Z nami zdrowo
Zaloguj się

Logowanie

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Pamiętaj mnie
Zaloguj się za pomocą konta
Wasze przepisy 2018-09-14

Deser kokosowy

Uwielbiam smak kokosowy i uwielbiam prostotę. Gdy najdzie mnie ochota na coś pożywnego, a

... Czytaj więcej...

Wrocław – jest jednym z najważniejszych dla mnie miast. Śląsk Wrocław – to najważniejszy dla mnie klub koszykarski w Polsce, a Robert Skibniewski - jest jednym z najbardziej cenionych przeze mnie koszykarzy. Ten rok może być przełomowym w jego życiu, ponieważ zaczyna nowy etap w swojej sportowej karierze, jednocześnie wracając do ukochanego przez siebie miasta.

foto. Andrzej Romański 

Wyjątkowy zawodnik i człowiek, który ma mocny charakter, i który nigdy się nie poddaje. Wielokrotny reprezentant kraju, mistrz Polski i Słowacji, uczestnik rozgrywek Euroligi powrócił w tym sezonie do Wrocławia i zasili skład FutureNet Śląsk Wrocław, z którym będzie walczył o awans do ekstraklasy. To właśnie w tym miejscu, Robert zdobywał największe sukcesy koszykarskie, a teraz będzie również pełnił funkcję asystenta trenera - Radosława Hyżego.

Wrocław to Twój dom, ale kilka minionych lat spędzałeś w innych miastach. Dlaczego zdecydowałeś się na powrót do Wrocławia?

- Dostałem konkretną propozycję z klubu, który chce awansować do ekstraklasy i dodatkowo wracam w domu. Myślę, że gra jest warta świeczki.

Wiem, że w przyszłości chcesz zostać trenerem, czy ten powrót ma związek z tymi planami? Jakie cele sobie postawiłeś sobie w tym sezonie?

- Moja kariera jako zawodnika powoli dobiega końca. To że zostanę trenerem koszykówki wiem od… podstawówki. Jednak jeszcze w tym sezonie za moją pracę będę rozliczany przede wszystkim jako zawodnik. I właśnie jakozawodnik mam pomóc Śląskowi Wrocław awansować do Ekstraklasy. Dodatkowo jako asystent głównego trenera moim zadaniem będzie dzielenie się swoimi spostrzeżeniami i przemyśleniami z pierwszym trenerem. O tym, czy będą przydatne zadecyduje już on sam 

Śląsk to miejsce, z którym wiążesz wiele wspomnień i osiągnięć - cieszysz się, że wracasz na wrocławski parkiet?

- Oj było trochę tych wspomnień i przygód. Ale to temat na osobną rozmowę Pewnie, że się cieszę, w końcu wracam do domu. Do swojego łóżka, do swoich czterech kątów i mam nadzieję, że to już koniec z męczącymi przeprowadzkami.

Decyzja o powrocie narodziła się w tym roku, czy to było Twoje marzenie, aby karierę trenerską rozpocząć w miejscu, w którym zdobyłeś największe sukcesy jako koszykarz?

- Ta decyzja to pełen spontan. Po rozmowie z Radkiem Hyżym spotkałem się z prezesem Michałem Lizakiem, z którym rozmawialiśmy na temat tej współpracy. Już podczas drugiego spotkania podpisałem umowę.

W środowisku wrocławskim duże emocje budziło Twoje przejście do Włocławka (klub koszykarski Śląsk Wrocław i Anwil Włocławek nie darzą się sympatią). Jak ocenisz tamtą sytuację z perspektywy czasu?

- Nie oceniam. Takie jest życie sportowca. Każdy ma święte prawo do własnego zdania. My jako sportowcy jesteśmy profesjonalistami, a to jest nasz zawód i nasz sposób na życie. Jak ktoś ma z tym problem to jest, to jego problem - nie mój.

Planujesz już pozostać docelowo we Wrocławiu? Czy to już czas Roberta Skibniewskiego, który potrzebuje stabilizacji?

- Chciałbym, jednak wszyscy wiemy jak to bywa w tym biznesie. Życie zweryfikuje wszystkie plany.

W nadchodzącym sezonie 2018/2019 Śląsk planuje awans do Ekstraklasy. To Twój cel jako zawodnik, a jakie masz cele na swoją przyszłość trenerską? Grupy młodzieżowe, czy ekstraklasa?

- Mam kilka celów. Jednym z nich jest objęcie stanowiska trenera Ekstraklasy, który odważnie stawia na młodych Polaków.

foto. Andrzej Romański 

Jesteś zasłużonym polskim koszykarzem, od którego można wiele się nauczyć. Po tylu latach grania w różnych miejscach, w reprezentacji, a nawet za granicą - co Twoim zdaniem jest ważne lub najważniejsze w koszykówce i dlaczego?

- Nigdy nie przestawać w siebie wierzyć. Bez względu na okoliczności - nigdy nie przestawać w siebie wierzyć i nie przestawać pracować nad sobą. Tutaj nigdy nie ma końca. Nie pozwolić, aby czynniki zewnętrzne, np. jakieś niemiłe zdarzenie albo zachowanie drugiej osoby, wpłynęło na poczucie własnej wartości. Bez tego daleko nie zajdziemy i nie chodzi tylko o koszykówkę.

Masz jakieś rady dla przyszłych osób grających w koszykówkę lub trenerów?

- Być sobą i nigdy nie przestawać pracować nad sobą! Nie brać wszystkiego do siebie i mieć do siebie dystans. A w stosunkach interpersonalnych cały czas ze sobą rozmawiać. Bo ostatnio coś ta komunikacja między ludźmi szwankuje.

Jak oceniasz rolę psychologii sportu w całym systemie szkolenia jako zawodnik?

- Myślę, że jest bardzo ważna. Każdy z nas jest inny pod względem charakteru, sfery mentalnej czy emocjonalnej. Z każdym trzeba rozmawiać i pracować inaczej. W sporcie zespołowym jest to najważniejsze, a z drugiej strony bardzo trudne żeby z tych rozmaitych charakterów stworzyć jedność.

Czujesz się spełniony jako sportowiec?

- Tak, bo całe życie robię to, co kocham.

 

Robertowi, Radkowi i całej drużynie, która jest mi bliska życzymy powodzenia!

 

Nasiona chia, quinoa, tapioka czy jagody goi trafiły do naszej kuchni całkiem niedawno, ale dzięki swoim właściwościom zdobyły uznanie. Rozgościły się w zupach, puddingach i porannych koktajlach. Mieszamy je z mlekiem, zagęszczamy nimi sosy i dodajemy do ciast. Są wdzięcznym urozmaiceniem i niesztampową inspiracją. Jeśli jeszcze ich nie smakowaliście, czas nadrobić zaległości.

Mają fundować dawkę pożądanego orzeźwienia i nie przytłaczać swoim ciężarem. Letnie desery najlepiej aby łączyły w sobie delikatność i wyrafinowanie. Niech będą poważną konkurencją dla ociekających bitą śmietaną i wypełnionych zbyt słodkim sosem łakoci. Wakacyjnych pokus wokół jest mnóstwo, ale Wy dajcie się uwieść tym wzmacniającym i dodającym energii słodyczom! Letnie desery mają wyjątkową słabość do sezonowych owoców. Nie może więc w nich zabraknąć soczystych malin, słodkich jagód czy moreli! Brzmi zachęcająco, prawda?

Witajcie! Przygotowałam dziś dla Was placuszki, do których przyrządzenia będziecie potrzebować jedynie… trzech składników! Są przepyszne, banalnie łatwe w przygotowaniu i pożywne! Świetnie smakują zarówna na ciepło jak i na zimno, a przepadają za nimi łasuchy w każdym wieku!

Aż korciło mnie żeby napisać piękna starość, bo to o niej dzisiaj chcę napisać. Zastanawiałaś się kiedykolwiek jak to będzie kiedy się zestarzejesz? Jak będziesz wyglądać? Czy będziesz wysiadywała całymi dniami w przychodni, a jedynym zajęciem będzie gotowanie dla wnuków? A może wręcz przeciwnie? Będziesz podróżowała po świecie odkrywając nowe miejsca i wspaniałych ludzi? Muszę przyznać, że sama kilka razy o tym myślałam.

Na pewno nie raz naszła was ochota na coś słodkiego. A kiedy powiem Wam, że propozycja, z którą do Was dzisiaj przychodzę jest dodatkowo lekka, pożywna, zdrowa i smakuje zarówno na ciepło jak i na zimno to skusicie się? Mam nadzieję, bo przepis jest obłędny! Moi drodzy, dzisiaj na deser letnie owoce pod owsianą kruszonką!

Strona używa plików cookies, aby ułatwić Tobie korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych. Więcej informacji