej nie dają ich wcale. Powodują bunt, zniechęcenie, kosztują wiele wysiłku, energii i czasu. Znacznie lepiej przygotować plany działania bazujący na małych krokach i stopniowo wprowadzać kolejne zmiany. Jeśli dziecko jadało słodycze 5 razy dziennie, zminimalizuj porcje słodyczy do trzech dziennie. Jeśli spędzało cały wolny czas przed telewizorem czy komputerem, nie zapisuj go na lekcje pływania, baletu i karate jednocześnie – najpierw zacznijcie wychodzić na dwa długie spacery w tygodniu. To nie są wyścigi!

Jeśli coś zabierasz, daj coś w zamian

Niektóre nawyki trzeba po prostu wyeliminować, bo trudno nazwać zdrowym kompromisem wypijanie 1 litra gazowanego, słodkiego napoju zamiast dawnych codziennych 2 litrów. Jeśli dążysz do eliminacji nawyku, pamiętaj, by dać dziecku coś w zamian. Piło kilka soczków w kartoniku dziennie? Przygotuj wodę z dodatkiem owoców, słodzoną miodem, podaną w atrakcyjnym kubeczku ze słomką. Z każdym kolejnym tygodniem dodawaj odrobinę mniej miodu, a więcej owoców.

Jeśli zabierzesz dziecku wszystko co znało i lubiło, wywołasz u niego bunt i negatywne skojarzenia ze zdrowym stylem życia, które będą pokutować przez kolejnych kilkadziesiąt lat. Dbaj o pielęgnowanie dobrych relacji z jedzeniem!

Pokaż, że zdrowe jedzenie może być smaczne i atrakcyjne

Postaraj się, by zdrowsze posiłki były nadal atrakcyjne dla dziecka. Dbaj o to, by dziecko odczuwało satysfakcję z jedzenia, zaangażuj je w proces przygotowań jeśli tylko znajdziesz na to czas (nawet raz w tygodniu to już coś!), pozwól dziecku wybrać jedno z dwóch czy trzech warzyw, z którego możesz przygotować obiad.

Upewnij się, że nie wprowadzasz zbyt dużych restrykcji

Chcąc zmienić nawyki żywieniowe czy tym bardziej masę ciała dziecka, należy działać niezwykle delikatnie. Dotyczy to zarówno Twojego podejścia, jak i nowych zasad, które zamierzasz wprowadzić. Dieta musi pokrywać zapotrzebowanie energetyczne dziecka, dostarczać niezbędnych witamin i składników mineralnych. Pamiętaj, że restrykcja dotyczy nie tylko ilościowego aspektu diety, ale również jakościowego – dziecko musi czuć, że nowe podejście uwzględnia jego przyzwyczajenia i potrzeby. Nie proponuj mu „odstępstw” od diety w postaci wspólnego wyjścia na gofry, a raczej traktuj je jako coś normalnego, integralną część Waszego aktualnego stylu życia. Równowaga i zdrowy rozsądek to jedne z najważniejszych rzeczy, które muszą być obecne w procesie zmiany nawyków żywieniowych u dzieci.

Dlaczego to wszystko jest takie ważne?

Jeśli dziecko jest nagradzane lizakiem, a karane szlabanem na słodycze, to jako dorosły będzie postrzegało jedzenie w roli nagrody i kary.

Jeśli w domu Jasia wszystkie ważne okazje i święta w domu będą celebrowane jedzeniem, to dorosły Jan nie będzie czerpał satysfakcji z innych form świętowania.

Jeśli jedyne smaki, jakie pozna dziecko to słodki i słony, a jedyny słuszny obiad będzie stanowić kotlet w panierce, to długo nie stanie się fanem lekkiej sałatki z grillowanym łososiem.

Często mówi się o roli genów w powstawaniu otyłości, o dziedzicznej skłonności do tycia. Większe ryzyko wystąpienia otyłości u dziecka otyłych rodziców jest faktem. Nie do końca wiadomo w jakim stopniu i które geny są za to odpowiedzialne. Przez najbliższych kilka (a raczej: kilkanaście lat) nie poznamy sposobu na to, jak „wyłączyć” te geny i zmniejszyć udział genetyki w powstawaniu nadwagi.

Co do jednego nie mamy wątpliwości: to, co dziedziczymy po rodzicach, to styl życia, który ma znacznie większy wpływ na masę ciała czy to dziecka, czy już dorosłej osoby.

Wiarygodne źródła wiedzy na temat żywienia niemowląt i starszych dzieci:

·    Żywienie niemowląt i małych dzieci, Instytut Matki i Dziecka

·         Portal 1000 dni – 1000 pierwszych dni dla zdrowia

·         Zasady prawidłowego żywienia dzieci i młodzieży oraz wskazówki dotyczące zdrowego stylu życia – Insytut Żywności i Żywienia (opracowanie z 2008 roku, ale większość informacji i ogólny przekaz wciąż aktualny)

 

Dieta naszych przodków obfitowała w pełne ziarna zbóż. Na proces oczyszczania mogli sobie pozwolić jedynie najbogatsi, bo w praktyce oznaczało to utratę nawet połowy masy pożywienia… Postęp cywilizacji jest procesem o wiele szybszym, niż ewolucja organizmu człowieka. Podświadomie wybieramy zatem lekkostrawną mąkę oczyszczoną, która szybko dostarcza naszemu organizmowi energii. Takie pożywienie było pożądane przed wiekami, gdy ludzie ciężko pracowali, walczyli, lub uciekali przed niebezpieczeństwem. W dzisiejszych czasach płacimy za to nadmierną masą ciała.

Strona używa plików cookies, aby ułatwić Tobie korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych. Więcej informacji