Z nami zdrowo
Zaloguj się

Logowanie

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Pamiętaj mnie
Zaloguj się za pomocą konta
Aktualności 2020-06-23

10 przykładowych produktów, które można określić mianem superfoods

Moda na superfoods trwa w najlepsze! Popyt na produkty, które dostały te zaszczytne miano

... Czytaj więcej...

Jak ugrillować perfekcyjny stek? 

Składniki:

100 g ryżu basmati marki Risana 2 steki wołowe
sos
1 łyżka oleju

4 łyżki sosu sojowego 2 łyżki miodu
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka imbiru ryż

1 łyżeczka garam masala łyżka masła
czarny sezam
sól, pieprz
oliwa

Przygotowanie:

Ryż gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Ugotowany mieszamy z garam masala, łyżką masła i zostawiamy pod przykryciem.

Wszystkie składniki sosu umieszczamy w misce mieszamy i zalewamy nimi steki wołowe.

Mięso w misce wsadzamy do lodówki na min godzinę. Następnie grillujemy na rozgrzanej patelni po 2 min z każdej strony.

Steki podajemy z aromatycznym ryżem basmati.

Smacznego!

W dawnych czasach matki kładły pod drzewami swoje nowo narodzone dzieci – wierzono bowiem, iż moc drzewa przyniesie im zdrowie i siły. Dziś ludowe mądrości zostały potwierdzone naukowo! Dobroczynne właściwości drzew są niesamowite. Dowiedz się, do których najlepiej się przytulać i jaki wpływ mają na nasz organizm. 

Przyroda ma na nas kojący wpływ. Uspokaja, pozwala nabrać dystansu, a gdy trzeba postawić do pionu. Jej siła jest potężna. Choć wielkie miasto kusi kolorowymi światłami, błyszczącymi neonami i możliwościami zawodowego rozwoju, to właśnie na łono natury wracamy, by odpocząć, zregenerować siły i zyskać energię do działania. Współczesna medycyna alternatywna wykorzystuje dobroczynne właściwości roślin w leczeniu wielu schorzeń, poprawie samopoczucia, a nawet wspomaganiu rozwoju osób z upośledzeniem intelektualnym. Jedną z takich zalecanych zabiegów osobom, które borykają się z emocjonalnymi trudnościami jest sylwoterapia. Metoda znana od setek lat, dziś zyskuje niebywałą popularność.

Sylwoterapia – dlaczego warto przytulić się do drzewa

Kontakt z drzewami wpływa pozytywnie na nasze zdrowie – fizyczne i psychiczne, kondycję oraz samopoczucie. To nie wiedza zaczerpnięta z bajkowych opowiadań, a naukowych rozpraw. Przebywanie wśród drzew pobudza organizm do samoleczenia. Wszystko dzięki zawartym w korze, liściach oraz kwiatach fitoncydom – substancjom chemicznym, które działają przeciwbólowo, przeciwzapalnie i antyseptycznie. Fitoncydy wykazują właściwości przeciwgrzybiczne i bakteriobójcze, a także jonizują powietrze. Dobroczynnie działają też soki i olejki drzew. Natura naprawdę potrafi skutecznie nas wspierać i pomaga odzyskać werwę. 

Sylwoterapia opiera się nie tylko na właściwościach związków chemicznych zawartych w drzewach, ale też na szeregu innych terapii. Jedną z nich jest chromoterapia. To dobroczynny wpływ kolorów i ich sezonowej zmienności na samopoczucie oraz psychikę człowieka. Zieleń uspokaja, wycisza zbyt silne emocje i wydobywa z nas energię do intensywnego działania. Efektywnie dodaje nam mocy także terapia dźwiękiem. Szum liści, śpiew ptaków, szeleszczenie trawy wzbudza w nas poczucie szczęścia i odprężenia. Dobrze kurację połączyć z aromaterapią, czyli świadomym czerpaniu z zapachów, skupieniu się na nich, regulowaniu dzięki nim oddechu. Można to zrobić w domu, wystarczy zamknąć się w sypialni, wyciszyć i bardzo intensywnie wąchać skórkę ulubionego owocu. Trzeba dać szanse mózgowi na uruchomienie przyjemnych wspomnieć, wrażeń i emocji. Spróbujcie, jak fantastycznie działa taki niepozorny zabieg. Im głębszy weźmiecie wdech, tym uzyskacie lepszy efekt. W aromaterapii dobrze sprawdzają się cytrusy, przyprawy korzenne, wanilia, zapach szarlotki. 

Przytul się z całych sił

Po tym oddechowym nasyceniu zapraszam do lasu. Już sam spacer wpływa na nas pozytywnie. Sylwoterapia idzie jednak o krok dalej. Aby skorzystać ze wszystkich dobroczynnych właściwości drzewa, trzeba się do niego mocno przytulić! Szeroko objąć pień ramionami i dotykać całym ciałem. O drzewo można się też po prostu oprzeć lub usiąść pod nim i oprzeć się plecami. W takiej pozycji przebywamy minimum 5 minut, ale czym dłużej, tym lepiej i korzystniej dla naszego samopoczucia. 

Ważne, aby wybrać drzewo zdrowe. Najlepiej w cichym, spokojnym miejscu, z dala od dźwięków miasta czy ruchliwej ulicy. Przytulamy się do drzewa, zamkamy oczy i staramy o niczym nie myśleć. 

Do jakich drzew się przytulać:

·      Brzozy

·      Dąbu

·      Gruszy

·      czarnego bzu

·       czereśni

·      Lipy

·      Sosny

·      Wierzby

·      Wiśni

·       Kasztanowca

·       Jodły

·      Jarzębiny 

W zależności od gatunku, wykazują one właściwości uspokajające, poprawiające koncentrację i pewność siebie, ale też ciśnienie krwi, wygląd skóry i nastrój, wspomagające odporność, ułatwiające zasypianie, pozytywnie wpływające na układ oddechowy itp. Niektóre drzewa, np. jarzębina korzystnie wspierają nas emocjonalnie. Do tego pięknego drzewa z pewnością powinny przytulić się osoby walczące z nałogami – wiele z nich dzięki sylwoterapii uporało się z uzależnieniem!

Jednym drzewem, które lepiej podziwiać z daleka, jest olcha szara. Długie przebywanie w jej pobliżu może wpłynąć na pogorszenie nastroju. Poza tym nie istnieją żadne przeciwwskazania do sylwoterapii. Może poza jednym – alergią. Wybierajmy drzewa, na które nie jesteśmy uczuleni. A jeśli mamy alergię na większość drzew, przytulajmy się do nich poza okresem kwitnienia. 

Sylwoterapia – dla kogo?

Drzewoterapia polecana jest dla wszystkich – małych i dużych, schorowanych, otyłych i tych z anemią, ale też zupełnie zdrowych, za to zestresowanych, zmagających się z różnymi problemami. Sylwoterapia pomaga walczyć z depresją i wspomaga leczenie innych chorób psychicznych. Regularnie praktykowana, sprzyja prawidłowemu rytmowi snu, koncentracji i ogólnej kondycji organizmu. Warto połączyć ją z aktywnością fizyczną na łonie natury – intensywny spacer, jazda rowerem czy Nordic Walking zwieńczony odpoczynkiem w towarzystwie drzewa przyniesie jeszcze lepsze efekty. Można przytulać się na spacerze i po biegowym treningu. W czasie pikniku, a nawet w drodze do pracy. Nie ma co szukać pretekstu, lepiej wykorzystać każdą okazję na te czułości. 

Sylwoterapia naprawdę działa. Niedowiarków niech przekonają badania. Dobroczynny wpływ drzew na człowieka został naukowo potwierdzony między innymi u dzieci z zespołem Downa. Zaleca się ją także kobietom mającym trudność z zajściem w ciążę – w leczeniu bezpłodności wykorzystuje się drzewa owocowe. Odpocząć pod gruszą czy jabłonią powinna też kobieta ciężarna – właściwości drzew nie tylko poprawiają samopoczucie i wspomagają rozwój malucha w brzuchu, ale też korzystnie wpływają na układ moczowo-płciowy. 

 

Nie ma więc na co czekać! Poza okresem zimowym, kiedy to na ośnieżonej ziemi lepiej nie siadać, sylwoterapia jest dla nas dostępna przez cały rok. Wykorzystujmy więc ogromny potencjał naszych pięknych polskich lasów i jak najczęściej przytulajmy się do drzewa!

Całkowite wyeliminowanie tłuszczu z diety? To bardzo zły pomysł! Oleje, oliwy, a nawet masło są niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu. Poznaj te najzdrowsze i dowiedz się, na czym smażyć, gotować i piec, aby było nie tylko smacznie, ale i korzystnie dla całego organizmu. 

W całej żywieniowej układance, której potrzebuje nasze ciało tłuszcz ma do odegrania porządną rolę.  Jest niezbędnym elementem rozsądnej diety. Wspomaga prawidłową pracę układu nerwowego i krwionośnego, pełni ważną rolę w przyswajaniu witamin z grupy A, D, E i K, a kwasy tłuszczowe wchodzą skład błon komórkowych wszystkich narządów ciała. Problemem nie jest samo jedzenie tłuszczu, a używanie go w nadmiarze. Ta niezalecana przez dietetyków obfitość robi w organizmie bałagan– powoduje nadwagę, wzrost poziomu cholesterolu, miażdżycę, a nawet rozwój chorób nowotworowych. Warto więc troszczyć się o to, by tłuszcze wybierać rozsądnie i we właściwych proporcjach. 

Mam nadzieję, że mój przegląd tłustej oferty ułatwi Wam podjęcie decyzji w sprawie tego, czego najlepiej używać w kuchni do gotowania, smażenia czy pieczenia. 

Olej, oliwa czy masło - na czym smażyć?

Smażenie jest jednym z najszybszych sposobów na przygotowania intensywnie aromatycznego posiłku. Wystarczy kwadrans godziny, by mieć pysznego kotleta dla całej rodziny. Wielu osobom potrawy po takim zabiegu smakują znacznie lepiej niż delikatnie gotowane czy duszone. Niestety, smażenie nie jest najzdrowszym sposobem na obróbkę termiczną. Wysoka temperatura zmienia strukturę i skład stosowanych tłuszczów. W efekcie wytwarzają się szkodliwe substancje, takie jak kroleina czy akryloamid, które mogą mieć o toksyczne i rakotwórcze działanie.

Są też jednak dobre wiadomości. Odpowiednie triki sprawią, że smażenie nie będzie wywierało niepożądanych konsekwencji. Najważniejszy jest wybór tłuszczu. Raczej nie stawiałabym na oliwę extra virgin – ją lepiej zostawić do sałatek, doprawiania zup i sosów. Najzdrowszy do smażenia jest olej rzepakowy. Dla wielu to spora niespodzianka, bo błądzimy wzrokiem po sklepowych półkach w poszukiwaniu dobrego produktu, a tymczasem nasz rodzimy olej rzepakowy będący w zasięgu ręki i cenowo korzystny sprawdza się w większości potrzeb. Nie dymi się w czasie podgrzewania, nie obciąża zanadto żołądka. To wszystko dzięki małej ilości wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Na polskie oleje także te tłoczone na zimno, jak chociażby lniany, warto generalnie stawiać. Rozejrzycie się, ile przyjemnych kompozycji jest w ofercie. Olej z pestek dyni, słonecznika, makowy, orzechowy, z czarnuszki. Rarytasowe kompozycje, koniecznie do użycia i ubarwiania nimi dań. Te wymienione pasują surowym daniom, można w nich marynować ryby, jajka, dopieszczać surówki. Dyniowy olej wymieszany z lodami waniliowymi jest w stanie zaskoczyć każdego kulinarnego sceptyka.  

Jeśli kogoś kusi egzotyczna podróż, to niech sięga po olej kokosowy, a do podsmażania potraw używa śródziemnomorskiej oliwy z oliwek, ale  w wersji rafinowanej. Dobrze sprawdza się też masło klarowane ghee. Ten specyficzny rodzaj tłuszczu, oczyszczony z niektórych substancji stałych, zawiera wiele cennych witamin i mikroelementów.

Teraz pewnie zastanawiacie się, czy można smażyć na tradycyjnym maśle, tym prawdziwym, co ma co najmniej 82% tłuszczu. Tak, ale wyłącznie krótko! Długi pobyt w wysokiej temperaturze sprawia, że się pali i bardzo obciąża żołądek i wydziela szkodliwe substancje. Absolutnie nie można smażyć na maśle - ani zresztą na żadnym innym tłuszczu,  jeśli spali się na patelni i zacznie dymić.

Do pieczenia i gotowania

Wybierając tłuszcz do pieczenia i gotowania, należy kierować się tymi samymi zasadami, co w przypadku smażenia. Zwracamy więc uwagę przede wszystkim na temperaturę dymienia. Oczywiście do pieczenia ciast i ciasteczek zwykle nie używamy oleju rzepakowego lub oliwy z oliwek. Jeśli nie mamy dietetycznych przeciwskazań lub obwarowań wybieramy tłuszcze zwierzęce. Masło nada puszystości i lekkości słodyczom, ciastom drożdżowym i bułkom. Nigdy nie polubiłam się z margaryną, przez lata była obiektem wielu sporów. Problem z nią polega na tym, że zawiera sporo tłuszczów trans, które podnoszą poziom złego cholesterolu. Konsekwencją takiej diety może być miażdżyca i insulinoodporność. Jeśli jednak zdecydujecie się na margarynę, pamiętajcie, że spożycie tłuszczów trans nie może przekraczać 1% dziennej porcji energii z diety. 

Natomiast w czasie gotowania najlepiej całkiem zrezygnować z tłuszczów w postaci olejów czy masła. Jedną z najzdrowszych form przyrządzania posiłków jest gotowanie na parze. Wbrew pozorom ten łatwy i zdrowy sposób może być stosowany do większości potraw. Warzywa i owoce nie tracą swoich witamin i wiotkości. Ryby są soczyste i jędrne. Nawet drób na parze wychodzi całkiem udanie. Serwowany w otoczeniu intensywnej salsy nie wyzwala poczucia braku i tęsknoty za innymi doznaniami. 

Jak się smaży się w innych krajach

Mamy ten komfort, że na sklepowych półkach możemy znaleźć najróżniejsze oleje z każdego zakątka świata. Oczywiście dobrze jest stosować lokalne tłuszcze, jednak warto też sięgnąć po doświadczenia kulinarne innych krajów. Na przykład w kuchni azjatyckiej, przede wszystkim w Indiach i Chinach, najbardziej rozpowszechniony jest olej arachidowy. Dzięki wysokiej temperaturze dymienia (225 st.) doskonale nadaje się do smażenia. Co ciekawe, prażony olej arachidowy wykorzystuje się jako dodatek do wielu potraw. Wyczujecie go w makaronach, ryżu, smażonych krewetkach. 

W kuchni Indii, Indonezji czy Filipin do wyrobów cukierniczych używa się przede wszystkim oleju kokosowego. Uzyskuje się go z wysuszonych orzechów palmy kokosowej. Do Europy i Stanów Zjednoczonych trafił za sprawą gwiazd. Aktorki i piosenkarki nadały mu mocne promocyjne życie. Tłuszcz kokosowy jest zdrowy. Zawiera w składzie wyjątkową grupę cząstek tłuszczu - trójglicerydy średniołańcuchowe (MCT), wykazujące dobroczynne działanie dla całego naszego organizmu.

W kuchni śródziemnomorskiej, ognistek Hiszpanii i gorących Włoszech, prym wiedzie oliwa z oliwek. Francuzi natomiast, znani z przywiązywania dużej wagi do zdrowego żywienia, najchętniej wybierają olej z orzeszków ziemnych, oliwę i oliwek i olej rzepakowy. Co ciekawe, to właśnie ten ostatni został zalecony przez Francuski Narodowy Plan Zdrowego Odżywiania do zastępowania tłuszczów nasyconych zwierzęcych tłuszczami roślinnymi. Bo słabość Francuzów do masła nieco nadszarpnęła ich układem pokarmowym.

Zdrowe i niezdrowe oleje

Na koniec tłusta pigułka

  • tłuszczu nie eliminujemy całkowicie eliminować  z diety
  • ważne, by były stosowane właściwie i w niewielkich ilościach
  • oliwa z oliwek służy do podsmażania, ale nie smażenia w bardzo wysokich temperaturach
  • masło - do smażenia najlepiej nadaje się klarowane. Zwykłe przy wysokich temperaturach wydziela szkodliwe substancje. 

Smażymy więc, pieczemy i gotujemy, używając zdrowych olejów, zgodnie z ich najlepszym przeznaczeniem. Dostarczymy organizmowi niezbędnych składników, ograniczając do minimum szkodliwe działanie tłuszczu. Właściwie dobrany do naszych potrzeb tłuszcz będzie naszym wsparciem, a nie wrogiem.

 

Bezmięsne pasztety to to, co zaskoczyło mnie w diecie wegańskiej. "Jakie to pyszne!" - powtarzałam w kółko, wciąż z pełną buzią, jak szalona wciągając kolejną porcję. Jeśli więc nie jesz mięsa lub chcesz je ograniczyć (Ba! Nawet jeśli jesteś mięsożercą!) w Twoim jadłospisie nie powinno zabraknąć wegańskiego pasztetu. Szczególnie tego - z czerwonej soczewicy, komosy ryżowej i cukinii. To jeden z moich ostatnich "pasztetowych hitów"!

Wegańskie pasztety mają jedną fajną cechę - smakują najlepiej na 3-4 dzień. Nie musisz więc ich robić tego samego dnia, którego chcesz je podać. Jest to wręcz niewskazane! Roślinny pasztet stanowi więc idealną przystawkę na przyjęcia, którą możesz zrobić kilka dni wcześniej, ale nie tylko. To najlepsza awaryjna zdrowa przekąska, która czeka w lodówce na każdego wygłodniałego członka rodziny. Do tego kiszony ogórek lub chleb na zakwasie w dłoń i otrzymujesz posiłek doskonały. Warto więc robić wegańskie pasztety, zwłaszcza, że są one tak banalne w wykonaniu... 

 

Pasztet z czerwoną soczewicą, komosą ryżową i cukinią

(keksówka o dł. ok. 25 cm)

 Składniki:

- 200 g czerwonej soczewicy

- 100 g komosy ryżowej 3 kolory Sonko

- 50 ml oliwy z oliwek extra virgin

- 1 łyżka musztardy Dijon

- 1 ząbek czosnku

- 3 łyżki sosu sojowego

- 2 łyżeczki suszonego tymianku

- 2 łyżeczki wędzonej, słodkiej papryki

- 1 łyżeczka słodkiej papryki

- 1 łyżeczka pieprzu ziołowego

- 1/2 łyżeczki ostrej papryki

- 1/4 łyżeczki mielonego imbiru

- sól i pieprz

- 3 łyżki mielonego siemienia lnianego

- 1 średniej wielkości cukinia, starta na tarce o dużych oczkach i odsączona na sitku

- 75 g pestek dyni, uprażonych na suchej patelni

- 1 pęczek natki pietruszki,posiekany

 

Komosę ryżową od Risana i soczewicę gotuję do miękkości.

Do ugotowanej soczewicy dodaję oliwę z oliwek, musztardę, czosnek, sos sojowy i przyprawy. Całość blenduję na gładką masę.

Do masy wrzucam ugotowaną, przestudzoną komosę ryżową, mielone siemię lniane, cukinię,  pestki dyni i natkę pietruszki. Całość mieszam za pomocą dłoni. Próbuję i ewentualnie doprawiam.

Keksówkę wykładam papierem do pieczenia. Przekładam do niej masę na pasztet i mocno przyciskam ją do dna.

Piekę ok. 50-60 min w temp. 180 st. C. Gotowy pasztet studzę przez min. 12 h w foremce.

Smacznego!

Ekolodzy alarmują. Jemy stanowczo za dużo mięsa, a jego masowa produkcja druzgocąco wpływa na planetę. Katastrofę można powstrzymać między innymi dietą. Na talerzach zamiast kotleta i steka częściej powinny pojawiać się kasze, strączki i warzywa. To przepis na nowy trend w kuchni fleksitarianizm!

Elastyczny wegetarianizm

to najkrótszy opis diety, która nie zobowiązuje do całkowitego pożegnania z mięsem, a wymaga jedynie bardziej rozsądnego podejścia do białka zwierzęcego. Dla zdrowia natury i naszego. Z mięsem przesadzamy – zjadamy je kilka razy dziennie, bo jest tanie i łatwo dostępne. Kanapki z szynką, pierś z kurczaka na obiad i makaron z indykiem na kolację. Przeciętny Polak konsumuje ponad 70 kilogramów wołowiny, wieprzowiny i drobiu rocznie, a dla lepszego samopoczucia swojego i planety powinien o połowę mniej. Kierujemy się wygodą, bo przygotowanie gulaszu czy potrawki nie wymaga specjalnych umiejętności. Warzywa potrzebują więcej uwagi, by wybrzmiały z całą mocą.

Chemia na talerzu

Jesteśmy też przyzwyczajeni do tego, że to mięso gra główną rolę. Znacie pewnie te namowy babci i mamy – ziemniaki zostaw, kotelcik zjedz. Zrobiły swoje i zakodowały w wielu świadomościach, że to mięso ma wartość, a pozostałe składniki są na doczepkę. Przyszedł czas, by odwrócić proporcje, bo zatraciliśmy się w tym mięsnym apetycie. Nadmiar wołowiny i wieprzowiny sprzyja rozwojowi chorób krążenia, reumatoidalnemu zapaleniu stawów, a nawet niektórym rodzajom nowotworów. WHO w najnowszym raporcie wskazuje, by to warzywa, owoce i zboża były podstawą zdrowej diety. Żywieniowcy sugerują, by drób jeść nie częściej niż 2-3 razy w tygodniu, a czerwone mięso jeszcze rzadziej. I to nie smażone ale gotowane lub pieczone. Z dobrych hodowli, a nie masowego uboju, bo to może mieć w składzie antybiotyki.

Produkcja kilograma wołowiny wymaga zużycia takiej ilości wody, jaką wykorzystujemy w czasie jednego prysznica. Jeden roślinny posiłek pozwala zaoszczędzić co najmniej 5000 litrów wody. Do tego przemysłowa hodowla zwierząt odpowiedzialna jest za 18% globalnej emisji dwutlenku węgla. W takich fabrykach znacząco przyspiesza się dojrzewanie zwierząt. Krowy już po roku trafiają na rzeź, świnie po 6 miesiącach, a kury po 2. By nabierały właściwej masy faszeruje się je antybiotykami, sterydami i hormonami. Bywają nienaturalnie przerośnięte, a ich mięso jest zbyt różowe lub czerwone. Z raportu Najwyższej Izby Kontroli wynika, że w ciągu 5 lat o 23% wzrosła w Polsce sprzedaż antybiotyków dla zwierząt. Mięso kiepskiej jakości jest tanie i szybko się psuje. Wędliny, które po jednym dniu w lodówce stają się oślizgłe i zbytnio nasączone wodą pokazują na jakie pułapki jesteśmy narażeni.

Schabowy pod mikroskopem

Jednym z pomysłów na zastąpienie mięsa w naszej diecie jest hodowla hamburgera z probówki. To na razie dość droga inwestycja, bo pierwszy kotlet wyprodukowany w amerykańskim laboratorium kosztował ponad 300 tysięcy dolarów. Cena ma stopniowo spadać, ostatnie doniesienia z Japonii mówiły, że tamtejszym naukowcom udało się wyhodować stek już za kilkudziesiąt dolarów. Takie mięso na razie nie trafiło do masowej sprzedaży, choć na jego korzyść oprócz względów etycznych przemawiają także kalkulacje ekologiczne. Produkcja sztucznego mięsa emituje o 90 procent gazów cieplarnianych mniej niż kotleta z krowy, a do wyhodowania tony wołowiny in vitro potrzeba prawie 400 razy mniejszej powierzchni ziemi niż wymaga tego tradycyjna produkcja mięsa. Prognozy najbardziej optymistycznych ekologów mówią o tym, że do 2050 roku sztuczne mięso zastąpi to prawdziwe. I będzie nie do rozpoznania, bo wygląd, smak i jakość uda się w laboratorium uzyskać podobną.

Więcej roślin

Zamiast czekać na efekty prac naukowców, lepiej tak skomponować dietę, by mięso występowało w niej gościnnie. Dominować mają nie mniej wartościowe i wyraziste smaki:

  • Pełne ziarna zbóż, kasze, ryże
  • Warzywa i owoce
  • Oleje i oliwy
  • Strączki
  • Tofu
  • Nasiona i orzechy
  • Nabiał
  • Sporadycznie ryby i mięso dobrej jakości
  • Przyprawy, mniej soli i cukru

Wybierana żywność powinna być nieprzetworzona i jak najlepszej jakości. Tutaj warto zrobić ukłon w stronę warzyw, bo większość z nich jest doskonałym źródłem witamin i soli mineralnych. Najlepsze są w surowej postaci lub gotowane na parze. Można z nich robić pasty do kanapek, zupy, pulpety, wytrawne tarty, a nawet desery. Strączki zapewnią właściwą porcję białka i wypełnią skutecznie żołądek. Są sycące i lubią rozmaite dodatki. Da się je mieszać z warzywami w gulaszach, dodawać jako uzupełnienie do zup, kleić z nich kotlety. Doskonałym źródłem tłuszczu będą natomiast pestki dyni, słonecznika, siemię lniane, orzechy, migdały. Mają sporo kalorii, ale i cennego białka, żelaza czy magnezu. Kasze i ryże są pełne wspierającej organizm mocy. Jaglana pięknie oczyszcza i wpływa na poprawę odporności. Gryczana ma dużo potasu i miedzi, reguluje znakomicie przemianę materii. Jęczmienna działa przeciwwirusowo i antybakteryjnie. Kuskus ma mnóstwo białka i jest lekkostrawna.

Pożegnanie z mięsem

Dietetycy odchodzą już od konieczności czerpania energii wyłącznie z białka zwierzęcego i warto im zaufać. Mamy wokół całkiem solidne zasoby dobrych produktów, którymi możemy wspierać nasz organizm. Przez wiele lat mięso na stole pojawiało się od święta, więc powrót do korzeni, do którego skłania fleksitarianizm. To bardziej styl życia niż dieta, bo namawia do rozsądniejszych wyborów i nie wprowadza konkretnych ograniczeń. Gwiazdy takie, jak szef kuchni Jamie Olivier czy aktorka Salma Hayek, które podchwyciły pomysł, zachęcały do bezmięsnych poniedziałków. Hasło nawet całkiem zgrabnie rozprzestrzeniło się w mediach i sieci i dało początek dyskusji o tym, czy czasowa rezygnacja z mięsa ma sens.

Odpowiedzią na ten trend jest menu rozmaitych restauracji, w większości można liczyć na przynajmniej jeden wegetariański, a czasem nawet i wegański posiłek. I to nie są warzywa z wody albo licha sałatka. Szefowie kuchni całkiem sprawnie radzą sobie z wyzwaniami, jakie stawiają przed nimi trendy i serwują dania, które są śmiałą konkurencja dla mięsa.

W domowych warunkach fleksitarianizm niech wybrzmiewa w rytmie sezonu, to co oferują targowe skrzynki powinno być pierwszym wyborem. Ta dieta nie wymaga używania egzotycznych i drogich przypraw oraz składników. Mamy czerpać z tego, co dla naszego organizmu jest naturalne.

 

  • Z mięsa najlepiej rezygnować stopniowo, by się nie zniechęcić szybko

Na początku warto zmienić proporcje – w daniu niech pojawi się więcej warzyw, a mięso będzie dodatkiem. Skutecznie sprawdzą się tutaj gulasze, zupy, zapiekanki, tarty.

  • Kanapkę z szynką co drugi dzień warto zastąpić chlebem z pastą warzywną lub hummusem.
  • Dobrze jest eksperymentować z zupami – gotować je na warzywnym bulionie i intensywności szukać w przyprawach – świeżych ziołach.
  • Drobne oszustwa w postaci kotletów jaglanych, burgerów z buraka czy chilii sin carne z ciecierzycą i wędzona papryką ułatwiają zadanie
  • Warzywa niech pojawiają się w różnej postaci, kiszone, blanszowane, duszone, marynowane, gotowane, pieczone. By mogły być konkurencją dla mięsa, nie powinny być nudne.

 

Co w zamian?

Fleksitarianizm opłaca się naszemu portfelowi, organizmowi i środowisku. Mięso owszem ma dużo białka, ale też tłuszczu i sodu. Gdy je ograniczymy możemy uregulować poziom cholesterolu, ciśnienie krwi, zmniejszyć ryzyko wystąpienia zawału czy zachorowania na raka. Jedzenie warzyw, owoców, kasz i strączków pozwala unormować glukozę, schudnąć i poprawić stan skóry. Badania wskazują, że fleksitarianie ważą o 15% mniej niż klasyczni mięsożercy. Ważne jest, by częściej wybierać produkty nierafinowane, pełnoziarniste i lokalne. Dzięki takim decyzjom możemy uniknąć niektórych chorób cywilizacyjnych, polepszyć kondycję organizmu i samopoczucie. Fleksitarian ma szansę na to, by żyć co najmniej o 3,5 roku dłużej niż ten, kto codziennie zjada mięso. Niech to będzie wskazówka zaostrzająca apetyt na tę dietę.

Zdrowe i pyszne słodycze to nie tylko te bazujące na wymyślnych składnikach. Możesz zrobić je z produktów, które są stałym elementem Twojej kuchni. Mam dziś dla Ciebie jedne z moich ulubionych, prostych w wykonaniu babeczek, które zrobisz ze zwykłego białego ryżu. Co więcej, gwarantuje Ci, że już po pierwszym kęsie pokochasz ich smak!

Babeczki ryżowe z malinami nawet i mnie zaskoczyły. Jedząc je zapominam, że ich głównym składnikiem jest zwykły, ugotowany ryż. Babeczki smakiem i konsystencją przypominają serniczki jaglane. W sumie, wielu moich znajomych je z nimi myli, gdyż nie spodziewają się, że można zrobić coś słodkiego z ryżu. Co więcej, słodycz, która tak bosko smakuje!. Delikatny smak babeczek skontrastowałam z soczystymi, lekko kwaskowatymi malinami, które według mnie pasują tu idealnie. Jeśli chcesz, użyj innych owoców lata - jeżyn, porzeczek czy borówek. Będzie nadal pysznie!

Babeczki ryżowe z malinami

(12 sztuk)

  • 200 g ryżu do risotto Sonko (możesz użyć każdego białego)
  • 300 g banana (waga bez skórki)
  • 100 g syropu klonowego / miodu
  • 40 rozpuszczonego oleju kokosowego
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 2 łyżki mąki kokosowej

dodatkowo: maliny (lub inne owoce)

Ryż gotuję do miękkości w wodzie, na małym ogniu pod przykryciem. Ugotowany,przestudzony ryż blenduję z pozostałymi składnikami na gładką masę. Masę przekładam do formy na muffiny wysmarowanej olejem. W każdą z babeczek wbijam 3-4 maliny. Całość wkładam do piekarnika nagrzanego dp 180 st C (termoobieg) na ok.25-30 min.

Smacznego!

Strona używa plików cookies, aby ułatwić Tobie korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych. Więcej informacji