Z nami zdrowo
Zaloguj się

Logowanie

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Pamiętaj mnie
Zaloguj się za pomocą konta
Ina Rybarczyk - True Taste Hunters 2019-02-20

Batoniki musli z kaszy jaglanej

Jesteś osobą aktywną fizycznie lub w czasie sesji albo innej niezmiernie trudnej pracy umysłowej? Doładuj

... Czytaj więcej...

Angelika Pióro - Personal Trainer & Fit Mom

Ania Dziedzic

Chujowa Pani Domu

Dominika Kuchta

Dr Lifestyle

Ewa Trusewicz

Ina Rybarczyk - True Taste Hunters

Iwona Guzowska

Magda Heba

Marta Hennig

Marzena Michalec

Sylwia Majcher

W 2004 roku 14,2 % Polek miało nadwagę. Dziesięć lat później, to grono powiększyło się niemalże dwukrotnie (wg tego samego raportu - „Nadwaga i otyłość w Polsce” - w roku 2014 30,1 % Polek miało nadwagę). Tyją dorośli i tyją dzieci. Skąd to się bierze, skoro moda na bycie FIT ma się tak dobrze, jak nigdy wcześniej? Czy promowanie zdrowego stylu życia nie powinno powodować pozytywnych zmian w społeczeństwie?

Być może po kolejnych dziesięciu latach zauważymy tendencję spadkową i pozytywne skutki promowania wysportowanej sylwetki, regularnej aktywności fizycznej i zdrowej diety. A może nie zobaczymy jej wcale? Istnieje takie ryzyko. Promowany dziś model bycia FIT wpływa głównie na tych, którzy mogą zmieniać zdrowy styl życia na jeszcze zdrowszy, a regularne treningi na jeszcze częstsze i cięższe formy aktywności.

Zbilansowane, kolorowe posiłki (najlepiej 5 różnych w ciągu dnia), aktywność fizyczna realizowana pod okiem trenera personalnego, na wypasionej siłowni, a trening zwieńczony honorowym selfie w lustrze. Tak to wygląda w wykonaniu większości modnych dziś „fitfreaków”.

Czy to służy zwykłym ludziom?

Nie wiem. Nie mam za to wątpliwości co do tego, że promowane dziś trendy żywieniowo – treningowo – sylwetkowe mogą przynieść równie wiele szkody, co pożytku.

Weźmy na tapet statystycznego Polaka w średnim wieku. Wychowany na tradycyjnej, polskiej kuchni, pracujący co najmniej 8 h dziennie, od małego uczony, że „problemy ze zdrowiem rozwiązuje się u lekarza i w aptece” (co jest faktem, ale pomijanie wpływu żywienia na zdrowie jest notoryczne i jednocześnie bardzo krzywdzące). Nierzadko decyzje zakupowe podejmuje za niego aktualna gazetka promocyjna, a głównym źródłem na temat zdrowego stylu życia jest sąsiadka, koleżanka z biura albo telewizyjna reklama.

I to nie jest jego wina. Nie każdy musi mieć wiedzę na temat zdrowego odżywiania, medycyny, biochemii i fizjologii. Tych (jakże potrzebnych!) kompetencji nie nabywamy w szkole, a w dzisiejszych czasach jest tak dużo źródeł wiedzy, że trudno ocenić, które jest naprawdę warte naszego zaufania.

Jest jednak coś, co posiada zdecydowana większość z nas. To wypadkowa naszych doświadczeń, intuicji, potrzeb i oczekiwań. Świadomość.

Nie musisz być dietetykiem, żeby wiedzieć, że chipsy popijane gazowanym, słodkim napojem nie są dla Ciebie lepsze, niż porcja świeżych, sezonowych owoców.

Nie musisz być fizjoterapeutą, by dojść do wniosku, że siedzenie 8 h non stop nie służy Twojemu samopoczuciu i nasila ból pleców.

Nie musisz być trenerem personalnym, by stwierdzić, że im bardziej aktywny jesteś w ciągu dnia, tym lepiej wygląda Twoje ciało.

Co najważniejsze, nie musisz być FIT tylko dlatego, że to teraz tak bardzo modne. Nie ma jednego słusznego przepisu na zdrowy styl życia. Możesz stopniowo wprowadzać kolejne, drobne zmiany do swojej codzienności. Możesz robić to tak wolno, jak tylko chcesz. W ogólnym bilansie i tak będziesz na plus – każda zmiana, którą wprowadzisz i tak będzie czymś więcej, niż brak zmiany. Najsilniejsze pozytywne skutki małych zmian poczują osoby, które przez ostatnie lata nie zwracały uwagi na to, jak się odżywiają czy jaki wpływ na ich zdrowie ma siedzący tryb życia.

Fakt – w mediach jest promowany określony model sylwetki, a na Instagramie rekordy popularności biją tak samo płaskie brzuchy. Jednak nie próbuj dążyć do ideału i powielać aktualnego wzorca „FIT OSOBY”, bo coś takiego zwyczajnie nie istnieje. Kilkadziesiąt lat temu słuchaliśmy, że „kochanego ciałka nigdy za wiele”, w latach dziewięćdziesiątych mogliśmy obserwować w reklamach szczupłe, ale niewychudzone modelki, a kilkanaście lat temu świat mody zaczął promować skrajnie szczupłe sylwetki, które aktualnie ustąpiły miejsca ciałom wysportowanym.

Moda zmienia się wraz z biegiem lat, ale niektóre rzeczy pozostają niezmienne: to, co jesz i to na ile jesteś aktywny wpływa nie tylko na to, jak wyglądasz. To inwestycja w zdrowie i w przyszłość. Zamiast poddawać się w obawie, że nigdy nie będziesz wystarczająco „fit”, po prostu zacznij.

Niech pierwszym krokiem będzie określenie obszarów, nad którymi chcesz pracować (z możliwie największą precyzją przy formułowaniu tych rzeczy), a kolejnym rozbicie ich na podpunkty. Niech każdy podpunkt będzie jedną rzeczą, którą możesz zacząć robić na rzecz realizacji większego celu. Wprowadzaj w życie kolejne zasady dopiero wtedy, gdy przetestujesz i włączysz do codzienności jedną z nich. Nie potrzebujesz do tego modnych ciuchów, ładnego bidonu na wodę, kolorowych butów do biegania, ani dziesiątek różnych akcesoriów. Na początku niezbędne są wyłącznie Twoje dobre chęci. Tylko tyle i aż tyle.

Nie rób wszystkiego na raz, daj sobie czas, podążaj za swoim planem w swoim tempie i rób to dla siebie. Tylko i wyłącznie! Dla swojego zdrowia, samopoczucia, siły i sylwetki.

Temat zakwaszenia organizmu jest bardzo popularny w mediach. Według teorii spożywanie w nadmiarze produktów zakwaszających prowadzi do wielu różnych chorób, w tym metabolicznych, autoimmunizacyjnych, alergicznych, chorób żołądka, układu nerwowego oraz prowadzi do przewlekłego zmęczenia i wypadania włosów itp. Powstało na ten temat wiele artykułów, audycji radiowych i telewizyjnych oraz książek. Sama nawet kiedyś ładnych parę lat temu kupiłam książkę na ten temat i czytałam z wypiekami na twarzy jak o jakiś magicznych nowinkach, o których nikt nigdzie na studiach nie mówiło (jak się później okazało książka była sponsorowana przez firmę sprzedającą suplementy na „zakwaszenie”), lecz wiele faktów jakoś nie bardzo mi się zgadzało, więc postanowiłam pogłębić moją wiedzę o przyczyny powstania tej teorii. Bardzo dużo pacjentów pyta o metody odkwaszenia organizmu. Czy faktycznie możemy zakwasić swój organizm przez niewłaściwe jedzenie?

Teoretycznie produkty zakwaszające to przede wszystkim produkty mocno przetworzone jak słodycze, fast foody, słone przekąski, mięsa, nabiał, biały chleb, alkohol, słodkie napoje. Produkty alkaliczne to przede wszystkim warzywa, owoce, niektóre orzechy czy nasiona.

Czy możemy sobie zakwasić organizm?

Nie do tego stopnia aby był faktycznie o kwasowym środowisku. pH krwi (7,35-7,45) i większości płynów ustrojowych jest stałe, jeśli się zmieni mówimy wówczas o patologicznej kwasicy albo zasadowicy, które zagrażają naszemu życiu. Jeśli taki stan by wystąpił to niestety każda osoba odczułaby to tak mocno, że skończyłoby się to w szpitalu na intensywnej terapii. Możemy co prawda zbadać więcej parametrów we krwi, które mówią nam o stanie kwasowo-zasadowym we krwi niż tylko pH, będą one stanowiły istotną informację o tym, w którą stronę organizm próbuje zbuforować środowisko. Badamy wówczas gazometrię (ale tylko z krwi tętniczej, nie z żyły łokciowej!), czyli stężenie wodorowęglanów, ciśnienie parcjalne dwutlenku węgla i tlenu oraz czasem saturację tlenem.

Skoro już ustaliliśmy, że nasz organizm nie jest zakwaszony w prawdziwym tego słowa znaczeniu to dlaczego tak się nie dzieje? Organizm nasz ma zdolności buforowe. Co to są bufory? Są to mieszaniny takich związków, które mają zdolność „znoszenia” kwasów albo zbyt mocnych zasad. Jeśli faktycznie spożywamy dużo produktów kwasotwórczych (tych wymienionych wcześniej) to dostarczymy dużo jonów kwasotwórczych, takich jak jony fosforu, chloru czy siarki. Organizm aby „zbuforować”, czyli zneutralizować kwasowe jony, musi dostarczyć jony zasadowe, takie jak sodowe, potasowe, wapniowe czy magnezowe, dzięki temu pH krwi jest zawsze na dość stałym poziomie. Co prawda pH moczu może się zmienić (co często widać u osób na dietach wegańskich lub wegetariańskich. pH moczu często jest u nich bardziej zasadowe), ale pH krwi się nie zmieni właśnie poprzez owe bufory.

Jeśli faktycznie spożywamy dużo produktów tzw. kwasotwórczych, to organizm musi wykonać „większy wysiłek” aby tą kwasowość zneutralizować. Może być gorsze samopoczucie, ponieważ będzie miał większe zapotrzebowanie na magnez czy wapń i możliwe są większe niedobory tych pierwiastków zasadotwórczych (choć nie zawsze) i to owe niedobory mogą powodować niekorzystne objawy, ale na pewno spożywanie większej ilości produktów „kwasotwórczych” nie będzie powodem poważnych chorób metabolicznych lub alergicznych, choć może teoretycznie prowadzić np. do zmęczenia.

Widziałam kiedyś filmik, na którym jeden Pan pokazywał jak woda gazowana lub niegazowana ale „gorszych marek” zakwasza – udowodnił to papierkiem lakmusowym, który faktycznie wykazał, że pH wody było kwaśne, nie znaczy to jednak, że owa woda dostarcza nam jonów jedynie zakwaszających, wskazuje nam jedynie jej pH. Jakby ten Pan zbadał papierkiem lakmusowym cytrynę to też by mu wyszło, że jest zakwaszająca, a przecież według wszelkich tabel określających produkty zakwaszające i odkwaszające cytryna jest produktem alkalizującym.

Podsumowując - to, że dany produkt ma kwaśne pH nie znaczy, że jest zakwaszające. Produkt może mieć kwaśne pH, ale będzie dostarczał organizmowi jonów, które tworzą w organizmie zasady. Jeśli produkt dostarcza nam jony zasadowe - ma działanie zasadowe, jeśli zawiera sporo fosforu, chloru, siarki to działa na organizm zakwaszająco.

I na koniec – czy jest sens kupować preparaty i suplementy, które mają na celu „odkwaszenie” organizmu?

Nie ma, ponieważ jeśli w naszej diecie znajduje się woda, warzywa i owoce to wszystko powinno działać bez zarzutów. Teoretycznie nie są to preparaty szkodliwe, ale moim zdaniem nie ma sensu ich kupowanie. Jedynym „preparatem” jaki mogłabym polecić to sproszkowane suszone warzywa lub zioła, lub też np. zielony suszony jęczmień. Przydaje się czasem jak jesteśmy na wyjeździe i nie mamy czasu na duże ilości warzyw czy owoców.

1. Zadbaj o podstawy

    • Urozmaicona dieta – dostarczając wszystkich witamin i składników mineralnych sprawiasz, że Twój organizm jest lepiej odżywiony, co sprzyja kontrolowaniu słodyczowych zachcianek
    • Odpowiednia kaloryczność diety – długi okres diety redukcyjnej o zaniżonej kaloryczności sprzyja zwiększeniu ochoty na każdy rodzaj jedzenia, a na słodycze w szczególności. Słodkości są źródłem łatwo dostępnej glukozy i po wielu latach ich obecności w Twojej diecie, mózg może kojarzyć je z najszybszą dostawą niezbędnej energii (na przykład przez często powtarzające się sytuacje głodu i stresu w pracy lub szkole naprawiane batonikiem z automatu czy słodką bułką)
    • Świadomość zdrowych zamienników – myślenie o zdrowym odżywianiu czy diecie redukcyjnej jako dożywotnim zakazie jedzenia słodyczy, prowadzi do… Niepohamowanej chęci jedzenia słodyczy. Prohibicja nie działa 😊. Zamiast zakazów, wymyśl zamienniki – co może zastąpić Ci ulubione słodycze i dać podobną satysfakcję?

2. Kieruj się Indeksem Glikemicznym – czym jest ten tajemniczy parametr i jak wykorzystywać go w praktyce dowiesz się z naszego artykułu tutaj link do artykułu o IG

3. Wzbogać dietę o składniki wspomagające regulację glikemii.

Należą do nich:

  • Cynamon
  • Morwa biała (np. w postaci naparu)
  • Chrom i jego źródła:

    - drożdże

    - jajka

    - ryby i owoce morza

    - zielony groszek

    - brokuły

    - kiełki

    Te składniki niestety nie sprawią, że już nigdy nie poczujesz ochoty na słodycze, ale jeśli towarzyszą Ci problemy z utrzymywaniem prawidłowego poziomu glukozy we krwi i funkcjonowaniu trzustki w wydzielaniu insuliny, mogą okazać się pomocne. Wymienione produkty sprzyjają utrzymywaniu prawidłowego poziomu glukozy we krwi, co zostało niejednokrotnie udowodnione (najczęściej wśród osób chorujących na cukrzycę typu 2).

    4. Nie dopuszczaj do wilczego głodu – jedz regularnie, a posiłki niech dostarczają energii zbliżonej do Twojego zapotrzebowania (Całkowitej Przemiany Materii lub około 80% CPM, jeśli jesteś na diecie redukcyjnej)

    5. Pij dużo płynów – picie wody lub niesłodzonych płynów między posiłkami sprzyja zachowaniu sytości i regularności posiłków, a regularność spożywania posiłków jest największym sprzymierzeńcem słodyczowego detoksu

    Powyższe rady działają, ale masz szansę się do nich stosować tylko wtedy, gdy zrozumiesz sedno problemu. Nie bójmy się używać tego słowa – nadmierny apetyt na słodycze jest problemem. Utrudnia (a często wręcz uniemożliwia) utrzymywanie kaloryczności codziennej diety na poziomie zbliżonym do wydatku energetycznego. Podnosi ryzyko zachorowania na choroby cywilizacyjne (szczególnie cukrzycę typu 2). Zwiększa udział niezdrowej, przetworzonej żywności i sztucznych dodatków w diecie.

    Skąd się bierze? Być może jesz słodycze po to, by poczuć chwilową ulgę i ukojenie, ponieważ rodzice nagradzali Cię czekoladą po wizycie u lekarza. Może przyzwyczaiłeś swój mózg, że w okresie zmęczenia na uczelni, najszybszym dostawcą jego paliwa, czyli glukozy, jest batonik kupowany niemal każdego dnia w automacie? Może apetyt na słodycze pojawia się w określonych sytuacjach, towarzyszą temu konkretne emocje, pora dnia, określone posiłki?

    Zastanów się, co sprawia, że masz ochotę na słodycze, spróbuj wyeliminować lub zredukować przyczynę (a gdy to niemożliwe, zastanów się, czym możesz zastąpić słodycze w określonych sytuacjach). Gdy wyciągniesz wnioski i połączysz je z wiedzą na temat tego, jak zmniejszyć apetyt na słodycze z uwzględnieniem fizjologii i mechanizmów rządzących naszym organizmem, uwolnisz się od zachciankowego jedzenia słodyczy.

Kupiłeś karnet na siłownię, codziennie próbujesz nowych zdrowych przepisów, wydałeś trochę pieniędzy na buty do biegania - a efektów jak nie było, tak nie ma. Brzmi znajomo? Jeżeli starasz się odchudzać, ale mimo tego spodnie wcale nie robią się luźniejsze, warto zastanowić się nad tym, czy czasami nie robimy jakiegoś błędu. A tych może być sporo.

Mimo tego, że sam proces odchudzania wydaje się być bardzo prosty - jemy mniej, ćwiczymy więcej i tyle - to nie zawsze tak jest. Bardzo wiele osób popełnia dużo błędów, co nie tylko przekłada się na brak efektów, ale może także powodować problemy zdrowotne. Czego więc unikać, kiedy chcemy zrzucić kilka kilogramów?

  • Jemy za mało, ćwiczymy za dużo

Niestety, czasami bierzemy do siebie bardzo dosłownie rady o ograniczeniu jedzenia i zwiększeniu liczby treningów. Bardzo wiele osób je drastycznie mało, jednocześnie ćwicząc codziennie bądź prawie codziennie. Takie postępowanie nie tylko nie przyniesie efektów na dłuższą metę, ale przede wszystkim może poważnie zaszkodzić naszemu zdrowiu, mogąc powodować między innymi problemy z gospodarką hormonalną.

Aby chudnąć, należy jeść. Aby mieć rezultaty treningów, należy także odpoczywać. Diety-głodówki, diety 1000 kalorii czy monodiety, to rozwiązanie tymczasowe - owszem, spowodują one na początku szybki spadek wagi, ale prawie zawsze kończą się powrotem do wagi wyjściowej (bardzo często z nadwyżką) i problemami ze zdrowiem.

  • Nie męczymy się

Nie ukrywajmy: jeśli chcesz zrzucić kilka kilogramów, warto byłoby się trochę zmęczyć. Czasami jednak próbujemy tylko “zaliczyć” trening, nie przykładając się do niego w żaden sposób. Wykonujemy ćwiczenia niedbale, nie zwracając uwagi na technikę i utrzymując takie tempo, żeby się tylko nie spocić i nie zadyszeć. Niestety, w taki sposób trudno myśleć o jakichkolwiek efektach. Dopóki nie będziemy przykładać się do naszych treningów, efekty nie będą zbyt duże; lepiej jest wykonać 3 porządne treningi w tygodniu niż 6 udawanych - warto o tym pamiętać!

  • Nie zmieniamy treningów

Wykonując pewien rodzaj aktywności fizycznej o konkretnej intensywności i z konkretnymi ruchami musimy mieć świadomość że po pewnym czasie nasz organizm się do niej “przyzwyczaja”. Co to dokładnie znaczy? Taki trening staje się mniej efektywny, wymaga od nas mniejszego wysiłku - więc spalamy mniej kalorii, a znane ćwiczenia stają się dla mięśni czymś normalnym i nie są już bodźcem do dalszego rozwoju. Dlatego tak istotne jest urozmaicanie swojego planu treningowego i co jakiś czas podnoszenie sobie poprzeczki. Sugeruję zmianę planu treningowego co 1,5-2 miesiące: dzięki temu nie pozwolimy naszemu ciału przyzwyczaić się zbytnio do danego wysiłku i ciągle będziemy stymulować organizm do utraty wagi lub zmiany sylwetki.

  • Ćwiczymy nieregularnie

Często na początku odchudzania ćwiczymy i trzymamy dietę “zrywami” - czyli zaczynamy tydzień dobrze, wytrzymujemy dwa dni, po czym robimy tygodniową przerwę od treningów i znów zaczynamy od nowa… niestety, to tylko strata czasu. Wiele z nas poddaje się i rezygnuje z ćwiczeń, bo w ciągu dnia zjadło coś niezdrowego - to nie jest rozwiązanie! Nawet, jeśli nam nie wychodzi, starajmy się trzymać regularność - jest dużo istotniejsza niż to, czy idzie nam w 100 % perfekcyjnie. Małe wpadki zdarzają się każdemu, jednak jeśli utrzymujemy regularność, efekty odchudzania i tak przyjdą.

Pamiętajmy, że nie musimy ćwiczyć siedem, sześć, pięć razy w tygodniu - wystarczy porządny trening 3-4 razy na tydzień.

  • Ignorujemy dietę

Nawet biegając maratony, ale jedząc zbyt dużo lub niezdrowo, nie stracimy zbędnych kilogramów. Czasami wykonujemy trening, a tuż po nim jemy czekoladę - bo przecież “zasłużyliśmy”. Właśnie takie działania sprawiają, że nasze starania nie przynoszą efektów. Aby schudnąć, wcale nie musimy się głodzić ani odmawiać sobie wszystkiego, ale mimo wszystko powinniśmy zadbać, aby nasza dieta była zdrowa i odpowiednio zbilansowana.

  • Nieważne czy trening był idealny. Najważniejsze, że go zrobiłeś!

Pamiętaj - niezależnie od tego jaki jest twój cel i ile kilogramów chcesz zrzucić, pamiętaj, że dużo bardziej skuteczne jest coś, co jest zrobione, niż idealne. Twój trening nie musi być najlepszy na świecie, twoja dieta może mieć mnóstwo wtop i wpadek, ale dopóki utrzymujesz regularność i starasz się być konsekwentny - efekty przyjdą prędzej czy później!

 

Lato bez względu na miejsce, w którym je spędzamy z dziećmi powinno być wypełnione atrakcjami. Jest tak krótkie, mija niepostrzeżenie, więc lepiej wycisnąć z niego soku niemal tyle, co z cytryny. Ten wakacyjny czas jednak nie może być cierpki. Niech smakuje relaksem i uśmiechem. Gwarancją dobrego humoru są zabawy. Podrzucamy przepisy na takie, które mogą spodobać się Twojemu dziecku.

Jeśli zwolniłbyś blokadę maszyny losującej wypełnionej tekstami o zmianie nawyków żywieniowych, zapewne trafiłbyś na artykuł zalecający jedzenie 5 posiłków dziennie. To najczęściej powtarzana, uniwersalna zasada zdrowego stylu życia, która na szczęście nie musi być stosowana przez każdego, kto chce schudnąć lub po prostu zacząć żyć zdrowiej.

Fakt – jedzenie 5 posiłków dziennie sprzyja prowadzeniu zdrowego stylu życia

Jedzenie 5 posiłków dziennie jest dostosowane do statystycznego dnia statystycznego Polaka, który:

  • Wstaje rano, szykuje się do pracy, je śniadanie
  • Pracuje 8 h, wypadałoby coś przekąsić w międzyczasie
  • Przychodzi do domu na obiad
  • Do poobiedniej kawy lubi zjeść ciastko, a nawet jeśli nie słodycze, to i tak do kolacji jeszcze daleko
  • A skoro jesteśmy przy kolacji, to i na nią przyjdzie pora

U swoich podopiecznych dość często spotykam się z niską świadomością tego, co faktycznie zjadają w ciągu dnia. W trakcie pierwszej rozmowy słyszę o 3 posiłkach, a podczas analizy dzienniczka żywieniowego, mogę naliczyć ich 7, jeśli uwzględnić każdą przekąskę.

Przy jedzeniu 5 posiłków dziennie można zachować sytość przez cały dzień, optymalnie rozłożyć kaloryczność posiłków i wygodnie dopasować pory posiłków do harmonogramu dnia. Strategia jedzenia 5 posiłków może się sprawdzić tylko wtedy, gdy faktycznie pasuje do naszego stylu życia (czy to jako metoda odchudzania, czy jako pierwszy krok ku zdrowszemu stylowi życia).

A co jeśli nie pasuje?

Mit – trzeba jeść 5 posiłków dziennie, żeby chudnąć i żyć zdrowo

Zastanów się, jak wygląda Twój standardowy dzień. O której wstajesz, o której chodzisz spać? Po jakim czasie od pobudki zaczynasz przygotowywać śniadanie? Ile przed snem jesz ostatni posiłek? Postaraj się uśrednić różne dni i przygotować swój własny szablon posiłków.

Jeśli w pracy nie masz komfortowych warunków nie tylko do przygotowania posiłku, ale nawet do zjedzenia tego, co przygotujesz w domu i dotychczas radziłeś sobie bez jedzenia w pracy, nie musisz rozpoczynać zmian od tego obszaru. Zadbaj jednak o to, żeby szczegółowo zaplanować posiłki w dalszej części dnia. Narażając się na odczuwanie głodu (co jest wysoce prawdopodobne po 8 h bez jedzenia), zwiększasz ryzyko rzucenia się na jedzenie i pochłonięcia go w większych ilościach, niż standardowe II śniadanie i obiad razem wzięte. Przy mniejszej liczbie posiłków jeszcze bardziej trzeba dbać o urozmaicenie diety i korzystanie z różnorodnych produktów, rozmaitych owoców i warzyw – tylko w ten sposób jesteśmy w stanie pokryć dzienne zapotrzebowanie nie tylko na kalorie, ale też substancje odżywcze, niezbędne dla zdrowia i dobrego samopoczucia.

Czy da się schudnąć jedząc trzy posiłki dziennie? Oczywiście, że tak!

  • W pierwszej kolejności należy zadbać o jakościowy aspekt diety – sięganie po sezonowe warzywa i owoce, wykluczenie przetworzonej żywności, kupowanie zdrowych produktów, ale niekoniecznie tych z napisami „eko i bio”, ale standardowych produktów spożywczych powszechnie uznanych za zdrowe – im krótszy skład produktu (i znajomo brzmiące pozycje na liście), tym lepiej
  • Drugim krokiem jest dostosowanie kaloryczności diety do dziennego zapotrzebowania – być może wystarczy intuicyjne zmniejszenie porcji, ale jeśli ta strategia okaże się nieskuteczna, warto dążyć do podaży kalorii na poziomie 80% Całkowitej Przemiany Materii

Jedzenie 3 lub 4 posiłków dziennie sprawdzi się u osób, które lepiej funkcjonują jedząc duże porcje o zbliżonej wielkości w każdym posiłku, a także u tych, które przez intensywny tryb dnia nie mają czasu na jedzenie co 3 h.

Chcesz zmienić liczbę posiłków?

Zrób to, ale nie zmieniaj kompozycji posiłków i ogólnej kaloryczności diety – jeśli zwiększysz liczbę posiłków, musisz subtelnie zmniejszyć ich porcje, a jeśli odrzucisz 1 lub 2 posiłki z aktualnego sposobu odżywiania, adekwatnie zwiększ główne posiłki.

Wprowadzanie „tylko jednej dużej zmiany”, to uniwersalna zasada. Niezależnie od tego, co zmieniasz w swoim stylu życia, staraj się nie wprowadzać więcej niż jedna duża zmiana w danym momencie. Testując jednocześnie kilka nowych rozwiązań i strategii, nie będziesz wiedział które okazało się dla Ciebie skuteczne, ani które zawiodło.

Pamiętaj, że odchudzanie czy zmiana nawyków żywieniowych to zajęcie na całe życie. Nie szukaj najlepszych możliwych metod – szukaj rozwiązań, które naprawdę jesteś w stanie wprowadzić do swojej codzienności.

Strona używa plików cookies, aby ułatwić Tobie korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych. Więcej informacji