Lekko i sycąco. Taki mariaż jest możliwy do zaserwowania w postaci zupy. Lepiej, żeby nie zabrakło jej na wiosennym stole, bo potrafi w swoim składzie przemycić sporo wartości. Razem z promieniami słońca wiosna i początek lata przynoszą energię ukrytą w warzywach, więc warto z niej czerpać obficie.

Zupa wzbudza sympatyczne doznania, kojarzy się ze spokojem i łagodnością. Psychologowie mają na temat tych odczuć nawet swoją teorię. Otóż ich zdaniem zupy lubimy, bo przywołują gdzieś w głębi świadomości wspomnienie beztroskiego i bezpiecznego czasu niemowlęctwa. Tego momentu, gdy mama karmiła nas swoim mlekiem i czule głaskała po głowie. Austriackie badania dowodzą, że smak zupy wiążemy z ciepłem, troską i rodzinnością. Dobra jest w stanie ukoić skołatane nerwy, odżywić i poprawić humor.

Nie wierzycie? Zamknijcie oczy i sprawdźcie, jakie obrazy pojawiają się pod powiekami, gdy myślicie o zupie. Mnie nęci waniliowy zapach mlecznej z zacierkami, które babcia łyżką wlewała do garnka. Albo słodki smak jagodowego chłodnika, do którego sama zbierałam owoce w lesie dziadków. Lubię też wzmacniający krupnik, kwaskowość ogórkowej, łagodność kalafiorowej i jarzynową z dużą ilością brukselki. Zupy to dla mnie obowiązkowy punkt menu. Czasem jedyna obiadowa propozycja. Wolę zupę od drugiego dania. Potrafię w niej wykorzystać wszystkie resztki, zagotować, doprawić, rozdrobnić i nadawać kuszącego charakteru.

Zupa na pomoc

Zupa potrafi ratować z niejednej opresji. Rosół, wiadomo, stawia na nogi i przyspiesza rekonwalescencję. Najlepiej cierpliwie pyrkający na ogniu, wzmocniony lubczykiem, kurkumą, opiekaną cebulą i czosnkiem. To genialny wstęp do ciągu dalszego zupowego scenariusza, więc bulion trzymam na wszelki wypadek zawsze w zamrażarce i to rozwiązanie polecam, bo sprawdza się wyśmienicie, gdy trzeba wypełnić głodne brzuchy i ukoić nadszarpnięte wyzwaniem dnia emocje. Do takiej bazy wystarczy dorzucić liście młodych rzodkiewek, pogotować kilka minut, zaprawić kwaśną śmietaną i sokiem z cytryny, a potem przed podaniem dołożyć pokrojone w ćwiartki warzywa. W liściach jest mnóstwo witaminy C, która przyda się na wiosenne wzmocnienie odporności. W innej wersji rozmrożony rosół swatamy z listkami kalarepy, a ją samą też zagotowujemy w nim i po kwadransie miksujemy. Taka zupa w sprawie doprawienia ma kilka wariantów – łyżka masła doda jej kalorii, koncentratu pomidorowego wyrazistości, a chilli posiekane z miętą podkreśli ostrość.

Gotowa na zmiany

Za tę właśnie skłonność do metamorfozy cenię zupy. Nie jestem zresztą jedyna, bo kulinarna historia pokazuje, że one potrafiły odgrywać tę najważniejszą rolę przy stole. I to królewskim. Taki chociażby Ludwik XIV, co rządził Francją, życzył sobie każdego dnia czterech rodzajów zupy. Degustował chętnie, bo wierzył, że to zupy dodają mu witalności. Nieco później brytyjscy żołnierze o tej mocy płynącej z głębokiego talerza musieli zapomnieć. Wszystko dlatego, że nie chcąc tracić ani kropli przechylali menażki z zupą zbyt intensywnie i resztki skapywały na mundury brudząc je niemiłosiernie. Dowódcy plam mieli dość i wydali rozkaz zabraniający serwowania żołnierzom jakiejkolwiek zupy. Może gdyby jedli łyżką, nie zostaliby pozbawieni takiego przysmaku.

Łyżka z historią

Sama zupa zresztą łyżce zawdzięcza swoją nazwę, bo w języku niemieckim, z którego pochodzi supen oznacza jeść łyżką właśnie. W sprawie akcesoriów mam jeszcze jedną ciekawostkę. Otóż zanim wymyślono garnek, zupa już była w repertuarze. Pierwsze gotowano w kamieniu i to one przyczyniły się dawno temu w Mezopotanii do rozwoju garncarstwa. Bazą tych premierowych zup było mięso i ryby. W baroku wykorzystywano je na bogato – w jednym kotle mieszało się kilka jego rodzajów, a po wygotowaniu każdy wyrzucano. Takie były luksusowe i bezmyślne czasy, oczywiście w niektórych kręgach. Na najniższym szczeblu społecznej drabiny zupa bywała jedynym posiłkiem, im gęstsza, tym lepsza.

Bo zupa była za słona.

Wiosną proponuję lżejsze warianty. Zarówno w chłodnym, jak i ciepłym wydaniu. Unikam zagęszczania mąką, nie czerpię z wzorów sprzed 400 lat i nie zalecam gotowania zupy przez 2 dni. W przypadku nowalijek kwadrans wystarczy, by były gotowe. Lepiej niech chrupią niż staną się rozmemłane. Zupy lubią niską temperaturę i mało soli. Ich smak znacznie mocniej podkręcają świeże zioła i ku nim dobrze jest się skłaniać w kwestii doprawiania.

  • Bazylia – do zupy z pomidorów, szpinaku, rzodkiewki, truskawkowej
  • Mięta – do zupy z młodych ziemniaków, owocowych, kalarepy, grochu
  • Kolendra do zupy z kukurydzy, groszku, brukselki , marchewki, soczewicy
  • Majeranek do zupy z fasoli, serowej, selerowej
  • Lubczyk do bulionu warzywnego i mięsnego, kapusty, sałaty
  • Tymianek do zupy z botwinki, dyniowej, pietruszkowej
  • Estragon do zupy pomidorowej, ziemniaczanej, porowej, ogórkowe

Świeże zioła w lekkich zupach są koniecznością. Nie tylko odpowiadają za aromat, ale także i wzmocnienie organizmu. Dobrze wpływają na trawienie, odporność, uspokajają żołądek. Doniczki warto mieć na parapecie lub balkonie i korzystać na finiszu gotowania zupy. Im później dodane do niej, tym dla nich lepiej. Ziół nie należy się bać w owocowych propozycjach. Nie tylko mięty czy bazylii, ale i tymianku, który dobrze się czuje w słodkich połączeniach, lubczyku i kolendry. Ta ostatnia pasuje bardzo kwaśnym owocom.

Namawiam do wyjścia poza utarte schematy i podawania zup nie tylko odchudzonych, ale i skomponowanych w zaskakujący sposób. Szpinak na przykład spróbujcie zmiksować z awokado i naturalnym jogurtem. Do tego dużo mięty, soku z cytryny, ząbek czosnku i kilka kropel oliwy. Po schłodzeniu przez kilka godzin w lodówce całość można serwować z jajkiem przepiórczym lub tym ugotowanym w koszulce.

Intrygujący jest też chłodnik arbuzowo-truskawkowy doprawiony bazylią i chili. Tu też trzeba wszystkie składniki połączyć w blenderze i dobrze oziębić. Z owocowym kompozycji proponuję jeszcze zmiksowanie ananasa z bananem, mlekiem kokosowym, kostkami lodu, limonką i kolendrą. Ależ to jest kremowa historia. Jeśli jej nie znacie, nadróbcie zaległości tej wiosny, gdy traficie na dojrzałego ananasa. Można całość oprószyć prażonymi wiórkami kokosa i skórką z limonki. Mango też ma właściwy potencjał, by zmienić się z chłodnik. Najlepiej w duecie z jogurtem, miętą i podawany z ugotowanym w syropie z wanilii słodkim ryżem.

Chciałabym Was też skusić słodką rozpustą, którą zanotowałam w dzieciństwie. Zupą nic. To wielkopolskie wspomnienie mlecznej propozycji zagęszczanej żółtkami utartymi z cukrem oraz wanilią, a potem podawaną z piankami z białek, które nazywałam chmurkami. I tak mi zostało. Jeśli nie wiecie, o czym piszę, sprawdźcie ten smak przy najbliższej gorącej okazji. W mojej rodzinie kolejne pokolenie przekonuje się, jak bardzo mylące jest słowo nic w nazwie tej zupy. W niej jest bowiem wszystko.

Po pierwsze zupa

Zrobiłam się wściekle głodna, a jeszcze przede mną opowieść o ciepłych zupach. Rozpocznę ją o soczystej zieleni, jaką gwarantuje krem z groszku. Wystarczy ugotować na warzywnym bulionie świeży groszek, a potem zmiksować z czosnkiem i tymiankiem. Na koniec kleks śmietany lub kilka kostek fety i stawiamy na stole wiosenną propozycję. Młody kalafior gotujemy w chudym mleku z dodatkiem kurkumy i łyżką masła. Miękki miksujemy z melisą i posypujemy prażonym sezamem. Botwinka to kolejna wzmacniająca sugestia. Buraki kroimy w kostkę i gotujemy razem z marchewką, pietruszką, selerem i małym jabłkiem. Też drobno pokrojonymi. Po kwadransie wyłączamy, doprawiamy sokiem z cytryny. Liście wcześniej myjemy, suszymy, obtaczamy w oliwie i posiekanych orzechach włoskich. Wkładamy na maksymalnie 10 minut do piekarnika, tak by stały się chrupiące. Zupa z botwinki przelewamy na talerz i dekorujemy chipsami.

Gdy rozpocznie się pomidorowy sezon ugotujcie je z malinami i szczyptą cynamonu, a potem całość kremowo zmiksujcie. Zielone szparagi dość sprawie połączą się sałatą, nie trzeba tego duetu rozdrabniać. Wystarczy doprawić miętą lub bazylią i do każdej porcji włożyć łyżkę kaszy kuskus, co sprawi, że danie będzie bardziej sycące. Łagodność kremu z białych szparagów przełamie prażona kasza gryczana. Warzywa po obraniu gotujemy ze śmietanką 30%, miksujemy i dekorujemy ugotowaną i podpieczoną na suchej patelni kaszą. Do tego nieco tymianku i zyskujemy uznanie.

Gdy trzeba orzeźwienia od upału nagotujcie garnek wypełniony minestrone. To zupa z kawałków cukinii, fasolki szparagowej, bobu, papryki i zielonego groszku. Najpierw warzywa gotujemy w wodzie, potem nadajemy im charakteru kilkoma łyżeczkami koncentratu pomidorowego, sokiem z całej cytryny, chili i listkami bazylii. Ciekawie sprawdza się w minestrone także tuńczyk i kasza jaglana. Wykorzystajcie ten pomysł, gdy zamierzacie zaskoczyć gości.

Czym zagęścić zupę?

  • Chałką, bułką, razowym pieczywem – zarumienionym ma oliwie lub maśle
  • Kaszą – najlepiej jęczmienną, manną lub jaglaną
  • Ryżem – smak nie dominuje, a po zmiksowaniu nadaje kremowości
  • Siemieniem lnianym – jest dobre dla bulionowych zup
  • Tapioką – klei się mocno i szybko gęstnieje, więc nie można przesadzać z ilością
  • Ugotowanymi ziemniakami

Bez drugiego dania

Dobra zupa nie tuczy, a za to dostarcza najlepsze składniki odżywcze. Gdy chcecie, by była jedynym obiadowym daniem wzmocnijcie ją kaszą, ryżem, makaronem, grzankami z pieczywa. Nie ma lepszego czasu na zajadanie się zupą, wiosna i lato oferują najlepsze warzywa i owoce. Korzystajcie z tego potencjału obficie. Zupa znajdowała się już na zakręcie historii, próbowano ją wykluczyć z jadłospisu, ale się oparła skutecznie. Teraz wróciła do łask, natykam się ciągle na lokale, które jedynie ją mają w ofercie.

Zupa potrafi nieźle namieszać! Czerpcie z jej mocy!

Sylwia Majcher

Author: Sylwia Majcher

dziennikarka, blogerka i mama, której dzieci najbardziej lubią czarne oliwki i hummus. Absolwentka wielu kursów kulinarnych w Polsce i za granicą oraz studiów podyplomowych związanych z żywnością na warszawskiej SGGW. Kolekcjonuje książki kucharskie i przepisy z całego świata oraz kulinarne wspomnienia z podróży. W nowych miejscach zamiast muzeów odwiedza lokalne targowiska. Gotuje sezonowo, choć lubi smakowe eksperymenty. Swoimi przepisami dzieli się na blogu: kuchniawformie.pl

zobacz artykuły