Z nami zdrowo
Zaloguj się

Logowanie

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Pamiętaj mnie
Zaloguj się za pomocą konta
Lifestyle 2018-11-13

Jesienne latawce

Jesień zjawiła się prawie niepostrzeżenie bo nadal jest ciepło i przyjemnie chociaż coraz częściej

... Czytaj więcej...

Wrocław – jest jednym z najważniejszych dla mnie miast. Śląsk Wrocław – to najważniejszy dla mnie klub koszykarski w Polsce, a Robert Skibniewski - jest jednym z najbardziej cenionych przeze mnie koszykarzy. Ten rok może być przełomowym w jego życiu, ponieważ zaczyna nowy etap w swojej sportowej karierze, jednocześnie wracając do ukochanego przez siebie miasta.

foto. Andrzej Romański 

Wyjątkowy zawodnik i człowiek, który ma mocny charakter, i który nigdy się nie poddaje. Wielokrotny reprezentant kraju, mistrz Polski i Słowacji, uczestnik rozgrywek Euroligi powrócił w tym sezonie do Wrocławia i zasili skład FutureNet Śląsk Wrocław, z którym będzie walczył o awans do ekstraklasy. To właśnie w tym miejscu, Robert zdobywał największe sukcesy koszykarskie, a teraz będzie również pełnił funkcję asystenta trenera - Radosława Hyżego.

Wrocław to Twój dom, ale kilka minionych lat spędzałeś w innych miastach. Dlaczego zdecydowałeś się na powrót do Wrocławia?

- Dostałem konkretną propozycję z klubu, który chce awansować do ekstraklasy i dodatkowo wracam w domu. Myślę, że gra jest warta świeczki.

Wiem, że w przyszłości chcesz zostać trenerem, czy ten powrót ma związek z tymi planami? Jakie cele sobie postawiłeś sobie w tym sezonie?

- Moja kariera jako zawodnika powoli dobiega końca. To że zostanę trenerem koszykówki wiem od… podstawówki. Jednak jeszcze w tym sezonie za moją pracę będę rozliczany przede wszystkim jako zawodnik. I właśnie jakozawodnik mam pomóc Śląskowi Wrocław awansować do Ekstraklasy. Dodatkowo jako asystent głównego trenera moim zadaniem będzie dzielenie się swoimi spostrzeżeniami i przemyśleniami z pierwszym trenerem. O tym, czy będą przydatne zadecyduje już on sam 

Śląsk to miejsce, z którym wiążesz wiele wspomnień i osiągnięć - cieszysz się, że wracasz na wrocławski parkiet?

- Oj było trochę tych wspomnień i przygód. Ale to temat na osobną rozmowę Pewnie, że się cieszę, w końcu wracam do domu. Do swojego łóżka, do swoich czterech kątów i mam nadzieję, że to już koniec z męczącymi przeprowadzkami.

Decyzja o powrocie narodziła się w tym roku, czy to było Twoje marzenie, aby karierę trenerską rozpocząć w miejscu, w którym zdobyłeś największe sukcesy jako koszykarz?

- Ta decyzja to pełen spontan. Po rozmowie z Radkiem Hyżym spotkałem się z prezesem Michałem Lizakiem, z którym rozmawialiśmy na temat tej współpracy. Już podczas drugiego spotkania podpisałem umowę.

W środowisku wrocławskim duże emocje budziło Twoje przejście do Włocławka (klub koszykarski Śląsk Wrocław i Anwil Włocławek nie darzą się sympatią). Jak ocenisz tamtą sytuację z perspektywy czasu?

- Nie oceniam. Takie jest życie sportowca. Każdy ma święte prawo do własnego zdania. My jako sportowcy jesteśmy profesjonalistami, a to jest nasz zawód i nasz sposób na życie. Jak ktoś ma z tym problem to jest, to jego problem - nie mój.

Planujesz już pozostać docelowo we Wrocławiu? Czy to już czas Roberta Skibniewskiego, który potrzebuje stabilizacji?

- Chciałbym, jednak wszyscy wiemy jak to bywa w tym biznesie. Życie zweryfikuje wszystkie plany.

W nadchodzącym sezonie 2018/2019 Śląsk planuje awans do Ekstraklasy. To Twój cel jako zawodnik, a jakie masz cele na swoją przyszłość trenerską? Grupy młodzieżowe, czy ekstraklasa?

- Mam kilka celów. Jednym z nich jest objęcie stanowiska trenera Ekstraklasy, który odważnie stawia na młodych Polaków.

foto. Andrzej Romański 

Jesteś zasłużonym polskim koszykarzem, od którego można wiele się nauczyć. Po tylu latach grania w różnych miejscach, w reprezentacji, a nawet za granicą - co Twoim zdaniem jest ważne lub najważniejsze w koszykówce i dlaczego?

- Nigdy nie przestawać w siebie wierzyć. Bez względu na okoliczności - nigdy nie przestawać w siebie wierzyć i nie przestawać pracować nad sobą. Tutaj nigdy nie ma końca. Nie pozwolić, aby czynniki zewnętrzne, np. jakieś niemiłe zdarzenie albo zachowanie drugiej osoby, wpłynęło na poczucie własnej wartości. Bez tego daleko nie zajdziemy i nie chodzi tylko o koszykówkę.

Masz jakieś rady dla przyszłych osób grających w koszykówkę lub trenerów?

- Być sobą i nigdy nie przestawać pracować nad sobą! Nie brać wszystkiego do siebie i mieć do siebie dystans. A w stosunkach interpersonalnych cały czas ze sobą rozmawiać. Bo ostatnio coś ta komunikacja między ludźmi szwankuje.

Jak oceniasz rolę psychologii sportu w całym systemie szkolenia jako zawodnik?

- Myślę, że jest bardzo ważna. Każdy z nas jest inny pod względem charakteru, sfery mentalnej czy emocjonalnej. Z każdym trzeba rozmawiać i pracować inaczej. W sporcie zespołowym jest to najważniejsze, a z drugiej strony bardzo trudne żeby z tych rozmaitych charakterów stworzyć jedność.

Czujesz się spełniony jako sportowiec?

- Tak, bo całe życie robię to, co kocham.

 

Robertowi, Radkowi i całej drużynie, która jest mi bliska życzymy powodzenia!

 

Aż korciło mnie żeby napisać piękna starość, bo to o niej dzisiaj chcę napisać. Zastanawiałaś się kiedykolwiek jak to będzie kiedy się zestarzejesz? Jak będziesz wyglądać? Czy będziesz wysiadywała całymi dniami w przychodni, a jedynym zajęciem będzie gotowanie dla wnuków? A może wręcz przeciwnie? Będziesz podróżowała po świecie odkrywając nowe miejsca i wspaniałych ludzi? Muszę przyznać, że sama kilka razy o tym myślałam.

Zero waste ma mocne wejście w tym roku, coraz więcej hasztagów na Instagramie i okładki w gazetach. Idea życia, w którym jest miejsce na planowane świadome zakupy, niewyrzucanie jedzenia i ograniczanie śmieci zyskuje kolejnych fanów, co widać w statystykach informujących o zainteresowaniu tematem. Zero waste, choć brzmi bardzo modnie i z dumą wkracza na salony ma jednak dość odległy rodowód. Już bowiem nasze babcie były prekursorkami takiego stylu życia i miały genialne patenty na domowy recykling.

Trwa Wimbledon, więc to idealna pora, by porozmawiać o tenisie. Moim rozmówcą jest Maciej Jabłoński - polski tenisista, zwycięzca wielu ogólnopolskich turniejów, notowany na listach światowych ATP - brzmi imponująco, ale jak się okazuje kryje się za tym dużo cierpienia, bólu i poświęceń. Liczne kontuzje i operacje, w związku z którymi przez wielu został skreślony jako sportowiec, narodziły w nim wielką motywacją do walki. Ten wywiad jest symbolem tego, że “wszystko jest możliwe”. Przedstawiam jednego z najdzielniejszych zawodników, których poznałam na swojej zawodowej drodze - psychologa sportu.

Jak zaczęła się Twoja przygoda, a właściwie miłość do tenisa?

Zaczynałem przygodę ze sportem od koszykówki i to z nią wiązałem przyszłość. Do 15 roku życia tenis był raczej uzupełnieniem moich treningów koszykarskich, ale kontuzje sprawiły, że musiałem coś wybrać i wybrałem tenis. Mój staw skokowy nie wytrzymywał zbyt dużych obciążeń skocznościowych, co zdecydowanie wykluczyło koszykówkę, a w tenisie nie przeszkadzało.

Czy po rozpoczęciu kariery tenisisty nadal pojawiały się kontuzje?

Tak, niestety z kontuzjami zmagam się regularnie. Miałem nawet 2-letnią przerwę od trenowania. Przeszedłem w tym okresie 4 poważne operacje. Wszystkie problemy spowodował staw skokowy, który nie był zbyt stabilny. Przez to całe ciało pracowało nienaturalnie i stąd szereg urazów. Wielu lekarzy nie dawało mi szans na powrót do sportu, ale nie poddałem się i mimo wszystko szukałem dalej rozwiązań. Udało się znaleźć taką alternatywę, dzięki której mogę realizować swoje marzenia z rakietą w ręku.

Po takich przejściach z pewnością masz ogromną wiedzę na temat powrotów do formy i wiele cennych wskazówek dla innych sportowców...?

Na pewno nigdy nie można się poddawać. Często wydaje się, że sytuacja jest beznadziejna i nie mamy szans na powrót do sportu. Słyszałem to z ust wielu specjalistów, ale trzeba szukać dalej i walczyć. Kontuzje kształtują charakter i często sportowcy wracają po nich silniejsi, bardziej zmotywowani, chcą coś udowodnić. Trzeba znieść ból i monotonię treningu, który musimy wykonywać po operacji. Najlepiej zacisnąć zęby i robić wszystko, to co każe fizjoterapeuta, a czas wolny który mamy też można wykorzystać np. na trening mentalny.

To teraz opowiedz jak wygląda “zwyczajny” dzień w życiu tenisisty?

W dzień treningowy, kiedy jestem w domu, z reguły mam dwie sesje treningowe na korcie (łącznie 3,5 do 4 godzin) i jedną na siłowni lub w terenie (do 1,5 godziny). Na korcie nie tylko gram w tenisa, ale też duży nacisk kładę na sprawność fizyczną i wykonuję szereg ćwiczeń na poprawę mojej szybkości, zwrotności, dynamiki i wytrzymałości. Jeżeli chodzi o tenisa to plan treningowy ustalamy z trenerem na bieżąco w zależności od potrzeb, więc nie ma konkretnego wzoru. W każdym tygodniu mam dwa treningi stabilizacyjne na siłowni, które poprawiają moją świadomość ciała i pracę mięśni głębokich. Zajęcia w terenie to głównie treningi obwodowe, które rozwijają mnie wszechstronnie. Ponadto jako uzupełnienie dwa razy w tygodniu odbywam sesję „gyrtonicu”. To nowoczesna metoda treningowa, która rozwija mięśnie głębokie, świadomość swoich ruchów, uczy płynności i lekkości.

Czy jest szansa na chwilę relaksu i odpoczynku po tak intensywnym dniu?

Po całym dniu treningów oczywiście bardzo ważna jest odnowa i wypoczynek. Regularnie widzę się ze swoim fizjoterapeutą (ok. 3 razy w tygodniu). Codziennie wieczorem skupiam się na rolowaniu i rozciąganiu, co często zajmuje nawet półtorej godziny. Często robię wizualizację połączoną z relaksacją zwłaszcza gdy jestem na turnieju.

Czym jest dla Ciebie praca z psychologiem sportu?

Regularnie spotykam się z moim psychologiem. W każdym sporcie zawodnicy mają wiele problemów, z którymi ciężko poradzić sobie samemu i takie wsparcie jest jak najbardziej potrzebne. Współpraca z dobrym specjalistą może przynieść tylko korzyści. Podczas spotkań z psychologiem dużo rozmawiamy i budujemy moją pewność siebie, wzmacniamy motywację. Dostaję także szereg ćwiczeń na koncentrację, kontrolę emocji, radzenie sobie ze stresem. Nawet najmniejszy szczegół może okazać się kluczem do sukcesu.

Mógłbyś przybliżyć na czym polegają takie ćwiczenia i czy są one skuteczne?

Zdecydowanie pomagają, mój trener szybko zauważył na korcie efekty pracy z psychologiem, a wynik wielu ćwiczeń można łatwo zweryfikować samemu. Niektóre ćwiczenia wykonuję podczas spotkań na komputerze w specjalnym programie i tam mogę analizować wyniki i regularnie śledzić swoje postępy. Ponadto wykonuję ćwiczenia oddechowe, które mnie wyciszają i w trudnych momentach na korcie łatwiej zapanować nad emocjami. Trening koncentracji, to kolejna sfera, gdzie mam dużo ćwiczeń. Polegają one na codziennym wzmacnianiu uważności rozwiązując różne zadania. Do tego wcześniej wspomniana relaksacja z wizualizacją.

Co tak naprawdę dała Ci współpraca z psychologiem sportu?

Przede wszystkim zacząłem lepiej radzić z sobie ze stresem podczas meczu. Kiedyś napięcie meczowe nie pozwalało mi grać na swoim poziomie, a współpraca z psychologiem nauczyła mnie jak sobie z tym poradzić. Teraz nawet gdy czuję to napięcie umiem reagować i z nim walczyć. Kolejny aspekt to poprawa koncentracji, którą jestem w stanie utrzymywać na najwyższym poziomie w najważniejszych momentach. Dzięki psychologii sportu na pewno też lepiej rozumiem siebie i łatwiej mi kontrolować swoje emocje, a także odpowiednio na nie reagować.

Jakie aspekty są kluczowe w życiu i rozwoju profesjonalnego sportowca?

Poza wspomnianą wcześniej odnową i regeneracją kluczową rolę odgrywa dieta i sen. Osiem godzin snu to minimum potrzebne dla organizmu aby odpowiednio odpocząć przed następnym dniem pełnym treningów.

Jak wygląda Twoja codzienna dieta? Na co zwracasz szczególną uwagę?

To co dostarczamy swojemu organizmowi, czyli zjemy oczywiście przekłada się na to, jak później funkcjonujemy i ile mamy siły. Nie sposób efektywnie trenować cały dzień, gdy nie zjemy wartościowych posiłków. Jedzenie jest naszym paliwem i bez właściwej diety po prostu źle się czujemy i nie możemy w pełni wykorzystać naszych możliwości. Jeżeli chodzi o przykładowe posiłki, to na śniadanie owsianka zazwyczaj z mieszanką orzechów i dużą ilością świeżych owoców. Następny posiłek to np. humus ze świeżymi warzywami i koktajl owocowo-warzywny. Na lunch makaron z kurczakiem i warzywami. Popołudniowa przekąska to awokado z prażonymi migdałami i owoce. Na kolacje (to mój największy posiłek) krem z warzyw, łosoś z komosą ryżową i sałatka ze świeżych warzyw.

Zawodowe trenowanie tenisa wiąże się często z dalekimi i długimi podróżami - gdzie najdalej byłeś?

Zdarza się, że nie ma mnie 3-4 tygodnie, wracam na tydzień i znowu wyjazd na niespełna miesiąc. W tenisie trzeba dużo jeździć, ponieważ w każdym tygodniu zdobywa się punkty do rankingu i im lepsze wyniki tym wyższe miejsce, a żeby osiągać dobre wyniki to wiadomo, że musimy grać turnieje. Najdalej byłem w Tajlandii i spędziłem tam 4 tygodnie.

Jak sobie radzisz z aklimatyzacją w nowych krajach?

Wszystko zależy od miejsca, ale pierwsze dni zazwyczaj są ciężkie. Najgorzej, gdy muszę jechać na turniej sam i wszystko jest na mojej głowie. Najtrudniej o aklimatyzację, gdy zmieniamy strefę czasową i klimat. Do wspomnianej wyżej Tajlandii pojechałem pod koniec listopada więc u nas w kraju temperatura wynosiła w granicach 5 stopni, a tam około 35. Wilgotność w granicach 90 procent. Nie było łatwo i dopiero po tygodniu poczułem, że przyzwyczaiłem się do warunków.

A odżywianie? Na pewno utrzymanie odpowiedniej diety w obcym kraju o zupełnie innej kulturze nie jest łatwe?

Niestety często jest z tym problem i nie zawsze mogę zjeść akurat, to co chciałbym. W miarę możliwości oczywiście staram się żeby dieta mniej więcej pokrywała się z moim domowym odżywianiem. Jednak np. w Egipcie, gdzie ciężko o różne produkty, trzeba trochę pokombinować, aby dostarczyć wszystko czego potrzebuje organizm. Są też oczywiście miejsca gdzie nie ma tego problemu. Gdy turniej odbywa się w dużym mieście zawsze znajdą się składniki, których potrzebuję.

Co jest najtrudniejsze w życiu sportowca?

Na pewno rozłąka z bliskimi i brak czasu. Ja nie lubię podróży, po których potrzebuje dnia, bądź dwóch żeby dojść do siebie. Częste wyjazdy na turnieje powodują, że czasem w okresie 2 miesięcy mogę być w domu przez tydzień. Moja narzeczona nie ma lekko, ale doskonale mnie rozumie i zawsze mnie wspiera. Nawet będąc w domu są dni, że mamy zaplanowane na wieczór jakieś wyjście, ale po całym dniu treningów jestem tak zmęczony, że najzwyczajniej w świecie nie mam na to siły i musimy to odwołać. Każdemu życzę tak wyrozumiałej drugiej połówki.

Wiele poświęceń, bólu, ale i ogromne doświadczenia - co przyniósł Ci tenis?

Przede wszystkim wytrwałość i dyscyplina, ale tak naprawdę sport uczy wszystkiego i buduje charakter. Każdemu polecam uprawianie jakiejś dyscypliny sportu profesjonalnie bądź amatorsko. Mimo wielu przeciwności nie żałuję tej drogi i gdybym miał wybierać jeszcze raz wiedząc co mnie spotka, to i tak zrobiłbym tak samo i poświęcił się dla sportu. Po zakończeniu zawodniczego grania chciałbym zostać trenerem i pomagać innym, którzy próbują swoich sił w tenisie. Myślę, że jestem w stanie przekazać wiele ciekawych rzeczy z mojego doświadczenia, a na pewno pomóc w ciężkich momentach powrotu po kontuzji. Mamy już nawet - razem z narzeczoną pomysł na wspólny projekt, który będziemy realizować.

Obudziłam się, powoli otworzyłam oczy. Rozejrzałam się po pokoju. Acha, już wiem. Jestem w hotelu. To była kolejna noc spędzona w kilkunastodniowej trasie. Gdyby ktoś zadał mi pytanie o to gdzie mieszkam bez wahania odpowiedziałabym, że w samochodzie. Sypiam tylko w pokojach hotelowych. Wstałam żeby się ogarnąć i ruszyć dalej. W łazience stały moje kosmetyki a w niewielkiej walizce była czysta bielizna i kilka spakowanych zestawów ciuchów. Na biurku w torbie stał komputer. I to wszystko. Wszystko, czego potrzebuję.

Co powstrzymuje Cię przed bieganiem? Nie masz po prostu do tego dostatecznej motywacji? Spieszę z pomocą, aby przedstawić Ci całą listę argumentów, że bieganie naprawdę ma tę moc i warto przyjaźnić się z nim przez długie lata!

Strona używa plików cookies, aby ułatwić Tobie korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych. Więcej informacji