Z nami zdrowo
Zaloguj się

Logowanie

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Pamiętaj mnie
Zaloguj się za pomocą konta
Wasze przepisy 2020-05-22

Mega Burger z kaszą Fit Lunch

Mega vege burger od jedz.pysznie skradnie Wasze serca i podniebienia. 

Do wykonania burgera

... Czytaj więcej...

Nie da się ukryć - grudzień to często miesiąc odpuszczania. Wizja nowego roku (a co za tym idzie - nowego początku) już jest coraz bliżej, a my sięgając po kolejnego czekoladowego Mikołaja zapewniamy samych siebie, że po prostu robimy miejsce na wigilijne pyszności, które przecież pojawią się  już za kilkanaście dni. A skoro tak, to jakoś mniej opłaca się jeść zdrowo czy ćwiczyć… przecież i tak zaraz to nadrobimy przy świątecznym stole. Ale czy na pewno?


 
Tak naprawdę, odpuszczanie w grudniu zdrowego stylu życia to najgorsze, co możemy sobie zrobić. I zaraz Wam to udowodnię.
 
WYROBIENIE SOBIE GRUNTU
 
Wiele osób wychodzi z założenia, że bycie fit w grudniu nie ma sensu. Świąteczne spotkania, rodzinne imprezy, święta no i oczywiście Sylwester - to nie są momenty, w których skrupulatnie patrzymy na swoje talerze i mamy mnóstwo czasu na ćwiczenia. Ale tym bardziej to argument, żeby przed świątecznym szaleństwem trzymać się swojego planu treningowego i jeść zdrowo.
 
Utrzymanie zdrowej rutyny nie tylko sprawi, że będziemy mieli twardy grunt pod nogami - zdobędziemy lub utrwalimy nawyki, które nawet przy świątecznej rozpuście po prostu zostaną. Dużo łatwiej też będzie wrócić do treningów, jeśli zrobimy sobie wolne na 2-3 dni (w trakcie świąt), niż na cały miesiąc.
 
Jeśli chcemy, żeby w styczniu było nam łatwiej żyć zdrowo - powinniśmy zacząć wyrabiać sobie grunt już w grudniu.
 
5 POWODÓW, DLA KTÓRYCH WARTO BYĆ FIT W GRUDNIU
 
Oprócz oczywistych powodów - takich jak zdrowie i lepsze samopoczucie - jest też kilka naprawdę obiektywnych argumentów za tym, żeby mimo wszystko nie odkładać w grudniu maty w kąt i nie zapominać o sałacie.
 
1.     Większe zapotrzebowanie kaloryczne - w sam raz na święta.

Jeśli zostaniemy aktywni aż do świąt i będziemy ćwiczyć regularnie, to jesteśmy idealnie przygotowani na świąteczne jedzenie! Aktywne osoby mają dużo większe zapotrzebowanie, a co za tym idzie - nawet najbardziej kaloryczne przysmaki nie będą dla naszej figury straszne. Jeśli dodatkowo spróbujemy zrobić trening także w święta - raczej nie mamy żadnych powodów do zmartwień i na Sylwestra spokojnie zmieścimy się w swoje kreacje.


 
2.     Lepsza kondycja i forma fizyczna - dużo łatwiejszy start w nowy rok
 
Ćwicząc regularnie w grudniu gwarantujemy sobie jedno: dużo lepszy start w styczniu. Nabyta lub utrzymana kondycja, wzmocnione mięśnie i rozruszane ciało dużo lepiej poradzi sobie z kolejnymi treningami (zwłaszcza, gdybyśmy w nowym roku chcieli ćwiczyć bardziej intensywnie, niż do tej pory). Z kolei jeśli odpuścimy sobie teraz ćwiczenia, to musimy przygotować się na znaczny spadek kondycji na początku roku - zadyszka i problemy na pierwszych treningach gwarantowane.
 
3.     Bliżej swojego celu
 
Czasami wydaje nam się, że kilka czy kilkanaście dni nie robi różnicy - ale prawda jest taka, że jeśli teraz przyłożymy się do pracy, jesteśmy w stanie jeszcze przed świętami zbliżyć się (lub nawet osiągnąć) swój cel sylwetkowy. Odrobina pracy i regularności, a także odpowiednio dobrane treningi i dieta to praktycznie gwarancja sukcesu, a przynajmniej zrobienia kolejnych kilku kroków do przodu.
 
4.     Lepszy nastrój przed świętami
 
Nie bez powodu mówi się, że aktywność fizyczna odstresowuje - to prawda! Tym bardziej warto więc między jedną przedświąteczną gonitwą a drugą znaleźć czas na (chociaż krótki) trening. Lepszy nastrój i więcej luzu przyda się przed przygotowaniami do Wigilii i sprawi, że święta upłyną w dużo lepszej atmosferze.
 
5.     Więcej motywacji
 
Uwierzcie mi - dużo łatwiej zmobilizować się do kolejnego treningu, jeśli jeden mamy już za sobą. Im dłużej będziemy utrzymywać rutynę treningową, tym mniej musimy się martwić o motywację do ćwiczeń.Każdy trening będzie nam przychodził coraz bardziej naturalnie. Po prostu będziemy działać - trochę mechanicznie, ale nie ma w tym nic złego. Realizacja planu treningowego w styczniu jest wtedy praktycznie gwarantowana.


NIE ZACZYNAJ CIĄGLE OD NOWA
 
Czy naprawdę chcesz ciągle zaczynać od nowa i robić w kółko to samo? Jeśli nie - to nie odpuszczaj w grudniu, ale nawet dodaj trochę do pieca. Wypróbuj nowy zestaw treningowy, idź na inne zajęcia fitness niż do tej pory, przetestuj jakiś zdrowy przepis. Niezależnie od tego, czy będziesz się perfekcyjnie trzymać planu, czy spróbujesz po prostu utrzymać minimalną regularność - już w tym momencie robisz krok do przodu i ułatwisz sobie wejście w nowy rok.. w stylu fit!

Często słyszę, że nie lubicie kaszy gryczanej, a ona jest nie tylko zdrowa, ale potrafi być pyszna. Zwłaszcza, gdy ją podamy z odpowiednimi dodatkami! Dziś proponuję Wam danie, które przekona nawet największego sceptyka do tego, by kasza gryczana lądowała na jego talerzu. Podamy ją z w typowo polskiej nucie - z pieczonymi ziemniakami, brunatnymi pieczarami i szpinakiem. Będzie zdrowo i pysznie! 



Czasem mniej lubiany przez nas produkt potrzebuję pewnych dodatków, które sprawią, że zupełnie inaczej na niego spojrzymy. Kasza gryczana nie jest taka straszna jak ją malują. Sama w sobie może nie wszystkich zachwycać, jednak i na takich sceptyków mam sposoby właśnie w postaci pełnych smaków dań, w których wyraźny smak kaszy zostaje przytłumiony i wspaniale komponuje się z resztą. Jeśli czegoś nie lubicie, polecam by eksperymentować gdyż szkoda rezygnować z produktu, który ma tyle wartości odżywczych jakim jest kasza gryczana.

Kasza gryczana z pieczonymi ziemniakami, brunatnymi pieczarkami i szpinakiem
(4 porcje)

- 10 ziemniaków
- 100 g kaszy gryczanej Sonko
- 1 cebula
- 2 ząbki czosnku
- 250 g brunatnych pieczarek
- 5 pomidorów suszonych z zalewy
- 100 g szpinaku
- 1 łyżka sosu sojowego tamari
- 1 łyżeczka ostrej musztardy
- 1 łyżeczka suszonego tymianku
- 1 łyżeczka suszonego majeranku
- 1 łyżeczka wędzonej papryki
- 1/2 łyżeczki lubczyku
- 1/2 łyżeczki cząbru
- szczypta ostrej papryki
- sól, pieprz
- pęczek natki pietruszki



Ziemniaki myję i wraz ze skórą kroję w mniejsze kawałki. Przekładam na blaszkę do pieczenia. Skrapiam oliwą z oliwek, solę, pieprze, mieszam i wkładam do piekarnika nagrzanego do 200 st. C na ok. 30 min. ziemniaki mają być miękkie i rumiane. 
Kaszę gryczaną gotuję według podstawowego przepisu.
Na oliwie przesmażam pokrojoną w kostkę cebulę. Gdy ta się zarumieni dodaję posiekany drobno czosnek. Chwilę smażę i wrzucam pokrojone w mniejsze kawałki suszone pomidory i oraz plasterki pieczarek. Całość solę, mieszam i przykrywam pokrywką. Duszę pod przykryciem dopóki pieczarki puszczą sok. 
Zdejmuję pokrywkę, redukuję płyn i przesmażam pieczarki na rumiano. Dodaję szpinak, ugotowaną kaszę gryczaną, sos sojowy, musztardę i przyprawy. Mieszam.
Na koniec wrzucam upieczone ziemniaki i posiekany pęczek natki pietruszki i ponownie mieszam

Nie tylko pyszne, ale i bardzo zdrowe – grzyby. O tej porze roku stają się istotnym elementem polskiej kuchni. Jeśli chcecie, by to była smaczna jesień, wybierzcie się na grzybobranie, a przed nim poznajcie najważniejsze zasady udanego zbierania. Ważne jest nie tylko to, jakie okazy wkładamy do koszyka, ale też jak to robimy. W lesie obowiązuje pewien nienaruszalny katalog zasad, którego przestrzeganie ma wpływ na jakość przyrody.

 
Polacy są najwytrwalszymi grzybiarzami. Sąsiedzi z Niemiec obserwują te nasze wypełnione kosze ukradkiem i nie mogą się nadziwić, że tak sami chętnie od świtu przemierzamy kolejne alejki w poszukiwaniu dorodnych okazów. Kolekcjonujemy prawdziwki do suszenia, podgrzybki na zupę, maślaki do wymieszania w potrawce, lubimy smażyć rydze, marynować gąski i kurki. W ostatnich latach zbieranie grzybów stało się modą. Kiedyś zakłady pracy organizowały weekendowe wyjazdy do lasu, teraz takie akcje pojawiają się na portalach społecznościowych. Grupa entuzjastów szuka nowego hobby i pragnie być bliżej natury. Można potem wrzuć zdjęcie z dorodnym prawdziwkiem i zbierać pochlebne komentarze. Do takiego sukcesu trzeba jednak pewnej wiedzy. Dziś ją serwuję w dość obfitej dawce. 
Jak się nie otruć? 
Najważniejszym zadaniem grzybiarza – zarówno początkującego, jak i tego, co o grzybach wie więcej niż napisano w encyklopedii -  jest odróżnienie grzyba jadalnego od niejadalnego i trującego. Banał? Moi drodzy, tylko w Polsce występuje 1400 gatunków jadalnych grzybów. Nie ma się, co wstydzić zaglądania do atlasu i wspierania swojej intuicji. To zawsze przyniesie – w przypadku wątpliwości korzyść. Dla naszego zdrowia i samopoczucia. Ci, którzy dopiero łapią bakcyla, niech zachowają spokój i nie popadają w panikę. Zapamiętywanie setek różnych odmian nie ma zbyt wiele sensu, ponieważ na początek najlepiej ograniczyć wybór do kilku najpewniejszych gatunków. Prawdziwek jest nie do podrobienia czy kurka. Bez szaleństw, roztropnie, krok po kroku wypełniajcie te wiklinowe koszyki. 
Gąbki i blaszki robią różnicę 
Jedną z podpowiedzi dla Was niech będzie ta, że niektórzy dzielą grzyby na dwie kategorie: z gąbką pod kapeluszem, które można zjeść, i te z blaszkami, które omija się szerokim łukiem. Jedno jest pewne: dzięki respektowaniu tej zasady nie umrzemy, ponieważ grzyby śmiertelnie trujące - z muchomorem sromotnikowym na czele - to właśnie te z blaszkami. Z drugiej strony jednak nasze żołądki mogą mocno ucierpieć po zjedzeniu np. borowika szatańskiego lub ponurego – grzybów bardzo podobnych do jadalnych podgrzybków, jednak silnie szkodzących, gdy są degustowane surowe. Poza tym przestrzegając tej zasady pozbawiamy się wyjątkowej przyjemności zjedzenia chociażby kani, opieńków, kurek czy gąsek. I jak tu nie zwariować w gąszczu grzybowej różnorodności?
Wskazówka: Najlepiej wziąć przewodnika. Eksperta, któremu możemy zaufać. Tacy ludzi mają swoje wytyczone ścieżki, wiedzą pod którym mchem grzyb się kryje i błyskawicznie dokonują selekcji. Są też na tle rozsądni, że jeśli mają wątpliwości – znalezionych szemranych okazów nie zrywają.  Szczególnie dotyczy to gatunków, które mają swoich łudząco podobnych krewnych wśród tych, które potrafią nam zafundować nieprzyjemną żołądkową rewolucję. W najlepszym wypadku. 
Jedz grzyby na zdrowie
Grzyby zbieramy przecież dla zdrowia, więc lepiej ograniczać działania niepożądane. Wprawdzie u wielu osób wciąż pokutuje przeświadczenie, iż grzyby nie mają zbyt wielu wartości odżywczych. To zła opinia, którą należy zlekceważyć! Grzyby bowiem zawierają mnóstwo cennych witamin i minerałów. Znajdziemy w nich m.in. witaminę D, C, K, E, A i witaminy z grupy B. Stanowią bogate źródło selenu, który chroni przed chorobami serca i działa antynowotworowo. Zajadając się grzybami, dostarczamy naszemu organizmowi cennych pierwiastków, takich jak cynk, potas, jod, żelazo, miedź, wapń, fosfor i sód. To darmowy pakiet wspierający nasz organizm. I to tego fundujący smak nie do podrobienia. Nic nie smakuje tak aromatycznie i intensywnie, jak grzybowa zupa z łazankami, sos z tymiankiem czy duszone na maśle kapelusze rydzy. 

MIT: Wbrew pozorom grzyby też wcale nie są ciężkostrawne. To sposób, w jaki je podajemy, obfitujący w zasmażki i tłuste sosy, powoduje uczucie ciężkości po obiedzie, w którym występują w głównej roli. Z pewnością też od zjedzenia grzybów nie utyjemy – zawartość tłuszczu wynosi w nich zaledwie 5%. 
 
ZALETA: Grzyby zawierają też specyficzne steroidy grzybowe – o wiele cenniejsze od sterydów pochodzenia zwierzęcego. Obniżają poziom złego cholesterolu, wspomagają pracę jelit, usuwają z organizmu szkodliwe pierwiastki, wzmacniają nerki, zwalczają wirusy, regulują krzepliwość krwi i zapobiegają zatorom.


Zbieraj grzybki do koszyczka
Moda na grzybobranie przyciąga ludzi, którzy zupełnie ignorują o leśny savoir vivre. A on istnieje od lat i nie można go lekceważyć. 
Kulturalny grzybiarz:

- dba o grzybnię. 
Gdy więc znajduje okaz, który chce mieć w swojej kuchni, ostrym nożykiem wycina go tuż przy ziemi. Tkwiącą w ziemi podstawę trzonu pozostawia i przykrywa ściółką. Dzięki temu grzybnia nie wyschnie, a za jakiś czas w tym miejscu pojawią się nowe grzyby. Jeśli trzeba wyjąć grzyb z całym trzonem (to ważne np. przy zbieraniu grzybów podobnych do muchomorów, których trzon warto dokładnie obejrzeć), należy go delikatnie go wykręcić.
- nie niszczy grzybów 
Nawet jeśli grzyby, które zwabiły nas z daleka ponętnym wyglądem okazały się niejadalne – w  żadnym wypadku nie mścimy się na nich, kopiąc lub wyrywając je z podłoża! Usprawiedliwieniem takiego zachowania nie jest też chęć „ocalenia” innych grzybiarzy przez podobnym rozczarowaniem. Okazy, których my nie jemy, stanowią pożywienie dla leśnych zwierząt. Niszcząc je, niszczymy grzybnię i zaburzamy naturalny rytm życia lasu.
- ma swój koszyk 
grzybom najlepiej jest w wiklinowym koszyku, a nie w  foliowej torebce. W reklamówce szybko zaczną się pocić, a to z kolei doprowadzi do wytworzenia się niebezpiecznych substancji chemicznych i rozwoju mikroorganizmów. 
- nie marnuje czasu
Po powrocie do domu trzeba, jak najszybciej przebrać zbiory, oczyścić grzyby i przerobić je na sos, zostawić do suszenia czy mrożenia. Grzyby nie lubią czekać. 


 
Grzyb na talerzu
Grzyby są niesamowitym źródłem kulinarnych inspiracji. Mogą być uzupełnieniem dania, ale i z powodzeniem odegrają i główną rolę. Niektóre nawet nie wymagają termicznej obróbki. Jeśli chcecie się w nich rozsmakować, spróbujcie na początek moich przepisów:
 
Puder z suszonych kanii
Kanie dokładnie oczyść, a potem posiekaj i ususz w piekarniku w 70 stopniach lub na suszarce. Wysuszone kanie przełóż do blendera  i rozdrobnij tak, by powstał puder. Przechowuj go w zamkniętym słoiku. Doprawiaj nim sosy i zupy.

Rydze w maśle tymiankowym 

- małe rydze 

- 2 łyżki klarowanego masła

- kilka gałązek tymianku

- sól/pieprz

- skórka z cytryny

- ząbek czosnku

Rydze oczyść pędzelkiem. Na patelni rozpuść masło, wrzuć gałązki tymianku, skórkę z cytryny i posiekany czosnek. Dodaj rydze i smaż je przez około 2 minuty. Dopraw solą, pieprzem i przełóż na talerz. Możesz je podawać z ugotowaną kaszą gryczaną. 
 
Carpaccio z prawdziwków

- 2-3 prawdziwki

- sok z cytryny

- sól, pieprz

- garść startego parmezanu

- rukola
Prawdziwki oczyść, pokrój w cienkie plasterki i je na talerzu. Skrop mocno oliwą i sokiem z cytryny. Dopraw solą i pieprzem, posyp parmezanem i rukolą. 

Jedna z najbardziej znanych potraw z prowincji Hunan. Jest pyszna a do tego bardzo prosta i szybka w przygotowaniu.

Składniki:
100 g ryżu basmati marki Risana
mała polędwiczka wieprzowa
duża marchew
pół cukinii
1 papryczka chilli
szczypior
sos
1 łyżeczka oleju
4 łyżki sosu sojowego
2 przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku
1 łyżeczka tartego imbiru
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
oliwa

Przygotowanie:
Ryż gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Wszystkie składniki sosu umieszczamy w misce i mieszamy. Mięso kroimy w paseczki, marchew i cukinię w plastry, papryczkę chilli siekamy. Na mocno rozgrzanej patelni, na łyżce oliwy podsmażamy mięso od czasu do czasu mieszając, dodajemy pokrojone warzywa i po 2 minutach wlewamy wszystkie składniki sosu. Zostawiamy w woku lub patelni jeszcze dwie minuty i podajemy z
ryżem. Ryż możemy polać powstałym sosem ze smażenia. Całość posypujemy szczypiorem.

Smacznego!

Przepis prosty, można dowolnie modyfikować dodając ulubione warzywa lub ser tofu.

Składniki:
100g Quinoa mix marki Risana
2 papryki kolorowe
1 mała cukinia
1 czerwona cebula
kilka pomidorów koktajlowych
natka pietruszki
1 papryczka chilli
łyżka pasty curry
mleko kokosowe
sól, pieprz


Przygotowanie:
Quinoę gotujemy zgodnie z instrukcja na opakowaniu. Ugotowaną odstawiamy. Kolorowe papryki i cukinię kroimy w słupki, marchew w plastry a pomidorki na połówki. Całość podsmażamy na dobrze rozgrzanej łyżce oliwy, dosłownie 1,2
minuty. Na tej samej patelni po zdjęciu z niej warzyw podsmażamy pokrojoną w piórka cebulę i dodajemy łyżkę pasty curry, chwile mieszamy doprowadzając do wrzenia i wlewamy mleko kokosowe. Redukujemy nadmiar mleka uzyskując kremowy sos i dodajemy wcześniej podsmażone warzywa. Podajemy z komosą i świeżą natką pietruszki.


Smacznego!

Widząc ten tytuł sporo osób pewnie pomyśli, że wkradła się tu jakaś literówka i że tytuł artykułu powinien brzmieć: “dlaczego nie powinieneś tego jeść”. Otóż nie! Ten tekst powstał po to, żeby przekonać was, że jest właśnie zupełnie odwrotnie - jeśli chcemy być fit i utrzymać to przez całe życie, jak najbardziej w naszej diecie mogą (a nawet powinny) znaleźć się rzeczy, które normalnie uważane są za niezdrowe i zakazane.

Zdziwieni? Mam nadzieję!

Zastanówmy się nad tym tematem. Największy problem, jaki mają ludzie ze zdrowym trybem życia - to najczęściej dieta. Albo nie potrafimy się jej trzymać, albo nie mamy motywacji do jej wprowadzenia lub tak wkręcamy się w pilnowanie tego, co jemy, że zaczynamy żyć w świecie pełnym zakazów, nakazów i restrykcji. Dla większości osób dieta jest więc czymś, z czym męczą się non stop - albo są na diecie, albo od jutra na nią przechodzą, albo właśnie z nią kończą, bo mają już dosyć.

ZERO - JEDEN, CZYLI SYSTEM, KTÓRY NIE DZIAŁA

Dieta sprawia nam tak wiele problemów, bo ciągle podchodzimy do niej w sposób zero-jedynkowy. Albo rezygnujemy ze słodyczy, planujemy posiłki i liczymy kalorie, albo mówimy sobie: “a dobra, już dzisiaj i tak źle zjadłam” i zaczynamy prawdziwą ucztę, bo przecież zdrowo zaczniemy znowu od poniedziałku, a dzisiaj sobie pozwolimy “na zapas”. 

Problem polega na tym, że właśnie przez takie podejście nie jesteśmy w stanie niczego zmienić i wytrwać w zdrowym trybie życia. Podchodząc do jedzenia w sposób “wszystko albo nic” - porażka jest gwarantowana. Dlaczego? 

Bo jesteśmy tylko ludźmi. Będą nam się zdarzać urodziny, imprezy, niespodziewane wypady na pizzę i spotkania ze znajomymi. Będziemy więc łamać swoje zakazy i sięgać po produkty, z których mieliśmy zrezygnować… i to jest okej. Jeśli jednak podchodzimy do diety zero-jedynkowo, to po każdym takim “zgrzeszeniu” będziemy odpuszczać całkowicie, bo przecież lepiej zacząć jutro od nowa.

I to jest najczęściej powód, przez który nie lubimy zdrowego odżywiania, nie mamy efektów i wydaje nam się, że całe życie jesteśmy na diecie, co powoduje niesamowitą frustrację… i brak motywacji.

WYSTARCZYŁOBY PODEJŚĆ DO SPRAWY RACJONALNIE…

Gdyby osoby, które zawsze po sięgnięciu po cukierek tracą motywację i zjadają całą paczkę - bo przecież skoro i tak zepsuły dietę, to dzisiaj sobie skorzystają, a jutro zaczną od nowa  - po prostu traktowały to jako coś normalnego, prawdopodobnie nie miałyby problemu z osiągnięciem oczekiwanych efektów ani z motywacją do zdrowego odżywiania. 

Jeśli zakładamy, że zjedzenie czegoś słodkiego czy pizza ze znajomymi to normalna rzecz, dużo łatwiej jest trzymać się pozostałych posiłków według planu, a co za tym idzie - być konsekwentnym w działaniach.

Umówmy się: w większości przypadków nasze odstępstwa od diety wcale nie powodują tycia, złego samopoczucia czy nie pogorszą naszego stanu zdrowia. Nikt jeszcze nie przytył od jednego posiłku - to nie dzieje się w noc! 

Nie mamy efektów nie dlatego, że raz w tygodniu idziemy ze znajomymi na pizzę, ale dlatego, że po jej zjedzeniu stwierdzamy, że i tak nie opłaca nam się dzisiaj trzymać diety - więc jemy dużo więcej i dużo bardziej niezdrowo, niż normalnie.

A potem jesteśmy na siebie źli. Bo znów trzeba zacząć od początku.

NO I TEN ZAKAZANY OWOC… 

I jeszcze jedna kwestia - jeśli traktujemy nasze ulubione, niezdrowe przysmaki jako coś “zakazanego” - nic dziwnego, że będzie nas to bardziej kusić. Nie ma chyba nic tak interesującego, jak coś, co jest zakazane i zabronione. Człowiek z automatu zaczyna o tym częściej myśleć, aż w końcu: łamie swoje zasady. Jest zły. I zaczyna od nowa. I tak w kółko… można zwariować!

ZDROWY ROZSĄDEK ZAMIAST TABELKI

A rozwiązanie jest naprawdę proste - podejść do zdrowego odżywiania z rozsądkiem! Pamiętać, że nic się nie stanie, jeśli raz na jakiś czas zjemy coś niekoniecznie zdrowego. A jeśli takie podejście sprawia nam problem (bo nie potrafimy sobie ustalić rozsądnych granic), to dobrym sposobem jest wyznaczenie jakichś dni w tygodniu, w których pozwalamy sobie na coś “zakazanego” - w ramach normalnego posiłku. 

Polecam - dużo łatwiej jest utrzymać motywację i po prostu jeść zdrowo, kiedy wiemy, że niczego sobie nie zakazujemy, a jedzenie to nasz wybór, a nie tylko rozpiska na kartce, której musimy się surowo trzymać. W taki sposób łatwo utrzymamy zdrowe nawyki nie przez miesiąc czy rok, ale… przez całe życie. A chyba o to właśnie chodzi, prawda?

 

 

 

 

Strona używa plików cookies, aby ułatwić Tobie korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych. Więcej informacji