Z nami zdrowo
Zaloguj się

Logowanie

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Pamiętaj mnie
Zaloguj się za pomocą konta
Aktualności 2019-09-10

Oliwa, masło czy olej. Jaki tłuszcz jest najlepszy?

Całkowite wyeliminowanie tłuszczu z diety? To bardzo zły pomysł! Oleje, oliwy, a nawet masło są

... Czytaj więcej...

Sukces pojawia się wtedy, gdy kieruje mną wiara w moje siły i możliwości. Muszę całym sercem pokochać to, co robię i wierzyć w sens tego działania. Bieganie – aby móc się nim cieszyć, teraz i na zawsze – musi mieć jasno wytyczony cel! Ale tylko taki cel, który jest realny i możliwy do zrealizowania. I na tym należy się skupić zaczynając tę piękną przygodę.

Cykl o inspirujących historiach za kulis sportowego życia postanowiłam rozpocząć opowieścią o koszykarzu, na którego karierze wychowałam się, ale to tylko jeden z wielu powodów. Maciej Zieliński od zawsze był dla mnie autorytetem polskiej koszykówki, a później osobą, z którą łączyła mnie miłość do jednego klubu - Śląska Wrocław. On spędził tam najpiękniejsze chwile swojej kariery, a dla mnie spełnieniem marzeń było rozpoczynać karierę jako psycholog właśnie w tym miejscu i z tymi ludźmi. Moje marzenie zostało spełnione, a teraz opowiem Wam historię człowieka, który nawet po zakończeniu kariery kocha tę dyscyplinę nad życie.

źródło: Andrzej Romański - pzkosz.pl 

- Na koszykówkę byłem skazany chyba od urodzenia. Oboje rodziców grali w kosza, więc chyba nie miałem wyjścia - chociaż na początku trenowałem piłkę ręczną, która była specjalnością mojej szkoły. Początki nie były łatwe, niestety ciężko było mi przestawić się z piłki ręcznej na inną dyscyplinę, ale po pewnym czasie zobaczyłem postępy i basket wygrał! - wspomina Zieliński.

Urodzony w Wałbrzychu, rozpoczynający karierę w Olsztynie, a zdobywający sukcesy we Wrocławiu - "Zielony" smykałkę do sportu miał już od dziecka. Odziedziczył po rodzicach zamiłowanie do aktywnego trybu życia. Choć Zieliński rozpoczynał od piłki ręcznej to doceniony przez trenerów - najpierw w Olsztynie, aż później Śląsk Wrocław wypatrzył i zatrzymał Maćka do końca.

Ponad 16 lat związanych jako koszykarz ze Śląskiem, osiem tytułów mistrzowskich, wielokrotne uczestnictwo w Mistrzostwach Europy i rozgrywkach Euroligi, a także występy w NCAA - to wszystko ma w swoim dorobku jeden z najlepszych polskich zawodników.

- Najlepsze chwile w mojej karierze? Wszystkie Mistrzostwa Polski, które zdobyliśmy ze Śląskiem! Z pojedynczych meczów to z pewnością pokonanie Realu w Madrycie i Maccabi we Wrocławiu. Z reprezentacji to 7. miejsce na Mistrzostwach Europy w Barcelonie - chociaż jest duży niedosyt po porażce z Grecją. Cieszą mnie bardzo ukończone studia w Providence College i chociaż nie spędzałem za dużo czasu na boisku, to tamte przyjaźnie trwają do dzisiaj. Mam kilku kolegów z NBA - mówi Maciej.

Ze Śląskiem związanych jest wiele zasłużonych nazwisk m.in.: Mieczysław Łopatka, Adam Wójcik, Dominik Tomczyk, Jacek Krzykała, czy Dariusz Zelig. Ten ostatni znaczył dla młodego Zielonego najwięcej w tamtych czasach. Polski trener i koszykarz, olimpijczyk i wieloletni reprezentant, a do tego inspiracja dla przyszłych wielkich nazwisk. Jednym z nich był właśnie Maciej.

- W Polsce moim mentorem był Darek Zelig i to od niego uczyłem się basketu, wszystkich sztuczek i zagrań. Wiele razy zostawał ze mną po treningu i walczyliśmy 1 na 1. Za to będę mu zawsze wdzięczny - opowiada.

Oczywiście Zielony jak i każdy kibic koszykówki miał swoich idolów w NBA. To były czasy Michaela Jordana i to od niego czerpał zapał, ale jako fan Bostonu Celtics nie mógłby nie wspomnieć o Larrym Birdzie. Zresztą kolor zielony na polskim i amerykańskim parkiecie zobowiązuje - do dnia dzisiejszego.

W 2006 roku Maciej Zieliński zakończył koszykarską karierę, ale czy rozstał się z klubem, wspomnieniami, koszykówką? Nigdy w życiu. Poza działaniami pozasportowymi cały czas sercem był blisko Śląska. Kibicował nawet najmłodszym rocznikom i regularnie przychodził na mecze. Co dzisiaj przekazałby zastrzeżony numer 9 w Śląsku Wrocław swoim następcom?

- W koszykówce ważne jest poczucie bycia częścią drużyny, która z biegiem czasu staje się drugą rodziną. Tak było w moim przypadku. Tylko dzięki wspólnej pracy całego zespołu można osiągnąć sukces, a wiele razy dla dobra drużyny trzeba poświęcać swoje indywidualne ambicje. I tego właśnie uczy sport i koszykówka: podnoszenia się po porażkach i wyciągania z nich wniosków, a z drugiej strony poświęcania siebie dla dobra innych. Młodym sportowcom mogę przekazać, że tylko ciężka praca i walka mogą - ale też nie muszą - prowadzić do osiągnięcia sukcesu. Trzeba wierzyć w swoje umiejętności, uczyć się z porażek i podpatrywać starszych kolegów, bo to od nich można najwięcej wynieść! - dodaje Zielony.

W obecnych czasach ciężko jest wymienić zawodników, którzy przywiązują się na stałe do jednego klubu. Śląsk Wrocław był potęgą, ale to tylko dzięki ludziom, którzy oddali serce tamtejszym parkietom. Ta pamięć pozostanie w każdym polskim miłośniku koszykówki.

W tym pamiętnym dla mnie sezonie spędzonym na śląsku obchodziłam 26 urodziny, Maciek życzył mi wtedy "100 lat w Śląsku" - i teraz, pomimo że od Wrocławia dzieli mnie 500 kilometrów, to duchem zawsze będę w Kosynierce.

 

Pracowałam z drużynami sportowymi i nie dam sobie powiedzieć, że atmosfera pomiędzy jej członkami nie jest ważna. Bez niej zespół składający się nawet z najlepszych zawodników może nie spełnić oczekiwań. Fundamentem każdej pracy, jaką wykonuje grupa ludzi jest współpraca.

Nie tylko w sporcie, ale w każdym innym przypadku – rodzina, aby dobrze funkcjonowała musi współpracować, wspierać się i pomagać sobie. W sporcie nie tylko drużynowym mówi się o "Team spirit". Tenis jest sportem indywidualnym, ale to sztab ludzi pracuje każdego dnia na to, aby zawodnik osiągał jak najlepsze wyniki – to również jest drużyna.

A – ambicja - jeden wspólny cel i dążenie do niego

T - trener - punkt łączący zawodników ze sportem

M – miłość - "wkładaj serce w to co robisz" - tylko wtedy ma to sens

O - optymizm - pozytywne nastawienie jest niezbędne w sportowym życiu

S - sukces - nawet najmniejsze sukcesy łączą, więc trzeba wspólnie do nich dążyć

F - feta - integracja i świętowanie sukcesów

E - empatia - zrozumienie i przyjaźń nie tylko w szatni

R - razem - zawodnicy są RAZEM odpowiedzialni za to co dzieje się na boisku/parkiecie.

A - angażowanie się - sport daje Ci satysfakcję, koledzy z drużyny oraz trener pomoc w osiągnięciu celu. A Ty co im dajesz?

Trener – Bob Budowniczy

Na dobrą chemię musi pracować każdy z załogi. Trener budując nowy team musi zadbać o fundament tej atmosfery jako pierwszy i ją zbudować. To on czuwa nad wszystkim i zaraża innych swoją wiarą i energią. Ta funkcja musi łączyć w sobie rolę ojca, mentora, autorytetu, ale przede wszystkim człowieka. Bez szacunku i zrozumienia poza boiskiem, ciężko będzie to nadrobić właśnie na nim.

Z doświadczenia wiem, że nieważne czy pracujesz z dziećmi, seniorami, czy młodzieżą pewne zasady są niezmienne.

POKAŻ, A NIE WYMAGAJ. TŁUMACZ, A NIE ROZKAZUJ, ROZMAWIAJ, A NIE KRZYCZ.

Trzy proste hasła, jednak trudniejsze do wykonania. Od zawodników wymagamy kontroli emocji i radzenia sobie z presją, ale to samo spoczywa na trenerze. W każdym człowieku kotłują się emocje, ale to każdy sam musi nauczyć się z nimi radzić.

Ludzie są istotami, które podświadomie budują swoje ego. Konstruktywna krytyka ma pomóc w doskonaleniu siebie, ale żeby to było efektywniejsze potrzebna jest również pochwała. Ciągłe oskarżenia i krytyka prowadzą do zniechęcenia.

Czas po treningach wzmacnia! Ważny jest czas spędzony poza boiskiem. Jeśli poznasz swojego podopiecznego jako człowieka to lepiej zrozumiesz go jako sportowca. Integracji nie uczymy się tylko na treningach. Istnieje mnóstwo zabaw, które budują atmosferę i scalają zespół. Warto poświęcić trochę czasu na treningi współpracy.

ROZMOWA, NIE MONOLOG, NIE WYKŁAD, NIE POUCZANIE.

To klucz w każdej relacji. Złoty środek, na który składa się kompromis, zrozumienie, szacunek i wspólny cel – porozumienie. Na koniec mowa o celach, ale to właśnie od nich powinieneś rozpocząć każdą współpracę. Każdy wchodzący w skład nowego teamu ma swoje doświadczenia, oczekiwania i cele. Poznając te rzeczy tylko wtedy możecie opracować plan, który doprowadzi do wspólnego celu, który już od początku musi być dobrze znany każdemu.

 

Dobrze znasz sytuację, kiedy Twoje myśli krążą po głowie i nie pozwalają Ci zasnąć? Próbujesz "o niczym nie myśleć", a ich jest coraz więcej, tak jak problemów i zmartwień, których one dostarczają. Ta bezradność wobec głowy staje się męcząca i przygnębiająca. To właśnie sztuka mindfulness pomaga znaleźć spokój w pędzącym świecie i pomaga uwolnić się, pokazuje jak żyć, aby nie być podporządkowanym swoim myślom, lękom i przekonaniom.

Uważność - tak tłumaczone jest słowo mindfulness, które w ostatnim czasie stało się coraz bardziej popularne. W różnych miastach w Polsce możemy uczestniczyć w tego typu warsztatach np. Treningu Redukcji Stresu opartym na uważności (Mindfulness Based Stress Reduction) - jest to najbardziej znany trening mindfulness. Szkolenie trwa osiem tygodni, podczas których uczestnicy uczą się doświadczania i stosowania uważności. Badania udowadniają ogromny wpływ tej praktyki na obniżenie oznak stresu w organizmie, większą umiejętność relaksacji i rozluźnienia, radzenie sobie z bólem chronicznym, a co za tym idzie: lepsze samopoczucie, entuzjazm, radość z życia i pewność siebie. Czy głównym celem tego praktykowania jest relaks i poczucie szczęścia? Nie. Mindfulness ma dać Ci wolność od wspomnianych reakcji na myśli, uczucia i doświadczenia w naszym życiu.

Akceptacja kluczem do szczęścia

Głównym założeniem praktyki, która wywodzi się z buddyjskiej tradycji, jest zaakceptowanie doświadczanej sytuacji i wszystkich odczuć towarzyszących jej w danym momencie. Nie chodzi o koncentrowanie się w danej chwili na innych ludziach i wydarzeniu, a naszych wewnętrznych odczuciach. Drugą najważniejszą zasadą jest ich akceptacja, a nie uciekanie od nich, walczenie z nimi, czy przyciąganie. Dopiero, gdy nauczymy się doświadczać na sto procent tego, co nam się przytrafia będziemy w pełni żyć w danej chwili. W tym momencie słynne powiedzenie "carpe diem - żyj chwilą" nabiera zupełnie innego znaczenia. Czy tego właściwego? Wyznawcy tej metody odnaleźli właśnie taki sposób na życie i jego przeżywanie.

Poznaj swoje ciało i umysł

Treningi uważności opierają się w dużym zakresie na medytacji i nie mam tu na myśli siedzenia w spokojnym miejscu i relaksowania się. Szereg ćwiczeń praktycznych oparty jest na oddechu, ale z pewnością interesujące jest skanowanie ciała, wsłuchiwanie się we wszystko, co się w nim dzieje i nauka akceptacji naszego wnętrza.

W świecie mindfulness nie ma miejsca na krytykę, narzekanie i nakręcanie się swoim błędnym myśleniem. Jest to w pewnym sensie zmiana nawyków i zakorzenionych poglądów. Osoby, którym to się udało, są potwierdzeniem skuteczności metody, a rosnąca popularność nie pozostawia złudzeń. Moja przygoda z mindfulness rozpoczęła się odkąd dowiedziałam się o zamiłowaniu jednego z najlepszym trenerów koszykarskich na świecie - Phila Jacksona - do psychologii i uważności. W treningi z koszykarzami wprowadzał elementy mindfulness, które przynosiły duże rezultaty w wynikach sportowych. Jedenaście tytułów mistrzowskich w najlepszej lidze NBA pokazuje jak ważny jest trening umysłowy w każdej dziedzinie życia.

 

Każdy z nas potrzebuje czasami dodatkowej porcji motywacji do treningów. Zwłaszcza, kiedy za oknem jest szaro i ponuro. My znaleźliśmy na to sposób – „S4GAME – wyścig po nagrody”, który rusza już 27 stycznia w 15 klubach fitness w Warszawie, Białymstoku, Gdyni i Toruniu! Sonko dołączyło do  grona partnerów akcji i zaprasza do wspólnej zabawy!

Duńczycy mają swoje hygge. Słowo zrobiło wrażenie i poszło w świat. Powędrowało znacznie dalej niż przewidywał mieszczący się w Kopenhadze Instytut Badawczy Szczęścia. W prestiżowym słowniku Collinsa hygge zostało umieszczone jako jeden z terminów roku. W opisie zasugerowano, że kryje się w nim tworzenie przyjemnego i przytulnego otoczenia, które wpływa na nasze dobre samopoczucie. Do księgarń trafiły książki ze szczegółowymi instrukcjami wzniecania pożądanego klimatu. Okazuje się, że hygge może być nasze mieszkanie, jedzenie, spotkanie z przyjaciółmi. My sami możemy zostać hygge rodzicami, pracownikami, sportowcami. Wystarczy tylko z Duńczyków wziąć przykład.

Strona używa plików cookies, aby ułatwić Tobie korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych. Więcej informacji