Z nami zdrowo
Zaloguj się

Logowanie

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Pamiętaj mnie
Zaloguj się za pomocą konta
Wydarzenia 2020-10-05

Wpływ pandemii na nasze zdrowie psychiczne - wywiad z dr Agatą Dimter

Na pytania odpowiedziała dr Agata Dimter- Kierownik Uniwersyteckiego Centrum Zdrowia Psychicznego Szpitala

... Czytaj więcej...

Składniki:

2 woreczki kaszy gryczanej marki Risana 4 jajka
szklanka cukru
1 opakowanie cukru wanilinowego
3/4 szklanki mąki pszennej
150 g masła
150 g czekolady deserowej
60 g bakalii

2 łyżeczki proszku do pieczenia polewa:

50 ml śmietanki 30% 100 g czekolady deserowej łyżeczka masła

Przygotowanie:

Kaszę gryczaną gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu odstawiamy do wystudzenia. Kaszę miksujemy na gładko. W garnku rozpuszczamy masło. Do masła dodajemy kawałki czekolady, podgrzewamy do czasu roztopienia czekolady.

Jajka ubijamy z cukrem i cukrem wanilinowym na puszystą pianę. Stopniowo dodajemy czekoladę z masłem oraz pulpę z kaszy. Do ciasta wsypujemy przesianą mąkę oraz proszek do pieczenia. Wszystko mieszamy. Na końcu dodajemy posiekane ulubione bakalie.

Ciasto przekładamy do formy. Pieczemy w temperaturze 180°C (termoobieg) przez około 40 minut.

Robimy polewę:

Zagotowujemy śmietankę po chwili dodajemy kawałki czekolady i mieszamy do momentu roztopienia się czekolady. Następnie dodajemy masło i ponownie mieszamy.
Gotowe ciasto dekorujemy polewą czekoladową, ziarenkami granatu i skórką z pomarańczy.

Chyba żadna dziedzina ludzkiego życia nie rozwinęła się tak szybko, jak dietetyka i fitness. Po boomie na zdrowy tryb życia kilka dobrych kilka lat temu raczej nie zapowiada się, żeby bycie fit kiedykolwiek miało wyjść z mody. Nic więc dziwnego, że równocześnie z ogromem informacji i wiedzy, pojawiło się też mnóstwo fit mitów, które ciągle gdzieś tam krążą w społeczeństwie i w które często nadal wierzymy.


 
Mimo, że od lat wiadomo, jak działa nasze ciało, jak wygląda fizjologia i anatomia człowieka oraz procesy zachodzące w naszym organizmie - cały czas próbujemy odnaleźć ten jeden jedyny, fantastyczny środek na piękną sylwetkę, zdrowie i formę fizyczną. Stąd też bierze się sporo mitów - które pojawiają się często jako “odkrycie”, a potem gdzieś zostają z tyłu w naszej głowie. 
 
Aż do teraz - czas, żeby obalić kilka mitów:
 
5 MITÓW O ZDROWYM TRYBIE ŻYCIA, W KTÓRE WARTO PRZESTAĆ WIERZYĆ
 
1. Węglowodany powodują, że tyjesz
Najpierw obwinialiśmy ziemniaki, potem chleb, a na końcu makarony - żeby w rezultacie stwierdzić, że węglowodany powodują tycie. Na całe szczęście dla wszystkich wielbicieli węglowodanów - to tylko źle zrozumiany mit. Nasza waga nie rośnie od konkretnego makroskładnika w diecie, ale od nadmiaru kalorii w stosunku do naszego zapotrzebowania.
 
2. Wypita rano woda z cytryną podkręca metabolizm i pomaga schudnąć
Byłoby wspaniale, gdyby samo picie szklanki wody z cytryną z rana wpływało na naszą sylwetkę, niestety - brzmi to zbyt dobrze, żeby było prawdziwie… i prawdziwe nie jest. Owszem, dobre nawodnienie i odpowiednia ilość wypitej wody w ciągu dnia pomaga w zrzucaniu zbędnych kilogramów, ale w żaden sposób nie przyspieszy tego procesu.
Nie znaczy to, że powinniśmy z niej zrezygnować: wręcz przeciwnie, nawodnienie po wielogodzinnym śnie jest konieczne i dobre dla naszego zdrowia.
 
3. Detoks oczyszcza organizm z toksyn
Modne detoksy sokowe, głodówki i diety owocowo-warzywne - mówi się, że dzięki nim nasz organizm oczyści się z toksyn, zanieczyszczeń i przy okazji zredukuje tkankę tłuszczową. Niestety, mało co z tego jest prawdą - dieta nie sprawi, że będziemy “oczyszczeni” - za to odpowiadają nasze nerki i wątroba. Z kolei kilogramy podczas takich detoksów spadają ze względu na małą kaloryczność diety. Później jednak bardzo często wracają - i to w większej liczbie.


 
4. Kolacja powinna mieć mało kalorii (i najlepiej zjeść ją do 18:00)
Mit o lekkości kolacji wynika z przeświadczenia, że tych kalorii już nie spalimy - bo przecież idziemy spać. Nijak ma się to jednak do funkcjonowania organizmu - to nie jest tak, że jeśli się nie ruszamy w ciągu dnia czy śpimy, to już kompletnie nie spalamy kalorii! Nie ma też za grosz prawdy w przekonaniu, że ostatni posiłek musi być zjedzony do godziny 18:00 - chyba, że idziemy spać o 20:00 - wtedy jest to uzasadnione (żeby nie mieć problemów z trawieniem i ciężkiego snu). 
 
5. Tylko trening, który poci, jest dobry
Męczący trening to trening, który wpływa na naszą wydolność i kondycję. Jest jednak masa ćwiczeń (np. pilates, joga, trening siłowy), które są równie ważne dla naszego zdrowia oraz sylwetki, ale wcale nie spowodują, że będziemy zlani potem czy zziajani.  Pot nie jest żadnym wyznacznikiem treningu - jedna osoba potrafi się spocić wchodząc po schodach, a druga jest sucha mimo, że przebiegła właśnie dziesięć kilometrów
 
ROZSĄDEK PRZEDE WSZYSTKIM
 
Tak naprawdę o mitach dotyczących zdrowego trybu życia można by było napisać całą książkę - jest ich mnóstwo! Najważniejsza rada to chyba podejść do wszystkich “nowinek” rozsądnie - i nie łykać każdej fit rady, tylko zastanowić się, czy rzeczywiście ma ona sens. Najważniejsze to nie dać się zwariować - zdrowie to także po prostu rozsądek.

Otyłość jest plagą naszego społeczeństwa. Coraz więcej dzieci jest otyłych, a otyłe dziecko to bardzo często otyły dorosły. Duży nacisk powinno się w tej chwili kłaść na zapobieganie otyłości, jest to znacznie tańsze i zdrowsze niż leczenie jego skutków. Dietetyka jako dziedzina zapobiegająca nadmiernemu wzrostowi masy ciała staje się coraz bardziej popularna. Wraz z nią niestety tak samo diety cud, mity dietetyczne i różne mniej lub bardziej groźne alternatywne podejścia do żywienia. 

Każdy z nas już wie, że należy maksymalnie ograniczyć spożycie cukru w diecie. Ale co to znaczy? Czy tylko cukier stołowy (sacharoza), czy może też słodkie wypieki, cukier owocowy, napoje, owoce, chleb? Teoretycznie wszystkie z wymienionych produktów przekształcają się w glukozę w naszym organizmie. WHO rekomenduje ograniczenie dziennego spożycia wolnych cukrów do mniej niż 10% dziennego spożycia energii, a dalsza redukcja do poniżej 5% (ok 25 gramów) dziennie jest rekomendowana. Co to oznacza w praktyce? Ograniczenie cukrów dodanych – monosacharydów (glukoza, fruktoza) i disacharydów (sacharoza) – do słodzenia, wypieków, w napojach, w cukierkach itd. Nie musimy się obawiać o cukier w owocach. Ale czy na pewno?

Owoce zawierają duże ilości cukrów prostych (glukozy, fruktozy, sacharozy), które odpowiadają za epidemię otyłości. Można by było podejrzewać, że ich ograniczenie wiązałoby się z mniejszym ryzykiem otyłości oraz zmniejszeniem masy ciała. Jednakże badania epidemiologiczne konsekwentnie wykazują, że owoce ma działanie przeciwdziałające otyłości, cukrzycy i chorobom sercowo naczyniowym. Dlaczego?

Jest parę mechanizmów odpowiedzialnych za przeciwdziałanie otyłości i nadwadze:

1. Spożywanie owoców powoduje większe uczucie sytości niż spożywanie takiej samej ilości soków, a dzięki temu mniejsze spożycie energii. Większość owoców zawiera spore ilości błonnika. Pęcznieje on w żołądku dając większe uczucie sytości, a dzięki temu zmniejsza się ilość spożytej energii. Błonnik rozpuszczalny, który tworzy żelowe środowisko, opóźnia opróżnianie żołądka, zmniejsza aktywność enzymów odpowiedzialnych za trawienie węglowodanów, tłuszczu i białka. Dłuższe przebywanie składników odżywczych w świetle jelita zwiększa wydzielanie hormonów sytości, co w konsekwencji zmniejsza uczucie głodu i spożycie kalorii.

2. Mikroskładniki odżywcze (witaminy, minerały) występujące w owocach wpływają na szlaki metaboliczne związane z otyłością. Na przykład niedobory niektórych witamin i minerałów skorelowane są z większym odkładaniem tkanki tłuszczowej. Jednym z mechanizmów jest większa oporność na leptynę (hormon związany m.in. uczuciem sytości) przy niedoborze mikroskładników. Spożywanie różnych owoców zapewnia dostarczenie wielu mikroelementów odpowiedzialnych za przeciwdziałanie otyłości.

3. Owoce zawierają dodatkowo różnego rodzaje fitozwiązki, przede wszystkim związki fenolowe, takie jak kwas kawowy, resweratrol, antocyjany, katechiny czy cyjanidyny. Mają one różnoraki wpływ na organizm, między innymi zawierają antyoksydanty, które zmniejszają stres oksydacyjny, mają działanie zmniejszające powstawanie komórek tłuszczowych, pobudzają lipolizę. Najwięcej związków fenolowych mają jagody, jeżyny, granat, żurawina, śliwka i jabłko.

4. Błonnik zawarty w owocach zmienia florę bakteryjną w jelitach wpływając korzystnie na zdrowie. Nieprawidłowa mikroflora jelitowa zwiększa ryzyko rozwoju otyłości. Osoby otyłe mają niekorzystną florę bakteryjną w porównaniu z osobami szczupłymi.

Wszystkie te korzyści osiągamy jedząc owoce świeże. Owoce suszone nie są niezdrowe, ale możemy zjeść znacznie większą ich ilość, ich indeks glikemiczny jest dużo wyższy oraz nie zawierają już prawie wody. Chciałabym zaznaczyć również, że owoce to nie soki! Soki produkowane są z owoców, ale nie posiadają już skórki ani błonnika (prawie), nie musimy ich również gryźć, szybciej i łatwiej się przyswajają. Soki nie dają nam uczucia sytości i nie zmniejszają ryzyka zachorowania na cukrzycę typu 2 z uwagi na inną odpowiedź glikemiczną po ich spożyciu (szybciej i bardziej zwiększają poziom glukozy we krwi). Szklanka soku np. jabłkowego ma ok 100 kcal, jedno jabłko (ok 150 g) ma tylko 75 kcal. Łatwo jest wypić 2 szklanki soku, ale ciężej byłoby zjeść prawie 3 całe jabłka, prawda? Nie chciałabym być źle zrozumiana – soki nie są niezdrowe, po prostu nie są aż tak zdrowe jak całe owoce. Soki mogą być dobrym źródłem energii dla osób bardzo aktywnych fizycznie, np. dla sportowców, których dzienne zapotrzebowanie często przekracza 4000 kcal oraz w czasie zwiększonego zapotrzebowania na węglowodany, np. podczas długiego treningu – zawsze to lepsza alternatywa dla słodzonych napojów. 

 

Smakosze są wyjątkowo wdzięczni do obdarowywania prezentami. Ucieszy ich każde wsparcie w kuchni. Mają słabość do gadżetów ułatwiających przygotowywanie aromatycznych dań, więc warto przy wyborze niespodzianek wiedzieć, jakie hity kulinarny rynek ma w ofercie. I choć w kalendarz sugeruje, że mamy czas na kompletowanie podarunków, nie zostawiajmy tych decyzji na ostatnią chwilę. Niech te zakupy i nam sprawią frajdę. 

Jesień jeszcze otula nas swoim szelestem i rozpieszcza w tym roku słoneczną aurą, co może dawać złudne wrażenie, że na wybór prezentów mamy sporo czasu. Tymczasem zima nieubłagalnie drepcze ku naszej rzeczywistości, a razem z nią co najmniej kilka prezentowych okazji do wykorzystania. Planowanie upominków, które wywołają uśmiech na twarzach naszych najbliższych może być i dla nas przyjemnością niebywałą, tylko nie powinniśmy takich refleksji snuć w pośpiechu. Dobra herbata, ciepły koc i kartka w ręku – to właściwy scenariusz do zrealizowania w tej sprawie. Jeśli w gronie rodziny lub przyjaciół mamy smakosza, kogoś kto kocha mieszać w garnkach i wypatruje z zapałem czasu emisji programów kulinarnych, przygotujmy dla niego coś pysznego. 

Zamiast ciepłych skarpet

Skarpety w ciastka i sweter z pierniczkami możemy sobie darować. Kuchcik wie, co mu z sercu gra i nie musi tego demonstrować światu garderobą. On pokazuje siebie przez pryzmat swoich smakołyków i w ich przygotowaniu potrzebuje wsparcia. Mamy obfity wybór i z lekkością dostosujemy go do naszych finansowych możliwości. Zadanie ułatwią też odpowiedzi na konkretne pytania, bo prezenty dla smakoszy można podzielić na kilka kategorii:

·       Coś, czego jeszcze nie ma w swojej kuchni

·       Coś, co zdecydowanie ułatwi mu kulinarne życie

·       Coś, co bezpośrednio ucieszy jego podniebienie

Pakiet pomysłów niech będzie inspiracją, można go dowolnie modyfikować i dostosowywać do konkretnych osób. 

Zestaw noży kuchennych… i nie tylko!

To propozycja nie tylko dla osób, które mogą przeznaczyć na prezent dużo gotówki. Na rynku dostępnych jest mnóstwo produktów, które spokojnie mieszczą się w skromnym budżecie. Nie chodzi przy tym o zwykłe noże (chyba, że mamy dość narzekania naszego kulinarnego przyjaciela na jego stary komplet), ale o nieco bardziej wyrafinowane narzędzia. Nie każdy wie, że zioła powinno się siekać specjalnie wygiętym ostrzem. Taki prezent może sprawić, że nasz smakosz poczuje się prawdziwym fachowcem. Kosztuje od 30 do 50 złotych, a dostarczony z doniczką świeżych ziół będzie wyglądał pysznie i zachęcał do natychmiastowego wypróbowania. 

Ostre cięcie 

Jeden porządny nóż szefa kuchni kosztuje kilkaset złotych. To inwestycja na lata, więc jeśli nad nią się zastanawiacie, może warto ją sfinansować z kilku źródeł? Namówicie rodzinę czy przyjaciół do wsparcia takiego prezentu. Zamiast kupować kilku osobnych – zatroszczcie się o jeden wyjątkowy, który pokroi tony marchewek, kalarepy i poradzi sobie z najtwardszą dynią. Nóż dopasowany do wielkości dłoni może mieć nawet personalizowany grawer z imieniem domowego szefa kuchni. 

Przydatne drobiazgi

Elektryczny korkociąg, obieraczka do cytrusów, specjalne okulary do krojenia cebuli, oryginalne foremki, słój z kranikiem na lemoniadę, zestaw do domowego sushi, stojak na książkę kucharską, notes na przepisy, fartuszek z imieniem, tablica z listą zakupów, zestaw woreczków na zakupy, , młynek do przypraw, podręczna kawiarka, stylowe miarki, deska do krojenia to gadżety, których cena nie przekracza 50 złotych, a będą wsparciem dla kulinarnego talentu obdarowanego. Te rzeczy nie zagracą też kuchni, co w przypadku kolekcjonerów smakoszy ma znaczenie niebywałe, bo przecież oni sami regularnie uzupełniają swoje zestawy. 

Voucher do restauracji

Taki prezent ucieszy zarówno tych, którzy kochają gotować, jak i tych, którzy po prostu lubią dobrze zjeść. Wybierając lokal, bądźcie oryginalni i zasugerujcie się zasłyszanymi potrzebami. Może Wasz bliski wspominał o restauracji, którą polecała jego ulubiona krytyczka kulinarna? Albo po podróży do Gruzji ma apetyt na powtórzenie wrażeń w miejscowych warunkach. Zróbcie rekonesans i zafundujecie mu bilet, który ucieszy jego kubki smakowe. Coraz więcej restauracji ma taką opcję w swojej ofercie. Zaproszenie jest pięknie zapakowane, więc od razu podsyca apetyt. 

Kurs kulinarny

Aromatyczny ramen, domowo kręcony makaron albo pieczenie ciast bez mąki i masła. Propozycji kulinarnych szkoleń jest mnóstwo. Można je dostosować do preferencji, wieku umiejętności obdarowywanego. Może ktoś marzy o lekcji z ulubionym szefem kuchni? Albo chciałby okiełznać lepienie bezglutenowych pierogów. Wszystko jest do zrobienia, biletem na zajęcia możecie ułatwić swojemu smakoszowi zadanie.

Smaczny prezent

Smakoszom przyjemność można też zafundować we własnej kuchni. Co powiecie na zestaw kruchych ciasteczek obwiązanych wstążką albo trufle kokosowe? Pysznie sprawdzą się domowe nalewki, rozgrzewające napary i tradycyjne pierniki.  Te wykonane własnoręcznie zyskują sentymentalną wartość. Ułożone wdzięcznie w tekturowym pudełku lub puszce przypominają wyrażają nasze uczucia. I zasmakują każdemu. 

Przepis na pyszne pierniki:

·       100 g masła

·       2 jajka

·       400 g miodu

·       500 g mąki (najlepiej żytniej)

·       200 g cukru

·       2 łyżeczki sody oczyszczonej

·       Łyżeczka cynamonu

·       ½ łyżeczki goździków

W niewielkim rondlu rozpuścić masło, cukier i miód. Pozostawić do ostudzenia. Dodać wszystkie pozostałe składniki i wyrobić na gładką masę. Ciasto rozwałkować na posypanej mąką blasze i za pomocą foremek wyciąć pierniczki. Piec w temperaturze 220 st. C przez około 20 minut. Upieczone i ostudzone pierniczki polewamy rozpuszczoną czekoladą. Z kandyzowanej skórki pomarańczowej lub specjalnej polewy możemy stworzyć spersonalizowany napis lub kształt – serduszko, gwiazdkę itp. Zanim trafią do rąk obdarowywanego, pierniczki powinny postać kilka dni w zamkniętym słoju, gdzie dojrzeją i zmiękną. Zawinięte pojedynczo w papier, w pięknym pudełku, z pewnością zachwycą naszego smakosza (i pozostałych gości, którzy na pewno nie powstrzymają się przed podjadaniem!)

Trufle czekoladowe

·       100 ml śmietany 36%

·       3 łyżki miodu

·       300 g czekolady gorzkiej

·       100 g ugotowanej kaszy jaglanej

·       Skórka z pomarańczy

·       3 – 4 łyżki posiekanych orzechów

Śmietanę podgrzać z miodem, do gorącej dodać posiekaną czekoladę i mieszać do rozpuszczenia. Potem połączyć z zimną kaszą i skórką z pomarańczy. Masę wyłożyć do miski i schłodzić w lodówce przez godzinę aż stwardnieje. Zimną wyjąć, lepić niewielkie kulki, a każdą obtaczać w posiekanych orzechach lub kakao.

Ciastka od Mikołaja

·       150 g masła

·       100 g cukru

·       2 żółtka

·       skórka otarta z 1 dużej pomarańczy

·       250 g mąki

·       50g gorzkiej czekolady

Masło utrzeć z cukrem do białości, a potem do masy dodać żółtka i dalej ucierać aż krem będzie puszysty. Następnie wsypać skórkę z pomarańczy oraz mąkę i zagnieść ciasto Ciasto schłodzić w lodówce przez 30 minut. Wałkować na grubość około 5 centymetrów i wycinać foremkami dowolne wzory. Nagrzać piekarnik do 180 stopni i piec niecałe 10 minut. Wystudzić i dekorować rozpuszczoną czekoladą, cukrem pudrem lub zostawić czyste. 

Chałwa piernikowa

·       300 g sezamu

·       łyżka oliwy lub oleju

·       łyżka miodu

·       4łyżki kakao

·       Łyżeczka przyprawy do piernika bez mąki

 

Sezam uprażyć na suchej patelni i ciepły przełożyć do blednera. Zmiksować na dość gładką masę z olejem lub oliwą. Dodaj miód, kakao, przyprawę do piernika. Wymieszać dobrze. Masę wyłożyć do formy do pieczenia lub silikonowego pudełka. Włożyć do lodówki na 3-4 godziny. Po tym czasie chałwę wyjąć i pokroić na mniejsze kawałki. 

Nie da się ukryć - grudzień to często miesiąc odpuszczania. Wizja nowego roku (a co za tym idzie - nowego początku) już jest coraz bliżej, a my sięgając po kolejnego czekoladowego Mikołaja zapewniamy samych siebie, że po prostu robimy miejsce na wigilijne pyszności, które przecież pojawią się  już za kilkanaście dni. A skoro tak, to jakoś mniej opłaca się jeść zdrowo czy ćwiczyć… przecież i tak zaraz to nadrobimy przy świątecznym stole. Ale czy na pewno?


 
Tak naprawdę, odpuszczanie w grudniu zdrowego stylu życia to najgorsze, co możemy sobie zrobić. I zaraz Wam to udowodnię.
 
WYROBIENIE SOBIE GRUNTU
 
Wiele osób wychodzi z założenia, że bycie fit w grudniu nie ma sensu. Świąteczne spotkania, rodzinne imprezy, święta no i oczywiście Sylwester - to nie są momenty, w których skrupulatnie patrzymy na swoje talerze i mamy mnóstwo czasu na ćwiczenia. Ale tym bardziej to argument, żeby przed świątecznym szaleństwem trzymać się swojego planu treningowego i jeść zdrowo.
 
Utrzymanie zdrowej rutyny nie tylko sprawi, że będziemy mieli twardy grunt pod nogami - zdobędziemy lub utrwalimy nawyki, które nawet przy świątecznej rozpuście po prostu zostaną. Dużo łatwiej też będzie wrócić do treningów, jeśli zrobimy sobie wolne na 2-3 dni (w trakcie świąt), niż na cały miesiąc.
 
Jeśli chcemy, żeby w styczniu było nam łatwiej żyć zdrowo - powinniśmy zacząć wyrabiać sobie grunt już w grudniu.
 
5 POWODÓW, DLA KTÓRYCH WARTO BYĆ FIT W GRUDNIU
 
Oprócz oczywistych powodów - takich jak zdrowie i lepsze samopoczucie - jest też kilka naprawdę obiektywnych argumentów za tym, żeby mimo wszystko nie odkładać w grudniu maty w kąt i nie zapominać o sałacie.
 
1.     Większe zapotrzebowanie kaloryczne - w sam raz na święta.

Jeśli zostaniemy aktywni aż do świąt i będziemy ćwiczyć regularnie, to jesteśmy idealnie przygotowani na świąteczne jedzenie! Aktywne osoby mają dużo większe zapotrzebowanie, a co za tym idzie - nawet najbardziej kaloryczne przysmaki nie będą dla naszej figury straszne. Jeśli dodatkowo spróbujemy zrobić trening także w święta - raczej nie mamy żadnych powodów do zmartwień i na Sylwestra spokojnie zmieścimy się w swoje kreacje.


 
2.     Lepsza kondycja i forma fizyczna - dużo łatwiejszy start w nowy rok
 
Ćwicząc regularnie w grudniu gwarantujemy sobie jedno: dużo lepszy start w styczniu. Nabyta lub utrzymana kondycja, wzmocnione mięśnie i rozruszane ciało dużo lepiej poradzi sobie z kolejnymi treningami (zwłaszcza, gdybyśmy w nowym roku chcieli ćwiczyć bardziej intensywnie, niż do tej pory). Z kolei jeśli odpuścimy sobie teraz ćwiczenia, to musimy przygotować się na znaczny spadek kondycji na początku roku - zadyszka i problemy na pierwszych treningach gwarantowane.
 
3.     Bliżej swojego celu
 
Czasami wydaje nam się, że kilka czy kilkanaście dni nie robi różnicy - ale prawda jest taka, że jeśli teraz przyłożymy się do pracy, jesteśmy w stanie jeszcze przed świętami zbliżyć się (lub nawet osiągnąć) swój cel sylwetkowy. Odrobina pracy i regularności, a także odpowiednio dobrane treningi i dieta to praktycznie gwarancja sukcesu, a przynajmniej zrobienia kolejnych kilku kroków do przodu.
 
4.     Lepszy nastrój przed świętami
 
Nie bez powodu mówi się, że aktywność fizyczna odstresowuje - to prawda! Tym bardziej warto więc między jedną przedświąteczną gonitwą a drugą znaleźć czas na (chociaż krótki) trening. Lepszy nastrój i więcej luzu przyda się przed przygotowaniami do Wigilii i sprawi, że święta upłyną w dużo lepszej atmosferze.
 
5.     Więcej motywacji
 
Uwierzcie mi - dużo łatwiej zmobilizować się do kolejnego treningu, jeśli jeden mamy już za sobą. Im dłużej będziemy utrzymywać rutynę treningową, tym mniej musimy się martwić o motywację do ćwiczeń.Każdy trening będzie nam przychodził coraz bardziej naturalnie. Po prostu będziemy działać - trochę mechanicznie, ale nie ma w tym nic złego. Realizacja planu treningowego w styczniu jest wtedy praktycznie gwarantowana.


NIE ZACZYNAJ CIĄGLE OD NOWA
 
Czy naprawdę chcesz ciągle zaczynać od nowa i robić w kółko to samo? Jeśli nie - to nie odpuszczaj w grudniu, ale nawet dodaj trochę do pieca. Wypróbuj nowy zestaw treningowy, idź na inne zajęcia fitness niż do tej pory, przetestuj jakiś zdrowy przepis. Niezależnie od tego, czy będziesz się perfekcyjnie trzymać planu, czy spróbujesz po prostu utrzymać minimalną regularność - już w tym momencie robisz krok do przodu i ułatwisz sobie wejście w nowy rok.. w stylu fit!

Często słyszę, że nie lubicie kaszy gryczanej, a ona jest nie tylko zdrowa, ale potrafi być pyszna. Zwłaszcza, gdy ją podamy z odpowiednimi dodatkami! Dziś proponuję Wam danie, które przekona nawet największego sceptyka do tego, by kasza gryczana lądowała na jego talerzu. Podamy ją z w typowo polskiej nucie - z pieczonymi ziemniakami, brunatnymi pieczarami i szpinakiem. Będzie zdrowo i pysznie! 



Czasem mniej lubiany przez nas produkt potrzebuję pewnych dodatków, które sprawią, że zupełnie inaczej na niego spojrzymy. Kasza gryczana nie jest taka straszna jak ją malują. Sama w sobie może nie wszystkich zachwycać, jednak i na takich sceptyków mam sposoby właśnie w postaci pełnych smaków dań, w których wyraźny smak kaszy zostaje przytłumiony i wspaniale komponuje się z resztą. Jeśli czegoś nie lubicie, polecam by eksperymentować gdyż szkoda rezygnować z produktu, który ma tyle wartości odżywczych jakim jest kasza gryczana.

Kasza gryczana z pieczonymi ziemniakami, brunatnymi pieczarkami i szpinakiem
(4 porcje)

- 10 ziemniaków
- 100 g kaszy gryczanej Sonko
- 1 cebula
- 2 ząbki czosnku
- 250 g brunatnych pieczarek
- 5 pomidorów suszonych z zalewy
- 100 g szpinaku
- 1 łyżka sosu sojowego tamari
- 1 łyżeczka ostrej musztardy
- 1 łyżeczka suszonego tymianku
- 1 łyżeczka suszonego majeranku
- 1 łyżeczka wędzonej papryki
- 1/2 łyżeczki lubczyku
- 1/2 łyżeczki cząbru
- szczypta ostrej papryki
- sól, pieprz
- pęczek natki pietruszki



Ziemniaki myję i wraz ze skórą kroję w mniejsze kawałki. Przekładam na blaszkę do pieczenia. Skrapiam oliwą z oliwek, solę, pieprze, mieszam i wkładam do piekarnika nagrzanego do 200 st. C na ok. 30 min. ziemniaki mają być miękkie i rumiane. 
Kaszę gryczaną gotuję według podstawowego przepisu.
Na oliwie przesmażam pokrojoną w kostkę cebulę. Gdy ta się zarumieni dodaję posiekany drobno czosnek. Chwilę smażę i wrzucam pokrojone w mniejsze kawałki suszone pomidory i oraz plasterki pieczarek. Całość solę, mieszam i przykrywam pokrywką. Duszę pod przykryciem dopóki pieczarki puszczą sok. 
Zdejmuję pokrywkę, redukuję płyn i przesmażam pieczarki na rumiano. Dodaję szpinak, ugotowaną kaszę gryczaną, sos sojowy, musztardę i przyprawy. Mieszam.
Na koniec wrzucam upieczone ziemniaki i posiekany pęczek natki pietruszki i ponownie mieszam

Strona używa plików cookies, aby ułatwić Tobie korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych. Więcej informacji