Z nami zdrowo
Zaloguj się

Logowanie

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Pamiętaj mnie
Zaloguj się za pomocą konta
Smaczne inspiracje 2019-10-31

Wieprzowina z woka z ryżem

Jedna z najbardziej znanych potraw z prowincji Hunan. Jest pyszna a do tego bardzo prosta i szybka

... Czytaj więcej...

Ruskie. To nie tylko pierogi! Co powiecie na naleśniki gryczane po rusku?

Składniki:

100 g zmielonej na mąkę kaszy gryczanej marki Risana
1 jajo
pół szklanki mleka
pół szklanki wody
sól, pieprz

 

Wkład:
 
4 ziemniaki obrane a wcześniej ugotowane w skorupkach
pół kostki twarogu
1 cebula
sól, pieprz

Przygotowanie:

Na dużej patelni rozgrzewamy oliwę. Dodajemy pokrojoną w kostkę cebulę i smażymy do zarumienienia.

Ziemniaki i ser przeciskamy przez praskę.

W dużej misce mieszamy ziemniaki, ser i cebulę, przyprawiamy solą, pieprzem i mieszamy.

Mąkę gryczaną wsypujemy do miski, dodajemy mleko, wodę, szczyptę soli i mieszamy na jednolitą masę. Dodajemy jajko i ponownie mieszamy.
Na patelni rozgrzewamy odrobinę oleju. Nalewamy cienką warstwa ciasta i smażymy na średniej mocy palnika z dwóch stron. I tak z każdą porcją ciasta naleśnikowego

Gotowy naleśnik umieszczamy na talerzu. Na każdego placka dodajemy farsz, delikatnie rolujemy całość. Naleśniki podajemy ze śmietaną lub jogurtem greckim.

Smacznego!

Nie ma co się czarować - jesienią bardzo często nasza motywacja spada do zera. Coraz zimniejsze dni, mniej słońca i szaro-bure krajobrazy sprawiają, że dużo łatwiej sięgnąć nam po ciepły koc, niż po buty na trening. Jeśli jednak chcemy być fit, to rozwiązanie jest tylko jedno: należy coś zmienić! Powiew świeżości zapewni nam nową dawkę motywacji i chęci do działania. Oto 5 prostych pomysłów na to, jak odmienić nasz trening jesienią i przywrócić naszą motywację do bycia fit!

Warto pamiętać, że zmiany w planie treningowym są także wskazane, jeśli zależy nam na efektach kondycyjnych czy wizualnych - nowe bodźce dostarczane co jakiś czas sprawiają, że organizm lepiej reaguje na ćwiczenia i są one bardziej efektywne. Można więc wykorzystać jesień do eksperymentów, zmian i testowania naszego ciała - odwdzięczy się nam na pewno!

No dobrze, to konkretnie - co więc można zrobić, żeby ożywić swój plan treningowy w jesiennych miesiącach?

#1 WYKORZYSTAJ JESIENNE WIDOKI

Jesień to nie tylko szarości i deszcz. To także kolorowe liście szeleszczące pod nogami, piękne widoki o poranku oraz ciepłe promienie słońca pod wieczór. Warto wykorzystać te krajobrazy i zaplanować trening na dworze - to może być marszobieg, bieganie, spacer z kijkami ale też zwykły trening wykonany w przydomowym ogródku lub parku. To miła odmiana od ćwiczeń w domu czy na siłowni - a przy okazji sposób na poprawę samopoczucia, bo nie ma nic lepszego, niż aktywność fizyczna na świeżym, rześkim jesiennym powietrzu.

#2 TRENUJ Z SERIALEM

Wszyscy wiedzą, że jesień to także czas premier nowych produkcji na serwisach streamingowych i w telewizji. Dlaczego więc nie połączyć przyjemnego z pożytecznym i nie zaplanować treningu przy ulubionym serialu? Czas zleci szybciej, a my jednocześnie upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu. Oglądając wideo możemy ćwiczyć na bieżni, orbitreku czy rowerku, ale nie trzeba się do tego ograniczać - można przecież zaplanować też sesję rozciągania, mobility czy wykonywać ćwiczenia wzmacniające na czas.

 

#3 SKORZYSTAJ Z ZAJĘĆ GRUPOWYCH

Kiedy jesienna pogoda zrobi psikusa, łatwo o wymówki… chyba, że zaplanujemy wyjście na zajęcia grupowe. Odbywają się o konkretnej godzinie - nie będziemy więc ich przekładać i istnieje większa szansa, że rzeczywiście pójdziemy na trening. Takie zajęcia mogą też być niezłą dawką motywacji - ćwiczenia w grupie zazwyczaj sprawiają, że możemy wykonać więcej, oprócz tego są też świetną okazją do poznania nowych “treningowych” znajomych czy odkrycia innej formy ćwiczeń niż dotychczas. Wiele siłowni oferuje darmowe pierwsze wejściówki - możemy więc wypróbować najpierw tego typu aktywność, zanim zobowiążemy się do kupna karnetu.

#4 ZACZNIJ ĆWICZYĆ W PARZE

Kiedy brakuje motywacji, doskonałym źródłem inspiracji może być… druga osoba. Partner, koleżanka czy znajomy - razem zawsze jest raźniej i ta zasada dotyczy także ćwiczeń. Nie musicie robić tego samego treningu: czasami wystarczy tylko umówić się na konkretną godzinę na siłowni i pilnować swojego przyjścia, dzięki czemu każde z was będzie miało dawkę motywacji i zobowiązanie do pilnowania terminów treningu. 

 

#5 ZWIĘKSZ AKTYWNOŚĆ… PO PROSTU

Treningiem może być też coś, co normalnie… wcale nim nie jest. To nieprawda, że musimy konkretnie ćwiczyć na siłowni, tańczyć zumbę czy robić ćwiczenia z taśmami w domu, żeby być aktywną osobą. Równie dobrze możemy przy okazji jesieni zwiększyć naszą zwykłą aktywność - iść na grzyby, jesienny spacer, wykonać prace w ogródku czy wybrać się na wycieczkę rowerową. To kolejna okazja do spalenia kalorii i dostarczenia organizmowi odpowiedniej dawki ruchu, bez zmuszania się do ćwiczeń (kiedy nie mamy na nie ochoty). Zwykła godzina maszerowania to średnio 300 spalonych kalorii - tyle samo, co trening o średniej intensywności. 

JESIEŃ TO NIE WYMÓWKA 

I najważniejsze - jesień to wcale nie wymówka! To wręcz idealny czas na ćwiczenia - nie jest za ciepło, nie jest za zimno, a na siłowni nie znajdziesz tłumów jak po Sylwestrze. To też idealny moment, żeby już wdrożyć swoje postanowienia i nie czekać do 31 grudnia - tylko zademonstrować wtedy efekty naszej pracy. A te - przy odrobinie regularności - na pewno będą świetne!

 

 

 

Jak ugrillować perfekcyjny stek? 

Składniki:

100 g ryżu basmati marki Risana 2 steki wołowe
sos
1 łyżka oleju

4 łyżki sosu sojowego 2 łyżki miodu
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka imbiru ryż

1 łyżeczka garam masala łyżka masła
czarny sezam
sól, pieprz
oliwa

Przygotowanie:

Ryż gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Ugotowany mieszamy z garam masala, łyżką masła i zostawiamy pod przykryciem.

Wszystkie składniki sosu umieszczamy w misce mieszamy i zalewamy nimi steki wołowe.

Mięso w misce wsadzamy do lodówki na min godzinę. Następnie grillujemy na rozgrzanej patelni po 2 min z każdej strony.

Steki podajemy z aromatycznym ryżem basmati.

Smacznego!

W dawnych czasach matki kładły pod drzewami swoje nowo narodzone dzieci – wierzono bowiem, iż moc drzewa przyniesie im zdrowie i siły. Dziś ludowe mądrości zostały potwierdzone naukowo! Dobroczynne właściwości drzew są niesamowite. Dowiedz się, do których najlepiej się przytulać i jaki wpływ mają na nasz organizm. 

Przyroda ma na nas kojący wpływ. Uspokaja, pozwala nabrać dystansu, a gdy trzeba postawić do pionu. Jej siła jest potężna. Choć wielkie miasto kusi kolorowymi światłami, błyszczącymi neonami i możliwościami zawodowego rozwoju, to właśnie na łono natury wracamy, by odpocząć, zregenerować siły i zyskać energię do działania. Współczesna medycyna alternatywna wykorzystuje dobroczynne właściwości roślin w leczeniu wielu schorzeń, poprawie samopoczucia, a nawet wspomaganiu rozwoju osób z upośledzeniem intelektualnym. Jedną z takich zalecanych zabiegów osobom, które borykają się z emocjonalnymi trudnościami jest sylwoterapia. Metoda znana od setek lat, dziś zyskuje niebywałą popularność.

Sylwoterapia – dlaczego warto przytulić się do drzewa

Kontakt z drzewami wpływa pozytywnie na nasze zdrowie – fizyczne i psychiczne, kondycję oraz samopoczucie. To nie wiedza zaczerpnięta z bajkowych opowiadań, a naukowych rozpraw. Przebywanie wśród drzew pobudza organizm do samoleczenia. Wszystko dzięki zawartym w korze, liściach oraz kwiatach fitoncydom – substancjom chemicznym, które działają przeciwbólowo, przeciwzapalnie i antyseptycznie. Fitoncydy wykazują właściwości przeciwgrzybiczne i bakteriobójcze, a także jonizują powietrze. Dobroczynnie działają też soki i olejki drzew. Natura naprawdę potrafi skutecznie nas wspierać i pomaga odzyskać werwę. 

Sylwoterapia opiera się nie tylko na właściwościach związków chemicznych zawartych w drzewach, ale też na szeregu innych terapii. Jedną z nich jest chromoterapia. To dobroczynny wpływ kolorów i ich sezonowej zmienności na samopoczucie oraz psychikę człowieka. Zieleń uspokaja, wycisza zbyt silne emocje i wydobywa z nas energię do intensywnego działania. Efektywnie dodaje nam mocy także terapia dźwiękiem. Szum liści, śpiew ptaków, szeleszczenie trawy wzbudza w nas poczucie szczęścia i odprężenia. Dobrze kurację połączyć z aromaterapią, czyli świadomym czerpaniu z zapachów, skupieniu się na nich, regulowaniu dzięki nim oddechu. Można to zrobić w domu, wystarczy zamknąć się w sypialni, wyciszyć i bardzo intensywnie wąchać skórkę ulubionego owocu. Trzeba dać szanse mózgowi na uruchomienie przyjemnych wspomnieć, wrażeń i emocji. Spróbujcie, jak fantastycznie działa taki niepozorny zabieg. Im głębszy weźmiecie wdech, tym uzyskacie lepszy efekt. W aromaterapii dobrze sprawdzają się cytrusy, przyprawy korzenne, wanilia, zapach szarlotki. 

Przytul się z całych sił

Po tym oddechowym nasyceniu zapraszam do lasu. Już sam spacer wpływa na nas pozytywnie. Sylwoterapia idzie jednak o krok dalej. Aby skorzystać ze wszystkich dobroczynnych właściwości drzewa, trzeba się do niego mocno przytulić! Szeroko objąć pień ramionami i dotykać całym ciałem. O drzewo można się też po prostu oprzeć lub usiąść pod nim i oprzeć się plecami. W takiej pozycji przebywamy minimum 5 minut, ale czym dłużej, tym lepiej i korzystniej dla naszego samopoczucia. 

Ważne, aby wybrać drzewo zdrowe. Najlepiej w cichym, spokojnym miejscu, z dala od dźwięków miasta czy ruchliwej ulicy. Przytulamy się do drzewa, zamkamy oczy i staramy o niczym nie myśleć. 

Do jakich drzew się przytulać:

·      Brzozy

·      Dąbu

·      Gruszy

·      czarnego bzu

·       czereśni

·      Lipy

·      Sosny

·      Wierzby

·      Wiśni

·       Kasztanowca

·       Jodły

·      Jarzębiny 

W zależności od gatunku, wykazują one właściwości uspokajające, poprawiające koncentrację i pewność siebie, ale też ciśnienie krwi, wygląd skóry i nastrój, wspomagające odporność, ułatwiające zasypianie, pozytywnie wpływające na układ oddechowy itp. Niektóre drzewa, np. jarzębina korzystnie wspierają nas emocjonalnie. Do tego pięknego drzewa z pewnością powinny przytulić się osoby walczące z nałogami – wiele z nich dzięki sylwoterapii uporało się z uzależnieniem!

Jednym drzewem, które lepiej podziwiać z daleka, jest olcha szara. Długie przebywanie w jej pobliżu może wpłynąć na pogorszenie nastroju. Poza tym nie istnieją żadne przeciwwskazania do sylwoterapii. Może poza jednym – alergią. Wybierajmy drzewa, na które nie jesteśmy uczuleni. A jeśli mamy alergię na większość drzew, przytulajmy się do nich poza okresem kwitnienia. 

Sylwoterapia – dla kogo?

Drzewoterapia polecana jest dla wszystkich – małych i dużych, schorowanych, otyłych i tych z anemią, ale też zupełnie zdrowych, za to zestresowanych, zmagających się z różnymi problemami. Sylwoterapia pomaga walczyć z depresją i wspomaga leczenie innych chorób psychicznych. Regularnie praktykowana, sprzyja prawidłowemu rytmowi snu, koncentracji i ogólnej kondycji organizmu. Warto połączyć ją z aktywnością fizyczną na łonie natury – intensywny spacer, jazda rowerem czy Nordic Walking zwieńczony odpoczynkiem w towarzystwie drzewa przyniesie jeszcze lepsze efekty. Można przytulać się na spacerze i po biegowym treningu. W czasie pikniku, a nawet w drodze do pracy. Nie ma co szukać pretekstu, lepiej wykorzystać każdą okazję na te czułości. 

Sylwoterapia naprawdę działa. Niedowiarków niech przekonają badania. Dobroczynny wpływ drzew na człowieka został naukowo potwierdzony między innymi u dzieci z zespołem Downa. Zaleca się ją także kobietom mającym trudność z zajściem w ciążę – w leczeniu bezpłodności wykorzystuje się drzewa owocowe. Odpocząć pod gruszą czy jabłonią powinna też kobieta ciężarna – właściwości drzew nie tylko poprawiają samopoczucie i wspomagają rozwój malucha w brzuchu, ale też korzystnie wpływają na układ moczowo-płciowy. 

 

Nie ma więc na co czekać! Poza okresem zimowym, kiedy to na ośnieżonej ziemi lepiej nie siadać, sylwoterapia jest dla nas dostępna przez cały rok. Wykorzystujmy więc ogromny potencjał naszych pięknych polskich lasów i jak najczęściej przytulajmy się do drzewa!

Całkowite wyeliminowanie tłuszczu z diety? To bardzo zły pomysł! Oleje, oliwy, a nawet masło są niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu. Poznaj te najzdrowsze i dowiedz się, na czym smażyć, gotować i piec, aby było nie tylko smacznie, ale i korzystnie dla całego organizmu. 

W całej żywieniowej układance, której potrzebuje nasze ciało tłuszcz ma do odegrania porządną rolę.  Jest niezbędnym elementem rozsądnej diety. Wspomaga prawidłową pracę układu nerwowego i krwionośnego, pełni ważną rolę w przyswajaniu witamin z grupy A, D, E i K, a kwasy tłuszczowe wchodzą skład błon komórkowych wszystkich narządów ciała. Problemem nie jest samo jedzenie tłuszczu, a używanie go w nadmiarze. Ta niezalecana przez dietetyków obfitość robi w organizmie bałagan– powoduje nadwagę, wzrost poziomu cholesterolu, miażdżycę, a nawet rozwój chorób nowotworowych. Warto więc troszczyć się o to, by tłuszcze wybierać rozsądnie i we właściwych proporcjach. 

Mam nadzieję, że mój przegląd tłustej oferty ułatwi Wam podjęcie decyzji w sprawie tego, czego najlepiej używać w kuchni do gotowania, smażenia czy pieczenia. 

Olej, oliwa czy masło - na czym smażyć?

Smażenie jest jednym z najszybszych sposobów na przygotowania intensywnie aromatycznego posiłku. Wystarczy kwadrans godziny, by mieć pysznego kotleta dla całej rodziny. Wielu osobom potrawy po takim zabiegu smakują znacznie lepiej niż delikatnie gotowane czy duszone. Niestety, smażenie nie jest najzdrowszym sposobem na obróbkę termiczną. Wysoka temperatura zmienia strukturę i skład stosowanych tłuszczów. W efekcie wytwarzają się szkodliwe substancje, takie jak kroleina czy akryloamid, które mogą mieć o toksyczne i rakotwórcze działanie.

Są też jednak dobre wiadomości. Odpowiednie triki sprawią, że smażenie nie będzie wywierało niepożądanych konsekwencji. Najważniejszy jest wybór tłuszczu. Raczej nie stawiałabym na oliwę extra virgin – ją lepiej zostawić do sałatek, doprawiania zup i sosów. Najzdrowszy do smażenia jest olej rzepakowy. Dla wielu to spora niespodzianka, bo błądzimy wzrokiem po sklepowych półkach w poszukiwaniu dobrego produktu, a tymczasem nasz rodzimy olej rzepakowy będący w zasięgu ręki i cenowo korzystny sprawdza się w większości potrzeb. Nie dymi się w czasie podgrzewania, nie obciąża zanadto żołądka. To wszystko dzięki małej ilości wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Na polskie oleje także te tłoczone na zimno, jak chociażby lniany, warto generalnie stawiać. Rozejrzycie się, ile przyjemnych kompozycji jest w ofercie. Olej z pestek dyni, słonecznika, makowy, orzechowy, z czarnuszki. Rarytasowe kompozycje, koniecznie do użycia i ubarwiania nimi dań. Te wymienione pasują surowym daniom, można w nich marynować ryby, jajka, dopieszczać surówki. Dyniowy olej wymieszany z lodami waniliowymi jest w stanie zaskoczyć każdego kulinarnego sceptyka.  

Jeśli kogoś kusi egzotyczna podróż, to niech sięga po olej kokosowy, a do podsmażania potraw używa śródziemnomorskiej oliwy z oliwek, ale  w wersji rafinowanej. Dobrze sprawdza się też masło klarowane ghee. Ten specyficzny rodzaj tłuszczu, oczyszczony z niektórych substancji stałych, zawiera wiele cennych witamin i mikroelementów.

Teraz pewnie zastanawiacie się, czy można smażyć na tradycyjnym maśle, tym prawdziwym, co ma co najmniej 82% tłuszczu. Tak, ale wyłącznie krótko! Długi pobyt w wysokiej temperaturze sprawia, że się pali i bardzo obciąża żołądek i wydziela szkodliwe substancje. Absolutnie nie można smażyć na maśle - ani zresztą na żadnym innym tłuszczu,  jeśli spali się na patelni i zacznie dymić.

Do pieczenia i gotowania

Wybierając tłuszcz do pieczenia i gotowania, należy kierować się tymi samymi zasadami, co w przypadku smażenia. Zwracamy więc uwagę przede wszystkim na temperaturę dymienia. Oczywiście do pieczenia ciast i ciasteczek zwykle nie używamy oleju rzepakowego lub oliwy z oliwek. Jeśli nie mamy dietetycznych przeciwskazań lub obwarowań wybieramy tłuszcze zwierzęce. Masło nada puszystości i lekkości słodyczom, ciastom drożdżowym i bułkom. Nigdy nie polubiłam się z margaryną, przez lata była obiektem wielu sporów. Problem z nią polega na tym, że zawiera sporo tłuszczów trans, które podnoszą poziom złego cholesterolu. Konsekwencją takiej diety może być miażdżyca i insulinoodporność. Jeśli jednak zdecydujecie się na margarynę, pamiętajcie, że spożycie tłuszczów trans nie może przekraczać 1% dziennej porcji energii z diety. 

Natomiast w czasie gotowania najlepiej całkiem zrezygnować z tłuszczów w postaci olejów czy masła. Jedną z najzdrowszych form przyrządzania posiłków jest gotowanie na parze. Wbrew pozorom ten łatwy i zdrowy sposób może być stosowany do większości potraw. Warzywa i owoce nie tracą swoich witamin i wiotkości. Ryby są soczyste i jędrne. Nawet drób na parze wychodzi całkiem udanie. Serwowany w otoczeniu intensywnej salsy nie wyzwala poczucia braku i tęsknoty za innymi doznaniami. 

Jak się smaży się w innych krajach

Mamy ten komfort, że na sklepowych półkach możemy znaleźć najróżniejsze oleje z każdego zakątka świata. Oczywiście dobrze jest stosować lokalne tłuszcze, jednak warto też sięgnąć po doświadczenia kulinarne innych krajów. Na przykład w kuchni azjatyckiej, przede wszystkim w Indiach i Chinach, najbardziej rozpowszechniony jest olej arachidowy. Dzięki wysokiej temperaturze dymienia (225 st.) doskonale nadaje się do smażenia. Co ciekawe, prażony olej arachidowy wykorzystuje się jako dodatek do wielu potraw. Wyczujecie go w makaronach, ryżu, smażonych krewetkach. 

W kuchni Indii, Indonezji czy Filipin do wyrobów cukierniczych używa się przede wszystkim oleju kokosowego. Uzyskuje się go z wysuszonych orzechów palmy kokosowej. Do Europy i Stanów Zjednoczonych trafił za sprawą gwiazd. Aktorki i piosenkarki nadały mu mocne promocyjne życie. Tłuszcz kokosowy jest zdrowy. Zawiera w składzie wyjątkową grupę cząstek tłuszczu - trójglicerydy średniołańcuchowe (MCT), wykazujące dobroczynne działanie dla całego naszego organizmu.

W kuchni śródziemnomorskiej, ognistek Hiszpanii i gorących Włoszech, prym wiedzie oliwa z oliwek. Francuzi natomiast, znani z przywiązywania dużej wagi do zdrowego żywienia, najchętniej wybierają olej z orzeszków ziemnych, oliwę i oliwek i olej rzepakowy. Co ciekawe, to właśnie ten ostatni został zalecony przez Francuski Narodowy Plan Zdrowego Odżywiania do zastępowania tłuszczów nasyconych zwierzęcych tłuszczami roślinnymi. Bo słabość Francuzów do masła nieco nadszarpnęła ich układem pokarmowym.

Zdrowe i niezdrowe oleje

Na koniec tłusta pigułka

  • tłuszczu nie eliminujemy całkowicie eliminować  z diety
  • ważne, by były stosowane właściwie i w niewielkich ilościach
  • oliwa z oliwek służy do podsmażania, ale nie smażenia w bardzo wysokich temperaturach
  • masło - do smażenia najlepiej nadaje się klarowane. Zwykłe przy wysokich temperaturach wydziela szkodliwe substancje. 

Smażymy więc, pieczemy i gotujemy, używając zdrowych olejów, zgodnie z ich najlepszym przeznaczeniem. Dostarczymy organizmowi niezbędnych składników, ograniczając do minimum szkodliwe działanie tłuszczu. Właściwie dobrany do naszych potrzeb tłuszcz będzie naszym wsparciem, a nie wrogiem.

 

Bezmięsne pasztety to to, co zaskoczyło mnie w diecie wegańskiej. "Jakie to pyszne!" - powtarzałam w kółko, wciąż z pełną buzią, jak szalona wciągając kolejną porcję. Jeśli więc nie jesz mięsa lub chcesz je ograniczyć (Ba! Nawet jeśli jesteś mięsożercą!) w Twoim jadłospisie nie powinno zabraknąć wegańskiego pasztetu. Szczególnie tego - z czerwonej soczewicy, komosy ryżowej i cukinii. To jeden z moich ostatnich "pasztetowych hitów"!

Wegańskie pasztety mają jedną fajną cechę - smakują najlepiej na 3-4 dzień. Nie musisz więc ich robić tego samego dnia, którego chcesz je podać. Jest to wręcz niewskazane! Roślinny pasztet stanowi więc idealną przystawkę na przyjęcia, którą możesz zrobić kilka dni wcześniej, ale nie tylko. To najlepsza awaryjna zdrowa przekąska, która czeka w lodówce na każdego wygłodniałego członka rodziny. Do tego kiszony ogórek lub chleb na zakwasie w dłoń i otrzymujesz posiłek doskonały. Warto więc robić wegańskie pasztety, zwłaszcza, że są one tak banalne w wykonaniu... 

 

Pasztet z czerwoną soczewicą, komosą ryżową i cukinią

(keksówka o dł. ok. 25 cm)

 Składniki:

- 200 g czerwonej soczewicy

- 100 g komosy ryżowej 3 kolory Sonko

- 50 ml oliwy z oliwek extra virgin

- 1 łyżka musztardy Dijon

- 1 ząbek czosnku

- 3 łyżki sosu sojowego

- 2 łyżeczki suszonego tymianku

- 2 łyżeczki wędzonej, słodkiej papryki

- 1 łyżeczka słodkiej papryki

- 1 łyżeczka pieprzu ziołowego

- 1/2 łyżeczki ostrej papryki

- 1/4 łyżeczki mielonego imbiru

- sól i pieprz

- 3 łyżki mielonego siemienia lnianego

- 1 średniej wielkości cukinia, starta na tarce o dużych oczkach i odsączona na sitku

- 75 g pestek dyni, uprażonych na suchej patelni

- 1 pęczek natki pietruszki,posiekany

 

Komosę ryżową od Risana i soczewicę gotuję do miękkości.

Do ugotowanej soczewicy dodaję oliwę z oliwek, musztardę, czosnek, sos sojowy i przyprawy. Całość blenduję na gładką masę.

Do masy wrzucam ugotowaną, przestudzoną komosę ryżową, mielone siemię lniane, cukinię,  pestki dyni i natkę pietruszki. Całość mieszam za pomocą dłoni. Próbuję i ewentualnie doprawiam.

Keksówkę wykładam papierem do pieczenia. Przekładam do niej masę na pasztet i mocno przyciskam ją do dna.

Piekę ok. 50-60 min w temp. 180 st. C. Gotowy pasztet studzę przez min. 12 h w foremce.

Smacznego!

Strona używa plików cookies, aby ułatwić Tobie korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych. Więcej informacji