Z nami zdrowo
Zaloguj się

Logowanie

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Pamiętaj mnie
Zaloguj się za pomocą konta
Diety i fitness 2018-11-20

Wewnętrzny masaż - joga i jej moc!

Od kilku miesięcy praktykuję jogę i dzisiaj postanowiłam rozwiać wątpliwości i mity związane z jej

... Czytaj więcej...

Z motywacją bywa różnie – wiadomo. Jednego dnia wstajemy pełni energii i idziemy biegać, a drugiego już zapominamy o tym, dlaczego zapisaliśmy się na siłownię i najchętniej udawalibyśmy, że aktywność fizyczna nie istnieje. Jak to wszystko uregulować i co zrobić, żeby trening nie był przykrym obowiązkiem, a zaczął być po prostu stałą częścią dnia? Oto 3 sposoby na to, aby znowu chciało ci się iść poćwiczyć.

Zanim zaczniemy już strzelę sobie w kolano i powiem coś, co kłóci się mocno z ideą motywującej trenerki: przeceniamy motywację. Na każdym kroku. Wydaje nam się, że osoby które regularnie chodzą na treningi, osiągają sukcesy i swoje cele to osoby wiecznie zmotywowane, którym zawsze się chce. I że rozwiązaniem naszych problemów jest po prostu znalezienie sposobu na motywację… a wtedy wszystkie kłopoty znikną, a my z uśmiechem na twarzy każdego dnia będziemy rozkładać matę i wyciskać z siebie siódme poty.

Niestety, to tak nie działa.

Motywacja jest bardzo przereklamowana. Pewnie: świetnie jest uderzać na trening z uśmiechem na ustach i mnóstwem energii, ale nie jest to coś, co naprawdę jest nam potrzebne do osiągnięcia celu.

Tak naprawdę, w tym artykule nie pokażę Wam, jak się motywować, ale jak skutecznie sprawić, by trening przestał być czymś okropnym, a zaczął być naturalną częścią Waszego dnia. Tą przyjemną, oczywiście.

#1 DOPASUJ TRENING DO ŻYCIA, A NIE ŻYCIE DO TRENINGU

Największy błąd wszystkich nowicjuszy – ale nie tylko. Tak bardzo chcemy trenować, tak mocno chcemy trzymać się planu, że wymyślamy sobie bardzo ambitny harmonogram ćwiczeń, który jest praktycznie… niemożliwy do zrealizowania. Trening zaplanowany 5 minut po pracy, 7 razy w tygodniu, dwa treningi dziennie, bieg o 5 rano (kiedy kładziemy się o pierwszej spać) – to wszystko to przykłady nieudanych założeń, które próbujemy spełnić każdego dnia.

Zamiast tworzyć idealny (i nierealny) plan działania, skup się na tym, żeby dopasować trening do swojego życia, a nie odwrotnie. Jeśli chcesz ćwiczyć w klubie fitness – znajdź taki, który znajduje się blisko twojego domu lub twojego miejsca pracy. Dojeżdżanie 40 minut po to, żeby się trochę spocić może i wydaje się ambitne, ale na dłuższą metę będzie bardzo przeszkadzające i zniechęcające. Chcesz biegać? Świetnie. Możesz zaplanować bieg w weekendy, zamiast zrywać się o 5 rano po 3 godzinach snu. Ćwiczysz w domu? Wspaniale. Nie musisz jednak robić tego codziennie, żeby mieć dobre efekty. Zwłaszcza, jeśli tak naprawdę nie masz na ten codzienny trening czasu.

Tylko dopasowanie ćwiczeń do naszego trybu dnia pomoże nam utrzymać motywację i regularność w treningach. Jeśli pojawienie się na ćwiczeniach nie będzie od nas wymagało dodatkowych wyrzeczeń (dojazd, wczesna pobudka, i tak dalej) to wzrasta prawdopodobieństwo, że na nie trafimy i rzeczywiście się poruszamy.

Pierwsze zadanie dla ciebie: usiądź na spokojnie z kalendarzem w ręku i zaplanuj trzy treningi w tygodniu, dopasowując je do swojego planu dnia.

#2 NIE ZMUSZAJ SIĘ

Słyszałaś, że zumba spala mnóstwo kalorii, więc się zapisałaś, mimo tego, że to kompletnie nie twoje klimaty? Zmuszasz się do treningu siłowego, bo podobno jest najlepszy, ale w trakcie umierasz z nudów? Powodzenia. Trzeba naprawdę dużo silnej woli, żeby regularnie zmuszać się do aktywności, za którą się nie przepada.

Co możesz zrobić? Znaleźć trening, który lubisz. I wyjaśnijmy sobie coś: w trakcie nie zawsze możesz czuć entuzjazm (zwłaszcza w trakcie interwałów), ale jeśli po ćwiczeniach nie możesz już doczekać się następnych, bo ci się podobało – to strzał w dziesiątkę.

Jest tyle różnych aktywności, które są ciekawe i urozmaicone, że naprawdę nie ma sensu zmuszać się do takiej, której nie lubisz. Są różne sposoby na zachowanie zdrowia i pięknej sylwetki. Wybierając takie, które lubimy, inwestujemy nie tylko w swoje samopoczucie, ale przede wszystkim zapewniamy sobie regularność treningów. A to właśnie jest klucz do sukcesu i efektów.

#3 PAMIĘTAJ O ZMIANIE

Powtarzalność jest dobra – ale do czasu. Zarówno dla ciebie, jak i dla twojego ciała, zmiana planu treningowego co jakiś czas jest bardzo potrzebna. Z kilku powodów: aby uniknąć nudy, utrzymać motywację i nie przyzwyczaić ciała do danej aktywności i nie zatrzymywać efektów i progresu. W związku z tym zalecana jest zmiana w treningach co jakiś czas. Najpierw – po pierwszych 30-50 dniach od rozpoczęcia ćwiczeń, a następnie co około 2-3 miesiące.

Pamiętaj – nie chodzi tu o diametralną zmianę planu. Warto jednak wprowadzać nowe aktywności, modyfikować stare i urozmaicać swój trening, dzięki czemu ogólnorozwojowo oddziałujemy na nasze ciało.

Dodatkowo, oprócz zmian co kilka miesięcy, co jakiś czas możemy zmieniać coś w pojedynczych treningach – zwiększać intensywność, skracać czas przerwy, wydłużać czas ćwiczenia, dodać kolejną serię czy zmienić maszynę, na której trenujemy.

PRZEDE WSZYSTKIM: ZAPOMNIJ O MITYCZNEJ MOTYWACJI

I na koniec pamiętaj – to nie motywacja odpowiada za sukces. Pewnie, przydaje się, ale tak naprawdę najważniejsza jest regularność i po prostu działanie. Zadbaj o to, by trening pasował do ciebie, sprawiał ci przyjemność i co jakiś czas się zmieniał – a nie będziesz potrzebował motywacji, żeby działać. I tego ci życzę.

Obudziłam się, powoli otworzyłam oczy. Rozejrzałam się po pokoju. Acha, już wiem. Jestem w hotelu. To była kolejna noc spędzona w kilkunastodniowej trasie. Gdyby ktoś zadał mi pytanie o to gdzie mieszkam bez wahania odpowiedziałabym, że w samochodzie. Sypiam tylko w pokojach hotelowych. Wstałam żeby się ogarnąć i ruszyć dalej. W łazience stały moje kosmetyki a w niewielkiej walizce była czysta bielizna i kilka spakowanych zestawów ciuchów. Na biurku w torbie stał komputer. I to wszystko. Wszystko, czego potrzebuję.

Sezon biegowy coraz bliżej! W tym roku będzie on dla nas wyjątkowy! Firma Sonko jest Partnerem Przewodnim cyklu Biegów Kobiet – Zawsze Pier(w)si i w związku z tym będzie Was dopingować podczas wszystkich ośmiu tegorocznych edycji biegu. Spotkamy się w we Wrocławiu, Gdyni, Gliwicach, Świdnicy, Łodzi, Krakowie, Poznaniu i w Warszawie. Wszędzie tam kompletujemy nasz biegowy #SONKOTEAM Masz ochotę do niego dołączyć? Sprawdź jakie to proste i biegniemy razem! Na pierwszy ogień idzie – Wrocław, gdzie pobiegniemy już 15 kwietnia!

Czym jest #SONKOTEAM?

To ekipa energetycznych babeczek, które uwielbiają dobrą zabawę, aktywność fizyczną i zdrowy tryb życia! Nie musisz być fit ekspertką z tysiącami przebiegniętych kilometrów na koncie. Wystarczy, że jesteś zmotywowana do działania i nie boisz się nowych wyzwań. A może właśnie przeszłaś na „dobrą stronę mocy” i zaczynasz swoją biegową przygodę? Pokaż nam dlaczego to Ty chciałabyś pobiec wspólnie z nami w danym mieście i zgarnij fantastyczny pakiet startowy od Sonko.

Dla uczestniczek każdego Biegu Kobiet mamy 3 miejsca w naszym SONKO TEAMIE i 3 wyjątkowe pakiety startowe.

W skład naszej nagrody wchodzi:

 

  • Numer startowy i możliwość bezpłatnego udziału w Biegu Kobiet w danym mieście, którego dotyczy konkurs.
  • SONKO BOX pełen pysznych produktów od Sonko, który wyślemy do Ciebie przed biegiem, abyś mogła przygotowywać się do startu z naszym zdrowym dopingiem 😊
  • Lunchbox
  • Koszulkę biegową SONKO TEAM-u
  • Worek sportowy
  • SONKO BOX na regenerację sił po starcie.

 

I oczywiście fantastyczną atmosferę podczas Biegu Kobiet – Zawsze Pier(w)si o którą zadbamy wspólnie z ekipą niesamowitej Kobiety w Biegu – Marzeny Michalec.

Jak dołączyć do naszego teamu na pierwszym Biegu Kobiet we Wrocławiu? To bardzo proste.

Zapraszamy do zabawy i do zobaczenia na Biegu Kobiet we Wrocławiu!

Wasz Sonko Team!

REGULAMIN KONKURSU DOSTĘPNY JEST TUTAJ:

POBIERZREGULAMIN KONKURSU

1. Zerwij z nałogiem

 

Jeśli palisz papierosy, wyrządzasz swojemu zdrowiu ogromną krzywdę każdego dnia. Warto uczynić z tego priorytet i odsunąć kolejne postanowienia na czas, gdy uporasz się z nałogowym paleniem papierosów. Jest to na tyle wymagające zadanie, że u większości osób nie sprawdzi się łączenie rzucania palenia z wprowadzaniem innych zmian. Włóż całą energię i wysiłek w coś, co przyniesie natychmiastowe skutki dla Twojego zdrowia! Zdecydowanie jest tym rzucenie papierosów.

2. Pij co najmniej 1,5 – 2l płynów w ciągu dnia

Tylko w ten sposób możesz zapobiec odwodnieniu, które powstaje znacznie szybciej, niż Ci się wydaje. Jego początkowym objawem jest… pragnienie. Tak – kiedy myślisz, że „chce Ci się pić” organizm w ten sposób wysyła pierwszy sygnał, że doszło do odwodnienia na poziomie około 2%. Wydaje się, że to niewiele, ale ten niewielki spadek podaży płynów może powodować bóle głowy, spadek koncentracji a w perspektywie długofalowej m.in. stopień nawodnienia skóry.

Więcej argumentów przeczytasz we wpisie: „Czy picie wody jest naprawdę takie ważne?”

3. Spędzaj aktywnie 30 minut dziennie

Nie musisz być sportowcem, nie musisz skrupulatnie opracowywać planu treningowego, nie musisz kupować drogiego karnetu na siłownię, nie musisz ćwiczyć w domu. Niech Twoim celem będzie aktywne spędzenie 30 minut dziennie. To może być intensywny spacer, taniec, szybki spacer z psem i rzucanie mu freesbie, możesz iść na basen, jechać do pracy rowerem lub… robić cokolwiek innego niż siedzenie. A jeśli o siedzeniu mowa, to…

4. Nie siedź tyle!

Jeśli wykonujesz pracę siedzącą, pamiętaj o robieniu sobie przerw. I nie mam tu na myśli przerwy na partyjkę pasjansa! Wstań, odejdź od biurka, popatrz przez okno, wejdź na wyższe piętra, przejdź się dookoła biurowca. Rób sobie aktywne, choćby 5-minutowe przerwy od siedzenia. W ten sposób nie tylko zmniejszysz ryzyko zapalenia żył głębokich, ale też poprawisz koncentrację i komfort pracy. Siedzenie jest jednym z największych wrogów naszego zdrowia, powoduje wady postawy, bóle kręgosłupa, a co za tym idzie – bóle głowy.

5. Przestań słodzić

Cukier nie daje nic. N I C. Są to puste kalorie, niewnoszące ze sobą żadnych korzyści dla zdrowia i organizmu. Ktoś powie, że to dobre źródło łatwo przyswajalnych węglowodanów, a ja powiem, że znacznie lepszym jest banan. Cukier rafinowany nie ma w sobie żadnych wartości odżywczych, a jego spożycie nie dodaje energii. Owszem, poziom glukozy we krwi rośnie szybko, ale równie szybko maleje po spożyciu cukru (szczególnie jeśli jest to cukier między posiłkami np. przy słodzeniu kawy czy herbaty). Mała, płaska łyżeczka cukru ma 20 kcal. Słodząc kawę 2 czubatymi łyżeczkami cukru, zakładając, że pijesz ją dwa razy dziennie, dostarczasz 160 dodatkowych kilokalorii. Równie dobrze mógłbyś zjeść dużego banana, dwa gotowane jajka czy grejpfruta i jabłko. Spożywanie dużych ilości cukru zdecydowanie zwiększa ryzyko insulinooporności i cukrzycy typu 2.

6. … I solić!

Trudno stwierdzić, co bardziej zasługuje na tytuł białej śmierci: cukier czy sól? Jedno i drugie jest warte ograniczenia. Według WHO, bezpieczna dzienna dawka soli to 5g (dla osoby dorosłej). Wydawałoby się, że to wcale nie tak mało: płaska łyżeczka może wystarczyć, by symbolicznie posolić poranną jajecznicę, wieczorne kanapki z pomidorem i może odrobinę ziemniaki do obiadu. Szkoda tylko, że limit 5 g niemal każdy z nas realizuje (lub przekracza) wraz ze zjadaną żywnością, w której znajdują się duże ilości soli i/lub sodu!

7. Nie przejadaj się

Nadmiar jest zły – również, jeśli chodzi o jedzenie. Dostarczana wraz z dużymi ilościami jedzenia energia przekraczająca potrzeby organizmu zostaje magazynowana w postaci tkanki tłuszczowej. To, co powinno Cię niepokoić nie ma związku z wyglądem. Chodzi o Twoje zdrowie. Nadmierna masa ciała sprzyja powstawaniu cukrzycy, insulinooporności, nadciśnienia, zaburzeń hormonalnych, czyli zespołowi metabolicznemu. Ponadto, zwiększa się ryzyko wystąpienia chorób układu krążenia.

8. Skończ z dietami cud

Po drugiej stronie barykady znajdują się restrykcyjne diety. Głodówki, diety redukcyjne dostarczające mniej niż wynosi podstawowa przemiana materii, jadłospisy eliminujące konkretne produkty lub grupy produktów, diety niskowęglowodanowe, wysokotłuszczowe i niskotłuszczowe, wysokobiałkowe… Nie dość, że można oszaleć od nadmiaru informacji, to można zrobić sobie ogromną krzywdę, testując te kontrowersyjne pomysły na sobie. Restrykcyjne diety szkodzą nie tylko samopoczuciu, ale i zdrowiu! Stanowią szczególnie duże zagrożenie dla układu hormonalnego.

Grudzień to czas obdarowywania. Posyłamy sobie cieplejsze uśmiechy. Guzik w ekspresie z kawą włączamy podwójnie, by podzielić się napojem z koleżanką z sąsiedniego biurka. Sąsiadce podrzucimy gałęzie jemioły. Kupujemy szeleszczący papier w renifery i cieszy nas mróz szczypiący w czerwone nosy. W grudniu mniej spraw irytuje, życie ma optymistyczniejszą perspektywę, a czas płynie w rytmie świątecznych przebojów.

 

W Polsce w 2014 roku roczne średnie spożycie cukru na jednego mieszkańca wyniosło ok 44kg, co daje ok 120g (480kcal) dziennie. Według WHO zalecane dzienne spożycie cukru nie powinno przekraczać 10% dziennego zapotrzebowania kalorycznego, czyli np. jeśli ktoś powinien spożywać ok 2000 kcal, to cukier powinien stanowić nie więcej niż 200 kcal. Polacy średnio przekraczają te normy ponad dwukrotnie, a przecież są również osoby, które nie używają cukru.

Mówiąc cukier w ujęciu dietetycznym mamy na myśli – sacharozę.

Jest to połączenie fruktozy i glukozy, bez praktycznie żadnych dodatkowych wartości odżywczych przydatnych dla naszego organizmu. Co prawda brązowy czy trzcinowy cukier zawiera troszkę witamin i minerałów, ale są to ilości śladowe, dlatego moim zdaniem – nie ma znaczenia czy słodzicie cukrem brązowym czy zwykłym. Co prawda sacharoza występuje również naturalnie w innych produktach, ale nie o tym dzisiaj mowa.

Najzdrowszym według mnie produktem słodzącym – normokalorycznym jest miód.

Pod względem zawartości minerałów i witamin, ten nieprzetworzony, nie poddany pasteryzacji wygrywa! (uwaga – nie dozwolone dla dzieci do 1 roku życia). Miód ma sporo kalorii i sporo cukrów, ale jest bardzo dobry dla osób o prawidłowej masie ciała oraz np. dla sportowców. Zawiera sporo antyoksydantów i jak pewnie wiecie – jest dobry przy wszelkiego rodzaju przeziębieniach.

A co jeśli chcemy ograniczać kalorie? Które ze słodzików stosować? Może zacznijmy od podziału na te, które są naturalne, półsyntetyczne, a które syntetyczne.

Do naturalnych substancji słodzących, które nie wymagają dużego przetworzenia, należą: taumatyna (słodkie białko jednego owoca – w praktyce u nas nie wykorzystywane), glikozydy flawonoidowe (niektóre flawonoidy tworzą takowe) oraz glikozydy stewiolowe. Te ostatnie należą do najpopularniejszych naturalnych substancji słodzących.

Do półsyntetycznych środków słodzących zalicza się sorbitol, ksylitol, mannitol, izomalt, erytrol. Są to środki słodzące, które muszą być wyekstrahowane z rośliny i poddane naturalnym procesom, np. fermentacji aby mogły powstać.

Ostatnią grupą są syntetyczne środki intensywnie słodzące, nie występują w naturalnym środowisku i powstają od początku do końca jako substancja syntetyczna. Ich właściwości słodzące z reguły są dużo silniejsze niż tych naturalnych.

Dzisiaj o tych najzdrowszych:

Stewia (E960 – naturalny dodatek – tych „E” się nie boimy 😊 )

Jest to nazwa rośliny, która stuleci jest wykorzystywana przez mieszkańców Brazylii i Paragwaju. Pierwszy komercyjny słodzik ze stewii został wyprodukowany tam w 1971 roku. Glikozydy stewiolowe (które stanowią ok 4-13% suchej masy liści) to ogólna nazwa 9 różnorodnych pochodnych stewiolu (stewiole i rybozydy) występujących w Stevia rebaudiana. W mieszaninie glikozydów obecnej w ekstrakcie z liści ok. 65% stanowi stewiozyd, a ok. 25% rebaudiozyd A (rybozyd A), pozostałe to rebaudiozyd B, C, D, E, F, duclozyd A i C oraz stewiolbiozyd. Siła słodząca poszczególnych glikozydów stewiolowych jest zróżnicowana. Do tego, niestety nie wszystkim odpowiada ich gorzkawy posmak. Największą siłę słodzącą ma rebaudiozyd A, który jest 250-450 razy słodszy od cukru, jest również najmniej gorzki – i to właśnie rebaudiozyd A jako główny składnik słodzików stewiowych zapewni nam najsłodszy i najmniej gorzki smak. Stewia jako słodzik jest bardzo stabilna. Nie zawiera kalorii.

Sorbitol (E420)

Należy do polioli – alkoholi cukrowych (nie, nie zawiera alkoholu 😊 ). Otrzymywany jest przez redukcję glukozy. Wywiera efekt chłodzący w jamie ustnej, ponieważ absorbuje ciepło. Wartość kaloryczna to ok 2,6 kcal/g. Nie podnosi poziomu glukozy we krwi. U dorosłych w ilościach 10-50g/ dzień może wywołać lekkie biegunki ze względu na zmianę osmozy w jelitach (z tego względu są pewne przesłanki aby nie polecać go w większych ilościach dla osób z niewydolnością nerek).

Ksylitol (E967)

Również należy do polioli i również daje efekt „chłodzenia” w jakie ustnej. Wartość kaloryczna to ok 2,4 kcal/g. Kiedyś nazywany głównie „cukrem brzozowym”, ponieważ był otrzymywany z kory brzozy, ale jest to proces niewydajny, drogi. Ksyloza, z której otrzymuje się ksylitol występuje też w truskawkach, malinach, śliwkach, płatkach owsianych czy grzybach. Wytwarzany przez uwodornienie ksylozy lub przy pomocy procesów mikrobiologicznych (fermentacje). Polecany dla diabetyków, ponieważ metabolizowany jest z niewielkim udziałem insuliny. Zapobiega próchnicy. Nie określiło górnej granicy spożycia (ADI – dopuszczalna dzienna dawka), co znaczy, że jest on całkowicie bezpieczny niezależnie od spożywanej ilości dziennej, ale należy zaznaczyć, że jak każde poliole może w większych dawkach wywołać efekt przeczyszczający.

Mannitol (E421)

Należy do polioli. Uzyskuje się go przez uwodornienie cukru inwertowanego (jest to taki shydrolizowany cukier – rozłożony na glukozę i fruktozę). Używany jest jako łagodny środek przeczyszczający i moczopędny, więc nie polecam w większych ilościach. Mimo swojej kaloryczności – ok 3 kcal/g, nie wchłania się z przewodu pokarmowego. Praktycznie nie pobudza wydzielania insuliny (w dawce 1g/kg masy ciała), nie wpływa na glikemię.

Erytrol (E986)

Alkohol cukowy (poliol). Przemysłowo otrzymywany w wyniku połączenia procesów enzymatycznej i fermentacyjnej konwersji skrobii głównie z kukurydzy. Występuje naturalnie np. w owocach, nasionach zbóż, grzybach czy sosie sojowym. Ma najmniejszą kaloryczność ze wszystkich polioli – jedynie 0,2 kcal/g. Jest tolerowany 3-4 razy lepiej przez organizm niż sorbitol i mannitol.

Które z nich mogę polecić? Stewię, erytrol i ksylitol – w tej kolejności jeśli chodzi o ilość kalorii.

Strona używa plików cookies, aby ułatwić Tobie korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych. Więcej informacji