Śmieci czteroosobowej rodziny z Kalifornii mieszczą się w litrowym słoiku. Tyle odpadów państwo Johnson produkują…rocznie. Za nimi długa droga do recyklingowego minimalizmu. Dziś ich śladem podążają inni, a oni sami uczą znane marki jak ograniczać wytwarzanie śmieci. Życie w rytmie filozofii zero waste staje się coraz bardziej kuszące. Choć jest pełne wyzwań, warto je podjąć, by mieć dobry wpływ na środowisko.

Zero waste to ucieczka od marnowania. Ma być najgorętszym trendem tego roku i zmobilizować ludzi do zmniejszenia ilości wytwarzania śmieci. W domu przeciętnego Europejczyka zbiera się prawie pół tony odpadów rocznie. W koszu Polaka ląduje ich nieco ponad trzysta kilogramów. 1/3 śmieci trafia do recyklingu, taka sama ilość jest spalana. Pozostałe wywiezione zostają na wysypiska. Unijne przepisy obligują nas do zmiany proporcji. W 2020 roku połowa odpadów powinna być recyklingowana. Jeśli to się nie uda, Polska zapłaci sporą karę. Zero waste nie jest więc jedynie fanaberią grupy aktywistów, a planem do obowiązkowego realizowania w każdym domu.

Marnować można mniej wszędzie. W kuchni rozsądnie planując zakupy i wykorzystując resztki, w łazience ograniczając zużycie wody, zamiast plastikowych butelek można wybierać szklane. Ręczniki papierowe warto zamienić na wielorazowe ścierki, a na zakupy chodzić z własnymi torbami. To drobiazgi, na których opiera się cała filozofia zero waste. Nie chodzi o to, by się torturować i odmawiać sobie przyjemności, a żyć bardziej świadomie. Zdawać sobie sprawę z wpływu, jaki każdy z nas ma na środowisko.

My pozbywamy się śmieci, a one do nas wracają. Odpady emitują metale ciężkie, związki siarki i fluoru, pyły, grzyby czy bakterie nawet w promilu pięćdziesięciu metrów od wysypiska, na którym wylądowały. Zostawiają też ślad na całej drodze, jaką przemierzały od naszych kubłów do zbiorczego śmietnika. Skażonej gleby nie da się odratować, zanieczyszczenie trafia do wód gruntowych i powietrza. Najczęściej nie zdajemy sobie sprawy, że to co wyrzucimy do kosza, będzie rozkładało się przez kilka albo nawet kilkadziesiąt kolejnych lat. Puszka po napoju potrzebuje na to aż dziesięciu lat, jednorazowa zapalniczka stu lat, a foliowa reklamówka nawet czterystu. Butelka z polietylenu jest jedną z rekordzistek –może zostawiać ślad w atmosferze nawet przez tysiąc lat.

Zero waste daje więc nową perspektywę spoglądania na problem odpadów. Mobilizuje do większej odpowiedzialności za decyzje w sprawie zakupów i przynosi korzyści w postaci rozsądnego przetwarzania śmieci. Wyznacznikiem tej filozofii jest zasada 5 R’s, czyli indywidualnego minimalizowania złego wpływu na środowisko. Hasła są łatwe do zapamiętania i mogą być słusznym wsparciem w włączaniu się w nurt zero waste.

Zasada 5’R

  • Refuse (odmawiaj)
  • Reduce ( redukuj)
  • Reuse (użyj ponownie)
  • Recycle (przetwarzaj)
  • Rot (kompostuj)

Do listy można śmiało dodać *rep air, czyli naprawianie. Nasycenie w sklepach i kuszące ceny sprawiają, że chętniej wyrzucamy zepsute rzeczy zamiast przy wsparciu fachowca przywrócić im dawny blask. Spokojnie można jednak wrócić do tradycji naszych babć i mam, które w notesie miały adres dobrego szewca, tknięte wiatrem parasolki zanosiły do parasolnika, a oczka w rajstopach łapały im repasaczki. Zero waste skłania do tego, by kupować mniej, ale lepiej. Sprawdzać pochodzenie produktów, unikać masowych kolekcji. Być odpornym na promocyjne chwyty i wybierać rzeczy naprawdę potrzebne. Zamiast kolejnej pary szpilek poprawiających nastrój, pójść pobiegać i endorfiny łapać wraz uciekającymi kilometrami.

Ważne jest też, by produktom, które się zużyją dawać drugie życie. Dzięki takiemu rozwiązaniu guru filozofii zero waste, wspomniana na początku Bea Johnson, może chwalić się jedynie słoikiem śmieci. W domu zamiast tradycyjnego kubła na odpadki ma pojemniki do recyklingu. To tam trafiają zużyte buty jej dzieci, kartony, które można wykorzystać do kreatywnej zabawy, ubrania czekające na przerobienie na wielorazowe torebki czy płatki kosmetyczne. Bo Bea przerabia, kompostuje i uprawia bezgotówkowy handel wymienny. Zwraca uwagę na producentów, wybiera produkty sezonowe, nie robi niepotrzebnych zapasów. W wywiadach uświadamia, że kupowanie jednorazówek jest irracjonalne, bo stanowi nie tylko brutalny zamach na naturę, ale i portfele. Jej rodzina tylko w pierwszym roku eksperymentu wydała ponad czterdzieści procent mniej na życie niż przeznaczała wcześniej. Najbardziej uciążliwa była dla nich praca nad nowymi nawykami. Kompleksowa zmiana trwała dwa lata i na taki czas powinien się nastawić każdy, kto chce zacząć funkcjonować w rytmie #nowaste.

Eliminacja domowych odpadów to spore wyzwanie. Trudne i momentami uciążliwe. Troska o planetę wymaga poświeceń, ale przynosi mnóstwo niespodziewanych korzyści. Pokoje dzieci nie muszą być zasypywane plastikowymi zabawkami, zamiast nich można maluchy zabrać na wycieczkę do lasu, zobaczyć spektakl w osiedlowym domu kultury czy zapisać się na wspólne lekcje tańca. Życie w stylu zero waste najlepiej zacząć małymi krokami. Kupienia termosu albo termicznego kubka, dzbanka do filtrowania wody i noszenia swojej torby na zakupy. Takie nawyki potrafią uruchomić całą lawinę dobrych bezodpadowych zdarzeń. Trzeba tylko dać sobie i środowisku szansę.

Ten tekst rozpoczyna cykl artykułów poświęconych filozofii zero waste. Regularnie będę tutaj opowiadała o tym, jak unikać marnowania, oszczędzać i bardziej wspierać naturę. Pojawią się tematy związane z jedzeniem, naturalnymi kosmetykami, przepisy na domowy płyn do mycia naczyń czy naturalne odświeżacze powietrza. Zarzucę Was zatrważającymi danymi dotyczącymi marnowania żywności i konsekwencjami, jakie ma ono na środowisko. Odczaruję dla Was resztki. Zaglądajcie tutaj regularnie, by dowiedzieć się, jak świat rozwiązuje ten problem, jakie wydarzenia promujące zero waste są warte naśladowania i co zrobić, by życie w zgodzie z zasadami zero waste było dla Was przyjemnością. Jeśli macie swoje patenty i pomysły, dzielcie się nimi koniecznie w komentarzach pod tekstem.

Sylwia Majcher

Author: Sylwia Majcher

dziennikarka, blogerka i mama, której dzieci najbardziej lubią czarne oliwki i hummus. Absolwentka wielu kursów kulinarnych w Polsce i za granicą oraz studiów podyplomowych związanych z żywnością na warszawskiej SGGW. Kolekcjonuje książki kucharskie i przepisy z całego świata oraz kulinarne wspomnienia z podróży. W nowych miejscach zamiast muzeów odwiedza lokalne targowiska. Gotuje sezonowo, choć lubi smakowe eksperymenty. Swoimi przepisami dzieli się na blogu: kuchniawformie.pl

zobacz artykuły