Z nami zdrowo
Zaloguj się

Logowanie

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Pamiętaj mnie
Zaloguj się za pomocą konta
Autorzy 2018-02-19

Iwona Guzowska

Czytaj więcej...

Ciekawią Was dyscypliny, które są kombinacjami różnych aktywności fizycznych? Tutaj nie wystarczy, że jesteś dobry w jednym sporcie, ale musisz wykazać też świetną formę w innych! Przykładem jest triathlon, na który składa się: pływanie, kolarstwo i bieganie. Nie jest łatwo zdobyć medal w jednej z tych trzech dyscyplin, a co dopiero je połączyć i wygrać! JAK ONI TO ROBIĄ?

Niedawno rozpoczęłam współpracę z zawodowymi triathlonistami. Jesteście ciekawi jak wygląda specyfika pracy siedmiokrotnego medalisty w Polsce, który w tym momencie przygotowuje się do kwalifikacji na Mistrzostwa Europy i matury?

Michał Jarliński, młody triathlonista mający na swoim koncie siedem medali Mistrzostw Polski, w tym trzy złote, trzecie miejsce w Pucharze Polski dla juniorów 2017, zakwalifikowanie się do Młodzieżowych Mistrzostw Europy w wieku 16 lat. Zdumiewające jest to, że ten zawodnik trenuje triathlon od sześciu lat i to jest dopiero początek jego kariery, z którą planuje związać swoją przyszłość.

  • Mistrzostwa Polski są jedną z najważniejszych imprez sportowych dla każdego zawodnika.Ty zdobyłeś na nich aż siedem medali! Wymienisz te zdobycze?

- To były piękne chwile, dokładnie je pamiętam. Dwa złota w duathlonie, jedno złoto w cross triathlonie, dwa srebra: w aquathlonie i w triathlonie (sztafeta), dwa brązy: w aquathlonie i triathlonie (młodziki). Do szczęścia brakuje mi teraz tylko jednego krążka, a dokładniej złota indywidualnego w triathlonie.

  • Wróćmy do początku - dlaczego triathlon?

- W szkole podstawowej zmagałem się z wieloma kontuzjami, wręcz pechowo: najpierw naderwałem achillesa w jednej nodze, a potem w drugiej. Dodatkowo wypadł mi kolec biodrowy również obu stawach biodrowych. Dzisiaj mogę powiedzieć, że dobrze się stało, bo dzięki temu mój trener wychowania fizycznego wysłał mnie do swojego brata - trenera pływania w celu rehabilitacji i tam już zostałem. Później doszło bieganie, a rower towarzyszył mi od zawsze. I tak pokochałem triathlon.

  • Która z konkurencji triathlonowych jest dla Ciebie najtrudniejsza?

- Kocham wszystkie te dyscypliny, ale najtrudniej od zawsze przychodziło mi pływanie, bo dopiero od sześciu lat trenuje. Jednak trudności w bieganiu i jeździe na rowerze też się zdarzały - największą z nich były kolki pojawiające się w trakcie zawodów i na treningach.

  • Jak poradziłeś sobie z tym problemem i co doradziłbyś innym, którzy zmagają się z kolkami?

- Bardzo pomogły mi ćwiczenia oddechowe, których nauczyłem się u psychologa sportowego. Pozbyłem się kolek, ale dodatkowo wpłynęło to dobrze na moją formę i dotlenienie organizmu. Na pewno poleciłbym dobrych specjalistów wokół siebie, którzy zawsze doradzą, co jest najlepsze.

  • Dobry team to podstawa - jakim sztabem Ty się otaczasz?

- Poza wspomnianym wyżej psychologiem sportu, na co dzień pracuje ze mną trener, który dba o wszystko. Bardzo duże wsparcie mam od rodziców, w szczególności od mojej Mamy, która jest tak jakby moją managerką. Sztab uzupełnia czterech fizjoterapeutów: trzech w Iławie - moim mieście rodzinnym i jeden w Trójmieście, gdzie trenuję.

  • Opowiedz nam jak wygląda typowy dzień z życia zawodowego triathlonisty...

- O szóstej rano mam pobudkę. Jem dwa banany, które dodają mi energii na pierwszy 1,5 godzinny trening pływania. Potem biegnę do szkoły, ale przeważnie się spóźniam  co na szczęście rozumieją nauczyciele - mam wsparcie w szkole. W trakcie zjadam koktajl z płatkami i składnikami odżywczymi, a obiad zwykle jem po szkole. Po południu mam trening też 1,5 godzinny i w zależności od dnia: bieganie i rower. Wszystko koordynuje mój trener. Wieczory w domu często nie są wolne - dochodzą ćwiczenia na sprawność siłową.

  • Czy Twój system treningowy jest uzupełniany obozami przygotowawczymi?

- Jestem reprezentantem Polski, więc miałem liczne obozy, w tym kadrowe. Ostatnio byłem w lutym tego roku, a wcześniej w grudniu. Obozy trwają około dwa tygodnie, a treningi na nich są bardzo zróżnicowane. Czasami jest jeden długi 3 godzinny trening w ciągu dnia, natomiast kolejnego już zaplanowanych jest 6 intensywnych godzin rozłożonych na trzy - cztery treningi.

  • Jakie są Twoje cele na ten sezon?

- Najważniejszym celem byłoby zakwalifikowanie się w maju do Mistrzostw Europy w Estonii i znalezienie się w pierwszej 15. W Polsce jest to mój ostatni rok w kategorii juniora, więc chciałbym zakończyć go z jak ja to nazywam - triple-triple, czyli trzema złotymi medalami na zawodach mistrzowskich. Ostatnim celem, który chyba dotyczy każdego sportowca, to rozwój i ciągłe poprawianie formy.

  • Czy usłyszymy Twoje nazwisko na Igrzyskach Olimpijskich?

- Bardzo bym chciał! Mam nadzieję, że uda mi się przygotować i dostać na Igrzyska w 2024 roku!

  • Twój klucz do sukcesu to…?

- Na pewno chęć do treningu. Kocham ten sport i jest to całym moim życiem. Moją motywacją jest udowodnienie sobie, że jestem w stanie walczyć z najlepszymi na świecie. Oczywiście w tym wszystkim bardzo ważne są: odpoczynek, odpowiednia dieta, sen i odpowiedni ludzie wokół!

 

Cykl o inspirujących historiach za kulis sportowego życia postanowiłam rozpocząć opowieścią o koszykarzu, na którego karierze wychowałam się, ale to tylko jeden z wielu powodów. Maciej Zieliński od zawsze był dla mnie autorytetem polskiej koszykówki, a później osobą, z którą łączyła mnie miłość do jednego klubu - Śląska Wrocław. On spędził tam najpiękniejsze chwile swojej kariery, a dla mnie spełnieniem marzeń było rozpoczynać karierę jako psycholog właśnie w tym miejscu i z tymi ludźmi. Moje marzenie zostało spełnione, a teraz opowiem Wam historię człowieka, który nawet po zakończeniu kariery kocha tę dyscyplinę nad życie.

źródło: Andrzej Romański - pzkosz.pl 

- Na koszykówkę byłem skazany chyba od urodzenia. Oboje rodziców grali w kosza, więc chyba nie miałem wyjścia - chociaż na początku trenowałem piłkę ręczną, która była specjalnością mojej szkoły. Początki nie były łatwe, niestety ciężko było mi przestawić się z piłki ręcznej na inną dyscyplinę, ale po pewnym czasie zobaczyłem postępy i basket wygrał! - wspomina Zieliński.

Urodzony w Wałbrzychu, rozpoczynający karierę w Olsztynie, a zdobywający sukcesy we Wrocławiu - "Zielony" smykałkę do sportu miał już od dziecka. Odziedziczył po rodzicach zamiłowanie do aktywnego trybu życia. Choć Zieliński rozpoczynał od piłki ręcznej to doceniony przez trenerów - najpierw w Olsztynie, aż później Śląsk Wrocław wypatrzył i zatrzymał Maćka do końca.

Ponad 16 lat związanych jako koszykarz ze Śląskiem, osiem tytułów mistrzowskich, wielokrotne uczestnictwo w Mistrzostwach Europy i rozgrywkach Euroligi, a także występy w NCAA - to wszystko ma w swoim dorobku jeden z najlepszych polskich zawodników.

- Najlepsze chwile w mojej karierze? Wszystkie Mistrzostwa Polski, które zdobyliśmy ze Śląskiem! Z pojedynczych meczów to z pewnością pokonanie Realu w Madrycie i Maccabi we Wrocławiu. Z reprezentacji to 7. miejsce na Mistrzostwach Europy w Barcelonie - chociaż jest duży niedosyt po porażce z Grecją. Cieszą mnie bardzo ukończone studia w Providence College i chociaż nie spędzałem za dużo czasu na boisku, to tamte przyjaźnie trwają do dzisiaj. Mam kilku kolegów z NBA - mówi Maciej.

Ze Śląskiem związanych jest wiele zasłużonych nazwisk m.in.: Mieczysław Łopatka, Adam Wójcik, Dominik Tomczyk, Jacek Krzykała, czy Dariusz Zelig. Ten ostatni znaczył dla młodego Zielonego najwięcej w tamtych czasach. Polski trener i koszykarz, olimpijczyk i wieloletni reprezentant, a do tego inspiracja dla przyszłych wielkich nazwisk. Jednym z nich był właśnie Maciej.

- W Polsce moim mentorem był Darek Zelig i to od niego uczyłem się basketu, wszystkich sztuczek i zagrań. Wiele razy zostawał ze mną po treningu i walczyliśmy 1 na 1. Za to będę mu zawsze wdzięczny - opowiada.

Oczywiście Zielony jak i każdy kibic koszykówki miał swoich idolów w NBA. To były czasy Michaela Jordana i to od niego czerpał zapał, ale jako fan Bostonu Celtics nie mógłby nie wspomnieć o Larrym Birdzie. Zresztą kolor zielony na polskim i amerykańskim parkiecie zobowiązuje - do dnia dzisiejszego.

W 2006 roku Maciej Zieliński zakończył koszykarską karierę, ale czy rozstał się z klubem, wspomnieniami, koszykówką? Nigdy w życiu. Poza działaniami pozasportowymi cały czas sercem był blisko Śląska. Kibicował nawet najmłodszym rocznikom i regularnie przychodził na mecze. Co dzisiaj przekazałby zastrzeżony numer 9 w Śląsku Wrocław swoim następcom?

- W koszykówce ważne jest poczucie bycia częścią drużyny, która z biegiem czasu staje się drugą rodziną. Tak było w moim przypadku. Tylko dzięki wspólnej pracy całego zespołu można osiągnąć sukces, a wiele razy dla dobra drużyny trzeba poświęcać swoje indywidualne ambicje. I tego właśnie uczy sport i koszykówka: podnoszenia się po porażkach i wyciągania z nich wniosków, a z drugiej strony poświęcania siebie dla dobra innych. Młodym sportowcom mogę przekazać, że tylko ciężka praca i walka mogą - ale też nie muszą - prowadzić do osiągnięcia sukcesu. Trzeba wierzyć w swoje umiejętności, uczyć się z porażek i podpatrywać starszych kolegów, bo to od nich można najwięcej wynieść! - dodaje Zielony.

W obecnych czasach ciężko jest wymienić zawodników, którzy przywiązują się na stałe do jednego klubu. Śląsk Wrocław był potęgą, ale to tylko dzięki ludziom, którzy oddali serce tamtejszym parkietom. Ta pamięć pozostanie w każdym polskim miłośniku koszykówki.

W tym pamiętnym dla mnie sezonie spędzonym na śląsku obchodziłam 26 urodziny, Maciek życzył mi wtedy "100 lat w Śląsku" - i teraz, pomimo że od Wrocławia dzieli mnie 500 kilometrów, to duchem zawsze będę w Kosynierce.

 

Pracowałam z drużynami sportowymi i nie dam sobie powiedzieć, że atmosfera pomiędzy jej członkami nie jest ważna. Bez niej zespół składający się nawet z najlepszych zawodników może nie spełnić oczekiwań. Fundamentem każdej pracy, jaką wykonuje grupa ludzi jest współpraca.

Nie tylko w sporcie, ale w każdym innym przypadku – rodzina, aby dobrze funkcjonowała musi współpracować, wspierać się i pomagać sobie. W sporcie nie tylko drużynowym mówi się o "Team spirit". Tenis jest sportem indywidualnym, ale to sztab ludzi pracuje każdego dnia na to, aby zawodnik osiągał jak najlepsze wyniki – to również jest drużyna.

A – ambicja - jeden wspólny cel i dążenie do niego

T - trener - punkt łączący zawodników ze sportem

M – miłość - "wkładaj serce w to co robisz" - tylko wtedy ma to sens

O - optymizm - pozytywne nastawienie jest niezbędne w sportowym życiu

S - sukces - nawet najmniejsze sukcesy łączą, więc trzeba wspólnie do nich dążyć

F - feta - integracja i świętowanie sukcesów

E - empatia - zrozumienie i przyjaźń nie tylko w szatni

R - razem - zawodnicy są RAZEM odpowiedzialni za to co dzieje się na boisku/parkiecie.

A - angażowanie się - sport daje Ci satysfakcję, koledzy z drużyny oraz trener pomoc w osiągnięciu celu. A Ty co im dajesz?

Trener – Bob Budowniczy

Na dobrą chemię musi pracować każdy z załogi. Trener budując nowy team musi zadbać o fundament tej atmosfery jako pierwszy i ją zbudować. To on czuwa nad wszystkim i zaraża innych swoją wiarą i energią. Ta funkcja musi łączyć w sobie rolę ojca, mentora, autorytetu, ale przede wszystkim człowieka. Bez szacunku i zrozumienia poza boiskiem, ciężko będzie to nadrobić właśnie na nim.

Z doświadczenia wiem, że nieważne czy pracujesz z dziećmi, seniorami, czy młodzieżą pewne zasady są niezmienne.

POKAŻ, A NIE WYMAGAJ. TŁUMACZ, A NIE ROZKAZUJ, ROZMAWIAJ, A NIE KRZYCZ.

Trzy proste hasła, jednak trudniejsze do wykonania. Od zawodników wymagamy kontroli emocji i radzenia sobie z presją, ale to samo spoczywa na trenerze. W każdym człowieku kotłują się emocje, ale to każdy sam musi nauczyć się z nimi radzić.

Ludzie są istotami, które podświadomie budują swoje ego. Konstruktywna krytyka ma pomóc w doskonaleniu siebie, ale żeby to było efektywniejsze potrzebna jest również pochwała. Ciągłe oskarżenia i krytyka prowadzą do zniechęcenia.

Czas po treningach wzmacnia! Ważny jest czas spędzony poza boiskiem. Jeśli poznasz swojego podopiecznego jako człowieka to lepiej zrozumiesz go jako sportowca. Integracji nie uczymy się tylko na treningach. Istnieje mnóstwo zabaw, które budują atmosferę i scalają zespół. Warto poświęcić trochę czasu na treningi współpracy.

ROZMOWA, NIE MONOLOG, NIE WYKŁAD, NIE POUCZANIE.

To klucz w każdej relacji. Złoty środek, na który składa się kompromis, zrozumienie, szacunek i wspólny cel – porozumienie. Na koniec mowa o celach, ale to właśnie od nich powinieneś rozpocząć każdą współpracę. Każdy wchodzący w skład nowego teamu ma swoje doświadczenia, oczekiwania i cele. Poznając te rzeczy tylko wtedy możecie opracować plan, który doprowadzi do wspólnego celu, który już od początku musi być dobrze znany każdemu.

 

Każdy rodzic wie, co jest najlepsze dla swojego dziecka, a przynajmniej tak mu się wydaje. Niestety od "złożenia" do faktu jest długa droga. W swojej pracy często spotykam się ze skrajnymi typami zachowań: od przesadnie wspierających rodziców, do nadmiernie wymagających. To cienka granica, którą łatwo przekroczyć, a jest decydującym czynnikiem, przez który dziecko samo dyskwalifikuje się ze sportu.

"Jasiek mając pięć lat został pierwszy raz zabrany przez tatę na mecz koszykówki, a zaraz po tym na boisko nieopodal domu. Od tamtego czasu nie rozstawał się z piłką, a najbardziej lubił grać z kolegami zaraz po szkole. Lata mijały, a Jasiek marzył o grze w szkolnej drużynie i lokalnym klubie młodzieżowym. Tak też się stało. Wzrost pozwolił mu na przegonienie rówieśników i już w podstawówce odznaczał się dobrymi umiejętnościami koszykarskimi. Ta historia mogłaby mieć mistrzowski finisz, a skończyła się jak mnóstwo innych. Jasiek od początku słyszał od taty, że najważniejszy jest wynik! Po meczach za każdy błąd był karcony i pod presją ojca bardzo często podejmował decyzję o zmianie klubu "na lepszy". Presja, którą wytworzył ojciec, zabiła w chłopcu radość płynącą z gry. Treningi stały się dla niego męczarnią, a mecze wielkim stresem. Przestał się rozwijać i przykładać do treningów. Jasiek stracił ducha walki i zakończył przygodę ze sportem."

Niestety powyższa historia powtarza się coraz częściej. Dzieci, niczym ich idole, chcą uprawiać sport: grać w piłkę, tenisa, pływać, tańczyć, walczyć na macie czy ringu. To piękne, gdy dziecko poprzez zabawę uczy się odpowiedzialności, zdobywa świadomość wartości i wspomaga rozwój fizyczny. Szkoda, że zbyt często to własnie rodzice stoją na przeszkodzie w spełnianiu marzeń swoich pociech. Dlaczego z grona trenujących dzieci i młodzieży tylko nieliczni trenują zawodowo i osiągają sukcesy?

Talent i ciężka praca to jedno, ale najważniejsza w początkowej fazie jest postawa rodziców, bo to od nich dziecko czerpie wzorce.

Rodzicu! Chcesz, aby ten mały szkrab grający w piłkę nauczył się osiągać zamierzone cele? To nie popełniaj najczęstszych błędów!

Daj wybór!

Lubisz "robić coś na siłę"? Chyba nikt nie lubi, tym bardziej Twoje dziecko. Ono tak samo jak Ty ma prawo wybrać. Pokaż mu jak fajnie można aktywnie spędzać czas poprzez zabawę, a samo pokocha sport i wybierze tę dyscyplinę, która sprawia mu przyjemność.

Naucz wyciągać wnioski!

Po nieudanym meczu pozwól dziecku na wyciągnięcie jego wniosków. Nie narzucaj zdania, nie krzycz, nie wymagaj. Zaczekaj aż samo zacznie mówić o meczu/zawodach i zawsze staraj się pokazać pozytywną stronę tego co zrobił. Oczekiwania bliskich są najcięższym przeciwnikiem dla sportowców. Młody umysł z takiej sytuacji zapamięta, że sukces to przede wszystkim zadowolenie rodziców. Nie jestem zwolenniczką pojęcia "porażka", a już w ogóle w wieku, gdzie przygoda ze sportem się zaczyna. Jeśli nie byłoby przegranych i złych meczów to jak człowiek nauczyłby się odróżniać i doceniać sukces?

Nie krytykuj i nie naciskaj!

Zamiast krytyki użyj konstruktywnej porady, ale poprzedzonej pozytywnym słowem. Tak robią trenerzy pracujący w seniorskich drużynach, ponieważ ma to wielki wpływ na nastawienie zawodnika i budowę jego samooceny. W tak młodym wieku to szczególnie ważne. Ciągła krytyka i nacisk powodują opór wśród dzieci i utratę pewności siebie, w tym wypadku szybko poddają się i zniechęcają. Proces budowania poczucia wartości jest długi, składa się na niego wiele doświadczeń, dlatego pozwólmy tego doświadczać.

Szanuj trenera i innych przeciwników!

Obelgi i wtrącanie się w pracę trenera dają przykład młodemu zawodnikowi, ze "może wszystko", a to sport ma uczyć dyscypliny – nie odwrotnie. Obwiniając warunki, sprzęt, trenera, sędziów nie uczy się brania odpowiedzialności za swoje błędy. Wzmacnia się za to nawyk zrzucania winy, przez co dziecko nie widzi tego, co mogłoby poprawić i zrobić inaczej, aby być lepszym.

Zaufaj!

Podejmowanie decyzji jest nie tylko ważną umiejętnością w sporcie, ale przede wszystkim w życiu. Pozwól dziecku uczyć się na swoich błędach, odróżniać dobre decyzje od złych, być kreatywnym. Ciągła kontrola nie uchroni go od złego, wręcz przeciwnie. Trudności zawsze będą czekały za zakrętem, dlatego trzeba pozwolić dziecku stawiać im czoło.

Mamo i Tato, wspieraj, a nie oczekuj, że dziecko spełni Wasze marzenia, dzięki którym przeżyjecie drugą młodość! Każdy rodzic chce dla swojej pociechy jak najlepiej, ale czasami warto posłuchać rad tych, którym też zależy na dobru Twojego dziecka.

Temat emocji jest bardzo rozległy, dlatego będziemy do niego często wracać. Dzisiaj zaserwuję Wam dawkę emocji, a dokładniej opowiem jak ugryźć i nie udławić się naszymi stanami emocjonalnymi. A Wy jak rozumiecie pojęcie emocji?

Pewnie najczęściej słyszycie: "Naucz się radzić sobie z emocjami" - to stwierdzenie przedstawia je w nie najlepszym świetle, a ostatnio stało się modną wymówką i wyrzutem. Pewnie, że można się tego nauczyć, ale najpierw trzeba zrozumieć swoje emocje i je odróżnić. Wydaje się skomplikowane?

Emocja, to nasza własna interpretacja danego bodźca, która uruchomiona przez myśli prowokuje ciało. Zwykle odróżniamy pozytywne i negatywne emocje, czyli np. radość, ekscytacja, ulga, ciekawość, zazdrość, gniew, smutek, lęk, frustracja. Rzadziej lub wcale, interpretujemy je głębiej i obiektywniej. Dobrym przykładem jest lęk, który - uznany za nielubianą przez nas emocję - jest przydatny. Co więcej - bez lęku nie moglibyśmy funkcjonować! Zobaczcie sami: wyobraźcie sobie sytuację, że spotykamy na swojej drodze lwa, groźnego psa lub inne zwierzę, które wzbudza w nas strach. Naszą pierwszą reakcją jest lęk i szukanie sposobu ucieczki i ochrony, a to właśnie lęk pobudza nasz organizm do mobilizacji i szukania wyjścia z sytuacji. Więc gdyby nie lęk, to co zrobilibyśmy w takim momencie?

1. Emocje są ulotne 

Każda radość, czy rozczarowanie i smutek mijają. "Czas leczy rany" - w przypadku emocji jest to prawdziwe. Wspomnienia pozostają w głowie człowieka na zawsze, ponieważ najlepsza pamięć, którą możemy się posługiwać, to właśnie pamięć emocjonalna. Stąd tak łatwo przypominamy sobie ważne dla nas wydarzenia. Słuchając muzyki, która dobrze nam się kojarzy czujemy emocje towarzyszące temu wspomnieniu – rzecz jasna o mniejszej sile. Każda emocja słabnie po czasie – prędzej czy później, ale najczęściej po upływie czasu zupełnie inaczej patrzymy na daną sprawę.

2. "Zawsze bierz pod uwagę fakt, że możesz się mylić. "- Terry Pratchett

I zawsze bierzcie pod uwagę to, że emocje nie są faktami. To tylko i wyłącznie Wasze spojrzenie na sytuację. Nie wymagajcie od innych ani nie łudźcie się, że każdy interpretuje dane zdarzenie tak samo. Ile ludzi – tyle spostrzeżeń. Więc zastanówcie się, czy coś może być faktem, jeśli każdy widzi to inaczej? Nie. Fakt jest jeden - nie liczą się wyobrażenia, intuicje, przeszłe doświadczenia. Fakt jest albo go nie ma.

3. Nikt poza Tobą nie ma wpływu na Twoje emocje

Jedziemy samochodem i często denerwujemy się na innych kierowców - jedni reagują bardzo nerwowo, inni niekoniecznie. To nie jest wina tego pirata drogowego, że akurat Ciebie jego zachowanie wyprowadza z równowagi. Kolejka w sklepie – jedni wyluzowani czekają na swoja kolej, inni niecierpliwią się z każdą minutą. Wina kolejki? Pani w kasie? Sklepu? Nie. Takich sytuacji w życiu codziennym spotyka nas mnóstwo i to Ty sam odpowiadasz za to, co czujesz.

4. Ciało oddziałuje na nasze emocje

Im szybciej zrobicie coś ze swoim ciałem, zamiast dręczyć się i spinać z gniewu, frustracji, czy zmartwień - tym lepiej. Każdy ma swoje sposoby na relaks - kąpiel, czekolada, sport, serial - najważniejsze to rozluźnienie. Otwórzcie swoje ciało, wyprostujcie sylwetkę, głowa do góry - dosłownie i w przenośni, wykrzyczcie swoje żale i tym samym obniżycie poziom kortyzolu – hormonu stresu, a podwyższycie testosteron i zmobilizujecie organizm do działania.

5. Zmieniaj błędne przekonania

Zastanówcie się i zapiszcie swoje przekonanie, które Was nurtuje/dekoncentruje, a przede wszystkim wprowadza negatywne odczucia.

Przykład błędnego przekonania:  "Jestem wściekły, bo nic nie idzie po mojej myśli."

Skutki tego myślenia: negatywne myślenie, nakręcanie się i podwyższanie złości, zawężenie rozumienia, zły nastrój - gorszy dzień, brak wiary w siebie, wyżywanie się na bliskich, brak działania i szukania rozwiązań, stanie w miejscu.

Poprawne przekonanie: Skupiam się na szukaniu rozwiązania, a nie marnuję czasu i energii na frustrację i nerwy.

Następnie znajdźcie argumenty, które wskazują, że Wasze pierwsze przekonanie nie jest faktem – po prostu przypomnijcie sobie "ile już rzeczy w życiu wyszło po Waszej myśli". A teraz zmotywowani, że jednak coś Wam w życiu wyszło możecie wrócić do punktu 2. i nie sugerować się przekonaniami pod wpływem emocji.

6. Nie analizuj!

Chyba najgorsze, co możemy robić pod wpływem jakichkolwiek emocji to analiza tego, co akurat siedzi w naszej głowie. Emocje powodują zawężenie uwagi i myślenia, co powoduje, że na daną sytuację patrzymy tylko przez pryzmat swoich odczuć. A kto powiedział, że one są właściwe? Zawsze najlepszą radą jest ochłonięcie i obiektywne spojrzenie na sprawę.Analizie mówimy NIE!

Czy czasami nie byłoby prościej wyłączyć myślenie i poczekać aż "ułoży się samo"? Spróbuj. Nie idzie? Bo mówiąc sobie "nie myśl" prowokujesz, więc zwyczajnie odwróć swoją uwagę, zajmij się czymś innym, zadzwoń do kogoś, wyjdź na spacer. Wprowadź w swoje życie nawyk - niedziałania pod wpływem emocji i odwracania uwagi od natrętnych myśli.

Życie bywa często nieprzewidywalne i psuje nam pięknie zaplanowane dni - najlepszą metodą jest zaakceptowanie tych wyzwać i pomimo tego z uśmiechem na twarzy dążenie do swojego.

Ostatnio pisałam Wam o motywacji – jak ją skutecznie obudzić w sobie i podtrzymać. Mam nadzieję, że stosujecie z powodzeniem te metody. Dzisiaj zajmiemy się tematem, w którym zawiera się wspomniana motywacja. Każdy słyszał o sportowcach pracujących z psychologiem, rozwoju tej dziedziny we współczesnym sporcie, motywacyjnych szkoleniach, warsztatach dla trenerów i zawodników. Ale czy tak naprawdę wiecie czym jest psychologia sportu?

Nie jestem wariatem – nie potrzebuję psychologa

Polska mentalność niestety nie dorosła jeszcze do czasów, w których psycholog postrzegany jest jako doradca nie tylko w problemach, ale także jako trener naszych umiejętności umysłowych, których nie wykorzystujemy w stu procentach. Wielu ludziom wydaje się, że zawodnik współpracujący z psychologiem sportu postrzegany jest jako "ten nieradzący sobie", "mający problem". To stereotyp i totalna bzdura. Psycholog sportu to nikt inny, jak członek sztabu szkoleniowego, którego zadaniem jest praca nad zwiększeniem efektywności danego sportowca. Najczęściej to sekundy i psychologiczne czynniki, takie jak radzenie sobie ze stresem w kluczowych momentach, szybkość reakcji i koncentracja, decydują o zwycięstwie na najwyższym szczeblu, gdzie spotykają się zawodnicy o podobnych predyspozycjach technicznych, taktycznych i motorycznych. Psycholog ma dbać o to, aby zawodnikowi nie zabrakło żadnej z wyżej wymienionych umiejętności.

"Mentalności nie da się zmienić" - serio?

Pewność siebie, koncentracja, radzenie sobie z presją i emocjami, multitasking, odporność psychiczna, odpowiednie nastawienie i zmotywowanie, regulacja napięcia i pobudzenia – z tym się nie rodzimy, a wypracowujemy to poprzez doświadczenia i - przede wszystkim – trening tych umiejętności. Nasza psychika zawiera niewiarygodne zapasy zdolności, których nie potrafimy wykorzystać. Co więcej - nasz mózg to mięsień, więc dlaczego nie trenujesz go tak jak pozostałych?

Psycholog nie jest profesorem Dumbledorem!

Wielu zawodników, trenerów, czy ludzi z innych dziedzin oczekuje, że psycholog niczym czarodziej machnie swoją magiczną różdżką i sprawi, ze klient będzie latał nad koszem, strzelał gole lepiej od Cristiano Ronaldo, czy stanie się pewnym siebie team leaderem. Jeśli faktycznie tak myślicie, to muszę wyprowadzić Was z błędu. Czy wystarczy raz pójść na siłownię i mieć wysportowaną sylwetkę? Czy wystarczy raz zagrać w tenisa i być zdobywcą Wielkiego Szlema? No właśnie. Tak jak wspomniałam wcześniej - praca z psychologiem sportu to nie tylko wsparcie i rozmowy, ale także żmudny trening. Najważniejsza jest systematyczność, konsekwencja i cierpliwość.

Kozetce mówimy NIE!

Psycholog jest postrzegany jako osoba siedząca w gabinecie z kozetką lub kanapą, na której kładzie się klient i... zaczyna się "pranie mózgu". I tu się zdziwicie bo u mnie zawodnicy siedzą, chodzą, trenują, czasami leżą i relaksują się, a ja niczego nie „piorę” w tym czasie. Stereotypów jest mnóstwo, a najwięcej jest tych zaczerpniętych z amerykańskich filmów, więc tak naprawdę co nam "pierze głowę"? :) Psycholog sportu ma nieco inną rolę niż terapeuta, który zajmuje się zaburzeniami i problemami swoich podopiecznych. Nie mniej jednak często też jest wykwalifikowany, aby zająć się nie tylko treningiem mentalnym.

"Mentalnie przegraliśmy mecz"

Bardzo często słyszymy po meczach wypowiedzi sztabu szkoleniowego lub samych sportowców i działaczy, że "mentalnie przegraliśmy ten mecz". Owszem, mnóstwo razy tak właśnie jest, a często to dobra wymówka na konferencjach prasowych. I tu rada dla Was drodzy sportowcy - możecie również nauczyć się mentalnie wygrywać, ale trzeba wiedzieć jak to zrobić.

Psycholog sportu vs Trener mentalny

"Jesteś zwycięzcą" - czy tylko na tym opiera się psychologia sportu? Nie. Jest wielu mówców motywacyjnych i trenerów mentalnych, którzy zajmują się tego typu motywowaniem i coachingiem. Jednak trener mentalny poza wsparciem zawodnika, nie ma wiedzy do diagnozowania go. Nie może posługiwać się narzędziami i badaniami psychologicznymi w celu obserwacji postępów zawodnika i wyznaczeniu obszarów do pracy nad jego umiejętnościami sportowymi. Trening mentalny jest bardzo rozbudowany i łączony z treningiem fizycznym, przez co psycholog musi mieć dużą znajomość dyscypliny, w której pracuje. To jest zasadnicza różnica, a jednak psycholog sportu niesłusznie mylony jest z tego typu trenerami.

Jak to jest w Polsce?

Kompleksowe przygotowanie sportowca we wszystkich obszarach powinno być normą, a niestety nie wszystkie kluby stać na zapewnienie tego poziomu warunków pracy dla swoich zawodników. Współpraca z psychologiem sportu za granicą jest podstawą. Zasiada on w sztabie szkoleniowym, obok trenera i ma czynny wpływ na rozwój zawodnika. W Polsce ta dziedzina jest coraz bardziej popularna, a niedługo będzie również wymogiem – tak jak w przypadku fizjoterapii czy przygotowania motorycznego, które wciąż rozwijają się w zawrotnym tempie. Przede wszystkim zawodnicy na najwyższym światowym poziomie, również reprezentujący nasz kraj, głośno podkreślają jak ważna jest dla nich współpraca z psychologiem w tym obszarze. Czy to jest temat tabu? Każda dziedzina potrzebuje czasu i sukcesów, aby mogła się rozwijać. W polskim sporcie ta fala rusza i staje się normą, a coraz więcej klubów i najlepszych sportowców głośno podkreśla, że bez psychologa ani rusz.

Strona używa plików cookies, aby ułatwić Tobie korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych. Więcej informacji