Z nami zdrowo
Zaloguj się

Logowanie

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Pamiętaj mnie
Zaloguj się za pomocą konta
Hot 2020-03-11

7 prostych sposobów na zwiększenie odporności

W okresie zwiększonej liczby zachorowań, wiele osób w obawie o swoje zdrowie profilaktycznie zażywa

... Czytaj więcej...

Pięknie prezentuje się na talerzu, jest sycąca, a przy tym bardzo zdrowa. Tyle mocy w pakiecie ma czarna soczewica, najbardziej wartościowa spośród wszystkich odmian tej rośliny strączkowej. Zawiera mnóstwo potasu, żelaza, cynku, kwasu foliowego i innych cennych witamin. By jej ziarna odpowiednio wybrzmiały smakiem i wartościami trzeba właściwie się o nie w kuchni zatroszczyć.  

Wyjątkowo ceniona na Bliskim Wschodzie, gdzie stanowi jeden z podstawowych produktów żywieniowych, soczewica w Polsce wciąż nie zyskała takiej popularności, na jakąś niewątpliwie zasługuje. Doceniają ją przede wszystkim weganie i wegetarianie, ponieważ sprawdza się znakomicie jako alternatywa dla mięsa. Bez względu na dietetyczne potrzeby kreowane życiowymi wartościami, warto te strączki na stałe wprowadzić ją do naszego jadłospisu. Niepozorne ziarna są pełne dobroczynnej mocy. 

Czarna soczewica – zdrowie w strączku

Jest mniej popularna niż zielona i czerwona odmiana, ale za to czarna soczewica uznawana jest za najzdrowszą z całego asortymentu.  Zawiera bowiem – oprócz cennych witamin i minerałów – także taniny i antyoksydacyjne barwniki. Związki te spowalniają podział komórek nowotworowych. Regularne dodawanie czarnej soczewicy do dań i zup może chronić przed rakiem i wspomagać terapię osób leczących się onkologicznie. Jesienią i zimą niech stanie się bohaterką w daniach, bo doprawiona korzennymi przyprawami, wsparta pieczonymi warzywami, gwarantuje rozgrzanie i nasycenie spragnionego żołądka. Wpływa też na niego relaksująco i kojąco. 

Czarna soczewica stanowi bogate źródło białka. To jeden z niewielu pełnowartościowych zamienników mięsa – wchłanialność białka wynosi aż 85% (w przypadku mięsa jest to 96%). Znajdziemy w niej także mnóstwo błonnika, kwasu foliowego, minerałów i węglowodanów. Ze względu na niewielką zawartość tłuszczu, posiada niski indeks glikemiczny – z powodzeniem może znaleźć się w menu diabetyka i osoby walczącej z nadwagą. Wyliczam te zalety z premedytacją, bo mam nadzieję, że będą słusznym argumentem za włączeniem czarnego złota do regularnej diety. 

Witaminy i minerały

Zalet zresztą soczewica ma znacznie więcej. Pomaga walczyć z anemią – zawiera nie tylko żelazo (3,33 mg/100g), ale też cenny kwas foliowy. Gdy ją smakujemy zwiększamy produkcję krwinek czerwonych, a co za tym idzie podnosimy poziom hemoglobiny. Ponadto czarne ziarna doskonałym źródłem potasu i cynku. Potas reguluje ciśnienie wewnątrzkomórkowe i objętość komórek, dzięki czemu wspomaga leczenie nadciśnienia tętniczego. Spora zawartość witaminy B, w soczewicy wspomaga metabolizm węglowodanów oraz przemianę aminokwasów. Już jedna porcja soczewicy dziennie pomaga znacząco obniżyć poziom cholesterolu we krwi. Dzięki temu pozwala nie tylko walczyć z nadciśnieniem, ale też zapobiega miażdżycy i innym poważnym chorobom układu krwionośnego, włącznie z udarem i zawałem serca. Zawarty w soczewicy błonnik obniża poziom cukru we krwi – potrawy z tej smacznej strączkowej rośliny sprzyjają więc profilaktyce cukrzycy.

Dzięki wysokiej zawartości kwasu foliowego, soczewica wspomaga zdrowy rozwój dziecka w okresie prenatalnym – codzienne jej spożywanie jest bardzo wskazane dla kobiet w ciąży. Już 100 g ugotowanej soczewicy zaspokaja niemal połowę dziennego zapotrzebowania ciężarnej na kwas foliowy. Także gulasz z niej przyszłe mamy powinny na stałe włączyć do swojego menu. 

Właściwości odchudzające 

Czarna soczewica przyda się także tym, którzy borykają się z nadmiarem kilogramów. Doskonale wspiera ich zrzucanie. Zawiera mnóstwo błonnika, który wspomaga przemianę materii. Danie z soczewicy skutecznie zaspokaja głód, hamuje apetyt na słodkie przekąski, zapewnia uczucie sytości na długi czas. Jednocześnie dzięki niskiej zawartości tłuszczu soczewica jest daniem lekkostrawnym i nietuczącym. Związki zawarte w czarnej soczewicy bardzo korzystnie wpływają na pracę całego układu pokarmowego. 

Jak gotować czarną soczewicę

W przeciwieństwie do swoich sióstr w innych kolorach czarna soczewica dość dobrze się trzymna w czasie gotowania, nie traci fasonu i łatwo nie rozpada. A do tego jej przygotowanie jest prostsze niż większości roślin strączkowych – nie wymaga bowiem namaczania. Gotujemy ją około 25-30 minut. Warto jednak pamiętać o wcześniejszym jej wypłukaniu i gotowaniu bez przykrycia – przynajmniej na początku. Dzięki temu pozbędziemy się substancji odpowiedzialnych za wzdęcia i unikniemy, przynamniej częściowo, nieprzyjemnego uczucia obciążenia jelit. Nie solimy też soczewicy od razu, doprawiamy ją  uż w finale gotowania. W ten sposób unikniemy straty cennego białka. Proporcja wody i ziaren powinna wynosić 1:1,5 (szklanka soczewicy i o pół więcej szklanki wody).

Co można zrobić z czarnej soczewicy?

Czarna soczewica gustownie wygląda na talerzu. Uduszona z cebulą, sezonowymi warzywami i przyprawami stanowi gotowy, bezmięsny posiłek. Spróbujcie połączyć ją z podpieczoną przez kilka minut marchewką z kuminem i sokiem z pomarańczy. Pysznie rozgrzeje, aromatycznie zachwyci, intensywnie wypełni żołądek. Soczewica świetnie też zagęszcza zupy. Warto wykorzystywać ją zamiast mąki do jarzynowych kremów i sosów. Z sukcesem odegra swoją rolę w sałatce. Wesperze danie sałatki nie tylko wartościamk odżywczymi, ale też pięknym, atramentowym kolorytem. Dobrze jej również bardzo w pikantnych duetach. Lubi mocne wrażenia fundowane przez ostre papryczki, kurkumę czy imbir. Można ją delikatnie uprażyć i oprószyć ziarnami wymieszanymi z kolendrą ugotowane ziemniaki. Powstanie niezobowiązująca urocza wizualnie przystawka.

Jej ugotowany nadmiar dobrze jest zmienić w pastę, która przyda się do smarowania kanapek lub wymieszania z makaronem. Przepis jest banalny i wymaga jedynie użycia blendera. Szklankę ugotowanych ziaren rozdrabniamy z ¾ szklanki czarnych oliwek i łyżką uprażonego czarnego sezamu. Do tego dodajemy łyżkę oliwy, tyle samo octu balsamicznego, szczyptę papryki wędzonej, soli i pieprzu. Można dobarwić pastę sokiem z cytryny i przechowywać ją przez kilka dni w lodówce. 

Jesiennie przyda się też pomysł na gulasz z czarnej soczewicy. Do zrobienia w kwadrans. Na oliwie wystarczy delikatnie zarumienić cebulę i 2 ząbki czosnku, dorzucić 3 pokrojone w kostkę pomidory i 2 marchewki. Po 10 minutach duszenia warzyw, wsypujemy opłukane ziarna soczewicy – 1 szklanka będzie akurat. Wlewamy 1,5 litra wody i gotujemy przez kolejne 20 minut. Doprawiamy sokiem z pomarańczy, papryczką chili, drobnym kawałkiem imbiru, płaską łyżeczką cukru i połową szklanki mleka kokosowego. Całość przed podaniem posypujemy obficie natką pietruszki i uprażonymi orzechami. Zjadamy i przyjmujemy nieskromnie zachwyt kubków smakowych. 

Ugotowaną czarną soczewicę można też wymieszać z pokrojonymi w ćwiartki pomidorami koktajlowymi i posiekanym czosnkiem. Potem jeszcze trzeba danie polać sosem z pasty tahini – 2 jej łyżki łączymy z łyżeczką miodu, musztardy i soku z cytryny. A wierzch ozdobić listkami mięty. To dobry pomysł na drugie śniadanie w pracy lub niezobowiązujący lekki obiad. Sałatka cieszy smakiem i prezencją. 

Czarna soczewica na sklepowych półkach pojawia się znacznie rzadziej niż jej inne koleżanki, ale tym brakiem nie należy się zrażać. Dla dobra swoich żołądków wyruszcie na jej poszukiwania, rozpytujcie o nią i wykorzystujcie obficie. Ze względu na swój delikatnie wyrafinowany wygląd nazywana jest też kawiorem i nie ma w tym określeniu absolutnie przesady. Najlepiej przekonajcie się o tym sami rozsmakowując w czarnym złocie. 

Stylowo zdobią, a przy okazji zamieniają dwutlenek węgla w tlen. Naturalne oczyszczają powietrze i nawilżają. Rośliny mają niesamowitą energię, którą warto wykorzystać dla lepszego samopoczucia i zdrowia. 

Dom bez kwiatów bywa smutny. Wiem coś o tym, bo gdy mój synek zaczął wspinać się na parapety i obrywać, a potem także zjadać liście, musiałam na kilka miesięcy znacznie ograniczyć swoją roślinną kolekcję. Nieustająco miałam poczucie niedosytu. Tak bardzo byłam przyzwyczajona do widoku zieleni i tego obłędnego zapachu, który działał kojąco, że brak dotkliwie odczuwałam Doniczkowe skarby ustawiane na parapetach, podłogach i specjalnych kwietnikach zdobią bowiem nie tylko wnętrze mieszkania. Ich moc zielona moc kojąco wpływa na naszą psychikę i emocje. Dlatego dekorując dom kwiatami dobrze jest wybierać je świadomie i brać pod uwagę ich dobroczynne właściwości. Może ich być o wiele więcej, niż nam się wydaje. 

Kwiaty w domu i w biurze 

Kwiaty wykonują sporą pracę w pomieszczeniach, w których my realizujemy swoje zawodowe zadania. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, ile są w stanie dla nas zrobić i jak bardzo nam pomagają. Są nieocenionym wsparciem w miejscach, w których najczęściej korzystamy z komputera. Rośliny doniczkowe oczyszczają powietrze ze szkodliwych substancji, takich jak benzen i formaldehyd, a także aceton i trójchloroetylen uwalniający się z monitorów. Potrafią nas także odstresować i uspokoić. Nie ma przesady w stwierdzeniu, że są uzdrowicielkami duszy. Już samo patrzenie na nie działa kojąco, pielęgnowanie nas relaksuje i pozwala nawiązać z kwiatami nietypową więź. Tym, którym trudno w to uwierzyć, zalecam roślinną terapię.

Wybór ma znacznie

Nie tylko wygląd roślin się liczy, znacznie cenniejsze są ich właściwości. Szykowna kwiatowa stylistyka potrafi zachwycić, ale jeszcze przyjemniej jest łączyć piękny wygląd z pragmatyzmem i wybierać kwiaty, które w ofercie mają solidne wsparcie dla naszego organizmu. Niektóre gatunki najlepiej sprawdzą się w sypialni, inne w nasłonecznionym salonie, są też takie stworzone do egzystencji w biurze. Nawet, jeśli jesteście roślinnymi laikami, możecie  bez problemu skomponować dobry zestaw kwiatów, które wpłyną przyjemnie na Wasze życie.  Poznajcie 5 roślin, które mają niesamowitą moc.

Skrzydłowiat – idealny do sypialni

Piękne lancetowate liście, o intensywnie zielonym kolorze, wychylające się na wszystkie strony ze wspólnego środka. Latem, a w sprzyjających warunkach nawet zimą – uroczy kwiatostan w formie kolby na długich łodygach. Tak w naszych mieszkaniach prezentował się będzie skrzydłowiat. Nazwę ma wdzięczną i wygląd także niczego sobie. Ze względu na swoje dobroczynne właściwości, doskonale sprawdza się w sypialni. Neutralizuje groźne toksyny, oczyszcza powietrze i uwalnia sporo wody. Dziękidużym liściom nawilża powietrze lepiej niż niejedna maszyna. Skrzydłowiat w sypialni sprzyja regeneracji organizmu, gdy leżymy błogo z książką w dłoniach. W sezonie grzewczym zapobiega wysuszeniu śluzówki nosa, może nas delikatnie chronić przed infekcjami. Warto go też postawić w pokoju dziecięcym, szczególnie jeśli mamy w domu małego alergika lub astmatyka.

Bluszcz – w domu, w biurze i na balkonie

Ten nieco zapomniany, znany wszystkim ze swojej wytrwałości w pięciu się w górę bluszcz, to roślina o wielu właściwościach. Do tego jest niewymagająca – wystarczy raz w tygodniu pamiętać o podlaniu jej i zapewnieniu odpowiedniej infrastruktury do wspinaczki. Bluszcz świetnie oczyszcza powietrze z toksycznych substancji. Znakomicie nadaje się nie tylko do domu i biura, ale też na balkon czy taras. Bluszcz jest dobry na początek naszej przygody z kwiatami, bo jego trwałość i brak wymagań nie zniechęcą nas w tworzeniu roślinnych kompozycji.

Wężownica – w trosce o dotlenienie organizmu

Sansewieria gwinejska, potocznie zwana wężownicą lub językami teściowej to bardzo estetyczny kwiat o barwnej dla oka kolorystyce. Charakterystyczne, wysokie i grube liście rosną w sposób zwarty i sztywny, dzięki czemu roślina nie zajmuje dużo miejsca, za to znakomicie się prezentuje. A do tego spore liście wężownicy wytwarzają dużo potrzebnego nam tlenu. Kwiat funkcjonuje sprawnie, choć nie dostrzegamy zachodzącym w nim reakcji. Większość roślin w ciągu dnia pobiera dwutlenek węgla i oddaje tlen, a nocą proces jest odwrotny. Wężownica natomiast wytwarza tlen przez całą dobę – także, gdy smacznie śpimy. Dzięki temu znakomicie nadaje się do sypialni – zapewnia śpiącym organizmom odpowiednie dotlenienie. Co istotne, ta piękna roślina doniczkowa znacząco redukuje ilość alergenów w powietrzu. Do tego jest wyjątkowo łatwa w utrzymaniu i nie wymaga dużego nasłonecznienia – można ją śmiało postawić nawet w głębi pokoju. 

Zamiokulcas – weteran wśród roślin doniczkowych

Soczyście zielony zamiokulcas zamiolistny to roślina o bardzo atrakcyjnym wyglądzie. Na strzelistych łodygach rosną niewielkie, mięsiste liście. To jedna z najwytrwalszych roślin doniczkowych. W ostatnich latach zamiokulcas zdobył ogromną popularność – głównie ze względu na swój modny wygląd i skromne wymagania. Podobnie, jak bluszcz sugerowany jest początkującym opiekunom roślin doniczkowych, przyda się w domu i w biurze. Nie tylko doskonale oczyszcza powietrze, ale też wykazuje właściwości uspokajające. W biurowej przestrzeni, gdzie stresujące sytuacje pojawiają się niepostrzeżenie, zamiokulcas wesprze pracowników w radzeniu sobie z nadmiernym napięciem. 

Aloes na wszystko

Nieco bardziej wymagający w uprawie jest aloes drzewiasty. To jednak roślina, której warto się poświęcić. Nie tylko skutecznie filtruje powietrze, ale też ma mnóstwo właściwości zdrowotnych. Podnosi odporność, przyspiesza gojenie ran i owrzodzeń, a nawet egzemy. Z aloesu drzewiastego można też przyrządzać dobroczynny sok – zarówno do picia, jak i leczenia zewnętrznego. Roślina ta wymaga dużego nasłonecznia – najlepiej, aby stała na  parapecie od strony południowej. Aloes doskonale sprawdzi się w sypialni.

To zestaw dość uniwersalny, idealny na pierwsze wzmocnienie. Jeśli go wykorzystacie i poczujecie moc roślin, pewnie będziecie chcieli sięgnąć po więcej. Nie wahajcie się, rośliny zupełnie darmowo fundują nam pokłady dobrej energii. Kwiaty są najskuteczniejszym sposobem oczyszczenia powietrza. Łapią kurz, pochłaniają wilgoć i niwelują wpływ szkodliwych substancji na nasz organizm. Rośliny wspierają nas cały czas, ich tempo pracy się różni, ale efekt zawsze jest dla nas korzystny. Troszczmy się więc o nie właściwie. Gdy rośliny lubią cień, stawiajmy je w nim, gdy wolą słońce, niech staną na parapecie od południowej czy zachodniej strony. Podlewajmy je co 2-3 dni, rośliny lubią wilgoć, ale nie powódź. Wiosną dobrze jest je wspomóc nawozem, po to, by przetrwały jak najdłużej. Gdy nasze kwiaty będą silne i zdrowe, ich właściciele też poczują się lepiej. 

 

Ciąża jest jednym z najbardziej wrażliwych okresów w życiu kobiety, dlatego bardzo ważne jest, aby kobiety ciężarne zwracały szczególną uwagę na to, co jedzą oraz aby unikały szkodliwych pokarmów i napojów. Niektóre produkty powinny być spożywane rzadko, podczas gdy innych należy całkowicie zrezygnować. Na co zwracać szczególną uwagę? 

1.     Niepasteryzowane mleko i jego przetwory

Często powtarzane jest stwierdzenie, że kobiety w ciąży nie mogą jeść serów pleśniowych. Jest to mit. Mogą jeść sery pleśniowe, ale UWAGA! Zrobione z mleka pasteryzowanego! To jest najważniejsza sprawa. Pleśnie użyte do produkcji serów pleśniowych nie produkują mykotoksyn, więc nie są dla nas groźne (o ile przestrzegamy terminów przydatności do spożycia). Kluczem jest niespożywanie żadnych produktów z mleka niepasteryzowanego. Nie ważne czy będzie to świeże mleko od krowy, twaróg czy tradycyjny francuski ser z mleka niepasteryzowanego. Kobiety w ciąży muszą czytać skład przetworów mlecznych, aby upewnić się, ze są zrobione z mleka pasteryzowanego. Jeśli nie, wówczas istnieje zwiększone ryzyko zakażenia się groźną bakterią – Listerią monocytogenes, która może przenikać prze łożysko do płodu i nawet spowodować jego obumarcie. 

2.     Surowe, suszone lub wędzone na zimno mięso

Kobieta w ciąży pod żadnym pozorem nie powinna jeść surowego mięsa. To wie chyba każdy, ale nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że niektóre wędliny są przygotowywane poprzez suszenie (bez dostępu do wysokiej temperatury) lub wędzenie na zimno (w zimnym dymie), takie jak szynka parmeńska czy wędliny z surowego mięsa. Produkty te mogą być zakażone zarówno bakterią – Listerią monocytogenes jak i Toxoplazmą gondii, wywołującą chorobę – toksoplazmozę. 

3.     Surowe i niedogotowane jaja

Jaja należy gotować do całkowitego ich ścięcia (zarówno białka jak i żółtka), tak samo, jeśli robimy jajecznicę – powinna być całkowicie ścięta. Bardzo ważne jest również aby jaja przechowywać w lodówce, a bezpośrednio przed spożyciem sparzyć, ponieważ skorupka również jak i jajo w środku, może zawierać bakterie Salmonella. 

4.     Surowe i wędzone na zimno ryby

Ryby mogą zawierać zarówno pasożyty jak i bakterie lub wirusy. Kobiety w ciąży nie powinny jeść surowych ryb (zarówno w sushi, sashimy lub marynowane ceviche) jak i ryb wędzonych na zimno. Ryby wędzone na ciepło radziłabym również wybierać te mniejsze, aby mieć pewność, że gorąca temperatura przeszła przez całe mięso ryby.

5.     Właściwe ryby

Kobieta ciężarna nie powinna spożywać ryb szczególnie zanieczyszczonych rtęcią, takich jak tuńczyk, makrela królewska, miecznik, marlin, rekin. Są to ryby drapieżne, duże i długo żyjące. W łańcuchu pokarmowym zjadły w życiu dużo mniejszych ryb również zawierających rtęć. 

6.     Surowe kiełki

Badanie z 2007 roku (2) wykazało obecność bakterii E.coli i Salmonella w kiełkach (1.5% wszystkich badanych kiełków). Produkowane są one w ciepłym, wilgotnym środowisku, które sprzyja rozwojowi patogenów. Kiełki należałoby spożywać jedynie po obróbce termicznej, ponieważ mycie może okazać się nieskuteczne.

7.     Kawa/kofeina

Na chwilę obecną różne organizacje, w tym EFSA (European Food Safety Authority) zalecają, aby kobiety w ciąży nie spożywały więcej niż 200 mg kofeiny na dobę (1). Większe spożycie może zwiększać ryzyko niskiej masy urodzeniowej. Trzeba pamiętać, że kofeina nie jest tylko w kawie, ale również w innych napojach i wypicie np. 5 zielonych herbat w ciągu dnia spowoduje przekroczenie górnego dozwolonego limitu.

Zawartość kofeiny w 100ml:

Kawa parzona – 80-135 mg

Espresso – 100 mg

Kawa Arabica/Robusta 240 mg

Czarna herbata 18-107 mg

Zielona herbata 30-80 mg

Napój energetyczny 80 mg

Kawa bezkofeinowa 5-15 mg

8.     Tłuszcze trans 

Należy unikać produktów zawierających izomery trans kwasów tłuszczowych/ Występują one w tłuszczach utwardzanych, takich jak twarde margaryny, dania typu fast food, słodycze, chipsy, zupy w proszku (trzeba czytać składy na obecność utwardzonych kwasów tłuszczowych). 

9.     Wątróbka

Ma wysoką zawartość witaminy A, która w nadmiarze jest szkodliwa dla rozwijającego się dziecka i powodować wady rozwojowe. Dlatego też ilość wątróbki powinna być ograniczona do maksymalnie jednej porcji tygodniowo. Nie musimy się obawiać roślinnych źródeł witaminy A, gdyż tam znajduje się beta karoten, prekursor witaminy A. W nadmiarze nie jest on przekształcany do retinolu. Nie spożywamy również suplementów z witaminą A.

10.  Niemyte warzywa i owoce

Mogą zawierać bakterie i pasożyty, w tym Toxoplazmę gondi, Salmonellę i Listerię z ziemi oraz z odchodów zwierząt. Należy je dokładnie myć. 

11.  Niektóre substancje roślinne zioła

Bardzo dużo ziół i innych substancji roślinnych nie było przebadanych pod kątem bezpiecznego stosowania w czasie ciąży. Według European Scientific Cooperative On Phytotherapy (ESCOP 2003) kobieta w ciąży powinna unikać między innymi takie rośliny jak: aloes, piołun, olejek anyżowy, liść boldo, kłącze pluskwicy, olejek koperkowy, nasiona kozieradki, kora kruszyny, liść miłorzębu, owoc jałowca, liść mącznicy, liść i owoc senesu, kiść szałwii, kora kruszyny amerykańskiej, kłącze krzyżownicy zwyczajnej.

12.  Słodzone napoje

Kobiety w ciąży nie powinny spożywać słodzonych napojów. Zawierają one dużą ilość sacharozy, która może prowadzić do nadmiernego przyrostu masy ciała podczas ciąży. 

13.  Jedzenie na mieście

Należy wystrzegać się dań z podejrzanych barów, restauracji oraz takich, które są przygotowywane dużo wcześniej i mogą np. leżeć cały dzień na ladzie. 

14.  Alkohol, papierosy

Kobieta w ciąży pod żadnym pozorem nie powinna spożywać alkoholu ani palić papierosów, ale tutaj mam nadzieję, nie trzeba nikomu tłumaczyć tego, że wówczas dziecku grozi alkoholowy zespół płodowy (FAS) oraz m.in. poronienie i wady wrodzone.

15.  Nie jeść za dwoje, tylko dla dwojga. 

I na koniec – kobiety w ciąży nie mają dwa razy większego zapotrzebowania na kalorie. W pierwszym trymestrze zapotrzebowanie na kalorie jest takie samo jak przed ciążą, w drugim wynosi ok 360 kcal więcej, a w 3 trymestrze o ok 475 kcal. 

 

Bibliografia:
1. Adherence to the Caffeine Intake Guideline during Pregnancy and Birth Outcomes: A Prospective Cohort Study, Nutrients. 2018 Mar; 10(3): 319
2. Mohle-Boetani JC, Farrar JA, Werner SB, et al. Escherichia coli 0157 and Salmonella infections associated with sprouts in California, 1996-1998. Ann Intern Med. 2001 Aug 21;135:239-247
 
3. Bazylko A., Substancje roślinne, wskazania i przeciwwskazania do stosowania w czasie ciąży i przygotowania do porodu, Farm Pol, 2010, 66(7): 478-483

Do tej pory pokutuje stwierdzenie, że kawa jest niezdrowa, podwyższa ciśnienie krwi, uzależnia, powoduje problemy żołądkowe, zmniejsza wchłanianie minerałów i wiele innych. Czy to prawda? Na pewno mogę stwierdzić, że kawa nie jest niezdrowa dla zdecydowanej większości ludzi. 

Kawa ma udowodnione prozdrowotne działanie na nasz organizm. Jakie?

1. Ma wysoką zawartość antyoksydantów

Badania pokazują, że średnia filiżanka kawy (nawet rozpuszczalnej!) może nawet zawierać więcej przeciwutleniaczy polifenolowych niż kakao, zielona herbata, czarna herbata i herbata ziołowa. Dzięki temu pięknie walczy z wolnymi rodnikami a my m.in. wolniej się starzejemy 😊 (1)

2. Obniża poziom glukozy we krwi oraz zmniejsza ryzyko rozwoju cukrzycy typu 2 

Według badań picie dwóch lub trzech filiżanek kawy dziennie wiązało się z mniejszą częstością występowania cukrzycy typu 2 u kobiet młodszych i w średnim wieku (bez różnicy czy była to kawa z kofeiną czy bez, więc prawdopodobnie inne składniki kawy niż kofeina maja pozytywne działanie) (2). Kolejne duże badanie wykazało, że każda wypita filiżanka kawy była związana z 7% niższym ryzykiem zachorowania na cukrzycę typu 2 (3, 4). 

3.  Wpływa pozytywnie na układ sercowo naczyniowy

Zmniejsza ryzyko choroby niedokrwiennej serca, ryzyko zawału i udaru mózgu oraz nadciśnienia. Picie kawy wiąże się ze zmniejszoną śmiertelnością, zarówno w przypadku zgonów z jakiejkolwiek przyczyny, jak i sercowo-naczyniowych. Zaskakujące jest to, że kawa jest nawet związana ze zmniejszonym ryzykiem arytmii serca, mimo że wiele osób uważa, że przyspiesza bicie serca i sprawia, że czują „kołatanie” (5, 6). 

4. Zmniejsza ryzyko zachorowania na niektóre nowotwory  

Picie kawy wiąże się z niższym ryzykiem wielu rodzajów raka, w tym jamy ustnej, gardła, okrężnicy, wątroby, prostaty, endometrium i czerniaka (7). Prawdopodobnie związane jest to z jej działaniem antyoksydacynym.  

5. Zmniejsza ryzyko zachorowania na chorobę Parkinsona i Alzheimera  

Wykazano również, że kawa zwiększa przepływ krwi do mózgu, co pomaga wspierać funkcje poznawcze. W badaniach na myszach wykazano, że kofeina zmniejsza w mózgu poziom białka – beta amyloidu, odpowiedzialnego za rozwój choroby Alzhaimera (8, 9). 

6. Poprawia funkcjonowanie wątroby

Badania wykazały, że spożywanie kawy zmniejsza ryzyko raka wątrobowokomórkowego (HCC) oraz może zmniejszać namnażanie się wirusa HCV (10). W przewlekłym zapaleniu wątroby typu C spożycie kawy powoduje zmniejszenie uszkodzenia wątroby (11).

W dużym prospektywnym badaniu uczestników z zaawansowaną chorobą wątroby związaną z wirusowym zapaleniem wątroby typu C regularne spożywanie kawy wiązało się z niższym tempem postępu choroby. Dodatkowo okazało się, że im więcej kawy, tym lepiej (do „powyżej trzech”) (12). W innym badaniu wykazano, że spożycie również więcej niż 3 kubków kawy dziennie wiązało się z lepszą odpowiedź na leczenie wirusowego zapalenia wątroby (13).

7. Może poprawiać skład mikroflory jelitowej

W pewnym badaniu na temat spożywania kawy rozpuszczalnej i mikroflory jelitowej wykazano, że picie 3 kaw dziennie przez 3 tygodnie powodowało zwiększenie się populacji i aktywności Bifidobacterium (14). 

8. Poprawia wydolność fizyczną

Badania pokazują, że kawa może zwiększać wytrzymałość, moc sportowców w porównaniu z placebo i kawą bezkofeinową (15, 16). 

9. Odchudzanie

Według badań opublikowanych w Annals of Nutrition & Metabolism kofeina była w stanie przyspieszyć metabolizm (zwiększona termogeneza) średnio o 7 procent w ciągu trzech godzin po spożyciu. Tylko należy pamiętać, że oczywiście chodzi o czarną kawę, bez słodzików, śmietanek itp. 😉 (17)

10. Nadciśnienie i choroby serca?

Picie kawy zmniejsza ryzyko nadciśnienia o 2% z każdą wypitą kawą dziennie (nawet do 8 filiżanek) w porównaniu z osobami niepijącymi kawy (18). 

W jednej metaanalizie badań wykazano, że podanie 200-300 mg kofeiny (a więc równowartość ok 2-3 filiżanek) u osób z nadciśnieniem, powodowało wzrost ciśnienia o 8 mm Hg skurczowego i 5,7 mm Hg rozkurczowego (po około godzinie i trwało ok 3 godzin). Ale w innych badaniach nie zaobserwowano wzrostu ciśnienia tętniczego ani po kawie z kofeiną albo po bezkofeinowej (19).  

Bez obaw o zwiększenie ryzyka chorób sercowo naczyniowych, można wypić do 5 filiżanek kawy na dobę– do ok 400 mg kofeiny (20). 

Zawartość kofeiny w 100ml:

Kawa parzona – 80-135 mg

Espresso – 100 mg

Kawa Arabica/Robusta 240 mg

Czarna herbata 18-107 mg

Zielona herbata 30-80 mg

Napój energetyczny 80 mg

Kawa bezkofeinowa 5-15 mg

Jak widać kawa ma bardzo dużo prozdrowotnych działań. Ale czy dla kogoś może być niekorzystna?

Jak najbardziej. Osoby, które mają stan zapalny żołądka lub refluks nie powinny spożywać kawy, ponieważ zwiększa ona produkcję gastryny oraz kwasu żołądkowego. Dodatkowo u osób, które mają kamienie żółciowe w pęcherzyku żółciowym mogą odczuwać nieprzyjemne objawy po wypiciu kawy, ponieważ zwiększa ona uwalnianie cholecystokininy i skurcz pęcherzyka żółciowego (21). 

Kawa powoduje zwiększenie czujności i produkcji adrenaliny (22), przez co może pogorszyć uczucie niepokoju i nerwowość, więc u osób z przewlekłym stresem i chronicznym niepokojem, może to nie być najlepszy napój. 

Kawa  może faktycznie zwiększać wydalanie wapnia czy magnezu, ale nie są to duże ilości. Trzeba natomiast zwrócić uwagę na to, że polifenole zawarte w kawie wiążą żelazo i hamują jego wchłanianie. Dlatego też osoby z anemią powinny nie pić kawy (podobnie jak i herbaty) do posiłków zawierających żelazo.  

Są też osoby, które mają nietolerancję kofeiny i na nie działa ona dużo mocniej, ale za pewne te osoby już o tym wiedzą, ponieważ źle się czują po kawie. 

Jaki wniosek? Jeśli nie czujesz negatywnych skutków związanych z piciem kawy – jak najbardziej polecam dołączyć ten napój do codziennych, zdrowych nawyków! 

 

W dawnych czasach matki kładły pod drzewami swoje nowo narodzone dzieci – wierzono bowiem, iż moc drzewa przyniesie im zdrowie i siły. Dziś ludowe mądrości zostały potwierdzone naukowo! Dobroczynne właściwości drzew są niesamowite. Dowiedz się, do których najlepiej się przytulać i jaki wpływ mają na nasz organizm. 

Przyroda ma na nas kojący wpływ. Uspokaja, pozwala nabrać dystansu, a gdy trzeba postawić do pionu. Jej siła jest potężna. Choć wielkie miasto kusi kolorowymi światłami, błyszczącymi neonami i możliwościami zawodowego rozwoju, to właśnie na łono natury wracamy, by odpocząć, zregenerować siły i zyskać energię do działania. Współczesna medycyna alternatywna wykorzystuje dobroczynne właściwości roślin w leczeniu wielu schorzeń, poprawie samopoczucia, a nawet wspomaganiu rozwoju osób z upośledzeniem intelektualnym. Jedną z takich zalecanych zabiegów osobom, które borykają się z emocjonalnymi trudnościami jest sylwoterapia. Metoda znana od setek lat, dziś zyskuje niebywałą popularność.

Sylwoterapia – dlaczego warto przytulić się do drzewa

Kontakt z drzewami wpływa pozytywnie na nasze zdrowie – fizyczne i psychiczne, kondycję oraz samopoczucie. To nie wiedza zaczerpnięta z bajkowych opowiadań, a naukowych rozpraw. Przebywanie wśród drzew pobudza organizm do samoleczenia. Wszystko dzięki zawartym w korze, liściach oraz kwiatach fitoncydom – substancjom chemicznym, które działają przeciwbólowo, przeciwzapalnie i antyseptycznie. Fitoncydy wykazują właściwości przeciwgrzybiczne i bakteriobójcze, a także jonizują powietrze. Dobroczynnie działają też soki i olejki drzew. Natura naprawdę potrafi skutecznie nas wspierać i pomaga odzyskać werwę. 

Sylwoterapia opiera się nie tylko na właściwościach związków chemicznych zawartych w drzewach, ale też na szeregu innych terapii. Jedną z nich jest chromoterapia. To dobroczynny wpływ kolorów i ich sezonowej zmienności na samopoczucie oraz psychikę człowieka. Zieleń uspokaja, wycisza zbyt silne emocje i wydobywa z nas energię do intensywnego działania. Efektywnie dodaje nam mocy także terapia dźwiękiem. Szum liści, śpiew ptaków, szeleszczenie trawy wzbudza w nas poczucie szczęścia i odprężenia. Dobrze kurację połączyć z aromaterapią, czyli świadomym czerpaniu z zapachów, skupieniu się na nich, regulowaniu dzięki nim oddechu. Można to zrobić w domu, wystarczy zamknąć się w sypialni, wyciszyć i bardzo intensywnie wąchać skórkę ulubionego owocu. Trzeba dać szanse mózgowi na uruchomienie przyjemnych wspomnieć, wrażeń i emocji. Spróbujcie, jak fantastycznie działa taki niepozorny zabieg. Im głębszy weźmiecie wdech, tym uzyskacie lepszy efekt. W aromaterapii dobrze sprawdzają się cytrusy, przyprawy korzenne, wanilia, zapach szarlotki. 

Przytul się z całych sił

Po tym oddechowym nasyceniu zapraszam do lasu. Już sam spacer wpływa na nas pozytywnie. Sylwoterapia idzie jednak o krok dalej. Aby skorzystać ze wszystkich dobroczynnych właściwości drzewa, trzeba się do niego mocno przytulić! Szeroko objąć pień ramionami i dotykać całym ciałem. O drzewo można się też po prostu oprzeć lub usiąść pod nim i oprzeć się plecami. W takiej pozycji przebywamy minimum 5 minut, ale czym dłużej, tym lepiej i korzystniej dla naszego samopoczucia. 

Ważne, aby wybrać drzewo zdrowe. Najlepiej w cichym, spokojnym miejscu, z dala od dźwięków miasta czy ruchliwej ulicy. Przytulamy się do drzewa, zamkamy oczy i staramy o niczym nie myśleć. 

Do jakich drzew się przytulać:

·      Brzozy

·      Dąbu

·      Gruszy

·      czarnego bzu

·       czereśni

·      Lipy

·      Sosny

·      Wierzby

·      Wiśni

·       Kasztanowca

·       Jodły

·      Jarzębiny 

W zależności od gatunku, wykazują one właściwości uspokajające, poprawiające koncentrację i pewność siebie, ale też ciśnienie krwi, wygląd skóry i nastrój, wspomagające odporność, ułatwiające zasypianie, pozytywnie wpływające na układ oddechowy itp. Niektóre drzewa, np. jarzębina korzystnie wspierają nas emocjonalnie. Do tego pięknego drzewa z pewnością powinny przytulić się osoby walczące z nałogami – wiele z nich dzięki sylwoterapii uporało się z uzależnieniem!

Jednym drzewem, które lepiej podziwiać z daleka, jest olcha szara. Długie przebywanie w jej pobliżu może wpłynąć na pogorszenie nastroju. Poza tym nie istnieją żadne przeciwwskazania do sylwoterapii. Może poza jednym – alergią. Wybierajmy drzewa, na które nie jesteśmy uczuleni. A jeśli mamy alergię na większość drzew, przytulajmy się do nich poza okresem kwitnienia. 

Sylwoterapia – dla kogo?

Drzewoterapia polecana jest dla wszystkich – małych i dużych, schorowanych, otyłych i tych z anemią, ale też zupełnie zdrowych, za to zestresowanych, zmagających się z różnymi problemami. Sylwoterapia pomaga walczyć z depresją i wspomaga leczenie innych chorób psychicznych. Regularnie praktykowana, sprzyja prawidłowemu rytmowi snu, koncentracji i ogólnej kondycji organizmu. Warto połączyć ją z aktywnością fizyczną na łonie natury – intensywny spacer, jazda rowerem czy Nordic Walking zwieńczony odpoczynkiem w towarzystwie drzewa przyniesie jeszcze lepsze efekty. Można przytulać się na spacerze i po biegowym treningu. W czasie pikniku, a nawet w drodze do pracy. Nie ma co szukać pretekstu, lepiej wykorzystać każdą okazję na te czułości. 

Sylwoterapia naprawdę działa. Niedowiarków niech przekonają badania. Dobroczynny wpływ drzew na człowieka został naukowo potwierdzony między innymi u dzieci z zespołem Downa. Zaleca się ją także kobietom mającym trudność z zajściem w ciążę – w leczeniu bezpłodności wykorzystuje się drzewa owocowe. Odpocząć pod gruszą czy jabłonią powinna też kobieta ciężarna – właściwości drzew nie tylko poprawiają samopoczucie i wspomagają rozwój malucha w brzuchu, ale też korzystnie wpływają na układ moczowo-płciowy. 

 

Nie ma więc na co czekać! Poza okresem zimowym, kiedy to na ośnieżonej ziemi lepiej nie siadać, sylwoterapia jest dla nas dostępna przez cały rok. Wykorzystujmy więc ogromny potencjał naszych pięknych polskich lasów i jak najczęściej przytulajmy się do drzewa!

Żal marnować czasu w domu, gdy za oknem pogoda mobilizuje do wystawienia nosa za drzwi. Nie trzeba czekać na realizację wakacyjnych planów, latem można sobie fundować urlop od codzienności regularnie. Szykować śniadanie na balkonie, pakować koszyk piknikowy z obiadem albo na kolację umawiać się nad rzeką. Jedzenie w plenerze smakuje zdecydowanie lepiej. Warto się o tym przekonać.

Można narzekać, że przeprawa w pracy zawsze trwa zbyt krótko, nie ma szans na wykorzystanie energii lata, które przemyka obok niezauważalnie. Albo wycisnąć z niego wszystko, co oferuje i cieszyć się nim zawzięcie na każdym kroku. Nawet wakacje w mieście mogą być udane, wystarczy dać im szansę i spojrzeć na nie przez inny pryzmat.

Ranny ptaszek na wakacjach

Na początek pobudka. Pół godziny wcześniej niż wskazuje budzik. Wykreowany dobry nastrój zrównoważy krótszy sen. Dajcie szasnę organizmowi na wakacyjny powolny rozruch. Niech też ma urlop od pospiechu i nadmiaru obowiązków. Usiądźcie z ulubioną filiżanka kawy albo herbaty na balkonie, tarasie, w ogrodzie. Skupcie się na rzeczywistości wokół nie na tym, ile zadań do wykonania przed nami. Poczujcie ciepły wiatr, pierwsze słoneczne zawadiackie płomienie słońca. Nie trzeba jechać daleko, by dostrzec niezwykłe rzeczy. Przygotujcie sobie napój inny niż zazwyczaj. Wymknijcie rutynie. Zamiast małej czarnej tonic espresso. Hit lata w nadmorskich barach, może być z powodzeniem serwowany i na Waszym balkonie. Przepis jest prosty, do odtworzenia nawet bez ekspresu, więc notujcie i korzystajcie:

Tonic espresso:

  • filiżanka mocnego espresso
  • 150 ml ulubionego toniku
  • plasterek cytryny
  • kostki lodu

Do wysokiej szklanki wlej tonik, dodaj lód i bardzo powoli wlewaj świeżo zaparzoną kawę. Napój będzie miał dwie wyraźne warstwy. Udekoruj go plastrem cytryny.

Jeśli potrzebujecie porannego orzeźwienia w innej postaci – spróbujcie kawy z sokiem pomarańczowym i tymiankiem. Latem lepiej postawić na lżejsze duety, znaleźć alternatywę dla mleka. Sok z cytrusów godnie je zastąpi, zniweluje ból głowy i zaskoczy komitywą, jaką tworzy z cierpką kawą. I zaserwuje Wam zupełnie nienachalnie namiastkę wakacji.

Kawa tymiankowa

  • filiżanka cafe cereme
  • sok i skórka z całej pomarańczy
  • kilka kostek lodu
  • pół łyżeczki świeżego tymianku

Do blendera wlej świeżo zaparzoną kawę, dodaj sok z pomarańczy, nieco tymianku i kostki lodu. Zmiksuj ma mocnych obrotach, tak by wszystkie składniki się połączyły, a na wierzchu napoju powstała kremowa pianka. Przelej kawę do szklanki, posyp resztą tymianku i skórką z pomarańczy.

Na większy apetyt

Rozpoczęcie poranka z takim przytupem zaostrza apetyt, więc zamiast po pracy wracać do nużącej codzienności, spakujcie kosz piknikowy, koc i zaproście najbliższych na popołudnie w plenerze. W ofercie nie musicie mieć 5 daniowego menu, wystarczy sałata z dobrym sosem, ugotowana wcześniej kasza wymieszana na miejscu ze świeżymi warzywami, pokrojone owoce, kawałki ulubionego sera, chrupiąca bagietka. Do wyboru według uznania. Chodzi o nastrój, znacznie łatwiej ten wakacyjny stworzyć w parku, nad rzeką, w lesie niż w domu. Wydłużenie dnia o te kilka przyjemniejszych godzin, zwolnienie siebie z obowiązku, nabranie dystansu, skorzystanie z wakacji w pełni. Nawet bez zarezerwowanego biletu. Pikniki dopuszczają pasażerów na gapę.

Piknikowa sałatka z kaszy kuskus, szpinaku i malin

  • szklanka kaszy kuskus
  • 100 g świeżego szpinaku
  • szklanka malin
  • 2 łyżki płatków migdałowych
  • garść świeżej mięty
  • kilka plastrów sera koziego
  • 4 łyżki oliwy
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • sól/pieprz

Kaszę opłucz, zalej wrzątkiem, zostaw do napęcznienia pod przykryciem. Przestudź. W tym czasie umyj szpinak i maliny. Płatki migdałowe podpraż na suchej patelni. Miętę posiekaj. W miseczce wymieszaj oliwę z solą, pieprzem, posiekaną miętą i sokiem z cytryny. Zimną kaszę przełóż do pudełka na wynos, dodaj szpinak i maliny, polej sosem i posyp płatkami migdałów. Wymieszaj dopiero przed podaniem.

Kanapki z twarożkiem i grillowanymi morelami

  • 4 kromki pieczywa lekkiego
  • 2 twarde morele
  • 4 łyżki kremowego twarożku
  • 2 łyżki świeżej bazylii
  • łyżka miodu

Rozgrzej patelnię. Morele wypestkuj i pokrój w cienkie plastry. Na gorącą patelnię wlej miód, a potem dodaj morele. Podgrzewaj przez 3 minuty. W tym czasie na kromkach chleba rozsmaruj twarożek. Na nim ułóż ciepłe owoce z miodem. Posyp posiekanymi listkami bazylii. Każdą kromkę przykryj drugą, przekrój i zapakuj do pudełka.

Podróż za jeden uśmiech

Rozejrzyjcie się wokół i sprawdźcie, ile miejsc do okrycia wciąż przed Wami w najbliższym sąsiedztwie. Skorzystajcie z tych wakacyjnych długich dni, przyjaznej temperatury i wyruszcie ku przygodzie. Takiej, co kryje się nawet za rogiem, a smakować może zachwytem. Zima i jesień odbierają szansę na intensywne doznania, zniechęcają ponurą aurą, mżawką i błotem. Lato daje pole do popisu, wyciąga kusząco rękę i zaprasza do przygody. Wcale nie trzeba sztywno trzymać się schematów. Można odstawić auto na parkingu, wsiąść na hulajnogę i czmychać przez miasto z rozwianym włosem. Świat widziany z perspektywy roweru też wygląda inaczej i jakoś tak łatwiej dostrzec jego rozmaite kolory. Dobrze jest latem częściej niż zazwyczaj umawiać się z przyjaciółmi na niezobowiązujące pogaduchy, zaproponować im wycieczkę do parku, rozłożyć koc i leniwie patrzeć w gwiazdy. Można z tej okazji zrobić kilka past z sezonowych, najlepszych warzyw – zielonego groszku, papryki, pomidorów i maczać w nich wafle czy chrupkie pieczywo. Do tego lemoniada z jagodami i miętą albo ogórkowa doprawiana bazylią. Nic więcej do szczęścia w takich okolicznościach nie potrzeba.

Pasta z pieczonej papryki

    • 4 czerwone papryki
    • papryczka chili
    • 2 ząbki czosnku
    • 4 małe sucharki
    • pół szklanki orzechów włoskich
    • 5 łyżek oliwy
    • 4 łyżki wody
    • sól do smaku

      Papryki umyj, wydrąż z nich gniazda. Pokrój na mniejsze kawałki. Ułóż na blaszce do pieczenia, skrop łyżką oliwy. Posyp posiekanymi ząbkami czosnku. Piekarnik rozgrzej do 180 stopni, piecz paprykę przez pół godziny. Potem gorącą przełóż do blendera, dodaj pozostałe składniki i zmiksuj na gładką pastę. Dopraw do smaku. Gotową pastę zapakuj do słoika.

      Pasta z ciecierzycy i botwinki

    • szklanka ugotowanej ciecierzycy – może być z puszki
    • 5 ugotowanych buraków z botwinki
    • ząbek czosnku
    • 200 ml jogurtu naturalnego
    • sok z połowy cytryny
    • garść natki kolendry
    • łyżka sezamu
    • sól, pieprz

Sezam upraż na suchej patelni do zarumienienia. Buraki pokój w kostkę i przełóż do blendera, dodaj ciecierzycę, sok z cytryny, czosnek, kolendrę, jogurt i zmiksuj na gładką pastę. Dopraw solą, pieprzem. Pastę zapakuj do słoika.

Nie szukajcie wymówek, tylko okazji, by spędzić barwne wakacje. W mieście między pracą i rozmaitymi zobowiązaniami to także możliwe. Wystarczy jedynie zaplanować ucztę w plenerze, czerpać obficie z naturalnej witaminy D, której dostarcza słońca. Ona poprawia nam nastrój i dodaje energii. Lato jest zbyt krótkie, by przegapić jego uroki. Lepiej nasycić się nimi na zapas i zapakować masę urokliwych i smacznych wspomnień. Trzeba tylko ruszyć się domu, do czego usilnie namawiam. Organizujcie wyśmienite przygody.

Strona używa plików cookies, aby ułatwić Tobie korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych. Więcej informacji