Z nami zdrowo
Zaloguj się

Logowanie

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Pamiętaj mnie
Zaloguj się za pomocą konta
Lifestyle 2019-02-08

No i jak ja wyglądam?

Prawie każda z nas marzy o pięknym wyglądzie, o doskonałej sylwetce. Wszystkie jesteśmy atakowane

... Czytaj więcej...

Sukces pojawia się wtedy, gdy kieruje mną wiara w moje siły i możliwości. Muszę całym sercem pokochać to, co robię i wierzyć w sens tego działania. Bieganie – aby móc się nim cieszyć, teraz i na zawsze – musi mieć jasno wytyczony cel! Ale tylko taki cel, który jest realny i możliwy do zrealizowania. I na tym należy się skupić zaczynając tę piękną przygodę.

Duńczycy mają swoje hygge. Słowo zrobiło wrażenie i poszło w świat. Powędrowało znacznie dalej niż przewidywał mieszczący się w Kopenhadze Instytut Badawczy Szczęścia. W prestiżowym słowniku Collinsa hygge zostało umieszczone jako jeden z terminów roku. W opisie zasugerowano, że kryje się w nim tworzenie przyjemnego i przytulnego otoczenia, które wpływa na nasze dobre samopoczucie. Do księgarń trafiły książki ze szczegółowymi instrukcjami wzniecania pożądanego klimatu. Okazuje się, że hygge może być nasze mieszkanie, jedzenie, spotkanie z przyjaciółmi. My sami możemy zostać hygge rodzicami, pracownikami, sportowcami. Wystarczy tylko z Duńczyków wziąć przykład.

Duńczycy mają swoje hygge. Słowo zrobiło wrażenie i poszło w świat. Powędrowało znacznie dalej niż przewidywał mieszczący się w Kopenhadze Instytut Badawczy Szczęścia. W prestiżowym słowniku Collinsa hygge zostało umieszczone jako jeden z terminów roku. W opisie zasugerowano, że kryje się w nim tworzenie przyjemnego i przytulnego otoczenia, które wpływa na nasze dobre samopoczucie. Do księgarń trafiły książki ze szczegółowymi instrukcjami wzniecania pożądanego klimatu. Okazuje się, że hygge może być nasze mieszkanie, jedzenie, spotkanie z przyjaciółmi. My sami możemy zostać hygge rodzicami, pracownikami, sportowcami. Wystarczy tylko z Duńczyków wziąć przykład.

Zima to czas, kiedy wielu z nas zaszyłoby się pod kocami i przeczekało do wiosny z kubkiem gorącej herbaty. A co powiecie na to, aby wyjść na mróz i śnieg aby pograć w siatkówkę? Niektórzy przecierają oczy z niedowierzaniem, a my przedstawiamy niezwykłą ekipę Piotra Groszka i Tomasza Ćwiertnia z Ćwierć Grosza – Groszek & Ćwiertnia Snow Volleyball Team - reprezentantów Polski w siatkówce na śniegu, której partnerem w sezonie 2018 jest Sonko!

O siatkówce plażowej czy halowej słyszał niemal każdy. Ta na śniegu to wciąż dla wielu osób nieznana dyscyplina sportu. Skąd wziął się pomysł aby rozgrywki odbywały się właśnie na śniegu?

Piotr Groszek: Kilka dobrych lat temu Austriacy szukając jakiś nowinek siatkarskich wpadli na właśnie taki pomysł. Prekursorami byli miłośnicy siatkówki plażowej. Pomysł, który wydawał się z pozoru szalony, teraz powoli wkracza na igrzyska olimpijskie. Myślę że jego autorzy sami nie spodziewali się takiego obrotu spawy. Jesteśmy na najlepszej drodze, aby wznieść snow volleyball na sportowe wyżyny.

Czym różni się siatkówka na śniegu od innych odmian? Jakiego specjalnego przygotowania wymaga? Podobno gracie w korkach piłkarskich! O czym jeszcze trzeba pamiętać i jak przygotować się do rozgrywek na śniegu?

Tomasza Ćwiertnia: Z pewnością bardzo dużą rolę w siatkówce na śniegu odgrywa motoryka. Z naszego punktu widzenia, jest to połączenie rozgrywek plażowych z halowymi w praktyce. Przepisy, piłka, ustawienie zawodników, ich poruszanie się jest bardziej podobne do siatkówki plażowej. Jeśli jednak mamy analizować atak, to porównałbym go do ataku halowego. Szczególnie z rana, kiedy zaczynamy turniej, śnieg jest mocno zbity i można sobie troszeczkę wyżej poskakać.

Piotr: Tak, śnieg robi tutaj kolosalną różnicę. Podłoże jest śliskie, a my musimy znaleźć sposób na sprawne poruszanie się po boisku, które ma takie same wymiary jak w siatkówce plażowej. Stąd piłkarskie korki na nogach. Zdarza nam się grać na wysokościach przekraczających 2 tys. m.n.p.m. Dech w piersiach zapierają nie tylko piękne widoki!

fot. Facebook @cwiercgrosza

Jak zaczęła się wasza przygoda z siatkówką na śniegu?

Tomasz: Moja przygoda zaczęła się zdecydowanie później niż Piotra. Chciałem spróbować swoich sił i zobaczyć jak to wygląda, bo słyszałem wiele pozytywnych opinii. Zależało mi też na porównaniu warunków jakie widziałem w Polsce. Piotrek nie miał partnera na turniej, który odbywał się rok temu w Szwajcarii, a ja chciałem się tylko sprawdzić. Turniej zakończyliśmy na czwartym miejscu, a ja złapałem bakcyla.

Piotr: W moim przypadku musimy się cofnąć 4 lata wstecz, kiedy przeglądając internet natrafiłem na film z jednych z pierwszych zawodów w tej dyscyplinie. Mała chwila konsternacji i w sekundę pojawiła się myśl: Muszę tego spróbować! 2 tygodnie później skakałem już po śniegu czerpiąc z tego wielką frajdę. A później już było tylko więcej, poważniej, profesjonalniej aż do dziś :-)

Czy ta dyscyplina sportowa w Polsce jest coraz bardziej popularna? A jak to wygląda na świecie?

Piotr: Siatkówka na śniegu rozwija się prężnie i widać to po bardzo wysokim poziomie europejskich turniejów. Zyskuje też coraz liczniejsze grono kibiców. Mistrzostwa Europy w 2018 roku będą zwieńczeniem dotychczasowego rozwoju tej dyscypliny. Kto jeszcze nie miał okazji obejrzeć zmagań na śniegu – gorąco zachęcam! Nie brakuje emocji, zaciętej walki o punkty, a sceneria, w której rozgrywane są zawody jest nie do opisania. Jeśli chodzi o rodzime podwórko, tutaj mamy wiele do nadrobienia. Do tej pory zostały zorganizowane 3 turnieje, ale liczymy ze z roku na rok będzie to wyglądać coraz lepiej.

Jak reagują osoby, które po raz pierwszy dowiadują się, że gracie w siatkówkę na śniegu? Zdziwienie? Mnóstwo pytań?

Tomasz: Rzeczywiście, „Jak to na śniegu? – to jedno z najczęściej pojawiających się pytań! Naszym opowieściom towarzyszy zdziwienie i duże zaciekawienie. Często jesteśmy też pytani o specyfikę gry na śniegu, ubiór i klimat zawodów. Mamy nadzieję, że na opowieściach się nie kończy i naszą przygodą ze snow volleyball zarazimy też inne chętne osoby.

Jak wyglądają przygotowania do sezonu? Gdzie trenujecie – na piasku, hali czy śniegu? Jak wyglądają takie treningi?

Piotr: Zdecydowanie więcej czasu spędzamy w hali i na siłowni. Im bliżej sezonu staramy się wybierać na boiska plażowe lub po prostu grać na śniegu. Teraz najważniejsze jest dla nas przygotowanie fizyczne do sezonu.

Turnieje odbywają się w różnych częściach świata. Jak godzicie wyjazdy z codziennymi obowiązkami? Na czyje wsparcie możecie liczyć? Co jest największym problemem?

Tomasz: Organizacja, organizacja i jeszcze raz organizacja :) Jesteśmy studentami, którzy pracują, a dodatkowo poświęcamy mnóstwo czasu na treningu. Udaje nam się to wszystko pogodzić, chociaż praca, studia i treningi pochłaniają nas bez reszty. Wiemy jednak, że skoro obraliśmy pewien cel to chcemy go zrealizować. Jeśli coś co robimy jest także naszą pasją to zawsze znajdzie się na to czas.

Wasi najwierniejsi kibice to…?

Piotr: moja dziewczyna Ola, nasze rodziny, a w szczególności Mamy! Oczywiście do tego grona zaliczamy też naszych sponsorów i partnerów, którzy wspierają nas w karierze i dopingują.

fot. Facebook @cwiercgrosza

Jakie rady dalibyście osobom, które chciałyby spróbować swoich sił w sporcie? Bez względu na to w jakiej dyscyplinie chciałyby się sprawdzić. Jakie cechy powinien mieć waszym zdaniem sportowiec?

Piotr: Systematyczność, wytrwałość i umiejętność czerpania z tego co się robi radości. Tego nie może Wam zabraknąć!

Jakie cele stawiacie sobie w nowym roku i jakie jest Wasze największe marzenie w tej dyscyplinie sportu?

Tomasz: Chcemy stawić się na Mistrzostwach Europy w Austrii i pokazać na co nas stać. Staramy się stąpać od celu do celu, ciągle się rozwijamy. Ważne jest, aby towarzyszyło nam przy tym zdrowie, a my będziemy dawać z siebie wszystko.

Dziękujemy za rozmowę!

Grudzień to czas obdarowywania. Posyłamy sobie cieplejsze uśmiechy. Guzik w ekspresie z kawą włączamy podwójnie, by podzielić się napojem z koleżanką z sąsiedniego biurka. Sąsiadce podrzucimy gałęzie jemioły. Kupujemy szeleszczący papier w renifery i cieszy nas mróz szczypiący w czerwone nosy. W grudniu mniej spraw irytuje, życie ma optymistyczniejszą perspektywę, a czas płynie w rytmie świątecznych przebojów.

Każdy rodzic wie, co jest najlepsze dla swojego dziecka, a przynajmniej tak mu się wydaje. Niestety od "złożenia" do faktu jest długa droga. W swojej pracy często spotykam się ze skrajnymi typami zachowań: od przesadnie wspierających rodziców, do nadmiernie wymagających. To cienka granica, którą łatwo przekroczyć, a jest decydującym czynnikiem, przez który dziecko samo dyskwalifikuje się ze sportu.

"Jasiek mając pięć lat został pierwszy raz zabrany przez tatę na mecz koszykówki, a zaraz po tym na boisko nieopodal domu. Od tamtego czasu nie rozstawał się z piłką, a najbardziej lubił grać z kolegami zaraz po szkole. Lata mijały, a Jasiek marzył o grze w szkolnej drużynie i lokalnym klubie młodzieżowym. Tak też się stało. Wzrost pozwolił mu na przegonienie rówieśników i już w podstawówce odznaczał się dobrymi umiejętnościami koszykarskimi. Ta historia mogłaby mieć mistrzowski finisz, a skończyła się jak mnóstwo innych. Jasiek od początku słyszał od taty, że najważniejszy jest wynik! Po meczach za każdy błąd był karcony i pod presją ojca bardzo często podejmował decyzję o zmianie klubu "na lepszy". Presja, którą wytworzył ojciec, zabiła w chłopcu radość płynącą z gry. Treningi stały się dla niego męczarnią, a mecze wielkim stresem. Przestał się rozwijać i przykładać do treningów. Jasiek stracił ducha walki i zakończył przygodę ze sportem."

Niestety powyższa historia powtarza się coraz częściej. Dzieci, niczym ich idole, chcą uprawiać sport: grać w piłkę, tenisa, pływać, tańczyć, walczyć na macie czy ringu. To piękne, gdy dziecko poprzez zabawę uczy się odpowiedzialności, zdobywa świadomość wartości i wspomaga rozwój fizyczny. Szkoda, że zbyt często to własnie rodzice stoją na przeszkodzie w spełnianiu marzeń swoich pociech. Dlaczego z grona trenujących dzieci i młodzieży tylko nieliczni trenują zawodowo i osiągają sukcesy?

Talent i ciężka praca to jedno, ale najważniejsza w początkowej fazie jest postawa rodziców, bo to od nich dziecko czerpie wzorce.

Rodzicu! Chcesz, aby ten mały szkrab grający w piłkę nauczył się osiągać zamierzone cele? To nie popełniaj najczęstszych błędów!

Daj wybór!

Lubisz "robić coś na siłę"? Chyba nikt nie lubi, tym bardziej Twoje dziecko. Ono tak samo jak Ty ma prawo wybrać. Pokaż mu jak fajnie można aktywnie spędzać czas poprzez zabawę, a samo pokocha sport i wybierze tę dyscyplinę, która sprawia mu przyjemność.

Naucz wyciągać wnioski!

Po nieudanym meczu pozwól dziecku na wyciągnięcie jego wniosków. Nie narzucaj zdania, nie krzycz, nie wymagaj. Zaczekaj aż samo zacznie mówić o meczu/zawodach i zawsze staraj się pokazać pozytywną stronę tego co zrobił. Oczekiwania bliskich są najcięższym przeciwnikiem dla sportowców. Młody umysł z takiej sytuacji zapamięta, że sukces to przede wszystkim zadowolenie rodziców. Nie jestem zwolenniczką pojęcia "porażka", a już w ogóle w wieku, gdzie przygoda ze sportem się zaczyna. Jeśli nie byłoby przegranych i złych meczów to jak człowiek nauczyłby się odróżniać i doceniać sukces?

Nie krytykuj i nie naciskaj!

Zamiast krytyki użyj konstruktywnej porady, ale poprzedzonej pozytywnym słowem. Tak robią trenerzy pracujący w seniorskich drużynach, ponieważ ma to wielki wpływ na nastawienie zawodnika i budowę jego samooceny. W tak młodym wieku to szczególnie ważne. Ciągła krytyka i nacisk powodują opór wśród dzieci i utratę pewności siebie, w tym wypadku szybko poddają się i zniechęcają. Proces budowania poczucia wartości jest długi, składa się na niego wiele doświadczeń, dlatego pozwólmy tego doświadczać.

Szanuj trenera i innych przeciwników!

Obelgi i wtrącanie się w pracę trenera dają przykład młodemu zawodnikowi, ze "może wszystko", a to sport ma uczyć dyscypliny – nie odwrotnie. Obwiniając warunki, sprzęt, trenera, sędziów nie uczy się brania odpowiedzialności za swoje błędy. Wzmacnia się za to nawyk zrzucania winy, przez co dziecko nie widzi tego, co mogłoby poprawić i zrobić inaczej, aby być lepszym.

Zaufaj!

Podejmowanie decyzji jest nie tylko ważną umiejętnością w sporcie, ale przede wszystkim w życiu. Pozwól dziecku uczyć się na swoich błędach, odróżniać dobre decyzje od złych, być kreatywnym. Ciągła kontrola nie uchroni go od złego, wręcz przeciwnie. Trudności zawsze będą czekały za zakrętem, dlatego trzeba pozwolić dziecku stawiać im czoło.

Mamo i Tato, wspieraj, a nie oczekuj, że dziecko spełni Wasze marzenia, dzięki którym przeżyjecie drugą młodość! Każdy rodzic chce dla swojej pociechy jak najlepiej, ale czasami warto posłuchać rad tych, którym też zależy na dobru Twojego dziecka.

Strona używa plików cookies, aby ułatwić Tobie korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych. Więcej informacji