Z nami zdrowo
Zaloguj się

Logowanie

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Pamiętaj mnie
Zaloguj się za pomocą konta
Diety i fitness 2019-10-30

Lody, czekolada, hamburgery - dlaczego powinieneś to jeść, jeśli chcesz być fit!

Widząc ten tytuł sporo osób pewnie pomyśli, że wkradła się tu jakaś literówka i że tytuł artykułu

... Czytaj więcej...

Jesień, to nie tylko czas, gdy temperatura na zewnątrz spada. To czas zbiorów i obfitości warzyw. Doskonałą formą ich spożycia jest zupa. Ciepła, aromatyczna, lekka  i rozgrzewająca, jest w sam raz na chłodne jesienne wieczory.


Gdy wracasz po całym dniu spędzonym w pracy czy poza domem, a do tego pogoda dziś nie rozpieszcza, nic tak nie doda człowiekowi energii, jak miska gorącej zupy. Można przygotować ją na tysiące sposobów, a jesienny dostatek warzyw zachęca do kulinarnych eksperymentów. 
Część osób wzbrania się przed jedzeniem zup twierdząc, że to nie posiłek, że nie są w stanie nasycić się zupą. To natomiast zależy od sposobu jak przygotujemy naszą zupę.


Jest kilka sposobów by nasza miska zupy była dużo bardziej sycąca lub stała się sama w sobie sycącym posiłkiem. 


Dodaj do zupy ryż lub kaszę. Bardzo prosty zabieg bardzo znacząco wpływający na smak. Te dodatki pasują do większości wywarów, a dzięki nim na pewno Twój żołądek dłużej pozostanie pełny. Dodatkowo wprowadzamy wartości odżywcze jakie niosą ze sobą kasza i ryże w zależności od rodzaju jaki wybierzemy. Jeśli do tej pory miałaś problem z jedzeniem warzyw i kasz, to może być fantastyczny sposób na wzbogacenie Twojej diety.
Większość zup lubi się z mięsem Do mojej miski z zupą często dodaję kawałek mięsa. Gotowany kurczak czy kawałek pieczonej ryby. To doskonały i prosty sposób na porcję białka w pozornie lekkiej zupie. Zdecydowanie wpłynie na smak zupy oraz jej wartości odżywcze. Jeśli nie jadasz mięsa, polecam eksperymentować z ugotowanymi jajkami, serami czy tofu. 


Grzanki, taki mały akcent, ale jak wiele zmienia. Możesz przygotować je samodzielnie. Te sklepowe nie zawsze mają dobry skład, a do tego mają sporo tłuszczu. Mój najprostszy sposób to połamanie na wierzch lekkiego pieczywa lub sucharów. Dodają chrupkości zupie, oraz posiłek staje się bardziej sycący. 


Posypka z ziaren, jest również świetnym sposobem na dodanie wartości odżywczych do posiłku. Dobre tłuszcze oraz minerały zawarte w ziarnach, będą dla nas cennym dodatkiem. Pestki dyni, słonecznika, posiekane nerkowce czy płatki migdałów. Zwykła zupa nabierze zupełnie innego wymiaru smaku. 


Zachęcam do zastosowania moich trików na urozmaicenie smaku oraz wartości odżywczych zupy. Dzięki nim Twoje zupy będą nie tylko bardziej sycące, smaczniejsze ale też bardziej wartościowe dla Twojego organizmu.

Nie ma co się czarować - jesienią bardzo często nasza motywacja spada do zera. Coraz zimniejsze dni, mniej słońca i szaro-bure krajobrazy sprawiają, że dużo łatwiej sięgnąć nam po ciepły koc, niż po buty na trening. Jeśli jednak chcemy być fit, to rozwiązanie jest tylko jedno: należy coś zmienić! Powiew świeżości zapewni nam nową dawkę motywacji i chęci do działania. Oto 5 prostych pomysłów na to, jak odmienić nasz trening jesienią i przywrócić naszą motywację do bycia fit!

Warto pamiętać, że zmiany w planie treningowym są także wskazane, jeśli zależy nam na efektach kondycyjnych czy wizualnych - nowe bodźce dostarczane co jakiś czas sprawiają, że organizm lepiej reaguje na ćwiczenia i są one bardziej efektywne. Można więc wykorzystać jesień do eksperymentów, zmian i testowania naszego ciała - odwdzięczy się nam na pewno!

No dobrze, to konkretnie - co więc można zrobić, żeby ożywić swój plan treningowy w jesiennych miesiącach?

#1 WYKORZYSTAJ JESIENNE WIDOKI

Jesień to nie tylko szarości i deszcz. To także kolorowe liście szeleszczące pod nogami, piękne widoki o poranku oraz ciepłe promienie słońca pod wieczór. Warto wykorzystać te krajobrazy i zaplanować trening na dworze - to może być marszobieg, bieganie, spacer z kijkami ale też zwykły trening wykonany w przydomowym ogródku lub parku. To miła odmiana od ćwiczeń w domu czy na siłowni - a przy okazji sposób na poprawę samopoczucia, bo nie ma nic lepszego, niż aktywność fizyczna na świeżym, rześkim jesiennym powietrzu.

#2 TRENUJ Z SERIALEM

Wszyscy wiedzą, że jesień to także czas premier nowych produkcji na serwisach streamingowych i w telewizji. Dlaczego więc nie połączyć przyjemnego z pożytecznym i nie zaplanować treningu przy ulubionym serialu? Czas zleci szybciej, a my jednocześnie upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu. Oglądając wideo możemy ćwiczyć na bieżni, orbitreku czy rowerku, ale nie trzeba się do tego ograniczać - można przecież zaplanować też sesję rozciągania, mobility czy wykonywać ćwiczenia wzmacniające na czas.

 

#3 SKORZYSTAJ Z ZAJĘĆ GRUPOWYCH

Kiedy jesienna pogoda zrobi psikusa, łatwo o wymówki… chyba, że zaplanujemy wyjście na zajęcia grupowe. Odbywają się o konkretnej godzinie - nie będziemy więc ich przekładać i istnieje większa szansa, że rzeczywiście pójdziemy na trening. Takie zajęcia mogą też być niezłą dawką motywacji - ćwiczenia w grupie zazwyczaj sprawiają, że możemy wykonać więcej, oprócz tego są też świetną okazją do poznania nowych “treningowych” znajomych czy odkrycia innej formy ćwiczeń niż dotychczas. Wiele siłowni oferuje darmowe pierwsze wejściówki - możemy więc wypróbować najpierw tego typu aktywność, zanim zobowiążemy się do kupna karnetu.

#4 ZACZNIJ ĆWICZYĆ W PARZE

Kiedy brakuje motywacji, doskonałym źródłem inspiracji może być… druga osoba. Partner, koleżanka czy znajomy - razem zawsze jest raźniej i ta zasada dotyczy także ćwiczeń. Nie musicie robić tego samego treningu: czasami wystarczy tylko umówić się na konkretną godzinę na siłowni i pilnować swojego przyjścia, dzięki czemu każde z was będzie miało dawkę motywacji i zobowiązanie do pilnowania terminów treningu. 

 

#5 ZWIĘKSZ AKTYWNOŚĆ… PO PROSTU

Treningiem może być też coś, co normalnie… wcale nim nie jest. To nieprawda, że musimy konkretnie ćwiczyć na siłowni, tańczyć zumbę czy robić ćwiczenia z taśmami w domu, żeby być aktywną osobą. Równie dobrze możemy przy okazji jesieni zwiększyć naszą zwykłą aktywność - iść na grzyby, jesienny spacer, wykonać prace w ogródku czy wybrać się na wycieczkę rowerową. To kolejna okazja do spalenia kalorii i dostarczenia organizmowi odpowiedniej dawki ruchu, bez zmuszania się do ćwiczeń (kiedy nie mamy na nie ochoty). Zwykła godzina maszerowania to średnio 300 spalonych kalorii - tyle samo, co trening o średniej intensywności. 

JESIEŃ TO NIE WYMÓWKA 

I najważniejsze - jesień to wcale nie wymówka! To wręcz idealny czas na ćwiczenia - nie jest za ciepło, nie jest za zimno, a na siłowni nie znajdziesz tłumów jak po Sylwestrze. To też idealny moment, żeby już wdrożyć swoje postanowienia i nie czekać do 31 grudnia - tylko zademonstrować wtedy efekty naszej pracy. A te - przy odrobinie regularności - na pewno będą świetne!

 

 

 

„Lepiej ćwicz na czczo, bo spalisz więcej tłuszczu” - możesz często tak słyszeć. Ile w tym stwierdzeniu jest prawdy i jakie są fakty odnośnie treningu na czczo, postaram się dziś przybliżyć wam moje zdanie w tym temacie.

Czy trening o pustym żołądku rzeczywiście obfituje w tak cudowne właściwości?

Jeśli chodzi o treningi na czczo lub o pustym żołądku w dowolnej porze dna, to istnieje przekonanie, że ciało spali więcej kalorii lub spalaniu ulegnie głównie tkanka tłuszczowa. Bardzo kolokwialnie można przedstawić wyobrażenie o tym procesie tak: skoro nie ma „paliwa” w naszych jelitach, organizm będzie pobierać energię z magazynów, a zatem z tłuszczy.

Nic bardziej mylnego.

Nasze ciała są przystosowane do wykonywania długiej pracy nawet o pustym żołądku bez sięgania do rezerw tłuszczowych. „Organizm broni się jak może by zachować cenny w jego ocenie tłuszczyk i sięga po niego tylko w chwili, gdy pozostałe magazyny energetyczne się wyczepią. Tak w skrócie możemy zobrazować proces pozyskiwania energii przez nasze ciało :)

Nasze ciało jest mądre i nastawione na przetrwanie.

Do tego jest też świetnym ekonomistą i wie ze tłuszcz nie tak łatwo przemienić w energię, zatem tym chętniej sięga do innych rezerw energetycznych zanim zdecyduje się na pozyskanie jej z tłuszczu. Dodatkowo wyniki najnowszych badań przeprowadzone na grupach ochotników dowodzą, że różnica w efektach treningowych w grupach ćwiczących na czczo i po posiłku były niezauważalne. Jedyną zaobserwowaną różnicą było to, że osoby będącej na etapie budowania masy mięśniowej magazynowały nieco mniej tkanki tłuszczowej względem pozostałych grup ochotników. Innym powodem, dla którego często decydujemy się na trening na czczo jest stwierdzenie, że tak ćwiczy się lżej. Nic nie „siądzie” nam na żołądku. Prawda jest jednak taka, że należy dopasować posiłek przed treningiem, aby nasze ciało nie skupiło się na trawieniu, ale na zadaniu ruchowym.

Oczywiście jeśli będziemy biegać po obfitym posiłku nasz organizm nie będzie czuł się z tym najlepiej i może odmówić współpracy w formie uczucia ciężkości w żołądku, niestrawności, a nawet mdłości. Nie chodzi o to by jeść mało przed ćwiczeniami a w sposób odpowiedni, bo nawet dla przykładu zbyt duża ilość wypitej wody przed bieganiem może wywołać dyskomfort w formie „chlupania” w żołądku.

Co zatem oznacza odpowiedni posiłek?

W mojej ocenie to taki, który będzie lekko strawny i dostarczy nam energię na czas ćwiczeń ale nie będzie zbyt kaloryczny, tak by ujemny bilans wywołany treningiem był zachowany.

Wafle w czekoladzie, banan, kanapka na lekkim pieczywie przed samymi ćwiczeniami to idealne rozwiązanie.

Pozbawi nas uczucia głodu, nie obciąży układu trawiennego i doda energii na czas ćwiczeń. Dobrym rozwiązaniem są też smoothie. Owocowe z płatkami owsianymi lub ugotowaną kaszą jaglaną nasycą i spokojnie zastąpią posiłek. W dodatku to chyba najszybsza forma posiłku. Uczucie głodu w czasie ćwiczeń to nic fajnego. Brak energii i wykonywanie ćwiczeń na zasadzie „bo muszę” mija się z celem. Jeśli nie jesteś kulturystą na etapie budowy masy mięśniowej, lepiej się nie męcz i przegryź małe co nieco przed treningiem a podejdziesz do niego z większym zapałem.

Często jak w gabinecie pytam się pacjentów czy mają ochotę na wodę, kawę czy herbatę to myślą, że jest to pytanie podchwytliwe, ponieważ z pewnością jak odpowiedzą, że chcą kawę to będzie ich czekał wykład 😉 Nic bardziej mylnego! Zarówno woda, jak i herbata oraz kawa są to zdrowe napoje. Podchwytliwe mogłoby być moje następne pytanie - z cukrem czy bez 😉

Kawa ma udowodnione prozdrowotne działanie na organizm ludzki

. Między innymi zmniejsza ryzyko rozwoju cukrzycy typu 2, choroby niedokrwiennej serca, ryzyko zawału i udaru mózgu, nadciśnienia. Zmniejsza również ryzyko zachorowania na zespół metaboliczny, niektóre nowotwory (wątroby, jajnika), chorobę Parkinsona i Alzheimera, choroby wątroby (1, 2, 3). Bez obaw o zwiększenie ryzyka chorób sercowo naczyniowych, można wypić do 5 filiżanek kawy na dobę– do ok 400 mg kofeiny) (4).

Jakie osoby powinny jedynie uważać na kawę?

Takie, które mają stan zapalny żołądka oraz problemy z nieuregulowaną pracą serca, bądź nadciśnieniem, które pogarsza kawa. Część osób ma nietolerancję kofeiny, mocniej na takie osoby ona działa (taki zestaw genów), wówczas lepiej ograniczyć spożycie kofeiny. Jeśli po wypiciu kawy/energetyka macie oczy jak 5 złotych, to najprawdopodobniej należycie do tej grupy 😉

Kawa i mleko?

Kiedy już wiemy, że kawa jest zdrowa i znaczna większość osób może ją pić i odnosić z tego korzyści, to czy tak samo będzie zdrowa, jak dodamy do niej mleka? Postaram się rozłożyć sprawę na czynniki pierwsze!

Kawa a żołądek

Czarna kawa działa drażniąco na błonę śluzową żołądka, nie jest polecana przy wrzodach i zapaleniu żołądka, ponieważ zwiększa wydzielanie kwasu żołądkowego. Dodatek mleka do kawy powoduje, że nie podrażnia ona aż tak błony śluzowej.

Kawa z mlekiem a wapń

Kawa może zmniejszać wchłanianie wapnia oraz/i jego wydalanie, ale jest to znikomy efekt, nie wpływający na gospodarkę wapniem, jeśli nie mamy jego niedoborów. Dodatkowo, jeśli dodamy do kawy mleko (zarówno krowie jak i roślinne – fortyfikowane zawierają wapń), to w tym wypadku akurat dolanie mleka do kawy może tylko pomóc, ponieważ jest źródłem wapnia (5, 6).

Mleko, a przyswajalność antyoksydantów

Jeśli chodzi o dodanie mleka do kawy i wpływ na zawartość lub wchłanianie antyoksydantów (głównie chodzi o kwas chlorogenowy - polifenol zawarty w kawie czy yerba mate) to badania są sprzeczne. W badaniu z 2009 roku (7) wykazano, że dodatek mleka nie wpływa na biodostępność polifenoli, ale cukier i bezmleczny zabielacz tak (działa obniżająco). Natomiast badania z 2011 wykazały, że dodatek mleka (kazeina) do kawy powoduje pogorszenie biodostępności kwasu chlorogenowego. Okazało się, że po wypiciu kawy z dużą ilością mleka (w tym wypadku 200ml), ilość CGA i jego metabolitów w moczu wynosiła 28% więcej niż w grupie pijącej kawę bez mleka (problemem jest tylko mała gruba badana – 5 osób) (8).

Mleko, a przyswajanie kofeiny

Dla wielu osób, oprócz smaku, ważne jest bardzo pobudzające działanie kofeiny. Czy dodatek mleka może znosić jej działanie? Otóż nie! Dodatek mleka nie powoduje słabszego przyswajania kofeiny, nie wpływa na jej stężenie we krwi oraz nie powoduje słabszego pobudzenia (9). Wolniejsze wchłanianie kofeiny może jedynie wystąpić, jeśli dodatek mleka byłby bardzo duży (tłuszcz spowalnia trawienie).

Także jak widzicie kawa wcale nie jest mniej zdrowa ani nie zmniejsza się wchłanianie kofeiny, jeśli dodamy do niej mleko!! Jedynie chciałabym zwrócić uwagę na to, że ważne jest jakie mleko dodajemy do kawy, ponieważ to może znacząco podnieść kaloryczność naszego napoju. Naturalne (niesłodzone) mleka roślinne są z reguły (oprócz gęstego mleka kokosowego) niskokaloryczne – ok 30-40 kcal w 100 ml. Podobną kaloryczność ma mleko krowie 0,5% tłuszczu – ok 39 kcal, ale już mleko 3,2% ma ok 61 kcal w 100ml. 100 ml kawy to jedynie 2 kcal, jeśli dolejemy do niego troszeczkę chudego mleka, to kaloryczność mocno się nie zmieni, ale jeśli wypijemy 500 ml kawy latte na 3,2% mleku, to taki napój będzie już miał prawie 250 kcal, do tego jakiś syrop albo cukier i już robi nam się porządnie kaloryczny napój – takiego nie polecam, ale kawę z małą ilością mleka (jakiegokolwiek) – jak najbardziej tak 😊

1. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/28675917

2. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23296837

3. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/28288025

4. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/30838377

5. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/12204390

6. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/2403065\

7. https://academic.oup.com/jn/article/140/2/259/4600297

8. https://pubs.acs.org/doi/abs/10.1021/jf201906p

9. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/9399380

Wiele osób gdy zdecyduje się na zrzuceniu kilku kilogramów wpada najczęściej na pozornie dobry pomysł pominięcia jednego posiłku, najczęściej rezygnują z kolacji. Dzięki temu prostemu rozwiązaniu nie muszą wprowadzać zbyt wiele zmian w swój dotychczasowy styl żywieniowy, by uzyskać deficyt kaloryczny, a tym samym nieco schudnąć. Czy aby to rozwiązanie na pewno jest najlepsze?

Bardzo często złudnie dobry pomysł przynosi oczekiwane efekty. Co bardzo nas motywuje i zachęca do kontynuacji naszego postanowienie. Bardzo szybko jednak zaczynamy sobie rekompensować deficyt kaloryczny w pozostałych posiłkach, gdyż po prostu czujemy głód. Mimo pominięcia jednego posiłku zjadamy ciut więcej na np. drugie śniadanie i obiad. Pod koniec dnia może się okazać, że mamy ten sam bilans kaloryczny jak gdybyśmy zjedli ten pominięty posiłek. W efekcie wracamy do punktu wyjścia i zniechęceni brakiem dalszych postępów zarzucamy dalsze starania o swoją sylwetkę. Jest jeszcze jeden minus wcześniej założonego postanowienia. Jeśli nasza dieta nie jest zdrowa, zbilansowana, i dostosowana do naszych potrzeb, a do tego obfituje w wysoko przetworzone produkty, wprowadzona na samym początku zmiana w postaci pominięcia jednego posiłku, wcale korzystnie nie wpłynie na nasze zdrowie. Dalej będziemy mieli niedobory witaminowe, czuli się ospali i bez energii.

Jak zatem podejść do tematu?

Najlepiej jest przyjrzeć się swojej diecie. Zamiast pomijać posiłek spraw by były on bardziej wartościowe i bogaty w substancje odżywcze. Bardzo często lżejsze posiłki mają większą objętość a to sprawia, że żołądek dużo później da nam znać, że jest pusty. Uczucie głodu dużo później do nas dotrze.

Podsuwam kilka rozwiązań:

  • Na śniadanie zamiast kanapek z szynką dużo bardziej sycąca będzie kasza kuskus z warzywami.
  • Do kawy kusi cię na słodką przekąskę? Spróbuj chrupnąć pieczywo lekkie w czekoladzie. Tyle samo smaku a dużo mniej kalorii :)
  • Pij dużo płynów. Wyjdzie Ci to nie tylko na zdrowie, ale też zahamuje apetyt. Mówiąc płyny, mam tu w dużej mierze na myśli wodę ;) Nic nie nawadnia lepiej. Dodaj do niej owoce, wciśnij cytrynę i wrzuć kilka listów mięty, a uzyskasz najlepszą lemoniadę na upały. Soki świeżo wyciskane są również mile widziane. Podobnie jak smoothie, ale pamiętaj że one mają już nieco więcej kalorii. Jeśli tylko uwzględnisz to w swoim dziennym bilansie, nie ma sprawy. Pij do dna :)
  • Na obiad proponuję mięso, warzywa i ryż. Choć brzmi to jak książkowy przykład z diety kulturysty jest ogromny wybór i sposób podania tych trzech składowych obiadu, że na pewno się nie znudzisz. Użyj wyobraźni, lub skorzystaj z podanego niżej przepisu na „Kotlety wołowe z ciecierzycą, jarmużem pieczone w piekarniku”

Składniki na 2 porcję:

  • 200 g mielonego mięsa wołowego
  • 1 puszka ciecierzycy
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 liście jarmużu
  • 1 jajko
  • 2 łyżki bułki tartej
  • sól, pieprz
  • świeża kolendra

Sos jogurtowy:

  • 170 g jogurtu naturalnego/greckiego
  • ok 4 łyżek posiekanej kolendry
  • 1 ząbek czosnku
  • sok z limonki
  • sól, pieprz

Blaszkę przykryj papierem do pieczenia, a piekarnik nagrzać do 180' C Ciecierzycę odlać z zalewy, opłukać i zmiksować razem z czosnkiem, kolendrą, solą i pieprzem.

Liść jarmużu umyć i blanszować na patelni. Jarmuż posiekać i dodaj do zmielonej cieciorki razem z jajkiem i bułką tartą. Ponownie wszystko dokładnie zmiksuj. Przełożyć do miski i wymieszać wszystko razem z mięsem. Doprawić do smaku.

Uformować kotlety i rozłożyć na blaszce i wstawić do piekarnika. Piec 20 - 30 minut.

Sos jogurtowy:

Do jogurtu dodać posiekaną kolendrę i przeciśnięty przez praskę czosnek. Doprawić solą i pieprzem, skropić cytryną. Całość wymieszać.

Propozycja podania:

Ugotowany brokuł i mieszanka ryżu basmati, ryżu dzikiego oraz komosy ryżowej

Dzięki tym zabiegom Twoje zdrowie zyska dużo więcej, a i zmiany w sylwetce będą trwalsze. Nie zawsze szybkie rozwiązania są najlepsze. Znajdź taki sposób, który najbardziej będzie dopasowany do Ciebie i Twoich potrzeb. Otwórz się na nowe smaki i eksperymentuj w kuchni :)

Latem dieta domaga się lekkości. Gdy do tego dorzucimy szczyptę orzeźwienia to mamy już pełen bagaż, którym możemy urozmaicić wakacyjną kulinarną podróż. Na mapie do odkrycia niech będą w tym roku chłodniki. Brawurowe połączenie zupy i koktajlu.

Granicę między tym, co w przypadku chłodnika jest jeszcze obiadem, a co już deserem trudno określić. Słodkie zupy, choć serwowane przed drugim daniem, a nie po nim, wśród receptorów smaku wprowadzają zamieszanie. Dominują aromatem zarezerwowanym na potem, a tu takie łamanie konwenansów. Polecam je z premedytacją, bo latem nasz organizm potrzebuje szaleństwa. W kuchni także. Poza tym dajmy odetchnąć nawykom i wyrwijmy się z obowiązku stania przy kuchence. Wystarczająco gorąco jest za oknem.

Chłodniki mają jeszcze tę cenną zaletę, że nie wymagają atencji. Miesza się kilka składników, miksuje i zostawia do schłodzenia. Nawet kulinarny ignorant ogranie te sztukę bez specjalnych wpadek. Do tego zimne zupy jakoś łagodniej znoszą eksperymenty i zaskakujące wyzwania. Owoce bardziej się lubią z warzywami, ostry lepiej łączy ze słodkimi aromatami, kwaśny daje się okiełznać delikatności. Banalna pomidorowa w surowej postaci nabiera innego charakteru i zmienia się wyraziście w ogniste hiszpańskie gazpacho.

Chłodniki dają też szansę na wykorzystanie potencjału letniej różnorodności. To najbardziej obfity sezon. Trudno oprzeć się soczystym malinom, truskawkom, nie dać uwieść chrupiącej kalarepie i młodej jędrnej fasolce. Większość wakacyjnych warzyw można jeść w surowej wersji, co nasz wymęczony upałami organizm docenia. Odchudzenie jadłospisu latem przynosi same korzyści i to nie tylko w postaci spadku wagi i szansy wskoczenia w sukienkę o rozmiar mniejszą. Lekkostrawna dieta jest prezentem dla żołądka, który folgował sobie przez minione pół roku. Wiadomo, że zima ma swoje wytłumaczenia i wymaga bardziej kalorycznego karmienia. Teraz można w końcu zwiewnie podążać ku zdrowiu i lepszemu samopoczuciu. Proces przebiega naturalnie, bo pogoda sprzyja temu dietetycznemu stonowaniu.

Chłodniki należy traktować bardzo poważnie, bo one troszczą się o to, by dostarczyć ciału konkretnego paliwa. Są w stanie nawet uzupełnić braki. Ożywiają organizm właściwie, regenerują, nawadniają, wzmacniają. Nie ma lepszego letniego eliksiru niż dobrze skomponowana zimna zupa. Nawet niewielka porcja jest w stanie przemycić sporo witamin i składników mineralnych, których czasami nawet wykorzystywane warzywa i owoce ze względu na brak obróbki termicznej nie tracą. Tak dzieje się w przypadku chłodnika ze świeżych ogórków i mięty czy szpinaku z dodatkiem bazylii oraz orzechów.

Jeśli dotąd z chłodnikami nie udało Wam się zawrzeć sztamy, uderzcie się solidnie w pierś i nadróbcie tę lukę w nadchodzącym sezonie. Cały świat delektuje się chłodnikami, więc rzesze smakoszy nie mogą się mylić w sprawie pozytywnych opinii, jakie kierują w stronę zimnych zup. Ja jestem fanką owocowych zup i oburzam się, gdy ktoś określa je kompotem. Za czereśniowy chłodnik mojej babci, wzmacniany czerwonym winem, oddaję wszystko oprócz dzieci. Kocham też miłością obłędną zupę nic. Waniliowy chłodnik na żółtkach z pływającymi po wierzchu piankami białek i zatopionymi rodzynkami. Arbuzowi do pary lubię dobierać maliny i przełamywać ten związek chili, a surową marchewkę rozdrabniam bezlitośnie z cytrynowym tymiankiem i naturalnym jogurtem.

Chłodniki mogą być komponowane na bazie wody, bulionu, jogurtu, mleka, maślanki czy kefiru. Dobrze im w towarzystwie świeżych ziół, kwiatów i soków. Gdy potrzebują zagęszczenia warto wykorzystać czerstwe pieczywo, kaszę lub galaretkę czy budyń. Można je usprawnić dodatkami – makaronem, ryżem, płatkami owsianymi. W takiej postaci nikt im nie zarzuci, że nie są pełnowartościowym posiłkiem.

Belgowie chłodniki robią na piwie, Rosjanie swoją słynną okroszkę z wykorzystaniem kwasu chlebowego. Do niego dodaje się drobno pokrojone ogórki, dymkę, jajka, szynkę lub kawałki mięsa. W Bułgarii chłodzą się taratorem - jogurtowym kremem z koperkiem, oliwą, octem i orzechami. We Francji mają vichyssoise – ziemniaczano-porową zupę. Andaluzja serwuje kremowy chłodnik z migdałów i czosnku, zdobiony połówkami zielonych winogron, w Gwatemalii popularna jest zimna zupa z awokado i kolendry podawana w towarzystwie nachosów.

Zimne zupy są idealnym kompanem do wakacyjnych pikników i biesiad. Nawet na wycieczkę rowerową chętnie pojadą i w torbie termicznej czy plecaku nie zgrzeją się zanadto. Wlewajcie je więc do słoików czy butelek i częstujcie swoich gości. Zachwyt gwarantowany, a i prośba o przepis też może się pojawić, więc udostępniajcie poniższe bez oporów. Niech dobro idzie w świat i go rozsmakowuje.

Jeśli chodzi o chłodnikowy savoir vivre tu nie obowiązują żadne reguły. Zimna zupa może być serwowana w szklance, miseczce, a nawet, co obserwuję coraz częściej w słoiku. Koniecznie dobrze schłodzona, bowiem letnia nie zalicza się nawet do poprawnych. Zresztą czas działa na korzyść takiej zupy, im więcej go dostanie, tym mocniejsze zrobi wrażenie. Dajcie jej szansę na przegryzienie, połączenie i wybrzmienie.

I nie bójcie się chłodnikowych eksperymentów. Łączcie w pary ulubione warzywa i owoce, nawet, gdy rozsądek podpowiada, że takie ryzyko nie może się udać. Czasem pasują do siebie produkty, których smak i wygląd tego wcale nie sugerują. Towarzystwo je wzajemnie nakręca i pozwala zaistnieć w zupełnie innym smakowym wymiarze. Najważniejsze, by nie przesadzić z ilością składników. Trzy maksymalnie wystarczą, można je potem dobarwić dodatkami, ale też bez szaleństwa. Jeśli mięta to już nie kolendra, tymianek albo oregano, tu trzeba podjąć męską decyzję i pozostać jej wiernym.

Zostawiam swoje chłodnikowe podpowiedzi i zachęcam, by traktować je jako punkt wyjścia. Niech skłonią Was do kreatywności i pozwolą się rozsmakować w wakacyjnych zupach.

Chłodnik z selera naciowego, gruszki i sera pleśniowego

  • 6 łodyg selera naciowego
  • 2 gruszki
  • 100 g sera pleśniowego
  • 1 litr bulionu warzywnego
  • mały ząbek czosnku
  • garść natki pietruszki
  • sok i skórka z cytryny
  • sól/pieprz
  • garść migdałów

5 łodyg selera naciowego i gruszkę pokroić na mniejsze kawałki, wsypać do blendera, dodać połowę sera, czosnek, migdały – mogą być ze skórką. Wlać bulion i zmiksować na gładki krem. Doprawić solą, pieprzem, sokiem z cytryny. Wymieszać. Przed podaniem schłodzić przez 4 godziny w lodówce. Natkę oraz ostatnią łodygę selera naciowego drobno posiekać i udekorować nimi każda porcję. Posypać pokruszonym serem.

Morelowy chłodnik z mlekiem kokosowym i tymiankiem

  • kilogram moreli
  • 400 ml mleka koksowego
  • garść świeżego tymianku
  • 1 pomarańcza
  • łyżka miodu
  • szczypta pieprzu
  • 2 szklanki wody
  • 2 łyżki sezamu

Morele umyć, wyjąć pestki. Pomarańcze sparzyć, zetrzeć skórkę. Owoce przełożyć do blendera, wlać wodę, mleko kokosowe, dodać pieprz, połowę skórki pomarańczowej i tymianku, zmiksować. Sezam uprażyć na suchej patelni. Zupę schłodzić. Każdą porcję posypać sezamem, tymiankiem i skórka pomarańczową.

Czereśniowy chłodnik na czerwonym winie

  • kilogram czereśni
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • żółtko
  • 200 ml czerwonego wina
  • 200 ml śmietany 18%
  • pół szklanki płatków migdałowych
  • pół łyżeczki kardamonu w proszku
  • 2 łyżki miodu
  • 2 litry wody

Czereśnie umyć, wypestkować. Przełożyć do garnka, zalać wodą, dodać kardamon i wino. Gotować przez 15 minut. Do miseczki przelać śmietanę, wsypać mąkę i wlać żółtko. Wymieszać, tak by wszystkie składniki idealnie się połączyły i nie było grudek. Dodać do nich 3 łyżki ciepłego wywaru czereśniowego i ponownie wymieszać. Potem wlać go do zupy i zagotować. Zupę schłodzić, zimna doprawić miodem. Płatki migdałowe uprażyć na suchej patelni, posypać nimi przed podaniem każdą porcję chłodnika.

Miętowy chłodnik ogórkowy z awokado

  • 6 świeżych ogórków
  • awokado
  • duży pęczek świeżej mięty
  • łyżeczka suszonej mięty
  • sok i skórka z cytryny
  • sól, pieprz
  • 1 litr gęstego jogurtu naturalnego

Ogórki umyć – nie obierać. Odłożyć 2, pozostałe pokroić i przełożyć do blendera, dodać obrane awokado, obie mięty, czosnek i sok z cytryny oraz jogurt. Zmiksować. Doprawić solą i pieprzem. Pozostałe ogórki pokroić w kostkę. Zupę schłodzić. Przed podaniem posypać ogórkami i posiekaną miętą.

Pomidorowy chłodnik z truskawkami i pesto

  • kilogram dojrzałych pomidorów
  • pół kilograma truskawek
  • 2 łodygi selera naciowego
  • mała papryczka chili
  • garść świeżej bazylii
  • sól/pieprz
  • sok z cytryny
  • 1,5 litra wody
  • kilka sucharków
  • 2 łyżki orzechów ziemnych
  • 2 łyżki oliwy

Pomidory , seler i truskawki umyć – nie wyrzucać szypułek. Owoce i warzywa pokroić, przełożyć do blendera, wlać wodę, dodać sucharki, połowę soku z cytryny i połowę bazylii – zmiksować. Doprawić solą i pieprzem oraz drobno posiekaną papryczką chili. Pozostałą bazylię, sok z cytryny, orzechy, oliwę i szypułki truskawek przełożyć do blendera. Rozdrobnić. Zupę schłodzić, podawać z kleksem zielonego pesto.

Strona używa plików cookies, aby ułatwić Tobie korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych. Więcej informacji