Z nami zdrowo
Zaloguj się

Logowanie

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Pamiętaj mnie
Zaloguj się za pomocą konta
Aktualności 2020-06-23

10 przykładowych produktów, które można określić mianem superfoods

Moda na superfoods trwa w najlepsze! Popyt na produkty, które dostały te zaszczytne miano

... Czytaj więcej...

Angelika Pióro - Personal Trainer & Fit Mom

Ania Dziedzic

Chujowa Pani Domu

Dominika Kuchta

Dr Lifestyle

Ewa Trusewicz

Ina Rybarczyk - True Taste Hunters

Iwona Guzowska

Magda Heba

Marta Hennig

Marzena Michalec

Sylwia Majcher

Kiedy twoja koleżanka z entuzjazmem chodzi na każde zajęcia w klubie fitness - ty cieszysz się, kiedy je odwołano i możesz spokojnie zostać w domu. Bywa, że planujesz trening, ale potem odkładasz go ciągle w czasie, aż dzień się skończy i będzie można powiedzieć: “za późno”. A może po prostu cały czas obiecujesz sobie, że od jutra będziesz ćwiczyć pełną parą, a następnie… czekasz na kolejny poniedziałek. 


 
Brzmi znajomo? Dlaczego jednym tak ciężko zabrać się do ćwiczeń? Wbrew pozorom, to często wcale nie wina braku motywacji - oto 5 powodów, dla których ciągle nie czujesz podekscytowania, kiedy myślisz o ćwiczeniach.
 
1. CZEKASZ NA MOTYWACJĘ
 
O motywacji napisano już setki artykułów, książek i nagrano kilkadziesiąt filmów w internecie. Problem jednak polega na tym, że czekanie na motywację do ćwiczeń, jest jak u pisarza czekanie na wenę: może przyjść, ale niekoniecznie. A książki trzeba pisać. I ćwiczyć też trzeba.
 
Często powtarza nam się, że do treningu trzeba być zmotywowanym, ale… to nie do końca tak wygląda. Ogrom ludzi, których podziwiasz za to, że ciągle regularnie ćwiczą i jedzą zdrowo więcej ma w sobie dyscypliny i zasad, niż motywacji. 
 
Motywacja jest też bardzo kapryśna: jednego dnia możemy przenosić góry, a drugiego chcemy zawinąć się w kokon i nie robić nic. Jeśli więc ciągle czekasz tylko na te przebłyski, w których ci się chce… nic dziwnego, że przez większość czasu się nie chce.
 
Jedno jest pewne: czas przestać idealizować motywację i czekać na chęci, bo właśnie to najczęściej powstrzymuje cię przed kolejnym treningiem.
 
2. PLAN? NIEWYKONALNY!
 
Postanowiłeś, że będziesz ćwiczyć - zaczynasz w ogóle albo chcesz po prostu dokręcić śrubę. Rozpisujesz plan, zapisujesz się na milion zajęć, a potem… nic z tego nie wychodzi. I znowu: mógłbyś zganić wszystko na tę przeklętą motywację, która nie przyszła, ale prawda jest taka, że to nie motywacja zawiniła.
 
Zawinił plan.
 
Bywa, że stajemy się niewolnikami tabelek i harmonogramów. Próbujemy rozpisać idealny plan treningowy, który zapewni nam szybkie efekty, codzienne treningi, wycisk… a potem przychodzi życie i już drugiego dnia skutecznie nam udowadnia, że z naszej perfekcyjnej tabelki nici.
 
Zamiast tworzyć plan, który może i wygląda ambitnie, ale jest kompletnie niewykonalny (chyba, że rzucisz pracę, jedzenie, znajomości oraz założysz, że codziennie będzie ci się chciało), stwórz plan MINIMUM. Dokładnie. Minimum. Czyli minimalną ilość treningów, które chcesz wykonać w ciągu tygodnia, żeby być zadowolonym.
 
Co jest ważne: uwzględnij w planie to, że wracasz późno z pracy, że w środy masz stresujące spotkanie, po którym nic ci się nie chce, że w piątek widzisz się ze znajomymi. Plan musi uwzględniać twoje życie, żeby nie dochodziło ciągle do momentu, w którym musisz wybierać między jedną rzeczą, a drugą.


 
3. TRENING NIE DLA CIEBIE
 
Czasami wybieramy aktywność kierując się modą, obietnicą szybkich efektów czy tym, że ktoś to poleca i u niego się sprawdza. W ten sposób zmuszamy się do biegania czy siłowni, podczas gdy jesteśmy chorzy na samą myśl o kolejnym tego typu treningu.
 
Nie jesteś profesjonalnym sportowcem, żeby musieć wykonywać taki trening, jaki musisz i kropka. Masz wybór. A skoro tak - to zacznij szukać aktywności, która chociaż w małym stopniu sprawia ci przyjemność czy daje satysfakcję. Inaczej nie będzie to miało żadnego sensu, a ty możesz zapomnieć o motywacji.
 
4. RUTYNA I NUDA

Jeśli od trzech lat chodzimy na te same zajęcia fitness, na których powtarzamy te same ćwiczenia, albo jeśli codziennie biegamy ten sam dystans tą samą trasą - nic dziwnego, że nie możemy się zabrać do ćwiczeń. Nuda i rutyna skutecznie zabiją nawet największą pasję, warto więc zadbać o to, żeby co jakiś czas dostarczać sobie innych bodźców i próbować nowych rzeczy.
 
Trening biegowy? Może inna trasa, może bieg ze znajomym, może zmiana tempa, prędkości, rodzaju treningu? Zapisanie się do grupy biegowej?
 
Siłownia? Może zamiast treningu w pojedynkę - zajęcia grupowe? Albo inne sprzęty? Inny rodzaj wysiłku?
 
Spróbuj dostarczać sobie różnych bodźców - na samą myśl o czymś nowym, będziesz dużo bardziej podekscytowany myślą o ćwiczeniach. Podziękuje ci też za to twoje ciało - ono też nie lubi rutyny treningowej.
 
5. TWÓJ TRYB ŻYCIA
 
No i ostatni, ale nie najmniej ważny powód - czasami trudno zabrać ci się do ćwiczeń, bo… przeszkadza w tym twój tryb życia.
 
Jeśli ciągle nie dosypiasz, nie dbasz o sen - nic dziwnego, że nie będziesz miał energii do ćwiczeń.  
Jeśli jesz niezdrowo, za mało - będzie to miało wpływ na twoją wytrzymałość i efekt na treningach. 
Jeśli masz w życiu sporo stresu, to intensywny trening sprawi, że być może poczujesz się jeszcze gorzej (więc zaczniesz go unikać).
 
Nasz trening musi być dostosowany do aktualnej sytuacji życiowej. Jeśli obecnie mamy mnóstwo pracy, to dobrym pomysłem będzie postawienie na krótkie treningi, które można gdzieś “wcisnąć”. Jeśli mamy sporo stresu, to zamiast interwałów lepiej byłoby pójść na wyciszającą jogę. 


 
Dostosowanie ćwiczeń do naszego trybu życia to już pierwszy krok, który sprawi, że nagle motywacja przestanie być taka ważna… bo uda nam się tak wpleść trening w dzienny harmonogram, że nie będzie to wymagało aż takich poświęceń.
 
NIE CZEKAJ NA MOTYWACJĘ - ZACZNIJ OD SIEBIE
 
Zamiast więc po raz kolejny czekać na poniedziałek, nowy tydzień, miesiąc czy rok - zacznij od razu i wprowadź konkretne zmiany. Spójrz szczerze na swój plan zajęć, pomyśl, na co masz ochotę - i zacznij się w ten sposób ruszać. Zanim się obejrzysz, będziesz osobą, o której inni będą myśleć: “ciekawe, skąd on ma ciągle motywację do ćwiczeń!”.
 
 

Risotto z pesto, risotto z kurczakiem, w sezonie ze szparagami, a nawet na słodko! Przepisów na kreatywnie pichcone dania z ryżu można zebrać całą kolekcję. Jeśli chcecie wiedzieć, jakie sekrety na doskonałe risotto mają najlepsi włoscy kucharze – to trafiliście doskonale. Przed Wami przepisy, dzięki którym docenicie potencjał tego dania. Ono potrafi zaskoczyć. 


 
Risotto nie wymaga szczególnego kulinarnego obycia. Da się je całkiem sprawnie okiełznać. Ma kilka walorów – jest łatwe w przygotowaniu, niskokaloryczne i dość uniwersalne. Sprawi sycącą frajdę dzieciom, tym co nie jedzą mięsa i takim, które bez niego nie wyobrażają sobie obiadu. To wszystko sprawia, że na polskie stoły wdziera się szturmem. Jedzeniowe plotki głoszą, że sam pomysł takiego przyrządzania ryżu wywodzi się ze słonecznych Włoch. Jednak, gdy sięgniemy do talerza z nim głębiej, okazuje się, że korzenie przepisów wcale nie są takie oczywiste. 
 
Kto naprawdę ugotował risotto?
Opinie na temat tego, skąd risotto przywędrowało do Włoch, są podzielone. Część kulinarnych historyków twierdzi, że przepis ten Marco Polo przywiózł z dalekich Chin. Inni z kolei są przekonani, że to włoscy wojownicy przywieźli go z wypraw krzyżowych. W tamtych czasach bowiem Arabowie dobrze już znali taki sposób przyrządzania ryżu. Istnieje też pogląd, iż przepis na risotto do Włoch  trafił z przeciwnej strony – z Neapolu, gdzie w XIV wieku Hiszpanie sprowadzili ryż i zaczęli eksperymentować z jego przyrządzaniem. 
Niezależnie od tego, w czyjej kuchni naprawdę narodził się pomysł na risotto, bez wątpienia to Włosi przez wieki wykazywali największą fantazję w wymyślaniu kolejnych sposobów na przyrządzanie ryżu. I to oni nadali mu właściwą rangę. Przekonali świat, że zwykły ryż może mieć wyrafinowane oblicze. Powtarzana namiętnie historia nawet głosi, że ile gospodyń we Włoszech, tyle przepisów na risotto. Na szczęście wiele z nich bez oporów dzieli się swoimi sekretami.  Dzięki temu każdy po odpowiednio długim treningu może serwować wyborne risotto. 

Ryż ma znaczenie
Podstawą dobrze przyrządzonego risotto jest ryż i jego dobre ugotowanie. Włosi mają znakomite rodzaje ziaren - Arborio i Vialone. Są tak wyjątkowe, że nawet wyczuli na ryżowe wdzięki Japończycy wybierają go chętniej niż swoje rodzime. Sam przepis na ugotowanie ryżu nie jest wymyślny, ale sekret doskonałości tkwi w doświadczeniu. Najlepsi kucharze przyznają, że dopiero po kilu próbach udało im się tę sztukę dobrze opanować. 
Perfekcyjne risotto musi być kremowe, gęste i aksamitne. Aby się to udało, na początku w rondlu rozgrzewamy oliwę lub masło, na którym łagodnie zeszklimy cebulę. To właściwy moment, by wsypać ryż i dolać bulionu lub wina. Potem czekamy, aż ryż wchłonie płyn, po czym ponownie go dolewamy – i powtarzamy ten gest do uzyskania miękkości wszystkich ziarenek ryżu. Ryż jest gotowy, gdy ziarenka zyskują miękkość, ale nie rozpadają się przy mieszaniu. Ta drobna różnica ma ogromne znacznenie. Podczas przyrządzania tej potrawy nie można się więc śpieszyć – ryż musi mieć czas, by zmięknąć, a płyn – by wyparować. Zarezerwujcie sobie co najmniej pół godziny. Naprawdę warto. 
Ryż zawsze gotujemy na niewielkim ogniu, często mieszając. Bulion, jakiego używamy powinien być domowy. Kostka rosołowa jest zabroniona absolutnie, ona tylko zepsuje smak dania. Zaszkodzi mu i nie da się tej porażki naprawić. Bulion może być warzywny lub mięsny. Do delikatniejszych rodzajów risotto lepiej wybierać roślinny, by nie zniszczył potencjału dania. 

Przepis 1: Najprostsze risotto
Gdy już przygotujemy ryż, dodajmy do niego czubatą łyżkę parmezanu. Najlepiej, by był świeżo starty, ponieważ wtedy zyskuje niepowtarzalny smak. Doprawiamy potrawę białym pieprzem i posiekaną natką pietruszki. Risotto można posolić – tutaj trzeba jednak uważać, szczególnie jeśli przygotowany bulion też wcześniej doprawialiśmy. I tu niektóre włoskie gospodynie stawiają kropkę, bowiem tak przygotowane risotto może występować na talerzu w roli dodatku do mięs czy ryb. I cieszyć się uznaniem. Dobrze jest jednak zrobić kolejny krok i poznać risotto w formie samodzielnego dania. W włoskich restauracjach pojawia się jako wstęp do mocniejszego obiadu. W karcie znajduje się wśród pierwszych dań, w sąsiedztwie makaronu zresztą. 
 
Przepis 2: Risotto z groszkiem i pesto
W tym typowo włoskim połączeniu pesto dozwolone jest jedynie świeże, ukręcone przed momentem z bazylii, sera, czosnku i soku z cytryny. Pachnie obłędem i zachwyca wyglądem i rozprasza smakiem. Gdy już je mamy, przygotowujemy ryż powtarzając wszystkie etapy z pierwszego przepisu z tą uwagę, że bulion zamieniamy koniecznie na wino. Mniej więcej w połowie gotowania ryżu dodajemy groszek. W sezonie najlepiej świeży, poza sezonem natomiast możemy sięgnąć po groszek mrożony. 
Gdy ryż jest już gotowy, dodajemy do niego parmezan i przygotowane pesto. Wyśmienity efekt uzyskamy, posypując danie liśćmi rukoli i niewielką ilością uprażonych orzeszków piniowych. Mam nadzieję, że już jesteście głodni. A to jeszcze nie wszystko. 


 
Przepis 3: Risotto na słodko
To propozycja dla miłośników kokosowego smaku. Aby risotto uzyskało wyjątkowo słodki aromat, przepis musimy zmodyfikować już na etapie gotowania ryżu. W rondelku rozgrzewamy masło, a na nim, zamiast cebuli, prażymy wiórki kokosowe (około 30 g). W drugim naczyniu przygotowujemy płyn zamiast bulionu – podgrzewamy mleko i wodę kokosową (około 400 g). Gdy wiórki zyskają złocisty kolor, dodajemy ryż i wodę kokosową – gotujemy ryż tak samo jak w podstawowej wersji, do miękkości ziarenek, zamieniając tylko składniki.
Gotowe risotto doprawiamy na słodko – wiórkami kokosowymi, płatkami migdałów czy czekoladą. W tej wersji potrwa z ryżu może być daniem głównym, ale i deserem. Na finiszu warto ją przyzdobić świeżymi owocami


 
Przepis 4: Risotto z kurczakiem i warzywami
To jeden z najbardziej popularnych przepisów na risotto w Polsce. Sycąca, wartościowa i smaczna potrawa z kurczakiem i warzywami świetnie sprawdzi się w porze obiadowej. Na oliwie smażymy cebulkę aż do zeszklenia. Następnie odsuwamy ją na bok i na łyżce masła smażymy pokrojonego w kostkę kurczaka, doprawionego solą i pieprzem. Gdy mięso się podsmaży, dosypujemy ryż. Podlewamy winem i czekamy aż odparuje.
Teraz pora na warzywa. W tym zakresie mamy spore pole do popisu. Z pewnością w naszym daniu powinna znaleźć się cukinia i papryka, jednak możemy sięgnąć także po inne sezonowe warzywa – pomidory, marchew, a nawet pieczarki. Smażymy je i przyprawiamy papryką słodką i ostrą, tymiankiem, kurkumą i oregano. Następnie dolewamy bulionu i gotujemy tak, jak w podstawowym przepisie. Do gotowego risotto dodajemy parmezan, 2 łyżki masła i rukolę. Risotto w wersji z kurczakiem i warzywami jest kolorowe, pożywne i pyszne!


 
Przepis 5: Risotto z porem i szparagami
To propozycja bardzo sezonowa – takie risotto przyrządzimy wyłącznie w sezonie na szparagi. Przygotowanie dania według tego przepisu jest banale, więc warto je zapamiętać i wyciągnąć, gdy zabraknie pomysłu na szparagi. Zaczynamy od oczyszczenia i pokrojenia szparagów na 2 cm kawałki i sparzenia ich w bulionie. Pokrojonego pora smażymy na samym początku razem z cebulką. Dodajemy ryż i gotujemy zgodnie z podstawowym przepisem. Szparagi dorzucamy już na końcu, razem z parmezanem i natką pietruszki. Danie możemy doprawić pieprzem i skórką z cytryny. 


Buon appetito!

Smakosze są wyjątkowo wdzięczni do obdarowywania prezentami. Ucieszy ich każde wsparcie w kuchni. Mają słabość do gadżetów ułatwiających przygotowywanie aromatycznych dań, więc warto przy wyborze niespodzianek wiedzieć, jakie hity kulinarny rynek ma w ofercie. I choć w kalendarz sugeruje, że mamy czas na kompletowanie podarunków, nie zostawiajmy tych decyzji na ostatnią chwilę. Niech te zakupy i nam sprawią frajdę. 

Jesień jeszcze otula nas swoim szelestem i rozpieszcza w tym roku słoneczną aurą, co może dawać złudne wrażenie, że na wybór prezentów mamy sporo czasu. Tymczasem zima nieubłagalnie drepcze ku naszej rzeczywistości, a razem z nią co najmniej kilka prezentowych okazji do wykorzystania. Planowanie upominków, które wywołają uśmiech na twarzach naszych najbliższych może być i dla nas przyjemnością niebywałą, tylko nie powinniśmy takich refleksji snuć w pośpiechu. Dobra herbata, ciepły koc i kartka w ręku – to właściwy scenariusz do zrealizowania w tej sprawie. Jeśli w gronie rodziny lub przyjaciół mamy smakosza, kogoś kto kocha mieszać w garnkach i wypatruje z zapałem czasu emisji programów kulinarnych, przygotujmy dla niego coś pysznego. 

Zamiast ciepłych skarpet

Skarpety w ciastka i sweter z pierniczkami możemy sobie darować. Kuchcik wie, co mu z sercu gra i nie musi tego demonstrować światu garderobą. On pokazuje siebie przez pryzmat swoich smakołyków i w ich przygotowaniu potrzebuje wsparcia. Mamy obfity wybór i z lekkością dostosujemy go do naszych finansowych możliwości. Zadanie ułatwią też odpowiedzi na konkretne pytania, bo prezenty dla smakoszy można podzielić na kilka kategorii:

·       Coś, czego jeszcze nie ma w swojej kuchni

·       Coś, co zdecydowanie ułatwi mu kulinarne życie

·       Coś, co bezpośrednio ucieszy jego podniebienie

Pakiet pomysłów niech będzie inspiracją, można go dowolnie modyfikować i dostosowywać do konkretnych osób. 

Zestaw noży kuchennych… i nie tylko!

To propozycja nie tylko dla osób, które mogą przeznaczyć na prezent dużo gotówki. Na rynku dostępnych jest mnóstwo produktów, które spokojnie mieszczą się w skromnym budżecie. Nie chodzi przy tym o zwykłe noże (chyba, że mamy dość narzekania naszego kulinarnego przyjaciela na jego stary komplet), ale o nieco bardziej wyrafinowane narzędzia. Nie każdy wie, że zioła powinno się siekać specjalnie wygiętym ostrzem. Taki prezent może sprawić, że nasz smakosz poczuje się prawdziwym fachowcem. Kosztuje od 30 do 50 złotych, a dostarczony z doniczką świeżych ziół będzie wyglądał pysznie i zachęcał do natychmiastowego wypróbowania. 

Ostre cięcie 

Jeden porządny nóż szefa kuchni kosztuje kilkaset złotych. To inwestycja na lata, więc jeśli nad nią się zastanawiacie, może warto ją sfinansować z kilku źródeł? Namówicie rodzinę czy przyjaciół do wsparcia takiego prezentu. Zamiast kupować kilku osobnych – zatroszczcie się o jeden wyjątkowy, który pokroi tony marchewek, kalarepy i poradzi sobie z najtwardszą dynią. Nóż dopasowany do wielkości dłoni może mieć nawet personalizowany grawer z imieniem domowego szefa kuchni. 

Przydatne drobiazgi

Elektryczny korkociąg, obieraczka do cytrusów, specjalne okulary do krojenia cebuli, oryginalne foremki, słój z kranikiem na lemoniadę, zestaw do domowego sushi, stojak na książkę kucharską, notes na przepisy, fartuszek z imieniem, tablica z listą zakupów, zestaw woreczków na zakupy, , młynek do przypraw, podręczna kawiarka, stylowe miarki, deska do krojenia to gadżety, których cena nie przekracza 50 złotych, a będą wsparciem dla kulinarnego talentu obdarowanego. Te rzeczy nie zagracą też kuchni, co w przypadku kolekcjonerów smakoszy ma znaczenie niebywałe, bo przecież oni sami regularnie uzupełniają swoje zestawy. 

Voucher do restauracji

Taki prezent ucieszy zarówno tych, którzy kochają gotować, jak i tych, którzy po prostu lubią dobrze zjeść. Wybierając lokal, bądźcie oryginalni i zasugerujcie się zasłyszanymi potrzebami. Może Wasz bliski wspominał o restauracji, którą polecała jego ulubiona krytyczka kulinarna? Albo po podróży do Gruzji ma apetyt na powtórzenie wrażeń w miejscowych warunkach. Zróbcie rekonesans i zafundujecie mu bilet, który ucieszy jego kubki smakowe. Coraz więcej restauracji ma taką opcję w swojej ofercie. Zaproszenie jest pięknie zapakowane, więc od razu podsyca apetyt. 

Kurs kulinarny

Aromatyczny ramen, domowo kręcony makaron albo pieczenie ciast bez mąki i masła. Propozycji kulinarnych szkoleń jest mnóstwo. Można je dostosować do preferencji, wieku umiejętności obdarowywanego. Może ktoś marzy o lekcji z ulubionym szefem kuchni? Albo chciałby okiełznać lepienie bezglutenowych pierogów. Wszystko jest do zrobienia, biletem na zajęcia możecie ułatwić swojemu smakoszowi zadanie.

Smaczny prezent

Smakoszom przyjemność można też zafundować we własnej kuchni. Co powiecie na zestaw kruchych ciasteczek obwiązanych wstążką albo trufle kokosowe? Pysznie sprawdzą się domowe nalewki, rozgrzewające napary i tradycyjne pierniki.  Te wykonane własnoręcznie zyskują sentymentalną wartość. Ułożone wdzięcznie w tekturowym pudełku lub puszce przypominają wyrażają nasze uczucia. I zasmakują każdemu. 

Przepis na pyszne pierniki:

·       100 g masła

·       2 jajka

·       400 g miodu

·       500 g mąki (najlepiej żytniej)

·       200 g cukru

·       2 łyżeczki sody oczyszczonej

·       Łyżeczka cynamonu

·       ½ łyżeczki goździków

W niewielkim rondlu rozpuścić masło, cukier i miód. Pozostawić do ostudzenia. Dodać wszystkie pozostałe składniki i wyrobić na gładką masę. Ciasto rozwałkować na posypanej mąką blasze i za pomocą foremek wyciąć pierniczki. Piec w temperaturze 220 st. C przez około 20 minut. Upieczone i ostudzone pierniczki polewamy rozpuszczoną czekoladą. Z kandyzowanej skórki pomarańczowej lub specjalnej polewy możemy stworzyć spersonalizowany napis lub kształt – serduszko, gwiazdkę itp. Zanim trafią do rąk obdarowywanego, pierniczki powinny postać kilka dni w zamkniętym słoju, gdzie dojrzeją i zmiękną. Zawinięte pojedynczo w papier, w pięknym pudełku, z pewnością zachwycą naszego smakosza (i pozostałych gości, którzy na pewno nie powstrzymają się przed podjadaniem!)

Trufle czekoladowe

·       100 ml śmietany 36%

·       3 łyżki miodu

·       300 g czekolady gorzkiej

·       100 g ugotowanej kaszy jaglanej

·       Skórka z pomarańczy

·       3 – 4 łyżki posiekanych orzechów

Śmietanę podgrzać z miodem, do gorącej dodać posiekaną czekoladę i mieszać do rozpuszczenia. Potem połączyć z zimną kaszą i skórką z pomarańczy. Masę wyłożyć do miski i schłodzić w lodówce przez godzinę aż stwardnieje. Zimną wyjąć, lepić niewielkie kulki, a każdą obtaczać w posiekanych orzechach lub kakao.

Ciastka od Mikołaja

·       150 g masła

·       100 g cukru

·       2 żółtka

·       skórka otarta z 1 dużej pomarańczy

·       250 g mąki

·       50g gorzkiej czekolady

Masło utrzeć z cukrem do białości, a potem do masy dodać żółtka i dalej ucierać aż krem będzie puszysty. Następnie wsypać skórkę z pomarańczy oraz mąkę i zagnieść ciasto Ciasto schłodzić w lodówce przez 30 minut. Wałkować na grubość około 5 centymetrów i wycinać foremkami dowolne wzory. Nagrzać piekarnik do 180 stopni i piec niecałe 10 minut. Wystudzić i dekorować rozpuszczoną czekoladą, cukrem pudrem lub zostawić czyste. 

Chałwa piernikowa

·       300 g sezamu

·       łyżka oliwy lub oleju

·       łyżka miodu

·       4łyżki kakao

·       Łyżeczka przyprawy do piernika bez mąki

 

Sezam uprażyć na suchej patelni i ciepły przełożyć do blednera. Zmiksować na dość gładką masę z olejem lub oliwą. Dodaj miód, kakao, przyprawę do piernika. Wymieszać dobrze. Masę wyłożyć do formy do pieczenia lub silikonowego pudełka. Włożyć do lodówki na 3-4 godziny. Po tym czasie chałwę wyjąć i pokroić na mniejsze kawałki. 

Widząc ten tytuł sporo osób pewnie pomyśli, że wkradła się tu jakaś literówka i że tytuł artykułu powinien brzmieć: “dlaczego nie powinieneś tego jeść”. Otóż nie! Ten tekst powstał po to, żeby przekonać was, że jest właśnie zupełnie odwrotnie - jeśli chcemy być fit i utrzymać to przez całe życie, jak najbardziej w naszej diecie mogą (a nawet powinny) znaleźć się rzeczy, które normalnie uważane są za niezdrowe i zakazane.

Zdziwieni? Mam nadzieję!

Zastanówmy się nad tym tematem. Największy problem, jaki mają ludzie ze zdrowym trybem życia - to najczęściej dieta. Albo nie potrafimy się jej trzymać, albo nie mamy motywacji do jej wprowadzenia lub tak wkręcamy się w pilnowanie tego, co jemy, że zaczynamy żyć w świecie pełnym zakazów, nakazów i restrykcji. Dla większości osób dieta jest więc czymś, z czym męczą się non stop - albo są na diecie, albo od jutra na nią przechodzą, albo właśnie z nią kończą, bo mają już dosyć.

ZERO - JEDEN, CZYLI SYSTEM, KTÓRY NIE DZIAŁA

Dieta sprawia nam tak wiele problemów, bo ciągle podchodzimy do niej w sposób zero-jedynkowy. Albo rezygnujemy ze słodyczy, planujemy posiłki i liczymy kalorie, albo mówimy sobie: “a dobra, już dzisiaj i tak źle zjadłam” i zaczynamy prawdziwą ucztę, bo przecież zdrowo zaczniemy znowu od poniedziałku, a dzisiaj sobie pozwolimy “na zapas”. 

Problem polega na tym, że właśnie przez takie podejście nie jesteśmy w stanie niczego zmienić i wytrwać w zdrowym trybie życia. Podchodząc do jedzenia w sposób “wszystko albo nic” - porażka jest gwarantowana. Dlaczego? 

Bo jesteśmy tylko ludźmi. Będą nam się zdarzać urodziny, imprezy, niespodziewane wypady na pizzę i spotkania ze znajomymi. Będziemy więc łamać swoje zakazy i sięgać po produkty, z których mieliśmy zrezygnować… i to jest okej. Jeśli jednak podchodzimy do diety zero-jedynkowo, to po każdym takim “zgrzeszeniu” będziemy odpuszczać całkowicie, bo przecież lepiej zacząć jutro od nowa.

I to jest najczęściej powód, przez który nie lubimy zdrowego odżywiania, nie mamy efektów i wydaje nam się, że całe życie jesteśmy na diecie, co powoduje niesamowitą frustrację… i brak motywacji.

WYSTARCZYŁOBY PODEJŚĆ DO SPRAWY RACJONALNIE…

Gdyby osoby, które zawsze po sięgnięciu po cukierek tracą motywację i zjadają całą paczkę - bo przecież skoro i tak zepsuły dietę, to dzisiaj sobie skorzystają, a jutro zaczną od nowa  - po prostu traktowały to jako coś normalnego, prawdopodobnie nie miałyby problemu z osiągnięciem oczekiwanych efektów ani z motywacją do zdrowego odżywiania. 

Jeśli zakładamy, że zjedzenie czegoś słodkiego czy pizza ze znajomymi to normalna rzecz, dużo łatwiej jest trzymać się pozostałych posiłków według planu, a co za tym idzie - być konsekwentnym w działaniach.

Umówmy się: w większości przypadków nasze odstępstwa od diety wcale nie powodują tycia, złego samopoczucia czy nie pogorszą naszego stanu zdrowia. Nikt jeszcze nie przytył od jednego posiłku - to nie dzieje się w noc! 

Nie mamy efektów nie dlatego, że raz w tygodniu idziemy ze znajomymi na pizzę, ale dlatego, że po jej zjedzeniu stwierdzamy, że i tak nie opłaca nam się dzisiaj trzymać diety - więc jemy dużo więcej i dużo bardziej niezdrowo, niż normalnie.

A potem jesteśmy na siebie źli. Bo znów trzeba zacząć od początku.

NO I TEN ZAKAZANY OWOC… 

I jeszcze jedna kwestia - jeśli traktujemy nasze ulubione, niezdrowe przysmaki jako coś “zakazanego” - nic dziwnego, że będzie nas to bardziej kusić. Nie ma chyba nic tak interesującego, jak coś, co jest zakazane i zabronione. Człowiek z automatu zaczyna o tym częściej myśleć, aż w końcu: łamie swoje zasady. Jest zły. I zaczyna od nowa. I tak w kółko… można zwariować!

ZDROWY ROZSĄDEK ZAMIAST TABELKI

A rozwiązanie jest naprawdę proste - podejść do zdrowego odżywiania z rozsądkiem! Pamiętać, że nic się nie stanie, jeśli raz na jakiś czas zjemy coś niekoniecznie zdrowego. A jeśli takie podejście sprawia nam problem (bo nie potrafimy sobie ustalić rozsądnych granic), to dobrym sposobem jest wyznaczenie jakichś dni w tygodniu, w których pozwalamy sobie na coś “zakazanego” - w ramach normalnego posiłku. 

Polecam - dużo łatwiej jest utrzymać motywację i po prostu jeść zdrowo, kiedy wiemy, że niczego sobie nie zakazujemy, a jedzenie to nasz wybór, a nie tylko rozpiska na kartce, której musimy się surowo trzymać. W taki sposób łatwo utrzymamy zdrowe nawyki nie przez miesiąc czy rok, ale… przez całe życie. A chyba o to właśnie chodzi, prawda?

 

 

 

 

Ciąża jest jednym z najbardziej wrażliwych okresów w życiu kobiety, dlatego bardzo ważne jest, aby kobiety ciężarne zwracały szczególną uwagę na to, co jedzą oraz aby unikały szkodliwych pokarmów i napojów. Niektóre produkty powinny być spożywane rzadko, podczas gdy innych należy całkowicie zrezygnować. Na co zwracać szczególną uwagę? 

1.     Niepasteryzowane mleko i jego przetwory

Często powtarzane jest stwierdzenie, że kobiety w ciąży nie mogą jeść serów pleśniowych. Jest to mit. Mogą jeść sery pleśniowe, ale UWAGA! Zrobione z mleka pasteryzowanego! To jest najważniejsza sprawa. Pleśnie użyte do produkcji serów pleśniowych nie produkują mykotoksyn, więc nie są dla nas groźne (o ile przestrzegamy terminów przydatności do spożycia). Kluczem jest niespożywanie żadnych produktów z mleka niepasteryzowanego. Nie ważne czy będzie to świeże mleko od krowy, twaróg czy tradycyjny francuski ser z mleka niepasteryzowanego. Kobiety w ciąży muszą czytać skład przetworów mlecznych, aby upewnić się, ze są zrobione z mleka pasteryzowanego. Jeśli nie, wówczas istnieje zwiększone ryzyko zakażenia się groźną bakterią – Listerią monocytogenes, która może przenikać prze łożysko do płodu i nawet spowodować jego obumarcie. 

2.     Surowe, suszone lub wędzone na zimno mięso

Kobieta w ciąży pod żadnym pozorem nie powinna jeść surowego mięsa. To wie chyba każdy, ale nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że niektóre wędliny są przygotowywane poprzez suszenie (bez dostępu do wysokiej temperatury) lub wędzenie na zimno (w zimnym dymie), takie jak szynka parmeńska czy wędliny z surowego mięsa. Produkty te mogą być zakażone zarówno bakterią – Listerią monocytogenes jak i Toxoplazmą gondii, wywołującą chorobę – toksoplazmozę. 

3.     Surowe i niedogotowane jaja

Jaja należy gotować do całkowitego ich ścięcia (zarówno białka jak i żółtka), tak samo, jeśli robimy jajecznicę – powinna być całkowicie ścięta. Bardzo ważne jest również aby jaja przechowywać w lodówce, a bezpośrednio przed spożyciem sparzyć, ponieważ skorupka również jak i jajo w środku, może zawierać bakterie Salmonella. 

4.     Surowe i wędzone na zimno ryby

Ryby mogą zawierać zarówno pasożyty jak i bakterie lub wirusy. Kobiety w ciąży nie powinny jeść surowych ryb (zarówno w sushi, sashimy lub marynowane ceviche) jak i ryb wędzonych na zimno. Ryby wędzone na ciepło radziłabym również wybierać te mniejsze, aby mieć pewność, że gorąca temperatura przeszła przez całe mięso ryby.

5.     Właściwe ryby

Kobieta ciężarna nie powinna spożywać ryb szczególnie zanieczyszczonych rtęcią, takich jak tuńczyk, makrela królewska, miecznik, marlin, rekin. Są to ryby drapieżne, duże i długo żyjące. W łańcuchu pokarmowym zjadły w życiu dużo mniejszych ryb również zawierających rtęć. 

6.     Surowe kiełki

Badanie z 2007 roku (2) wykazało obecność bakterii E.coli i Salmonella w kiełkach (1.5% wszystkich badanych kiełków). Produkowane są one w ciepłym, wilgotnym środowisku, które sprzyja rozwojowi patogenów. Kiełki należałoby spożywać jedynie po obróbce termicznej, ponieważ mycie może okazać się nieskuteczne.

7.     Kawa/kofeina

Na chwilę obecną różne organizacje, w tym EFSA (European Food Safety Authority) zalecają, aby kobiety w ciąży nie spożywały więcej niż 200 mg kofeiny na dobę (1). Większe spożycie może zwiększać ryzyko niskiej masy urodzeniowej. Trzeba pamiętać, że kofeina nie jest tylko w kawie, ale również w innych napojach i wypicie np. 5 zielonych herbat w ciągu dnia spowoduje przekroczenie górnego dozwolonego limitu.

Zawartość kofeiny w 100ml:

Kawa parzona – 80-135 mg

Espresso – 100 mg

Kawa Arabica/Robusta 240 mg

Czarna herbata 18-107 mg

Zielona herbata 30-80 mg

Napój energetyczny 80 mg

Kawa bezkofeinowa 5-15 mg

8.     Tłuszcze trans 

Należy unikać produktów zawierających izomery trans kwasów tłuszczowych/ Występują one w tłuszczach utwardzanych, takich jak twarde margaryny, dania typu fast food, słodycze, chipsy, zupy w proszku (trzeba czytać składy na obecność utwardzonych kwasów tłuszczowych). 

9.     Wątróbka

Ma wysoką zawartość witaminy A, która w nadmiarze jest szkodliwa dla rozwijającego się dziecka i powodować wady rozwojowe. Dlatego też ilość wątróbki powinna być ograniczona do maksymalnie jednej porcji tygodniowo. Nie musimy się obawiać roślinnych źródeł witaminy A, gdyż tam znajduje się beta karoten, prekursor witaminy A. W nadmiarze nie jest on przekształcany do retinolu. Nie spożywamy również suplementów z witaminą A.

10.  Niemyte warzywa i owoce

Mogą zawierać bakterie i pasożyty, w tym Toxoplazmę gondi, Salmonellę i Listerię z ziemi oraz z odchodów zwierząt. Należy je dokładnie myć. 

11.  Niektóre substancje roślinne zioła

Bardzo dużo ziół i innych substancji roślinnych nie było przebadanych pod kątem bezpiecznego stosowania w czasie ciąży. Według European Scientific Cooperative On Phytotherapy (ESCOP 2003) kobieta w ciąży powinna unikać między innymi takie rośliny jak: aloes, piołun, olejek anyżowy, liść boldo, kłącze pluskwicy, olejek koperkowy, nasiona kozieradki, kora kruszyny, liść miłorzębu, owoc jałowca, liść mącznicy, liść i owoc senesu, kiść szałwii, kora kruszyny amerykańskiej, kłącze krzyżownicy zwyczajnej.

12.  Słodzone napoje

Kobiety w ciąży nie powinny spożywać słodzonych napojów. Zawierają one dużą ilość sacharozy, która może prowadzić do nadmiernego przyrostu masy ciała podczas ciąży. 

13.  Jedzenie na mieście

Należy wystrzegać się dań z podejrzanych barów, restauracji oraz takich, które są przygotowywane dużo wcześniej i mogą np. leżeć cały dzień na ladzie. 

14.  Alkohol, papierosy

Kobieta w ciąży pod żadnym pozorem nie powinna spożywać alkoholu ani palić papierosów, ale tutaj mam nadzieję, nie trzeba nikomu tłumaczyć tego, że wówczas dziecku grozi alkoholowy zespół płodowy (FAS) oraz m.in. poronienie i wady wrodzone.

15.  Nie jeść za dwoje, tylko dla dwojga. 

I na koniec – kobiety w ciąży nie mają dwa razy większego zapotrzebowania na kalorie. W pierwszym trymestrze zapotrzebowanie na kalorie jest takie samo jak przed ciążą, w drugim wynosi ok 360 kcal więcej, a w 3 trymestrze o ok 475 kcal. 

 

Bibliografia:
1. Adherence to the Caffeine Intake Guideline during Pregnancy and Birth Outcomes: A Prospective Cohort Study, Nutrients. 2018 Mar; 10(3): 319
2. Mohle-Boetani JC, Farrar JA, Werner SB, et al. Escherichia coli 0157 and Salmonella infections associated with sprouts in California, 1996-1998. Ann Intern Med. 2001 Aug 21;135:239-247
 
3. Bazylko A., Substancje roślinne, wskazania i przeciwwskazania do stosowania w czasie ciąży i przygotowania do porodu, Farm Pol, 2010, 66(7): 478-483

„Lepiej ćwicz na czczo, bo spalisz więcej tłuszczu” - możesz często tak słyszeć. Ile w tym stwierdzeniu jest prawdy i jakie są fakty odnośnie treningu na czczo, postaram się dziś przybliżyć wam moje zdanie w tym temacie.

Czy trening o pustym żołądku rzeczywiście obfituje w tak cudowne właściwości?

Jeśli chodzi o treningi na czczo lub o pustym żołądku w dowolnej porze dna, to istnieje przekonanie, że ciało spali więcej kalorii lub spalaniu ulegnie głównie tkanka tłuszczowa. Bardzo kolokwialnie można przedstawić wyobrażenie o tym procesie tak: skoro nie ma „paliwa” w naszych jelitach, organizm będzie pobierać energię z magazynów, a zatem z tłuszczy.

Nic bardziej mylnego.

Nasze ciała są przystosowane do wykonywania długiej pracy nawet o pustym żołądku bez sięgania do rezerw tłuszczowych. „Organizm broni się jak może by zachować cenny w jego ocenie tłuszczyk i sięga po niego tylko w chwili, gdy pozostałe magazyny energetyczne się wyczepią. Tak w skrócie możemy zobrazować proces pozyskiwania energii przez nasze ciało :)

Nasze ciało jest mądre i nastawione na przetrwanie.

Do tego jest też świetnym ekonomistą i wie ze tłuszcz nie tak łatwo przemienić w energię, zatem tym chętniej sięga do innych rezerw energetycznych zanim zdecyduje się na pozyskanie jej z tłuszczu. Dodatkowo wyniki najnowszych badań przeprowadzone na grupach ochotników dowodzą, że różnica w efektach treningowych w grupach ćwiczących na czczo i po posiłku były niezauważalne. Jedyną zaobserwowaną różnicą było to, że osoby będącej na etapie budowania masy mięśniowej magazynowały nieco mniej tkanki tłuszczowej względem pozostałych grup ochotników. Innym powodem, dla którego często decydujemy się na trening na czczo jest stwierdzenie, że tak ćwiczy się lżej. Nic nie „siądzie” nam na żołądku. Prawda jest jednak taka, że należy dopasować posiłek przed treningiem, aby nasze ciało nie skupiło się na trawieniu, ale na zadaniu ruchowym.

Oczywiście jeśli będziemy biegać po obfitym posiłku nasz organizm nie będzie czuł się z tym najlepiej i może odmówić współpracy w formie uczucia ciężkości w żołądku, niestrawności, a nawet mdłości. Nie chodzi o to by jeść mało przed ćwiczeniami a w sposób odpowiedni, bo nawet dla przykładu zbyt duża ilość wypitej wody przed bieganiem może wywołać dyskomfort w formie „chlupania” w żołądku.

Co zatem oznacza odpowiedni posiłek?

W mojej ocenie to taki, który będzie lekko strawny i dostarczy nam energię na czas ćwiczeń ale nie będzie zbyt kaloryczny, tak by ujemny bilans wywołany treningiem był zachowany.

Wafle w czekoladzie, banan, kanapka na lekkim pieczywie przed samymi ćwiczeniami to idealne rozwiązanie.

Pozbawi nas uczucia głodu, nie obciąży układu trawiennego i doda energii na czas ćwiczeń. Dobrym rozwiązaniem są też smoothie. Owocowe z płatkami owsianymi lub ugotowaną kaszą jaglaną nasycą i spokojnie zastąpią posiłek. W dodatku to chyba najszybsza forma posiłku. Uczucie głodu w czasie ćwiczeń to nic fajnego. Brak energii i wykonywanie ćwiczeń na zasadzie „bo muszę” mija się z celem. Jeśli nie jesteś kulturystą na etapie budowy masy mięśniowej, lepiej się nie męcz i przegryź małe co nieco przed treningiem a podejdziesz do niego z większym zapałem.

Strona używa plików cookies, aby ułatwić Tobie korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych. Więcej informacji