Z nami zdrowo
Zaloguj się

Logowanie

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Pamiętaj mnie
Zaloguj się za pomocą konta
Aktualności 2020-05-07

Produkty bogate w magnez – poznaj najlepsze źródła magnezu

Magnez jest jednym z pierwiastków, które są istotne dla wielu układów naszego organizmu. Przez styl

... Czytaj więcej...

Fuerteventura w grudniu. Słońce nieśmiało przebija się zza chmur, wiatr kaprysi i nie może się zdecydować, jaką skalę osiągnie. Termometr, jak zawsze zimą na Wyspach Kanaryjskich przez cały dzień nie pokaże więcej niż 20 stopni. W dziecięcym basenie przy hotelu jednak tłum. Choć woda nie jest podgrzewana, maluchy nie protestują. Organizują zawody na zjeżdżalni i wyścigi gumowych łódek. Dress code basenowy, czyli strój, spodenki, jeśli młodsze dziecko to wystarcza pielucha. Słychać przekrzykiwania po angielsku i szwedzku. Żadnego słowa po polsku, choć obsługa mówi, że prawie połowa gości na urlop przyleciała z Warszawy. Polskie dzieci da się jednak zauważyć, są ubrane w długie spodnie, bluzy i koniecznie czapki chroniące przed wiatrem. W basenie ani morzu nie wykąpią się ani razu w czasie tygodniowych wakacji. Ekstrawagancją będzie jeśli zmoczą nogi. Bez skarpetek.

W kuchni powinno pachnieć. Intensywnie, aromatycznie i kusząco. Naturalnymi perfumami jedzenia są przyprawy. Te egzotyczne poznane w dalekiej podróży i te, z którymi przyjaźń trwa od dawna. Przyprawy mają nie tylko moc zmieniania dania, ale i leczenia. Sugestywnie wypierają sztuczne dodatki i wdzięcznie podkreślają najlepsze cechy używanych składników. Są w kuchni nie do zastąpienia, więc warto poznać siłę ich zastosowania.

Ciekawią Was dyscypliny, które są kombinacjami różnych aktywności fizycznych? Tutaj nie wystarczy, że jesteś dobry w jednym sporcie, ale musisz wykazać też świetną formę w innych! Przykładem jest triathlon, na który składa się: pływanie, kolarstwo i bieganie. Nie jest łatwo zdobyć medal w jednej z tych trzech dyscyplin, a co dopiero je połączyć i wygrać! JAK ONI TO ROBIĄ?

Niedawno rozpoczęłam współpracę z zawodowymi triathlonistami. Jesteście ciekawi jak wygląda specyfika pracy siedmiokrotnego medalisty w Polsce, który w tym momencie przygotowuje się do kwalifikacji na Mistrzostwa Europy i matury?

Michał Jarliński, młody triathlonista mający na swoim koncie siedem medali Mistrzostw Polski, w tym trzy złote, trzecie miejsce w Pucharze Polski dla juniorów 2017, zakwalifikowanie się do Młodzieżowych Mistrzostw Europy w wieku 16 lat. Zdumiewające jest to, że ten zawodnik trenuje triathlon od sześciu lat i to jest dopiero początek jego kariery, z którą planuje związać swoją przyszłość.

  • Mistrzostwa Polski są jedną z najważniejszych imprez sportowych dla każdego zawodnika.Ty zdobyłeś na nich aż siedem medali! Wymienisz te zdobycze?

- To były piękne chwile, dokładnie je pamiętam. Dwa złota w duathlonie, jedno złoto w cross triathlonie, dwa srebra: w aquathlonie i w triathlonie (sztafeta), dwa brązy: w aquathlonie i triathlonie (młodziki). Do szczęścia brakuje mi teraz tylko jednego krążka, a dokładniej złota indywidualnego w triathlonie.

  • Wróćmy do początku - dlaczego triathlon?

- W szkole podstawowej zmagałem się z wieloma kontuzjami, wręcz pechowo: najpierw naderwałem achillesa w jednej nodze, a potem w drugiej. Dodatkowo wypadł mi kolec biodrowy również obu stawach biodrowych. Dzisiaj mogę powiedzieć, że dobrze się stało, bo dzięki temu mój trener wychowania fizycznego wysłał mnie do swojego brata - trenera pływania w celu rehabilitacji i tam już zostałem. Później doszło bieganie, a rower towarzyszył mi od zawsze. I tak pokochałem triathlon.

  • Która z konkurencji triathlonowych jest dla Ciebie najtrudniejsza?

- Kocham wszystkie te dyscypliny, ale najtrudniej od zawsze przychodziło mi pływanie, bo dopiero od sześciu lat trenuje. Jednak trudności w bieganiu i jeździe na rowerze też się zdarzały - największą z nich były kolki pojawiające się w trakcie zawodów i na treningach.

  • Jak poradziłeś sobie z tym problemem i co doradziłbyś innym, którzy zmagają się z kolkami?

- Bardzo pomogły mi ćwiczenia oddechowe, których nauczyłem się u psychologa sportowego. Pozbyłem się kolek, ale dodatkowo wpłynęło to dobrze na moją formę i dotlenienie organizmu. Na pewno poleciłbym dobrych specjalistów wokół siebie, którzy zawsze doradzą, co jest najlepsze.

  • Dobry team to podstawa - jakim sztabem Ty się otaczasz?

- Poza wspomnianym wyżej psychologiem sportu, na co dzień pracuje ze mną trener, który dba o wszystko. Bardzo duże wsparcie mam od rodziców, w szczególności od mojej Mamy, która jest tak jakby moją managerką. Sztab uzupełnia czterech fizjoterapeutów: trzech w Iławie - moim mieście rodzinnym i jeden w Trójmieście, gdzie trenuję.

  • Opowiedz nam jak wygląda typowy dzień z życia zawodowego triathlonisty...

- O szóstej rano mam pobudkę. Jem dwa banany, które dodają mi energii na pierwszy 1,5 godzinny trening pływania. Potem biegnę do szkoły, ale przeważnie się spóźniam  co na szczęście rozumieją nauczyciele - mam wsparcie w szkole. W trakcie zjadam koktajl z płatkami i składnikami odżywczymi, a obiad zwykle jem po szkole. Po południu mam trening też 1,5 godzinny i w zależności od dnia: bieganie i rower. Wszystko koordynuje mój trener. Wieczory w domu często nie są wolne - dochodzą ćwiczenia na sprawność siłową.

  • Czy Twój system treningowy jest uzupełniany obozami przygotowawczymi?

- Jestem reprezentantem Polski, więc miałem liczne obozy, w tym kadrowe. Ostatnio byłem w lutym tego roku, a wcześniej w grudniu. Obozy trwają około dwa tygodnie, a treningi na nich są bardzo zróżnicowane. Czasami jest jeden długi 3 godzinny trening w ciągu dnia, natomiast kolejnego już zaplanowanych jest 6 intensywnych godzin rozłożonych na trzy - cztery treningi.

  • Jakie są Twoje cele na ten sezon?

- Najważniejszym celem byłoby zakwalifikowanie się w maju do Mistrzostw Europy w Estonii i znalezienie się w pierwszej 15. W Polsce jest to mój ostatni rok w kategorii juniora, więc chciałbym zakończyć go z jak ja to nazywam - triple-triple, czyli trzema złotymi medalami na zawodach mistrzowskich. Ostatnim celem, który chyba dotyczy każdego sportowca, to rozwój i ciągłe poprawianie formy.

  • Czy usłyszymy Twoje nazwisko na Igrzyskach Olimpijskich?

- Bardzo bym chciał! Mam nadzieję, że uda mi się przygotować i dostać na Igrzyska w 2024 roku!

  • Twój klucz do sukcesu to…?

- Na pewno chęć do treningu. Kocham ten sport i jest to całym moim życiem. Moją motywacją jest udowodnienie sobie, że jestem w stanie walczyć z najlepszymi na świecie. Oczywiście w tym wszystkim bardzo ważne są: odpoczynek, odpowiednia dieta, sen i odpowiedni ludzie wokół!

 

Śmieci czteroosobowej rodziny z Kalifornii mieszczą się w litrowym słoiku. Tyle odpadów państwo Johnson produkują…rocznie. Za nimi długa droga do recyklingowego minimalizmu. Dziś ich śladem podążają inni, a oni sami uczą znane marki jak ograniczać wytwarzanie śmieci. Życie w rytmie filozofii zero waste staje się coraz bardziej kuszące. Choć jest pełne wyzwań, warto je podjąć, by mieć dobry wpływ na środowisko.

Cykl o inspirujących historiach za kulis sportowego życia postanowiłam rozpocząć opowieścią o koszykarzu, na którego karierze wychowałam się, ale to tylko jeden z wielu powodów. Maciej Zieliński od zawsze był dla mnie autorytetem polskiej koszykówki, a później osobą, z którą łączyła mnie miłość do jednego klubu - Śląska Wrocław. On spędził tam najpiękniejsze chwile swojej kariery, a dla mnie spełnieniem marzeń było rozpoczynać karierę jako psycholog właśnie w tym miejscu i z tymi ludźmi. Moje marzenie zostało spełnione, a teraz opowiem Wam historię człowieka, który nawet po zakończeniu kariery kocha tę dyscyplinę nad życie.

źródło: Andrzej Romański - pzkosz.pl 

- Na koszykówkę byłem skazany chyba od urodzenia. Oboje rodziców grali w kosza, więc chyba nie miałem wyjścia - chociaż na początku trenowałem piłkę ręczną, która była specjalnością mojej szkoły. Początki nie były łatwe, niestety ciężko było mi przestawić się z piłki ręcznej na inną dyscyplinę, ale po pewnym czasie zobaczyłem postępy i basket wygrał! - wspomina Zieliński.

Urodzony w Wałbrzychu, rozpoczynający karierę w Olsztynie, a zdobywający sukcesy we Wrocławiu - "Zielony" smykałkę do sportu miał już od dziecka. Odziedziczył po rodzicach zamiłowanie do aktywnego trybu życia. Choć Zieliński rozpoczynał od piłki ręcznej to doceniony przez trenerów - najpierw w Olsztynie, aż później Śląsk Wrocław wypatrzył i zatrzymał Maćka do końca.

Ponad 16 lat związanych jako koszykarz ze Śląskiem, osiem tytułów mistrzowskich, wielokrotne uczestnictwo w Mistrzostwach Europy i rozgrywkach Euroligi, a także występy w NCAA - to wszystko ma w swoim dorobku jeden z najlepszych polskich zawodników.

- Najlepsze chwile w mojej karierze? Wszystkie Mistrzostwa Polski, które zdobyliśmy ze Śląskiem! Z pojedynczych meczów to z pewnością pokonanie Realu w Madrycie i Maccabi we Wrocławiu. Z reprezentacji to 7. miejsce na Mistrzostwach Europy w Barcelonie - chociaż jest duży niedosyt po porażce z Grecją. Cieszą mnie bardzo ukończone studia w Providence College i chociaż nie spędzałem za dużo czasu na boisku, to tamte przyjaźnie trwają do dzisiaj. Mam kilku kolegów z NBA - mówi Maciej.

Ze Śląskiem związanych jest wiele zasłużonych nazwisk m.in.: Mieczysław Łopatka, Adam Wójcik, Dominik Tomczyk, Jacek Krzykała, czy Dariusz Zelig. Ten ostatni znaczył dla młodego Zielonego najwięcej w tamtych czasach. Polski trener i koszykarz, olimpijczyk i wieloletni reprezentant, a do tego inspiracja dla przyszłych wielkich nazwisk. Jednym z nich był właśnie Maciej.

- W Polsce moim mentorem był Darek Zelig i to od niego uczyłem się basketu, wszystkich sztuczek i zagrań. Wiele razy zostawał ze mną po treningu i walczyliśmy 1 na 1. Za to będę mu zawsze wdzięczny - opowiada.

Oczywiście Zielony jak i każdy kibic koszykówki miał swoich idolów w NBA. To były czasy Michaela Jordana i to od niego czerpał zapał, ale jako fan Bostonu Celtics nie mógłby nie wspomnieć o Larrym Birdzie. Zresztą kolor zielony na polskim i amerykańskim parkiecie zobowiązuje - do dnia dzisiejszego.

W 2006 roku Maciej Zieliński zakończył koszykarską karierę, ale czy rozstał się z klubem, wspomnieniami, koszykówką? Nigdy w życiu. Poza działaniami pozasportowymi cały czas sercem był blisko Śląska. Kibicował nawet najmłodszym rocznikom i regularnie przychodził na mecze. Co dzisiaj przekazałby zastrzeżony numer 9 w Śląsku Wrocław swoim następcom?

- W koszykówce ważne jest poczucie bycia częścią drużyny, która z biegiem czasu staje się drugą rodziną. Tak było w moim przypadku. Tylko dzięki wspólnej pracy całego zespołu można osiągnąć sukces, a wiele razy dla dobra drużyny trzeba poświęcać swoje indywidualne ambicje. I tego właśnie uczy sport i koszykówka: podnoszenia się po porażkach i wyciągania z nich wniosków, a z drugiej strony poświęcania siebie dla dobra innych. Młodym sportowcom mogę przekazać, że tylko ciężka praca i walka mogą - ale też nie muszą - prowadzić do osiągnięcia sukcesu. Trzeba wierzyć w swoje umiejętności, uczyć się z porażek i podpatrywać starszych kolegów, bo to od nich można najwięcej wynieść! - dodaje Zielony.

W obecnych czasach ciężko jest wymienić zawodników, którzy przywiązują się na stałe do jednego klubu. Śląsk Wrocław był potęgą, ale to tylko dzięki ludziom, którzy oddali serce tamtejszym parkietom. Ta pamięć pozostanie w każdym polskim miłośniku koszykówki.

W tym pamiętnym dla mnie sezonie spędzonym na śląsku obchodziłam 26 urodziny, Maciek życzył mi wtedy "100 lat w Śląsku" - i teraz, pomimo że od Wrocławia dzieli mnie 500 kilometrów, to duchem zawsze będę w Kosynierce.

 

Pracowałam z drużynami sportowymi i nie dam sobie powiedzieć, że atmosfera pomiędzy jej członkami nie jest ważna. Bez niej zespół składający się nawet z najlepszych zawodników może nie spełnić oczekiwań. Fundamentem każdej pracy, jaką wykonuje grupa ludzi jest współpraca.

Nie tylko w sporcie, ale w każdym innym przypadku – rodzina, aby dobrze funkcjonowała musi współpracować, wspierać się i pomagać sobie. W sporcie nie tylko drużynowym mówi się o "Team spirit". Tenis jest sportem indywidualnym, ale to sztab ludzi pracuje każdego dnia na to, aby zawodnik osiągał jak najlepsze wyniki – to również jest drużyna.

A – ambicja - jeden wspólny cel i dążenie do niego

T - trener - punkt łączący zawodników ze sportem

M – miłość - "wkładaj serce w to co robisz" - tylko wtedy ma to sens

O - optymizm - pozytywne nastawienie jest niezbędne w sportowym życiu

S - sukces - nawet najmniejsze sukcesy łączą, więc trzeba wspólnie do nich dążyć

F - feta - integracja i świętowanie sukcesów

E - empatia - zrozumienie i przyjaźń nie tylko w szatni

R - razem - zawodnicy są RAZEM odpowiedzialni za to co dzieje się na boisku/parkiecie.

A - angażowanie się - sport daje Ci satysfakcję, koledzy z drużyny oraz trener pomoc w osiągnięciu celu. A Ty co im dajesz?

Trener – Bob Budowniczy

Na dobrą chemię musi pracować każdy z załogi. Trener budując nowy team musi zadbać o fundament tej atmosfery jako pierwszy i ją zbudować. To on czuwa nad wszystkim i zaraża innych swoją wiarą i energią. Ta funkcja musi łączyć w sobie rolę ojca, mentora, autorytetu, ale przede wszystkim człowieka. Bez szacunku i zrozumienia poza boiskiem, ciężko będzie to nadrobić właśnie na nim.

Z doświadczenia wiem, że nieważne czy pracujesz z dziećmi, seniorami, czy młodzieżą pewne zasady są niezmienne.

POKAŻ, A NIE WYMAGAJ. TŁUMACZ, A NIE ROZKAZUJ, ROZMAWIAJ, A NIE KRZYCZ.

Trzy proste hasła, jednak trudniejsze do wykonania. Od zawodników wymagamy kontroli emocji i radzenia sobie z presją, ale to samo spoczywa na trenerze. W każdym człowieku kotłują się emocje, ale to każdy sam musi nauczyć się z nimi radzić.

Ludzie są istotami, które podświadomie budują swoje ego. Konstruktywna krytyka ma pomóc w doskonaleniu siebie, ale żeby to było efektywniejsze potrzebna jest również pochwała. Ciągłe oskarżenia i krytyka prowadzą do zniechęcenia.

Czas po treningach wzmacnia! Ważny jest czas spędzony poza boiskiem. Jeśli poznasz swojego podopiecznego jako człowieka to lepiej zrozumiesz go jako sportowca. Integracji nie uczymy się tylko na treningach. Istnieje mnóstwo zabaw, które budują atmosferę i scalają zespół. Warto poświęcić trochę czasu na treningi współpracy.

ROZMOWA, NIE MONOLOG, NIE WYKŁAD, NIE POUCZANIE.

To klucz w każdej relacji. Złoty środek, na który składa się kompromis, zrozumienie, szacunek i wspólny cel – porozumienie. Na koniec mowa o celach, ale to właśnie od nich powinieneś rozpocząć każdą współpracę. Każdy wchodzący w skład nowego teamu ma swoje doświadczenia, oczekiwania i cele. Poznając te rzeczy tylko wtedy możecie opracować plan, który doprowadzi do wspólnego celu, który już od początku musi być dobrze znany każdemu.

 

Strona używa plików cookies, aby ułatwić Tobie korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych. Więcej informacji